Na uboczu czy w centrum frontu?

Na uboczu czy w centrum frontu? fot. Wojciech Jankowski

Gdy w 2019 r. wspólnie z redaktorem naczelnym Kuriera Galicyjskiego Mirosławem Rowickim postanowiliśmy zorganizować konferencję poświęconą wydarzeniom sprzed stu lat, nie mieliśmy świadomości, na ile naprawdę ważna była obrona Lwowa w 1920 r. Natomiast było dla nas oczywiste, jakim dramatem – i to w różnych wymiarach – okazała się klęska obrońców miasta w 1939 r.

Wydawało się, że nasze zamiary pokrzyżuje pandemia. I redakcja Kuriera Galicyjskiego, i kierowana przeze mnie Fundacja Joachima Lelewela uznały, że szans na duże spotkanie we Lwowie już nie będzie. A potem odszedł główny inicjator pomysłu Mirosław Rowicki – człowiek, bez którego organizacja takiego przedsięwzięcia wydawała się całkowicie niemożliwa.

Ale wbrew wszystkiemu możliwa się okazała. Także dlatego, by uczcić pamięć Mirka, który chciał doprowadzić do debaty na ważny nie tylko dla samego Lwowa temat z historii tego miasta. Pomogła Fundacja Pomoc Polakom na Wschodzie, a zamiast konferencji udało się zorganizować dyskusję – cztery osoby siedziały w przypominającej arkę sali w Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego, a dwie – z Ukrainy – dołączyły za pośrednictwem Internetu. I poza organizatorami i kilkoma dziennikarzami, którzy mogli usiąść na oddalonych od siebie krzesłach, całe przedsięwzięcie oglądano i słuchano jedynie w Internecie.

Z dyskusji wynika kilka ważnych wniosków. Pierwszy jest taki, że walki o Lwów były kluczowe zarówno w wojnie 1920 jak i 1939 r. W przypadku tej pierwszej, miasto tylko pozornie znajdowało się na uboczu. Tu bowiem broniona była ważna linia komunikacyjna z Rumunią. A właśnie z Rumunii docierała do Polski amunicja – Niemcy czy Czesi nie chcieli przepuszczać transportów wojskowych. Gdyby padł Lwów, to faktycznie utracilibyśmy łączność z Europą. Z kolei dziewiętnaście lat później istniała koncepcja obrony tak zwanego przedmościa rumuńskiego. Tam, blisko granicy rumuńskiej, rozlokowane zostały najważniejsze urzędy państwowe. Wojsko miało się bronić do czasu spodziewanego ataku francusko-brytyjskiego. Lwów miał tę obronę wspierać. Z pamiętników wyższych urzędników wynika, że w Kutach i Kosowie szykowano się na wielotygodniowe czekanie na efekt natarcia z zachodu.

Oczywiście, to czekanie zakończyło się po kilku dniach, bo doszło do sowieckiej agresji. I, paradoksalnie, tak po sowieckiej, jak i po polskiej stronie oddziałami dowodzili ludzie, którzy uczestniczyli w wojnie polsko-bolszewickiej. Niestety, tym razem nie było szans na skuteczną obronę. Walka z dwoma wrogami nie miała szans. Oczywiście, pozostaje oddzielny i bardzo trudny temat, czy dowodzący polską obroną gen. Władysław Langner słusznie poddał się sowietom. Skutek jego decyzji był bowiem dramatyczny – spośród tych oficerów, którzy poszli do niewoli, ocalał tylko on sam.

Drugim wnioskiem jest potrzeba wspólnej, polsko-ukraińskiej debaty na temat obu wojen – a więc kontynuacji dyskusji prowadzonej częściowo w warszawskim Wilanowie, a częściowo, za pośrednictwem Internetu, we Lwowie i Kijowie. W przypadku 1920 r. polskie zwycięstwo nad bolszewikami byłoby niesłychanie trudne, gdyby nie pomoc wojska Ukraińskiej Republiki Ludowej. To fakt – także po stronie bolszewickiej, w szeregach Armii Czerwonej, walczyli Ukraińcy. Ale z naszego punktu widzenia ważni byli ci, którzy chcieli niepodległego i współpracującego z Polską państwa ukraińskiego. To oni walczyli zaciekle z bolszewikami – i gdy my wygraliśmy, oni przegrali, bo po traktacie ryskim Ukraińska Republika Ludowa przestała istnieć. W 1939 r. sytuacja była inna, ale w Polsce widziana zazwyczaj przez pryzmat działań ukraińskich nacjonalistów spod znaku OUN, którzy przy wsparciu Niemców usiłowali wywołać antypolskie powstanie. Tymczasem zapominamy, że w szeregach Wojska Polskiego było około stu tysięcy żołnierzy narodowości ukraińskiej, w zdecydowanej większości zachowujących się lojalnie i nierzadko walczących dzielnie, a nawet bohatersko. Zupełnie zapominamy też o apelach legalnej partii ukraińskiej UNDO, wzywającej do wspólnej polsko-ukraińskiej walki z niemieckim najeźdźcą.

Zaletą Internetu jest to, że rzadko kiedy coś w nim ginie. Dyskusję o dwóch obronach Lwowa można obejrzeć i wysłuchać – a jest tego warta. Rozmawiali bowiem ze sobą znakomici specjaliści, doskonale znający się na obu wojnach, a także na skomplikowanych dziejach stosunków polsko-ukraińskich. Warto podtrzymać ciekawą koncepcję zorganizowania kolejnego takiego przedsięwzięcia, a perspektywicznie – wydania wspólnej polsko-ukraińskiej książki na ten temat.

Piotr Kościński
Tekst ukazał się w nr 25 (365), numer specjalny

Całą dyskusję można obejrzeć tu:

X