Muniek Staszczyk: „Czuję miętę do Lwowa”

Podczas IV Polsko-Ukraińskiego „Festiwalu Partnerstwa” we Lwowie zagrał l koncert legendarny polski zespół „T-Love”.

Lwowska publiczność mogła usłyszeć „na żywo” wiele znanych i lubianych przebojów. Przed koncertem o Lwowie, wojnie na Ukrainie i planach na przyszłość opowiedział lider zespołu Zygmunt „Muniek” Staszczyk. Rozmawiał Eugeniusz Sało.

W ubiegłym roku po koncercie w Wilnie powiedział Pan, ze bardzo chciałby zagrać we Lwowie. Dlaczego właśnie Lwow?
Zawsze chciałem zagrać koncert we Lwowie. Wiele lat już o tym myślałem i zawsze się nie składało. Męczyłem menadżerkę, żeby znalazła tutaj jakąś fajną stałą imprezę. No i stało się.

Bywał Pan we Lwowie wcześniej?
Byłem tutaj raz prywatnie jako turysta, jakieś 13 lat temu. Bardzo mi się podoba Lwów, poprzez swój naturalny autentyzm, a i dlatego, że nie jest taki wypacykowany jak na przykład Wilno, które jest całkowicie odrestaurowane. Ja lubię takie miasta z duszą. Tutaj jest taki fajny klimat lekkiego chaosu. Te stare budynki, które są obdrapane. Lwów jest dla mnie rockandrollowy. Nie jest do końca zrobiony pod turystów, gdzie wszystko jest odmalowane. Te stare samochody – łady stoją, to jest wszystko strasznie ciekawe. I ten bruk ze specyficzną kostką. Mało jest już takich miast.

Wiadomo, gdyby było więcej pieniędzy to Lwów byłby bardziej odpacykowany i pewnie większość ludzi by tak wolała. Ja jestem może trochę dziwny, bo lubię takie miejsca nie do końca komercyjne. A tutaj jest i tak komercyjnie, bo Lwów jest modny. Mam kolegów Włochów, Anglików, Niemców, którzy tutaj byli i wszyscy byli zachwyceni. Cieszę się że tutaj gramy, bo czuję jakąś miętę do Lwowa.

Co zagracie dziś we Lwowie?
Dużo piosenek będzie nastawionych na tematykę antywojenną. Mamy dużo takich piosenek. Mamy przerobiony utwór „London calling” The Clash na „Kijów calling”, który wpisuje się w tą sytuację na Wschodzie Ukrainy. Oprócz tego, zagramy nasze przeboje, około dwadzieścia piosenek. Też będzie zależeć od reakcji publiczności. Nauczyłem się kilku zwrotów po ukraińsku. Myślę, że jakoś się zakumplujemy z lwowską publicznością.

Na Wschodzie Ukrainy toczy się wojna, czy odczuwasz to we Lwowie?
Dzisiaj chodziłem sobie po tym lwowskim bruku i mówiłem kolegom z zespołu, czy wyobrażają sobie, że jakieś tysiąc kilometrów stąd trwają działania wojenne, giną ludzie. Tu się kompletnie tego nie czuje. Polacy też się stali trochę ignorantami i kompletnie wszystko im się zaczyna mylić. Byłem w lipcu na Białorusi, a koleś mówi do mnie: „Na Białoruś jedziesz? Przecież tam jest wojna”. No jaka wojna? I podobnie jest ze Lwowem. Nie trzeba być mega inteligentnym, żeby wiedzieć gdzie się toczy wojna. Oczywiście to nie jest wesoła sytuacja dla Ukrainy. Ludzie żyją stereotypami, ale żeby myśleć, że we Lwowie jest wojna to trzeba być idiotą. Wiadomo, że cały naród tym żyje. Sytuacja jest przeraźliwa i mnie to jakoś również dotyka. Natomiast jeżeli turystyka spadła, to tylko przez stereotyp. A stereotypy są różne. Jeszcze dziesięć lat temu powszechne były stereotypy, że wszyscy Polacy kradną samochody w Niemczech. Teraz to się już zmieniło. Ale nic lepszego dla złamania stereotypów wymyślić nie można, jak właśnie koncerty, muzyka, sztuka, teatr, czy chociażby ten Festiwal Partnerstwa. Te rzeczy są ponad podziałami.

Podobno wojna na Ukrainie zainspirowała Pana do nagrania nowych piosenek? Dlaczego losy Ukrainy są tak ważne dla Pana?
Polityka to dość skomplikowana sprawa, bo prowadzi się różne gierki interesów. Europa Zachodnia prowadzi politykę hipokryzji mówiąc, że im zależy na pokoju, równości i braterstwie. A interesy są interesami. Właśnie o tym napisałem taką piosenkę „Pole garncarza”, którą zaczniemy nasz występ.

Czy Polska powinna angażować się w sprawy ukraińskie?
Ja uważam jako człowiek, który gra w zespole rockowym, jako obywatel Polski, że powinniśmy w jakiś sposób się włączyć w pomoc Ukrainie. Nie jest mi obojętne, że 1500 km od Warszawy giną ludzie. I to tak na grubo. Ukraina wydaje mi się bliską. Historycznie bywało trudno i mieliśmy różne relacje. Jest wiele nienawiści po dwóch stronach, co jest oczywiście straszną głupotą. Ale nienawiść zawsze będzie, bo zawsze się znajdą idioci po jednej i po drugiej stronie. Ja nie jestem z plemienia idiotów, jestem raczej za porozumieniem polsko-ukraińskim.

Jak Pan myśli, co będzie dalej z Ukrainą?
Nie mam powodu mieć stosunek krytyczny do Ukrainy. Znam historię, wiem, że była skomplikowana, ale trzeba iść do przodu. Po prostu chciałbym, żeby się ten konflikt zakończył. Ale co ja mogę? Jedyne co mogę to napisać piosenkę. I to właśnie zrobiłem.

Jakie plany ma zespół T-Love w najbliższym czasie?
W przyszłym roku planujemy nową płytę. Mamy już zarezerwowane studio na czerwiec. Piosenki się już komponują. Ja teraz jadę do Chin i jak wrócę, będę myśleć o płycie. Generalnie ta płyta jest planowana na jesień przyszłego roku. Chciałbym tutaj przyjechać za rok i zagrać piosenki z naszej nowej płyty.

Rozmawiał Eugeniusz Sało
Tekst ukazał się w nr 17 (237) 15-28 września 2015

{youtube}dxBODrPWvyc{/youtube}

X