Mariusz Korzeniowski o Polakach z Kijowa

29 września w kijowskiej księgarni „Je” odbyła się prezentacja ukraińskiego wydania książki historyka, profesora Uniwersytetu im. Marii Skłodowskiej Curie w Lublinie Mariusza Korzeniowskiego „Za złotymi wrotami. Społeczno-kulturalna działalność Polaków w Kijowie w latach 1905-1920”.

W przededniu tego wydarzenia dziennikarz Kuriera Galicyjskiego Dmytro Antoniuk rozmawiał z autorem publikacji.

Wspaniałe wydanie. Gratuluję!
Muszę się panu przyznać, że przyjemnie zaskoczyli mnie nasi ukraińscy koledzy, Instytut Polski w Kijowie, że udał się tak wspaniały ukraiński przekład książki.

Jest to solidna publikacja.
Kilka lat pracy, dzięki której poznałem Kijów bliżej.

Jak zjawiła się idea napisania takiej książki?
Uważam, że powinniśmy rozpocząć od pewnego wyjaśnienia. Zajmuję się ogólnie historią Polaków na Wschodzie, w Imperium Rosyjskim, od połowy XIX wieku, Powstania Styczniowego i do końca pierwszych dziesięcioleci XX wieku. Stanowi to dla mnie nie byle jakie zainteresowanie, bo Polacy w tamtych czasach odgrywali tu istotną rolę. M.in. taką, że Imperium Rosyjskie mogło rozwijać się swobodnie, czy mowa tu o kulturze, czy o ekonomice, lub nawet o wojskowości, gdzie byli generałowie polskiego pochodzenia, uznający się za Polaków, a później służący w szeregach Wojska Polskiego II Rzeczypospolitej.

Po habilitacji powstało przede mną pytanie co mam robić dalej, w którą stronę skierować swe badania. Nie będę tu ukrywać, że zawsze interesowała mnie Ukraina, a szczególnie ta jej część, która była pod Rosją. Jak doskonale pan wie, Ukraina wtedy była podzielona pomiędzy monarchię austro-węgierską i Imperium Rosyjskie. Od razu postanowiłem, że napiszę o tych Polakach, którzy znaleźli się po tej rosyjskiej stronie. Mowa tu nie jedynie o Ukrainie Prawobrzeżnej, ale i o tych terenach bardziej na Wschód. Zebrany materiał pokazał jednak, jak olbrzymią rolę odgrywało polskie środowisko właśnie tu, w Kijowie. Zorientowałem się podczas badań, że był tu bardzo prężny, chociaż mało znany, ośrodek polskości, który wpływał na Polaków – mieszkańców ukraińskich guberni Imperium Rosyjskiego. Był to ośrodek, który bardzo dynamicznie rozwijał się tu właśnie w przedstawionym przeze mnie okresie. Nie bez podstaw przyjąłem rok 1905 jako bardzo ważny, bo właśnie wtedy władze carskie zaprzestały – przynajmniej formalnie – wszelkich represji wobec polskości, które były dotychczas. Mowa tu o skasowaniu zakazów, istniejących po Powstaniu Styczniowym. Według tych zakazów, nie można było nic robić, język polski był zakazany, nie można było stwarzać organizacji, skupiających Polaków…

…kupować ziemię.
Tak, kupować ziemię. Rok 1905 staje się takim rokiem przełomowym. Natomiast rok 1920, jak się dowiedziałem, jest rokiem, gdy z opuszczeniem Kijowa przez wojska polskie skończyła się polska obecność w tym mieście. Skończyła się, naturalnie, symbolicznie, bo ten świat sprzed 1920 roku z niejakimi trudnościami jednak istniał. Wiadomo, że późniejsze wydarzenia w Rosji nosiły bardzo dynamiczny charakter – od lutego 1917 po 1920. Kijów był tym szczególnym miastem, gdzie te wydarzenia jeszcze bardziej przyśpieszały się i akumulowały. Nie jedynie jako największe miasto Ukrainy, ale jak jedno z największych miast Rosji Romanowów. Był to bardzo interesujący ośrodek. W ogóle, największy rozkwit Kijowa przypada na koniec XIX wieku. W swojej książce pokazuję dynamikę rozwoju miasta. Podkreślam, że był to wielki ośrodek przemysłowy, kulturowy, centrum oświatowe, zamieszkałe przez wielonarodową ludność. Mamy tu i Ukraińców, i Polaków, i Rosjan, i Żydów, i Niemców, którzy po 1905 roku tworzyli tu swoje ośrodki kulturalne, prowadzili działalność wydawniczą itd.

