Nie tak się stało, jak planowano. Część 4 Gdyby ten projekt zrealizowano – plac Franki znikłby, zdjęcie z gazety „Galicyjski Korespondent”

Nie tak się stało, jak planowano. Część 4

Tym razem opowiem o niezrealizowanych projektach z okresu niezależnej Ukrainy. Ten czas nasi potomkowie zapamiętają jako okres chaotycznej zabudowy w centrum miasta, gdy w gonitwie za każdym metrem kwadratowym rujnowano starą zabudowę, a na harmonię nowych zabudowań z historycznymi pozostałościami nikt uwagi nie zwracał. Czasem nawet strach sobie wyobrazić, jak wyglądałby Iwano-Frankiwsk, gdyby chociaż część tych projektów wcielono w życie. Jednak na szczęście – tak się nie stało. Możliwe, że dzięki wstawiennictwu św. Wincentego czy jeszcze któregoś z niebiańskich wspomożycieli miasta na dwóch Bystrzycach.

Pół placu im. Franki

Już dawno przyzwyczailiśmy się do zabudowy wolnej przestrzeni między dwiema kamienicami, wewnętrznego podwórka czy placu zabaw dla dzieci. Jednak precedensu przekształcenia placu w nie wiadomo co jeszcze nie było. Latem 2009 roku mogło wydarzyć się coś takiego. Wówczas na radzie zabudowy miasta Mirosław Bojko przedstawił plany rekonstrukcji swego hotelu „Nadija”. Po obu stronach do istniejącej budowli planowano dobudować dwa skrzydła, w jednym z nich miało być spa. Ale to nie wszystko. Przed hotelem, na miejscu dzisiejszego parkingu miał stanąć 16-piętrowy kompleks hotelowy ze szkła i betonu. Bardzo ładnie wyglądało to na planach, ale gdyby to zrealizowano, to:

– pl. Iwana Franki, jeden z niewielu w mieście placów, faktycznie by zniknął;

– pomnik Kamieniarza zatraciłby się na tle gmachu;

– mieszkańcy okolicznych „chruszczowek” do końca życia mieszkaliby w cieniu 16-piętrowej świecy.

Gdyby ten projekt zrealizowano – plac Franki znikłby, zdjęcie z gazety „Galicyjski Korespondent”

Na szczęście, biorąc pod uwagę te wszystkie argumenty, naczelny architekt miasta Ihor Harkot odrzucił projekt „rekonstrukcji”. I dobrze zrobił!

Marzenia jajecznego magnata

Frankiwsk, w odróżnieniu od innych miast, nie ma szczęścia do oligarchów. Poroszenko sprezentował Winnicy wspaniałe nadbrzeże i fontannę Roshen, Achmetow wykosztował się na Donbas Arenę, Bałoga pokrył nowym dachem zamek w Mukaczewie, czym uratował go od ostatecznej ruiny. A my co mamy? Domorosły „jajeczny król” Ołeh Bachmatiuk wątpliwym sposobem zawładnął całym kompleksem pałacowym Potockich i… doprowadził go do zupełnej ruiny.

Od 2004 roku rezydencja jest w jego rękach i przez ten czas oligarcha zdołał jedynie wyremontować bramę wjazdową – i to dopiero, gdy pochyliła się na tyle, że zaczęła zagrażać życiu przechodniów.

Media wielokrotnie oskarżały Bachmatiuka o celowe niszczenie zabytku, ale oficjalna pozycja milionera, który jest jedynie właścicielem zabudowań, była taka: „Przekażcie mi teren wokół zamku i natychmiast rozpoczynam restaurację”.

Władze miasta nie spieszyły się z przekazaniem ziemi, obawiając się, że gdy tylko tak się stanie, na teren zamku wjadą spychacze. Mieli rację! W 2008 roku w Internecie pojawił się projekt 12-piętrowego centrum handlowo-biurowego o wartości 63 mln dol. USA, wystawionego na działce 1,2 ha pod adresem – ul. Szpitalna.

W miejscu pałacu Potockich miało stanąć monstrum ze szkła i betonu, zdjęcie ze źródeł internetowych

Ziemi nie przekazano, Bachmatiuk żadnych prac restauracyjnych nie prowadzi, a pałac powoli się rozsypuje. Interesujące jest to, że urzędnicy odpowiedzialni za ochronę zabytków do tej pory nie podali pozwu do prokuratury z powodu umyślnego niszczenia zabytku. Hej, panowie Dawydiuk i Idak! Czy czekacie, panowie, aż zostanie jedynie przybudówka po lewej?

Wiszące ogrody na Nadrzecznej

Kolejny projekt mógł się wydać dość sympatyczny, gdyby go nie wpychano do historycznego centrum, lecz ulokowano na peryferiach. Widzimy tu wersję zespołu handlowo-hotelowego, który planowano wybudować przy ul. Nadrzecznej, za stacją benzynową. Centrum handlowe miało zająć długą poziomą przybudówkę, a hotel – prawe skrzydło. Planowano też podziemny parking. „Rodzynkiem” projektu był most dla pieszych, prowadzący do nadbrzeża i eksponowane zielone dachy-tarasy, pokryte trawą, dekoracyjnymi krzewami i drzewami w donicach.

