Partnerstwo dla sukcesu

Partnerstwo dla sukcesu

Polacy, jak biznes – są wszędzie! Tym razem blisko stuosobowa grupa reprezentantów biznesu polonijnego była w kraju, czyli „u siebie w rodzinnym domu”. 26 maja br. w Warszawie, z inicjatywy Zarządu Fundacji Polonia, odbyła się XV Światowa Konferencja Gospodarcza Polonii pt. „Partnerstwo dla sukcesu”, której przewodniczył Prezes Zarządu Zbigniew Ludger Olszewski.

Temat wielce interesujący i aktualny, ujęty zadaniowo i w aspekcie wyzwań płynących z kryzysowego otoczenia finansowo-gospodarczego świata i Europy. Stąd równie interesujące wystąpienia i żywa dyskusja, a w konsekwencji konstruktywne wnioski realizacyjne.

Nasze atuty i… nie tylko
Najpierw o roli sektora polonijnego biznesu gospodarczego, który coraz wyraźniej i śmielej wpisuje się w całokształt naszych stosunków z zagranicą. To on, choć może jeszcze skromny, promuje Polaków i Polskę na wszystkich kontynentach. Promuje polskie możliwości współpracy gospodarczej z poszczególnymi krajami, regionami i branżami. Zbliża jednocześnie rynki zagraniczne do Polski. Czyni to w miarę swoich możliwości z powodzeniem, ale są to działania długofalowe, więc nie ograniczają się do tego, co jest.

A mają po temu sporo atutów. Zaliczamy do nich dobre rozeznanie specyfiki rynku zagranicznego, na terenie którego funkcjonują. Mają dobre rozeznanie ryzyk finansowych i handlowych, które towarzyszą ich działalności, ale i podmiotów krajowych, chcących handlować czy inwestować. Są więc dobrym i wiarygodnym dlań źródłem informacji.

Są, zgodnie z naturą Polaków w ogóle, przedsiębiorczy w poszukiwaniu i wykorzystywaniu możliwości współpracy. Są dobrą strukturą do rozwoju współpracy regionalnej. O dobrej znajomości języków obcych, co jest atutem niezbędnym i naturalnym, tylko wspomnę. Ale, o czym mówiono także, jest też sporo jeszcze słabości.

Po stronie samego biznesu polonijnego wskazać trzeba na duże nadal rozdrobnienie i rozproszenie podmiotowo-funkcjonalne. Małe i drobne firmy, a one dominują, w dobie dominacji wielkich i zasobnych kapitałowo korporacji i firm, są w niekorzystnej sytuacji. Obok tego, obserwowany jest nierzadko indywidualizm czy egoizm działania. A w ślad za tym – nadal są liczne przypadki, w ramach sektora polskiego, praktyki wzajemnej konkurencyjności, zwłaszcza cenowej. Sami sobie w ten sposób podcinamy skrzydła.

Sporo uwagi poświęcono także słabościom czy niedomaganiom, występującym na terenie naszego kraju, a odbijającym się niekorzystnie na biznesie polonijnym. Po raz kolejny, poczynając od „góry”, zwracano uwagę na trwającą „konkurencyjność” kompetencyjną między resortami gospodarczym i spraw zagranicznych.

A ponieważ dysponują one funduszami na promocję, to walka o „pieniądze” przybrała już charakter zjawiska permanentnego, ze szkodą m.in. dla firm polonijnych. W całokształcie działalności krajowych struktur i instytucji – biznes polonijny traktowany jest drugoplanowo, a nawet marginalnie. Coś w stylu „jest, to jest i niech sobie będzie”. Zauważano także, że mało kompetentna jest obsada stanowisk zajmujących się sprawami polonijnymi, a tematyka gospodarcza tej współpracy też jest mgliście i mdło traktowana w zadaniach polskich placówek za granicą.

Fot. ru.123rf.com

Partnerstwo zobowiązuje
Oprócz wymiany opinii i poglądów – sporo miejsca, zgodnie zresztą z intencjami organizatorów tego forum, poświęcono poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie „co i jak robić dalej”, by kondycja polskiego biznesu polonijnego krzepła i by rzeczywiście wejść skuteczniej na drogę „partnerstwa dla sukcesu”.

Wiadomo, że świat i Europa przeżywa trudny, kryzysowy okres, ale nie ma co załamywać rąk, a starać się szukać możliwych i niezbędnych rozwiązań i działań. Gotowych czy uniwersalnych recept na kryzys nie ma, a tym bardziej dla tysięcy wielobranżowych firm. Trochę optymizmu wnosi tu niezła lub dobra kondycja polskiej gospodarki. Ale to jedno. Cieszy eksporterów polonijnych wzrost popytu krajowego, a importerów – bogata i zróżnicowana oferta podażowa. Możliwości jednak inwestycyjne kraju są skromne, by zainwestować na Ukrainie czy w Rosji, tworząc pośrednio pole dla szerszej aktywności dla polskich firm, w tym polonijnych. 

