Miejsce odznaczone tragedią

Miejsce odznaczone tragedią

Z Małgorzatą Gośniowską-Kolą, prezes Stowarzyszenia Huta Pieniacka rozmawiał Wojciech Jankowski.

Który raz jest Pani w Hucie Pieniackiej?
Byłam tutaj już wiele razy, chyba ponad trzydzieści. Ale, jeżeli chodzi o rocznicę 28 lutego, to jestem tu po raz dziesiąty. Od dziesięciu lat, odkąd został tu postawiony i poświęcony pomnik staraniem rządu polskiego i uratowanych osób, bierzemy udział w uroczystościach.

To znaczy, że rodzina pieniacka od początku bierze udział w uroczystościach?
Tak, oczywiście. Zabiegaliśmy bardzo o to, żeby tu powstał pomnik. Zanim powstało stowarzyszenie, to starały się o to poszczególne rodziny pomordowanych. Zawsze ludzie przyjeżdżali tu, aby się po prostu pomodlić.

Dziś było dużo przemówień.
To miejsce – Huta Pieniacka – jest dla nas takim niezwykłym z wielu względów: są tu prochy naszych najbliższych. Jednocześnie jest to takie miejsce, gdzie co jakiś czas historia pokazuje swoje oblicze. Tu, na początku wsi ustawiono w ubiegłym roku taki pomnik, który jest poświęcony banderowcom, którzy zostali tu przez samoobronę wsi Huta Pieniacka zastrzeleni. Przed kilkunastu laty wystawiono tu upamiętnienie, które było systematycznie niszczone. W 2005 roku powstał nasz pomnik. Jak co roku, przyjeżdżamy do Huty Pieniackiej, aby upamiętnić naszych zmarłych, ale zdajemy sobie sprawę z grozy tego miejsca, z tej sytuacji, która panuje obecnie na Ukrainie. Dociera to do nas w szerszym kontekście. Tak jak powiedziałam dziś, że ta prawda jest po prostu oczywista i wszelkie manipulacje tym nie sprzyjają ani pojednaniu, ani porozumieniu. Polacy z Huty Pieniackiej najlepiej wiedzą co oznacza barbarzyństwo.

Często spotykała się tu Pani z takimi manipulacjami?
Przemówienia, które tutaj padały były wygłaszane przez różne osoby: byli prezydenci, byli przedstawiciele parlamentu i Senatu, byli również przedstawiciele miejscowej administracji. W tym miejscu, odznaczonym tragedią, słowa które padały nie zawsze oddawały stan rzeczywisty i prawdę. Stykałam się z manipulacją ze strony partii „Swoboda”, ze strony władz miejscowych. Myślę, że nasza wytrwałość i ta modlitwa powodują, że to wszystko w jakimś stopniu jednak się zmienia.

Dziś partia „Swoboda” nie czyni kontrakcji.
Nie. Partia „Swoboda” unika tego miejsca. W 2009 roku, kiedy byli tu prezydenci Rzeczypospolitej Lech Kaczyński i Ukrainy Wiktor Juszczenko, mieliśmy tu ogromną blokadę tej partii. Nie pozwalano nam dojść do pomnika, były protesty, była policja, kordon ochrony. Przeżyliśmy wtedy grozę, ale od jakiegoś czasu partia „Swoboda” nie przyjeżdża tutaj. Pan Pankewycz, którego znam osobiście, nie pojawia się tu. Myślę, że ta polityka w tej chwili ma inny wymiar.

Zna pani osobiście Pankewycza?
Tak, miałam z nim kontakt i nie były to przyjemne rozmowy. Tutaj była tablica, która była opisem wydarzenia w wizji partii „Swoboda”. Na szczęście pozostały jej resztki. Oczywiście było to przekłamanie historii.

Co było na tej tablicy?
Był opis wymordowania wsi, był opis wymordowania członków dywizji SS „Galizien”, dokonanego przez „polskich szowinistów”. Tej tablicy już nie ma, nie ma partii „Swoboda” i mam nadzieję, że ludzie rozumieją to wydarzenie i podchodzą do tego z rozsądkiem i teraz nie dadzą się zmanipulować.

