Moje spojrzenie na Lwów

Moje spojrzenie na Lwów

Lwów to jedno z najbardziej wyjątkowych miejsc na świecie. Kiedyś miasto było perłą w koronie Polski, stolicą Kresów Południowo-Wschodnich, dziś jest największą dumą Ukrainy i jej kulturalną stolicą. Lwów odwiedzany jest przez turystów z wielu państw, ale swoją największą siłę przyciągania kieruje w stronę Polaków, którzy mają do tego miasta szczególny sentyment.

„Dojeżdżamy do Lwowa!”
„Dojeżdżamy do Lwowa!” Zaczynało świtać kiedy usłyszałam magiczne słowa kierowcy. Podróż z Opola do Lwowa jest długa i męcząca, ale całkowicie warta tego, co miałam zobaczyć w ciągu najbliższych pięciu dni. Jeszcze jadąc autobusem można dostrzec różnicę między miastami w Polsce, a Lwowem. Podróż do Warszawy czy Krakowa uprzykrzają niekończące się przedmieścia. Kiedy więc jadąc od samej granicy wąską drogą z lasami po obu stronach usłyszałam, że nasza podróż dobiega końca zaczęłam się zastanawiać „gdzie ten Lwów?”.

 

Okazało się, że droga prowadzi prosto do dworca autobusowego, który szczerze mówiąc nie wywarł na mnie żadnego wrażenia, jako że w niczym nie różnił się od naszych polskich dworców. Jeszcze w Polsce ostrzegano mnie, że zaraz po przekroczeniu granicy, droga zamienia się w tor przeszkód. Nic takiego się nie stało. Być może podróżowanie po uboższych rejonach Ukrainy jest nie lada wyzwaniem, ale turysta przejeżdżający przez cały Śląsk przyzwyczajony jest do komunikacyjnego ekstremum.

Sąsiedzka gościnność
Jak na prawdziwych Słowian przystało, Ukraińcy słyną z wielkiej gościnności. Już w chwilę po dotarciu na zjawiskowo piękny lwowski rynek mogłam wybierać wśród niezliczonych ofert przypadkowo spotkanych ludzi począwszy od noclegów, skończywszy na różnego rodzaju wycieczkach i innych atrakcjach turystycznych. Mieszkańcy Lwowa od pierwszej chwili rzucają się z pomocą, pani w kiosku z matczyną troską stara się wynaleźć najodpowiedniejsze mapy i przewodniki. Bez pomocy przechodniów dojście do jakiejkolwiek bazy noclegowej byłoby wyjątkowo trudne, zwłaszcza dla osoby będącej tu po raz pierwszy. Lwowianie doskonale rozumieją nasz język, dzięki czemu rzadko dochodzi do nieporozumień. Każdy kraj ma swoje wzloty i upadki, miło jest jednak wiedzieć, że istnieją wartości niezmienne. Dziesiątki burzliwych lat w historii Ukrainy nie pozbawiły jej mieszkańców gościnności, z której znani są na całym świecie.

Uroki marszrutek
Lwowska komunikacja miejska jest daleka od ideału. Najpopularniejszym i najbardziej dostępnym środkiem transportu są marszrutki. Starej daty mikrobus zapchany ludźmi, panujący w niej upał, brak klimatyzacji i wrażenie, że przy każdej większej dziurze można przenieść się w animowany świat Flinstonów, w którym pojazd napędzany jest własnymi nogami – wszystko to sprawia, że marszrutka jest raczej niezbyt lubianym sposobem przemieszczania się. A jednak, panująca wewnątrz atmosfera, tak zwyczajna dla mieszkańców Lwowa i tak magiczna dla osoby będącej tu pierwszy raz wywołuje najszczerszy uśmiech. Kiedy po raz pierwszy odważyłam się skorzystać z tego na pierwszy rzut oka wątpliwego pojazdu, miałam nieco mieszane uczucia.

Ze zniecierpliwieniem czekałam na koniec podróży, kiedy ni stąd ni zowąd starsza pani mówiąc coś po ukraińsku, wcisnęła mi do ręki plik 2 hrywnowych banknotów. Zanim zdążyłam zapytać, za co otrzymałam od niej tę hojną sumę, osoba stojące przede mną wyciągnęła rękę po pieniądze i podała je kierowcy. Zdumiewające – pomyślałam, cały tył pojazdu zbiera od siebie pieniądze następnie podaje osobie stojącej bliżej, z kolei ta następnej i tak dalej aż w końcu trafia tam gdzie jej miejsce – do kasy kierowcy. Zdarza się czasem, że akurat mamy przy sobie jedynie banknoty o większym nominale – dla Lwowiaków to żaden problem, każda reszta przechodząc przez tuziny rąk zawsze trafia do właściciela i nigdy nie ubywa z niej nawet kopiejka. Gdyby tego było mało nikt nie otrzymuje biletu, nikt biletu nie sprawdza, każdy gdyby tylko chciał mógłby bez większych problemów przejechać całe miasto „na gapę” – mimo to, uczciwość zwycięża. W ten sposób przejazd niewygodną marszrutką staje się dla wielu jedną z największych atrakcji turystycznych.

 

Fot. Maria BaszaTylko we Lwowie!
Każdy obcokrajowiec przebywający we Lwowie zwraca uwagę na trudną sytuację materialną jego mieszkańców. Wielu turystów nie szczędzi sadzy opisując ciężkie warunki życia większości Lwowian. Zadaniem turysty nie powinno być krytykowanie sytuacji polityczno-gospodarczej Ukrainy, lecz zagłębianie się w jej historię, kulturę i sztukę. Lwów jest przede wszystkim miastem dawnych uczonych i artystów. Miastem, w którym każdy kamień opowiada swoją historię.

Na przestrzeni lat Lwów zamieszkiwany był przez przedstawicieli trzech kultur: polskiej, ukraińskiej i żydowskiej. Był ulubionym miejscem polskiej bohemy. Dzisiejszy Lwów jest już tylko pozostałością przedwojennej metropolii, ale każdy turysta przechadzający się uliczkami Starego Miasta może poczuć klimat minionych lat.

Lwów jest miastem, który wzbudza skrajne emocje. Niektórzy, pomimo dziur w chodnikach są nim zachwyceni, innych zraziły ciężkie warunki życiowe, które przesłoniły cały urok miasta.

Po pierwszej wycieczce do Lwowa bez wątpienia znalazłam się w grupie ludzi, których Lwów zauroczył i z całą pewnością będę do niego wracać. Miejsce to mogę polecić ludziom, którzy przede wszystkim kochają historię, tradycję i uciekają od turystycznych gett, w których czas spędzą się na nicnierobieniu. Tym, którzy we Lwowie byli i się w nim nie zakochali można jedynie szczerze współczuć braku wyobraźni.

Nicole Dawidowicz

X