Mukaczewo z wysokości zamku

Mukaczewo z wysokości zamku

Kontynuując opowieść, rozpoczętą w jednym z poprzednich numerów, tym razem pochodzimy korytarzami starego zamku w Mukaczewie.

Przez ostatnie trzy-cztery lata na zamku wiele się zmieniło, na szczęście, ku lepszemu. Teraz jest to jeden z najlepszych centrów turystycznych Ukrainy, w którym można spędzić pół dnia, nie zauważywszy nawet, jak minął czas.

Amazonka węgierska
Prawdopodobnie, najbardziej znanym epizodem, związanym z zamkiem w Mukaczewie jest jego legendarna obrona przez księżniczkę węgierską Ilonę Zrini. Sprawa w tym, że jej mąż aktywnie działał przeciwko panowaniu Habsburgów nad Węgrami, do których w owym czasie należało także Mukaczewo. Gdy w 1682 r. Turcy próbowali opanować Wiedeń, mąż Ilony, Imre Tekkeli, zawarł z nimi przymierze. Jednak Austriacy (z pomocą wojsk Rzeczypospolitej) zwyciężyli, zaś Imre małodusznie zbiegł, pozostawiając na pastwę losu swą żonę i dzieci, którzy wówczas przebywali w niedostępnym zamku w Mukaczewie.

Kiedy do ścian zamku zbliżyły się wojska austriackie, wymagając kapitulacji, Ilona dumnie ją odrzuciła, rozkazując wywieszenie na murach czerwonych sztandarów, które oznaczały zdecydowaną walkę do końca. Księżniczka z bronią w ręku, wraz ze swymi małoletnimi dziećmi, stała na bastionach, dodając natchnienia obrońcom twierdzy. „Nikt w tamtych dniach nie widział mnie przygnębionej czy płaczącej”, – wspominała Ilona. Jedynie ze względu na to, żeby nie przelewać więcej krwi swoich ludzi, księżniczka zgodziła się honorowo poddać twierdzę. Jednak, stało się to po upływie aż dwu lat od rozpoczęcia oblężenia! Przykład takiego bohaterstwa nie mógł tak po prostu pójść w zapomnienie i po dwudziestu latach syn Ilony, Franciszek II Rakoczy, rozpoczął nowe powstanie przeciwko Habsburgom. Jego centrum znów się stało Mukaczewo i zamek.

Pałac Górny - obecnie tu mieści się muzeum (Fot. Dmytro Antoniuk)Ostrożnie – smoła się pali!
Zamek, na który wszyscy tu mówią Pałanek (tak nazwano częstokół drewniany, który kiedyś otaczał ściany), znajduje się dość daleko od centrum miasta. Najlepiej dotrzeć do niego busikiem, jego numer poda tu każdy.

Jak przystało na niedostępną twierdzę, zamek stoi na szczycie samotnej góry, która jest widoczna z dowolnego punktu miasta. Do wejścia prowadzi długa droga w górę, a kończy ją pierwszy taras panoramiczny. Jednak, nie warto tu nalegać na zatrzymaniu się, by zrobić zdjęcie – dalej będą o wiele bardziej atrakcyjne miejsca dla ujęć. Od razu po unoszącym się moście – kasa i pierwsza z wielu jatek z pamiątkami. Za wstęp się płaci 5 grywien, a filmowanie i fotografowanie są bezpłatne.

Przechodzimy przez Dziedziniec Dolny, na którym są kończone prace konserwatorskie i zatrzymujemy się na Dziedzińcu Środkowym. Przed nami – masywne wieże cytadeli części najstarszej (Górnego) zamku. Cytadela została zbudowana w XIV wieku przez księcia Teodora Koriatowicza. Jak głosi legenda, studnię w cytadeli wykopał diabeł, którego książę oszukał, nie wypłaciwszy za pracę obiecanego złota. Mówią, że z głębi studni czasem słychać wycie. To bies do tej pory się smuci. Po stronie prawej wewnętrznego Dziedzińca Środkowego, w głębi jednego z wejść, są widoczne schody. Prowadzą do jednego z bastionów – stamtąd jest najlepsza panorama centrum Mukaczewa.

 

Ilona Zrini i jej syn Ferenc II Rakoczy (Fot. Dmytro Antoniuk)Jednak, rzecz najbardziej interesująca jest na Dziedzińcu Górnym. Jeżeli się przechodzi do niego korytarzem pod prawą wieżą (nad wejściem zachował się herb, przypuszczalnie, Koriatowiczów), to należy zwrócić uwagę na otwór w suficie. Jeśli napadający dochodzili do tej części zamku, to trafiali w pułapkę – wejścia do korytarza nieoczekiwanie były blokowane przez żelazne kraty i przez otwory w suficie zaczynano lać palącą się smołę. Tu, przy wejściu, znajduje się wspomniana studnia. Nie warto wrzucać do niej monet, brzęczenia tak czy siak się nie usłyszy – studnia ma 80 metrów głębokości! A propos, nie tylko książę Koriatowicz i jego następcy przechowywali w cytadeli swoje skarby. Na zamku od listopada 1805 do marca 1806 roku przechowywana była korona królów węgierskich, która została tu wywieziona, żeby uratować ją przed Napoleonem. Perłą ekspozycji muzealnych (pałac Dziedzińca Górnego) pozostają sale, gdzie przechowywane są przedmioty, związane z Iloną Zrini i jej synem Franciszkiem. Wszystkie one zostały podpisane w języku ukraińskim i węgierskim. Jeśli zaś mowa o językach, to wokół zamku dotąd mieszkają potomkowie przesiedleńców niemieckich i język niemiecki jest tu słyszalny dość często.

Szczęśliwy palec książęcy
Na zamku jest dość dużo rzeźb. Jedna z najbardziej lubianych przez turystów – to odlany w brązie książę Teodor Koriatowicz, stojący na Dziedzińcu Górnym. Trzeba koniecznie złapać go za palec, inaczej, jak głosi legenda, powodzenie wymknie się nam z rąk. Na tarasie drugiego piętra Dziedzińca Górnego niedawno została umieszczona rzeźba Ilony Zrini oraz jej syna. Oczywiście, często można tu zobaczyć wiązanki ze wstążkami w trzech kolorach flagi węgierskiej. Na zamku została też otwarta kaplica ekumeniczna, w której może się pomodlić chrześcijanin dowolnego wyznania. Obok, na tarasie, jest nieduże pomieszczenie, w którym dyrekcja chce urządzić „domek dla nowożeńców”, gdzie spędzaliby oni noc poślubną – wesela nie są w Pałance rzadkością.

Na najwyższym piętrze pałacu, pod samym dachem, zostało otwarte kolejne muzeum. Najciekawsze jego eksponaty – to wypchane dwugłowe cielę, które się urodziło w okolicach miasta, a także stare zdjęcia mieszkańców Mukaczewa. Ogólnie biorąc, na zamku brakuje jedynie niedużej przytulnej kawiarenki, gdzie można byłoby się napić kawy lub wina zakarpackiego, uważanego za jedno z najlepszych na Ukrainie.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 16 (68) 1 września 2008

X