Moją myślą było pokazanie tego co Polacy zrobili dla siebie. Proszę mnie tu dobrze zrozumieć. Historię Polaków w Kijowie można napisać na dwa sposoby. Pokazałem ich wysiłki organizacyjne, skierowane przede wszystkim na to, aby pokazać swoją obecność, podkreślić swoje znaczenie, wykorzystując swoją pozycję w społeczeństwie. Należy tu podkreślić, że Kijów był miastem, które gromadziło wielu przedstawicieli polskiej inteligencji, mającej pewne arystokratyczne konotacje, pochodzących z rodzin właścicieli ziemskich, z rodzin osiadłych na tych terenach przed wiekami na Prawobrzeżnej Ukrainie, a przez kilka pokoleń mieszkających w Kijowie. Wreszcie polska burżuazja, która przeniosła się do Kijowa z Królestwa Polskiego w poszukiwaniu wygód ekonomicznych. Wreszcie osoby, które przyjechały tu za pracą i o których bardzo mało wiemy. Nie należy tu zapominać też o polskich studentach, uczniach gimnazjów, młodzieży polskiej, uczącej się w szkołach rosyjskich. W latach I wojny światowej, otwarto również szkoły polskie, które jako pierwsze pojawiły się po rewolucji lutowej, po obaleniu caratu. Właśnie tu – co mnie poraziło najbardziej – Polacy rozwijali szkolnictwo na wszystkich szczeblach. Mieli coś na kształt quasi-uniwersytetów o poziomie akademickim, i wiele wysiłku wkładali na tzw. „polu narodowym”. Proszę zwrócić uwagę na przytoczone w książce nazwy gazet i wydań, które powstały w tym okresie, organizacji oświatowych, prób ich stworzenia, które miały docierać do różnych grup społecznych, jak np. Polskie Towarzystwo Gimnastyczne. W czasie wojny rozwijało się polskie harcerstwo. Gdy czytamy wspomnienia z tamtego okresu, to ich autorzy podkreślają nie jedynie wielki sentyment do swego dzieciństwa i młodości w okresie ich życia w Kijowie, ale również świadczą o tym, że polski był wyraźnie językiem słyszalnym na ulicach miasta.

Warto tu wspomnieć słynne Kontrakty.
Tak, gdy nastąpił ich okres, to zewsząd zjeżdżało tu tysiące gości, a przede wszystkim polskich ziemian. Wtedy miasto, jak napisał prof. Stanisław Nicieja, było „polskim Kijowem”. Gdy wybuchła wojna, to według różnych źródeł mieszkało tu od 35 do 60 tys. Polaków. Jeżeli dodamy, że miasto liczyło 600 tys. mieszkańców, to wyobrazimy sobie jak znaczącą była ta grupa. Jasne, że Polacy nie byli najliczniejszą grupą, jaką byli Rosjanie. Był tu rosyjski uniwersytet, garnizon, administracja Kraju Południowo-Zachodniego.

Z jakich archiwalnych materiałów pan korzystał?
W 2001 roku po raz pierwszy przyjechałem do Kijowa. Wtedy zrozumiałem, że jest większa swoboda dla korzystania z archiwów. To co mogłem znaleźć w Polsce, to już miałem opracowane. Natomiast tu spodziewałem się odnaleźć materiały, które mogły ulżyć mi w pracy. Okazało się, że Centralne Państwowe Archiwum Historyczne posiada interesujące mnie materiały. Gdy przyjrzeć się bibliografii, to widać, że pracowałem w kilku podobnych instytucjach. Ale pamiętajmy o tym, że wiele dokumentów zginęło, gdy przez Kijów przechodziły różne wojska, potem była II wojna światowa. Okazało się więc, że interesujące mnie materiały nie są w jednym miejscu, a czasami wręcz odnajdywałem coś zupełnie przypadkowo. Dzięki moim kolegom, niektóre materiały odnajdywałem w takich archiwach, nazwa których wcale by na to nie wskazywała. Prace ułatwiły mi wspomnienia, nawet te do dziś nieopublikowane. Były to wspomnienia ludzi, którzy spędzili tu dzieciństwo, lata młodości, rozpoczynali błyskotliwe kariery. Tego rodzaju materiały są wydzielone w mojej książce. Z tych materiałów wynika, jak różne kultury współpracowały ze sobą, że Polacy bardzo dobrze rozumieli język ukraiński – język dzieciństwa i język rosyjski – język szkoły. Właściwie można było by napisać tu drugą książkę o tym, co Polacy zrobili dla miasta, bo wszędzie widoczna jest ich obecność. Kijów dla Polaków z Wołynia czy Podola był czymś na kształt Krakowa czy Lwowa dla mieszkańców Galicji. Zimą przyjeżdżały tu liczne rodziny na karnawały, bale i uczty. Tu uczyli dzieci. Siła polskiej społeczności polegała w tym, że miała ona potężne wsparcie majętnych rodaków.

Ogółem, podsumowując, powiem, że dzięki znajomości z przeszłością Polaków w Kijowie, poznałem same miasto.

Czy obecnie Polacy interesują się Kijowem?
Gdy opowiadam studentom o Kijowie, mając monografię, mam wrażenie, że ten temat ich interesuje. Poszerzają swoje wiadomości o polskiej obecności na wschód od współczesnych granic Polski. Jeden z moich kolegów w swoich materiałach nazwał te tereny „Kresami Kresów” I Rzeczypospolitej. Na ogół, gdy mówisz Kresy, to każdy pojmuje je jako kresy II Rzeczypospolitej, ale gdy powiedzieć, że istniały bliższe i dalsze, to czasami studenci zapominają, że I Rzeczpospolita sięgała dalej od tych granic. Są to tereny, na które polska tradycja przyniosła coś ze sobą, ale również i coś stąd wzięła. Mówiąc o historii, nie mówimy o idealizowanej polskiej obecności, nie tylko o tym cośmy tu przynieśli, ale również i o tym jak nas tu przyjmowali, chociażby nasi ukraińscy sąsiedzi.

Dziękuje za rozmowę.

Rozmawiał Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 20 (240) 29 października – 16 listopada 2015

X