Rozmawiał Wojciech Jankowski
Tekst ukazał się w nr 5 (225) za 17-30 marca 2015

Franciszek Bąkowski, jako dziecko uratował się z zagłady Huty Pieniackiej

Proszę opowiedzieć który raz jest pan tutaj?
W Hucie Pieniackiej jestem 21 raz. Te obchody zaczęły się stosunkowo późno, bo pierwsza uroczystość, która zgromadziła około tysiąca osób, to było odsłonięcie i poświęcenie tego pomnika, 20 października 2005 roku. Takie uroczystości, gdzie osób z Polski było mniej, to było odsłonięcie tego pomnika memoriałowego w 1989 roku. Wtedy był jeszcze Związek Radziecki. Ja wtedy nie byłem. Było to 28 lutego, a ja przyjechałem w czerwcu tego samego roku. Krzyż został ustawiony w 1992 roku. Mój najstarszy brat zbierał fundusze na to. Wpłacił je dyrektorowi tutejszego kołchozu w Hołubicy, który zobowiązał się go ustawić. Pierwszy nasz zorganizowany przyjazd był w 2007 roku, ale nie było jeszcze stowarzyszenia. Wtedy z grupą byliśmy we wrześniu i porządkowaliśmy przedwojenny cmentarz wioskowy i w tym samym roku w październiku została powołana organizacja Stowarzyszenie „Huta Pieniacka”. Byliśmy w kolejnym roku, a w 2009 uroczystości odbyły się w obecności prezydentów Polski i Ukrainy, Lecha Kaczyńskiego i Wiktora Juszczenki. Było bardzo wiele osób, bo była to 65. rocznica tragedii. Od tego czasu przyjeżdżamy co roku przynajmniej dwa razy, bo w lutym przyjeżdżamy na uroczystości rocznicowe, a w okresie sierpień – wrzesień przyjeżdżamy, by pracować przy porządkowaniu cmentarza wioskowego i kwatery żołnierzy polskich w Brodach. Działania te są prowadzone wspólnie z motocyklistami z Rajdu Katyńskiego. W ubiegłym roku nie było Rajdu Katyńskiego, ale był zlot gwiaździsty motocyklistów i pracowaliśmy tam również. Dzięki ogromnemu zaangażowaniu tych młodych ludzi udało się wykonać ogrom prac. Odsłonięto około 2 tys. krzyży, a jeżeli przypomni się, że chwasty były tam wyższe od nas, wycinaliśmy i karczowaliśmy drzewa – to widać tę pracę. Udało się dokonać tego dzięki wsparciu Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Pierwsze fundusze przekazywał jeszcze śp. Andrzej Przewoźnik, a potem dr Kunert.

Ile jeszcze żyje osób z tych którzy ocaleli?
Dokładnej liczby panu nie podam, ale z tych, o których wiem, że żyją, chociaż nie mam kontaktu, jest ok. 22 osób. Przed tygodniem odeszła kolejna osoba. Pani Małgosia była na pogrzebie. W styczniu zmarła Anna Szwaja we Wrocławiu. Byliśmy na pogrzebie. Ona uratowała się na wieży kościoła. Niestety, ludzie odchodzą. Najmłodsza jest Zdzisława Hermaszewska, żona jednego z braci Hermaszewskich, generała. Jest wspaniałą osobą. Pozostało nas stosunkowo mało. W województwie opolskim żyje może 12 osób: Hautman, Mendelski, Orłowski, Kobylański. Józek Kobylański w lutym obchodzi swoje 80. urodziny, ale miał wypadek samochodowy i zdrowie już nie dopisuje. Staszek Orłowski jest starszy – 83 lata. Też zdrowie szwankuje. Luty nie jest dobrym miesiącem na wyjazd, bo to i odległość, i klimat. Mam spisane kilkadziesiąt wspomnień byłych mieszkańców Huty. Prosiłem, żeby mi napisali. Jedno ze wspomnień napisała nauczycielka, mieszka w Elblągu. Spisała wspomnienia swojej mamy o jej babci. Jest taki fakt, że w kościele kobieta rodziła. Przyszedł żołdak wyrwał płód i rozdeptał na stopniach ołtarza. Była przy tej rodzącej położna i rzuciła się na niego z pięściami – ją zastrzelił i tę rodzącą. Ten rozdeptany płód kazał dziewczynce wynieść na zewnątrz kościoła. Ta dziewczynka przeżyła i jako osoba dorosła przekazała wspomnienia swojej córce i ona mi je przesłała.

Czy będzie pan chciał opublikować te wspomnienia?
Może. Wiąże się to wszystko z pieniędzmi, ale jeżeli zdążę w przeciągu swego życia, to w ciągu dwóch lat na pewno się ukaże. Książkę „Zagłada Huty Pieniackiej” napisał mój brat, Władysław. Były już dwa wydania, a mi pozostał jeden egzemplarz z jego dedykacją.

Czy w tych pana wspomnieniach są rzeczy, których nie ma w książce?
Są to całkowicie nowe wspomnienia. To już ja zwróciłem się do kilkunastu osób, których adresy znałem, z prośbą o wspomnienia. Na 25 wysłanych listów dostałem 9 wspomnień.

Czy poznaje pan to miejsce, gdy jest tutaj?
Zmieniło się tutaj. Nie było tej drogi, przebiegała ona inaczej. Pozostała droga na Majdan Pieniacki, bo prowadzi do huty szklanej i dalej na Podhorce. Rosjanie spychaczami wyrównali teren i założyli tu hodowlę świń. Zmieniło się tutaj i za bardzo nie poznaję. Byłem zbyt mały, żeby wiele pamiętać. Były tu domy, ulice, jakby dzielnice: dzielnica Helenka, były Śmigle od nazwiska Śmigielskich, których tam wielu mieszkało. To są takie moje wspomnienia.

Rozmawiał Wojciech Jankowski
Tekst ukazał się w nr 5 (225) za 17-30 marca 2015

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X