Okopisko Najstarsze zdjęcie żydowskiego cmentarza, lata 30. XX w. Zdjęcie z archiwum Muzeum Krajoznawczego

Okopisko

Co byśmy nie mówili, ale Stanisławów był miastem żydowskim. Prawie połowę jego mieszkańców stanowili mieszkańcy, wyznania mojżeszowego. Wcześniej lub później wszyscy oni znaleźli się w bejt olamie, czyli „domu wieczności”. Tak nazywany jest po żydowsku cmentarz. Dziś opowiem o historii żydowskiego cmentarza w Stanisławowie – niestety, dziś już nieistniejącego.

Zdążyć przed zachodem słońca

W pierwszych miesiącach istnienia Stanisławowa Żydów grzebano w Tyśmienicy. Trwało to do 17 września 1662 r., kiedy to Andrzej Potocki wydał gminie żydowskiej przywilej. Pośród ich praw i obowiązków Żydom: „…na groby swoich przeznaczono okopisko, nieopodal miasta”. Leżało ono przy drodze tyśmienickiej, w miejscu dzisiejszego kina „Kosmos”.

„Okopiskiem” określano w Galicji żydowskie cmentarze. Na pewno dlatego, że okopane były rowem i otoczone niewielkim wałem ziemnym. Czyniono tak, aby świat żywych odgrodzić od świata zmarłych, a także, aby zwierzęta domowe nie bezcześciły uświęconej ziemi.

Żydowskie obrzędy pogrzebowe nieco różniły się od chrześcijańskich i warto zatrzymać się na nich dokładniej. Według legendy biblijnej pierwszego pochówku dokonał znany wszystkim Kain. Po zabójstwie swego brata Abla, złoczyńca nie namyślał się długo, co zrobić z ciałem. Zobaczył, jak kruk zakopuje do ziemi martwego kruka. Powtórzył więc to co widział i odtąd grzebalna zasada narodu wybranego to „proch do prochu, ziemia do ziemi”.

To właśnie dlatego Żydzi nie uznają trumien. Ciało owijają w płótno i spuszczają do grobu. Słynny Całun Turyński jest właśnie zwojem takiego płótna pogrzebowego – Chrystus był bowiem po Matce Żydem. W latach późniejszych, gdy Żydów zmuszano do grzebania zmarłych w trumnach, robili oni w ich wieku niewielkie otwory lub wrzucali do trumny grudkę ziemi.

W odróżnieniu od chrześcijan, Żydzi nie czekają z pogrzebem trzy dni. Za optymalny uważany jest pochówek jeszcze tego samego dnia przed zachodem słońca. Żydzi omywają zmarłego, ubierają w specjalnie przygotowane białe szaty – spodnie, koszulę i kipę. Nie zapominają i o białych pantoflach. Twarz zakrywana jest kawałkiem płótna. Mężczyzn zawijają w tales – rytualną narzutkę z frędzlami, w której za życia chodzili do synagogi. Przed pochówkiem rabin obcina jeden z frędzli na świadectwo, że została odmówiona ostatnia modlitwa. Kobiety grzebane są w wielkich sześciokątnych kawałkach płótna koloru czarnego z gwiazdą Dawida.

Zmarły grzebany jest szybko, bez muzyki. Dzieciom i kobietom, bliskim zmarłego, nie poleca się uczestnictwa w pogrzebie. Stypa jest skromna – wypija się kieliszek wódki i przegryza czymś słodkim – może być to leikich (coś w rodzaju placka miodowego) lub strudel.

Zmarłych wypomina się na 7 i 30 dzień. W kalendarzu żydowskim jest też specjalny miesiąc na wypominki – Emuł, przypadający na sierpień-wrzesień. Wówczas przy macewach na grobach stawia się świeczki. Palić papierosy, jeść i śpiewać na cmentarzach zabrania się – nic nie powinno zakłócać spokoju zmarłych. W soboty i wielkie święta religijne odwiedzanie cmentarzy jest zabronione.

Za drugich sowietów cmentarz zaczął niszczeć. Zdjęcie z archiwum rabina Moisze Lejb Kolesnika

Owoce i upiory

W połowie XVIII w. zawaliła się stara synagoga. Gmina żydowska miasta zwróciła się do lwowskiego arcybiskupa katolickiego Wacława Sierakowskiego z prośbą o zezwolenie na wybudowanie nowej. Zgodził się, ale wysunął szereg warunków, znacznie ograniczających i poniżających gminę żydowską. Niektóre punkty, odnosiły się również do stanisławowskiego okopiska:

„Żeby ci Żydzi pościnali wszystkie drzewa, zwłaszcza owocowe, na swoim cmentarzu i żeby utrzymywali cały plac cmentarza goły. To w tym celu, by owoce nie kusiły ludzi chrześcijańskich godzić się na prace na cmentarzu. Chałupę (tzn. tagorę – budynek, gdzie omywa się zmarłych) przy cmentarzu zezwalamy posiadać, ale żeby do niej chrześcijan nie wpuszczano.

Żeby na przyszłość terenu tego cmentarza nie poszerzać i ziemi nie dołączać.

Pogrzeby żeby czyniono przed wschodem lub po zachodzie słońca”.