W obszarze „makro” jakiegoś znaczącego kroku zrobić się na razie chyba nie da. Dość jednoznacznie brzmiał postulat, że biznes polonijny wymaga „wsparcia” i to w różnych formach, a z całą pewnością – finansowego. Postulat od lat – słuszny i niepodważalny. Nie określając komu i ile tego „wsparcia”, ograniczono się do postulatu generalnego, w tym pod adresem państwa. Temat pozostał więc „otwarty”. 

Parę uwag zgłoszono pod adresem samego środowiska polonijnego. Po pierwsze – trzeba zapobiegać wskazanym uprzednio nieprawidłowościom i słabościom wewnątrzsektorowym. Potrzebna jest ściślejsza współpraca z sektorem bankowym i z izbami przemysłowo-handlowymi. Lepsza i ściślejsza powinna być współpraca z polskimi placówkami ekonomiczno-handlowymi za granicą oraz z mediami polonijnymi. 

Ujmując problem w szerszym aspekcie – określone powinno być czytelnie i jednoznacznie miejsce i rola biznesu polonijnego w całokształcie współpracy gospodarczej Polski z zagranicą. Ani jeden resort nie jest w stanie odpowiedzieć, ile jest firm polonijnych, ani nawet szacunkowo podać ich poziomu obrotów handlowych. Jednym słowem nie wiemy, na czym stoimy. Warto by też dokonać analizy, jak swoje firmy „narodowe” wspierają inne kraje. 

Dobrze się stało, że w obradach konferencji wzięli udział przedstawiciele Stowarzyszenia Eksporterów Polskich, z prezesem Mieczysławem Twarogiem na czele, dla których problematyka wspierania działalności eksporterów jest chlebem powszednim. W jego strukturze funkcjonuje też Korpus Promocji Biznesu Polonijnego. A to już współbieżności pożądanych i konstruktywnych działań w dobrym kierunku. 

Optymizm konkretów
W kontekście tych ocen, uwag i sugestii, niewątpliwym walorem tego spotkania były zwłaszcza trzy znakomite, bo konkretne, rzeczowe i zachęcające do współpracy wystąpienia. Dwa z rynków wschodnich i jedno z rynku amerykańskiego. Zachowana została w ten sposób „równowaga” geograficzna w oglądzie polonijnego biznesu. A były to zachęcające oferty do współpracy z Ukrainą, Kazachstanem i USA. Przedstawili je obrazowo, szczegółowo i przekonująco: pierwszy zastępca gubernatora ukraińskiego obwodu Ługańskiego Edward Łazowski, radca minister ambasady Kazachstanu w Polsce Margulan Baimukhan oraz wiceprezes Pangea Alliance z Nowego Jorku Grzegorz Fryc. 

Ważne, że te informacje i propozycje padły w obecności i bezpośrednio pod adresem realnego sektora biznesowego. Nie wnikając w szczegóły – wskazano na możliwości implantacji i rozwój działalności handlowo-produkcyjnej w strefie „Agrogorod” w Ługańsku, który jest wielkim projektem inwestycyjnym, realizowanym z powodzeniem przez Polskę i Unię Europejską, a obejmującym rynek hurtowy, w tym towarów rolno-spożywczych, sektor przechowalni i terminal celny. Atutem niepodważalnym jest dobra infrastruktura transportowa, znaczący popyt inwestycyjny i konsumpcyjny oraz możliwości zbytu na sąsiednim rynku rosyjskim. Korzystne są warunki prawne dla działalności podmiotów zagranicznych, w tym ulgi podatkowe. 

Nieograniczone wręcz możliwości współpracy są na rynku kazachstańskim, w tym w przetwórstwie surowców i towarów rolno-spożywczych. 

Dużą dozę optymizmu zawierała informacja Grzegorza Fryca, dotycząca miejsca i roli Polaków w USA, w tym profesjonalnych kadr młodego pokolenia w obszarze nauki i nowych technologii. Przedsiębiorczość i kreatywność jest niejednokrotnie bardziej dostrzegana i doceniana przez Amerykanów niż u nas w kraju. Mamy więc dobre zaplecze młodego środowiska biznesowego. Rośnie nowe pokolenie profesjonalistów polonijnych w tej i innych dziedzinach.

Mikołaj Oniszczuk
Tekst ukazał się w nr 10 (158) 29 maja – 14 czerwca 2012

X