Ten sympatyczny kompleks upiększyłby ul. Nadrzeczną, zdjęcie z archiwum Wołodymyra Gajdara

Projekt powstał w latach 2008/2009, a jego autorem był Wołodymyr Gajdar, późniejszy główny architekt miasta. Ten interesujący projekt nie został zrealizowany. Właściciele działki zmieniali się co pół roku i każdy miał własną wizję zabudowy, i każdy zamawiał nowy projekt. Obecnie teren ogrodzony jest zielonym płotem i najprawdopodobniej powstanie tu… zwykły blok mieszkalny.

Trajańskie monstrum

Kolejny projekt jest wymownym przykładem tego, jak mamona zwycięża nie tylko zło, ale i zdrowy rozsądek. W 2008 roku Sp.oo „Trajan”, dzierżawca lokalnego targu „Piataczok”, zdecydował wybudować tam centrum handlowe. Miejski Instytut Projektowy opracował projekt, który śmiało mógłby trafić do nominacji w konkursie na „Urbanistyczne monstrum okresu Niezależności”. W długich korytarzach Instytutu wiszą kolorowe plansze wizualizacji projektu, podpisane nazwiskami twórców. Są to architekci A. Capiak, O. Juszkiewicz i Ł. Łarczenko. Cóż oni takiego naprojektowali?

Proszę wyobrazić sobie olbrzymią piramidalną konstrukcje zwieńczoną szpilą, zajmującą olbrzymi plac pomiędzy ul. Dniestrowską do przychodni wojskowej przy ul. Starozamkowej. Handlowo-wypoczynkowy kompleks miał mieć ponad 43 tys. m kw. i parking na… aż 25 aut. Trudno w to uwierzyć, ale projekt przeszedł wszystkie etapy uzgodnień – w tym głównego strażnika zabytków p. Dawydiuka i przyjęty został przez radę zabudowy miasta.

W głowie się nie mieści, że dyplomowany architekt może tak zniszczyć historyczne centrum, zdjęcie z archiwum Miejskiego Instytutu Projektowego

Jedynym, kto zaprotestował przeciwko tej zabudowie był archeolog Wasyl Romaniec, który wyraził konieczność przeprowadzenia prac archeologicznych na wybranym miejscu, ponieważ był to teren dawnej fortecy stanisławowskiej. Umożliwiło to wstrzymanie na kilka miesięcy kopanie fundamentów. Ten czas zadecydował o wszystkim. Jesienią 2008 roku wybuchł kryzys finansowy, dolar skoczył w górę i właściciele nie mieli już rozpędu do mega projektów.

Poprosiłem Wołodymyra Gajdara o komentarz do tego projektu. Oto, co powiedział:

– Ta budowla swoją powierzchnią i wysokością porównywalna jest z „białym domem”!!! Był on budowany za sowietów, gdy umyślnie niszczono wszelkie ślady przeszłości miasta. Obecny jest wytworem chorobliwej „niezależnej” społeczności. Ostatecznie zniszczyłby proporcje środowiska historycznego, przyczynił się do transportowo-pieszych kłopotów komunikacyjnych i uniemożliwił całkowicie utworzenie historyko-architektonicznego rezerwatu…

Przy tym ten projekt był nieopłacalny. W centrum handlowym opłacalne są maksimum jedno-dwa piętra i to w warunkach dogodnej komunikacji. Wszystko co ponad – to już biura. Mamy już taki przykład niewykorzystanego biurowca przy ul. Hruszewskiego – skomentował pan Wołodymyr.

Jednak nie ma co spoczywać na laurach. Teren „Piataczka” jest ciągle w dzierżawie wieczystej i jego właściciele nie porzucają idei wystawienia tu jednak zespołu handlowego – ale już w mniejszych wymiarach.

Potrzebne są tereny zielone!

Na tle takich mistrzów, jak architekci Capiak&Co, promieniem oświetlającym mrok jest młody architekt Taras Salij. Jego projekt rekonstrukcji pl. Trynitarskiego został przedstawiony mieszkańcom w 2015 roku. Proponuje stworzyć tu przestrzeń rekreacyjną, całkowicie przeznaczoną dla pieszych. Interesująca jest idea zakonserwowania resztek umocnień miejskich, bowiem tędy przebiegały mury starego Stanisławowa.

Może kiedyś powstanie tu skwer z zakonserwowanymi resztkami miejskich fortyfikacji, zdjęcie ze źródeł internetowych

Na tylnym planie widać rozległą zieloną przestrzeń, fontannę w kształcie fortecy z sześcioma bastionami, kompleks wystawowy pod szklaną kopułą, w której nie od razu można rozpoznać stary pawilon mięsny kołchozowego rynku.

W jednym z wywiadów autor tak skomentował swój projekt:

– Jestem głęboko przekonany, że należy podjąć kwestię zakazu jakiejkolwiek zabudowy pl. Trynitarskiego. Wystarczająco już nabudowano. Z powodu licznych dysonansów, chaotycznie rozrzuconych w starej części miasta, nie mamy dotacji UNESCO. W mieście znikają tereny rekreacyjne. Należy je w końcu odnowić!

W tym samym 2015 roku elektroniczna petycja o urządzeniu terenu zielonego na pl. Trynitarskim zebrała 354 podpisy na 250 wymaganych minimalnie. Ludzie dokonali swego wyboru, teraz kolej na władze…

Iwan Bondarew

Tekst ukazał się w nr 14 (378), 30 lipca – 30 sierpnia 2021

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X