Ale najgorsze dopiero miało nadejść. W 1808 r. na cmentarzu pojawiły się … upiory. Historyk Sadok Barącz pisze, że rankiem mogiły były rozkopane, a trupy odkryte i rozszarpane. Przerażona straż nocna mówiła, że co nocy z sąsiedniego cmentarza chrześcijańskiego przychodzą dwa upiory, by znęcać się nad zwłokami. W końcu okopisko pozostało bez straży, bo nikt z Żydów nie chciał mieć nic wspólnego z ciemnymi siłami, a i chrześcijanie niezbyt się do tego kwapili. Tymczasem znęcanie się nad zwłokami wciąż trwało. Nareszcie sprawą zajęło się stanisławowskie starostwo – ochronę cmentarza objęła austriacka warta wojskowa.

Pierwszej nocy żołnierze zauważyli, jak od strony miasta dwie białe postacie szybko przeskoczyły rów. Otworzono do nich ogień i oba potwory zabito. Okazało się, że były to dwa białe psy panów Wirtelrmarcha i Rotkegla. Prawdopodobnie właściciele słabo karmili swe pupile, więc szukały one dodatkowego pożywienia na okopisku. Po tym incydencie cmentarz otoczono wysokim murem.

Fundament pomnika czekistów ułożony był z macew. Zdjęcie z archiwum rabina Moisze Lejb Kolesnika

Tu byli najlepsi ludzie

Nagrobek na żydowskiej mogile nazywa się macewa lub macewot. Zrozumiałe, że krzyży na nich nie ma. Religia zabrania Żydom przedstawiać na macewach postacie ludzkie. Stąd żydowscy rzeźbiarze starali się te zakazy pominąć. Na przykład, na macewach Lwa czy Lejby przedstawiano kamienne lwy, niedźwiedzie chroniły wieczny odpoczynek Bera czy Dowa. Wolfa przedstawiał wilk, jeleń – Gersza lub Cwi, gołąb – Jone, ryba zaś – Fiszla. Badacz symboliki żydowskich nagrobków Dmytro Panajir pisze, że na nagrobkach dziewic przedstawiano łanie lub jednorogi – symbole czystości i cnoty. Pochówki kobiet zamężnych można łatwo poznać po pięcioramiennych świecznikach z ptakami po bokach. Ptak bowiem to alegoria rodzinnego gniazda.

Na starym okopisku znalazły wieczny spoczynek liczne znane postacie. Pochowano tu kilka pokoleń rabinackiej dynastii Horowitzów, władających darem przekleństwa. Spoczęli tu burmistrz Stanisławowa Artur Nimgin, założyciel fabryki drożdży i spirytusu Filip Liberman, poseł do sejmu austriackiego Karol Halpern. Do tej szacownej kompanii dołączyło dwóch wolnomularzy. Czcigodni panowie Mejer Sager i Gedali Fejer byli członkami lwowskiej loży „Szczera przyjaźń” i pierwszymi żydomasonami Stanisławowa.

Z czasem cmentarz zapełnił się całkowicie i pod koniec 1920 r. został zamknięty. Odtąd Żydzi grzebali swych zmarłych na nowym cmentarzu, za dzisiejszym miejskim jeziorem. Na okopisku pozostało jednak wiele wykupionych (czyli zarezerwowanych) miejsc, pochówki więc odbywały się tu do 1941 r.

Frankowski rabin Moisze Lejb Kolesnik na resztkach żydowskiego cmentarza. Zdjęcie z archiwum rabina Moisze Lejb Kolesnika

Kino może wszystko

Pierwsza masowa egzekucja ludności żydowskiej Stanisławowa miała miejsce właśnie na okopisku. Świadek Wołodymyr Baran wspomina, jak we wrześniu 1941 r. Niemcy spędzili tu około stu ludzi i z zimną krwią rozstrzelali ich z muru cmentarnego. Pozostała po nich na ziemi wielka krwawa plama, która przez kilka dni świadczyła o straszliwej tragedii.

Na początku lat 1960. władze sowieckie przystąpiły do systematycznego niszczenia cmentarza. Niebawem wybudowano tu szerokoformatowe kino „Kosmos” – wprost na kościach. Mieszkańcy wspominają, jak przed pierwszym seansem była ulewa i część sufitu w foyer zawaliła się. Wielu powiązywało to wydarzenie z niewłaściwym wyborem miejsca budowli – zmarli nie lubią, gdy się niepokoi ich wieczny sen.

Szczytem bluźnierstwa stał się los starych macew. Wykorzystano je jako krawężniki na wielu ulicach miasta. Kamiennymi nagrobkami wybrukowano część ul. Króla Daniela. Gdy w 1991 r. zwalono pomnik poległym czekistom, okazało się, że jego fundament w całości złożony jest z macew.

Dziś stare okopisko poza kinem „Kosmos” już nic nie przypomina. Z wyjątkiem chyba zachowanego fragmentu starego ogrodzenia, prawie niewidocznego zza kubłów na śmieci.

Może warto byłoby ustawić tu przynajmniej jakiś znak upamiętniający to miejsce.

Iwan Bondarew

Tekst ukazał się w nr 22 (458), 29 listopada – 16 grudnia 2024

X