Muflony

Do uroczyska Żarnówka w powiecie Rohatyn na Ziemi Stanisławowskiej zostały niedawno przywiezione kaukaskie barany górskie.

Nie są to zwierzęta charakterystyczne dla przyrody karpackiej. Najpierw było ich niewiele, ale dziś na terenie leśnictwa rohatyńskiego zamieszkuje 30 osobników, dla których urządzono wolierę o powierzchni 60 hektarów. Stwarza to niemal naturalne warunki. Codziennie przebywa tu wiele osób pragnących na własne oczy zobaczyć dziwne rogate stworzenia. Do Żarnówki przyjechała także dziennikarka Kuriera Galicyjskiego.

…Szumiące morze zieleni graniczy z ciągnącymi się rozłożystymi polami, na których uginają się kłosy pszenicy, dojrzewają ziemniaki i buraki. Do uroczyska idziemy ze wsi Koniuszki, a towarzyszy nam powiatowy znawca myślistwa Mykoła Horiszni. To on przywiózł muflonów do powiatu Rohatyn. Droga prowadzi przez tereny gospodarstwa leśnego w Bukaczowcach, gdzie między wsiami Wiszniów i Żurawenko ukryła się woliera. – Widzi pani, nasze baranki mają tu spokój, bo droga daleka, ludzi niewiele, a ci, którzy chcą zobaczyć te zwierzęta, muszą się zgłaszać do nas, ponieważ nie jest łatwo trafić do Żarnówki – uśmiecha się pod wąsem pan Mykoła.

Jeszcze kilka kroków – i oto przed nami duża dwumetrowa metalowa siatka, rozciągająca się między drzewami. Tak od razu nawet trudno ją zauważyć. Tu właśnie mieszkają muflony oraz… 70 dzików. W środowisku naturalnym takie sąsiedztwo nie zawsze jest bezpieczne, szczególnie dla młodych zwierząt. Jednak w Żarnówce zwierzęta współistnieją w sposób pokojowy. Pan Horiszni mówi, że nie zdarzyło się jeszcze, by dziki napadały kozy górskie.

– Muflony trafiają w Karpaty przeważnie z rezerwatu „Askania Nowa” – opowiada znawca myślistwa z Rohatyna. – Wśród stepu mają dużo swobody. Suchy i upalny klimat sprzyja ich dobremu utrzymaniu i szybkiemu rozmnażaniu się. Ale, jeśli chodzi o powietrze górskie Karpat, to nie jest ono zbyt dobre i zwierzętom potrzebny jest czas na aklimatyzację. Na samym początku, gdy tylko przywieźliśmy te rogacze do naszej górskiej krainy, martwiliśmy się bez końca.

Jednak muflony, niby odczuwając szczególną miłość i troskę miejscowych leśników, szybko się przyzwyczaiły. Samice wydały potomstwo, sprowadzając na świat po jedno-dwa młodych. Jednak płochliwość, zakodowana przez naturę, nie zniknęła. Muflony nie zbliżają się do ludzi bliżej, niż na sto metrów. Nawet to nie stanęło na przeszkodzie ludziom, którzy jednak często jeżdżą do Żarnówki, aby chociaż z daleka popatrzeć na duże zakręcone rogi. Szczególną frajdę mają dzieci, które potem opowiadają, że widziały „kozy baśniowe”.

Żeby muflony „trzymały fason”, leśnicy urządzili dla nich trzy kamieniste placyki. Barany ocierają kopyta o te kamienie, aby te nie wyrosły nadto długie oraz by się nie rozmnażały w nich szkodniki i pasożyty, bo to będzie przyczyną gnojenia się kończyn.

W Żarnówce jest też kilka szerokich drewnianych altan, do których zwierzęta uciekają przed deszczem, wiatrem i śniegiem. – Wówczas muflony można obejrzeć porządnie – mówi pan Horiszni – ponieważ stoją spokojnie i tylko smutno patrzą w las, czekając kiedy minie zła pogoda.

– Liczne niegdyś na Ukrainie pogłowie muflonów się zmniejsza – wzdycha pan Horiszni – ponieważ zwierzęta te są cenną zdobyczą dla myśliwych. Poluje się przeważnie na samce. Sprawą honoru łowcy dzikich zwierząt jest posiadanie wśród trofeów wielkich zakręconych rogów barana kaukaskiego. To jednak jest wielką szkodą dla natury. Bywają też amatorzy jedzenia mięsa z muflona, które smakuje jak mięso jelenia.

Jest też w żołądku muflona tzw. kamień bezoarowy – niebieskoszary minerał pochodzenia organicznego. Zwierzę przez przypadek połyka różne kamyki oraz inne przedmioty, które nie są trawione przez żołądek. Przedmioty te pokrywają się cholesterolem, kwasem foliowym, kwaśnymi odczynami fosforu i przetwarzają się w kamień, typowy dla kamicy żółciowej. W dawnych czasach bezoar uważano za potężny środek na otrucia i zatrucia, z powodu jednego kamienia niszczono całe stada zwierząt. Obecnie także zabobonni ludzie, pragnąc się wzbogacić, z powodu malutkiego kamyczka zabijają niejednego muflona. Tylko nie w Żarnówce.

Tutejsi leśnicy pilnie strzegą, by do rogaczy nikt się nie czepiał. Są one przecież częścią przyszłości turystycznej regionu. Mówi się, że, jeśli goście byli w okolicach Rohatyna, a nie widzieli rogaczy z Żarnówki, cała ich podróż poszła na marne…

Halina Pługator
Tekst ukazał się w nr 5 (47) 15 października 2007

X