Nie tylko Matuszewski i Floyar-Rajchman

Po 77 latach od wyjazdu z Polski i tułaczki po świecie pułkownik Ignacy Matuszewski (zmarł w Londynie w 1948 r.) i major Henryk Floyar-Rajchman (zmarł w Nowym Jorku w 1958 r.) powrócili w grudniu do Polski – ich szczątki spoczęły w ojczystej ziemi, w Alei Zasłużonych na warszawskich Powązkach.

Obaj byli wojskowymi, politykami i wysokimi rangą urzędnikami w rządach okresu międzywojennego. Najbardziej zasłynęli jednak z akcji wywiezienia na Zachód na początku II wojny światowej złota z rezerw państwowych.

Chociaż razi mnie polityka ekshumacyjna IPN-u, to sprowadzenie do kraju prochów tych dwóch zasłużonych dla Polski oficerów odbieram jako akt historycznie słuszny i zasadny. Dzięki temu nasza wiedza wzbogaciła się o mało znane fakty związane z losem Funduszu Obrony Narodowej i Polskiego Skarbu w czasie II wojny światowej. Jego ocalenie zawdzięczamy tym dwóm oficerom. Nie bez znaczenia jest też udział w akcji naszego rodaka, por. Krystyna Ostrowskiego z Korczewa. Znający kilka języków obcych i mający dobre kontakty z kręgami dyplomatycznymi i europejską arystokracją młody hrabia Ostrowski był na wagę złota, które trzeba było ratować, by mieć za co organizować polskie Siły Zbrojne na Zachodzie i utrzymać Rząd RP we Francji i w Anglii.

Wojenną historię polskiego skarbu narodowego można poznać z interesującego filmu pt. „Złoty pociąg” produkcji polsko-rumuńskiej z 1986 roku. Ukazuje on epopeję Polskiego Skarbu Narodowego rozpoczętą 5 września 1939 roku w Warszawie i zakończoną w 1947 roku po podróży przez trzy kontynenty. Tomasz Zaliwski w roli pułkownika – ministra Górskiego przekonywująco realizował w tym filmie zadania, które we wrześniu 1939 roku zlecono pułkownikowi Ignacemu Matuszewskiemu. Miał do dyspozycji kilka autobusów z Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych z przypadkowymi kierowcami, a w ekipie kilku niemieckich szpiegów kierowanych przez oficera Abwery Langa. Całą drogę od Warszawy, przez Siedlce, Lublin, Łuck, Dubno, Śniatyń aż do granicy rumuńskiej złota kolumna była atakowana przez niemieckie samoloty. W Rumunii, której rząd premiera Calinescu nie uległ presji Hitlera i zezwolił na tranzyt polskich skarbów narodowych, cały czas trwał pojedynek oficerów wywiadów: polskiego – Bobruka i rumuńskiego – Montenau z diabolicznym Langiem z niemieckiej Abwery, wspomaganym przez rumuńskich faszystów. Brawurowe akcje szpiegowskie, gry i pułapki mylące przeciwnika, a w tle zabiegi dyplomatyczne polskiego rządu internowanego w Rumunii. Ambasador Niemiec w Rumunii Fabrycjus twierdzi, że polski skarb to zdobycz wojenna Rzeszy, a Polacy chcą za to złoto odbudować swoją armię. Grozi Rumunom za pomoc, jakiej udzielają Polakom. Calinescu odpiera te ataki, powołując się na traktaty o traktowaniu jeńców wojennych, które Niemcy podpisały. Przypłaci za to życiem, zastrzelony przez rumuńskich faszystów. Cały film B. Poręby w konwencji wojennego kryminału ukazuje trudne losy II Rzeczpospolitej, opuszczonej przez sojuszników w chwili największego zagrożenia. Nie mogliśmy w 1939 roku liczyć nawet na przyjęcie naszego skarbu narodowego przez neutralną Szwecję. Jak byłoby dziś warto się zastanowić, obserwując poczynania polskiej dyplomacji.

Czytelników zapewne zainteresuje udział naszego rodaka Krystyna Ostrowskiego z Korczewa w epopei o ratowaniu polskiego skarbu narodowego. Pierwsza duża partia cennego ładunku – 80 ton złota ze skarbca Narodowego Banku Polskiego wyruszyła w nocy z 4 na 5 września 1939 roku z Warszawy przez Siedlce do Brześcia nad Bugiem. W Siedlcach pułkownik Matuszewski zboczył do Korczewa, by pozyskać do ekipy Krystyna Ostrowskiego z uwagi na jego znajomość języków obcych, kontakty dyplomatyczne z okresu pracy w agendach Ligi Narodów oraz znajomości w sferach arystokratycznych krajów leżących na trasie wędrówki polskiego złota. Do transportu dołączyła także jego żona Wanda, nieletnia wówczas córka Beata i matka Helena z Tyszkiewiczów Ostrowska. Musieli zapewnić sobie własny transport z zapasem benzyny. Beata Ostrowska-Harris, która jest obecnie jedynym żyjącym uczestnikiem tej niezwykłej eskapady wspominała, jakim zagrożeniem był ich samochód całkowicie wypełniony szklanymi pojemnikami z benzyną podczas częstych ataków niemieckich samolotów naprowadzanych na transport przez ukrytych w ekipie agentów. Pamięta też, że jej matka musiała w Bejrucie sprzedać cenną rodzinną pamiątkę, by pokryć koszty pobytu, czego odmówił im pułkownik Matuszewski, chroniący każdy gram cennego ładunku.

Interesujące są losy polskiego skarbu i Funduszu Obrony Narodowej po zakończeniu wojny. Kto wie niech napisze do gazety. A może dowiemy się o tym na spotkaniu mieszkańców Sokołowa z panią Beatą Ostrowską-Harris, autentycznym świadkiem epopei „polskiego złota” w latach II wojny światowej. Dyrektor Hanna Lecyk zaprosiła panią Beatę na takie spotkanie do naszej biblioteki. Do tego czasu wszystkich zainteresowanych namawiamy do obejrzenia na Youtubie interesującego filmu pt. „Złoty pociąg” produkcji polsko-rumuńskiej z 1986 roku.

Wacław Kruszewski
Tekst ukazał się w nr 23 (363), 15–28 grudnia 2020

X