Lwowskie ślady Ignacego Łukasiewicza fot. Andrzej Borysewicz / Nowy Kurier Galicyjski

Lwowskie ślady Ignacego Łukasiewicza

„Do niedawna imię Ignacego Łukasiewicza było zapomniane w tym mieście, a tak naprawdę Lwów zawdzięcza mu rozwój” – stwierdza znany ukraiński projektant Mychajło Moskal, który najbardziej przyczynił się do upamiętnienia w naszym mieście wybitnego farmaceuty i pioniera przemysłu naftowego w Europie.

Mój współrozmówca z zachwytem opowiada o bogatych kamienicach, które powstały we Lwowie w okresie boomu naftowego w Galicji i że tu, w Rynku, były pierwsze sklepy z lampami naftowymi.

– Organizacja nowego muzeum wymagała dużo środków i czasu, ale znaleźli się we Lwowie biznesmeni, którzy podchwycili moje pomysły i razem zrealizowaliśmy je w sposób oryginalny – zaznaczył Mychajło Moskal.

„Pod Złotą Gwiazdą”

Na początku ulicy Kopernika od kilku lat cieszy się popularnością apteka cukiernicza „Pod Złotą Gwiazdą”. Przy wejściu do sali na parterze wisi portret Ignacego Łukasiewicza autorstwa Mychajła Moskala.

– W tym miejscu znajdował się piętrowy budynek lwowskiej apteki „Pod Złotą Gwiazdą” – wyjaśnił Andrij Ionow, właściciel apteki cukierniczej. – Właściciel apteki Piotr Mikolasch kupił wtedy dwie beczki surowej borysławskiej ropy naftowej i zlecił swoim aptekarzom, Łukasiewiczowi i Zehowi, aby wymyślili, jak uzyskać przezroczysty płyn. Po trzech tygodniach różnych eksperymentów metodą destylacji ropy naftowej wynaleziono naftę. Później mistrz blacharski wykonał lampę naftową i właśnie tam, w oknie, 30 marca 1853 roku zapłonęła pierwsza na świecie lampa naftowa. W 1896 roku ten budynek został zburzony, a na jego miejscu rodzina Mikolaschów wzniosła kamienicę, w której znów otworzono aptekę. Wtedy we Lwowie było mało aptek, bo trudno było zdobyć licencję. Niezbędne było posiadanie profesjonalnych farmaceutów z wyższym wykształceniem. O ile się nie mylę, we Lwowie było wtedy siedem aptek. Apteka Mikolaschów była największą w Europie Wschodniej. Udało się tej rodzinie doprowadzić stan swojej działalności do takiego poziomu, że otworzyli nawet fabrykę chemiczną i farmaceutyczną. Produkowali komponenty do leków tu, w Galicji, we Lwowie, a nie sprowadzali, jak to było wcześniej, z Wiednia.

Remont kamienicy trwał kilka lat. Na fasadzie widoczna jest złota gwiazda.

– Staraliśmy się odtworzyć wówczas zabytkowe wnętrze apteki, gdyż do dziś zachowała się tylko jedna fotografia z 1904 roku – mówił dalej Andrij Ionow. – Chcieliśmy przekazać też ducha tamtych czasów. Pokazać, że Lwów był bardzo bogatym miastem. Miasto, w którym znajdowały się luksusowe lokale i w którym życie było ciekawe. W aptece w tamtych czasach sprzedawano nie tylko lekarstwa. Sprzedawano też likiery, wina i czekoladę. Oznacza to, że była tam mieszanka towarów. Staramy się więc powtórzyć część asortymentu, który był w tamtym czasie.

Andrij Ionów zwrócił naszą uwagę na liczne eksponaty oraz umieszczone na ścianach stare zdjęcia, portrety i kopie dokumentów archiwalnych.

– Helena Rubinstein mieszkała w Krakowie, ale przyjeżdżała do tej apteki po składniki do swoich kosmetyków, o czym pisała w swoich wspomnieniach – powiedział Ionow. – Z tą apteką wiąże się również bardzo ciekawa historia związana z Johnem Rockefellerem. Kiedy był stosunkowo młodym mężczyzną i zarabiał pierwsze pieniądze, przeczytał w gazecie, że gdzieś w Galicji odkryto sposób na zdobycie nafty i że ta nafta nie dymi, daje jasne światło. Bez wahania zarejestrował „Standard Oil Company” i zaczął produkować lampy naftowe. Swój pierwszy miliard zarobił na pomyśle, który zrodził się w tym miejscu.

We Lwowie można zobaczyć też kilka lamp naftowych wzorowanych na tej z pierwszym światełkiem – w aptece-muzeum oraz w muzeum restauracji „Lampa naftowa” przy ulicy Ormiańskiej 20.

„Lampa naftowa”

To był kolejny śmiały, wielki i kosztowny pomysł.

– Projekt można wykonać w zależności od inwestycji – stwierdza Mychajło Moskal. – Dlatego dziękuję młodym lwowskim biznesmenom Jurkowi Nazarukowi, Dmytrowi Herasymowi i Andrijowi Chudo za podchwycenie tego pomysłu. Wykonali oni świetną robotę dla miasta – spopularyzowali Ignacego Łukasiewicza i Jana Zeha. Konieczne było nie tylko przedstawienie ich postaci, ale też ukazanie ówczesnego środowiska. Udało się to nam.

– Zgromadziliśmy dużą kolekcję lamp i pamiątek związanych z destylacją ropy naftowej – opowiada Oksana Smetana, pracownik „Lampy naftowej”. – Jest tu ponad 500 lamp kolekcjonerskich różnych rodzajów. Mamy też prototyp pierwszej lampy naftowej Franciszka Józefa i Giuseppe Garibaldiego. Są tu eksponaty z całego świata. Przy wejściu do muzeum znajduje się największa na świecie lampa o nazwie Dorota. Jej wysokość to dwa metry dwadzieścia centymetrów.

Przy wejściu czeka przy stole Jan Zeh. Goście mogą usiąść obok i zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. A z okna na drugim piętrze wygląda Ignacy Łukasiewicz. Autorem rzeźb jest lwowski artysta Włodzimierz Cisaryk.

– Mieliśmy w domu lampy naftowe, ale nie wiedziałem, kto i gdzie je wymyślił i w ogóle mnie to nie interesowało – nie ukrywa rzeźbiarz Włodzimierz Cisaryk. – I dopiero w 2008 roku, gdy otrzymałem zamówienie od właścicieli „Lampy naftowej”, z wielkim zdziwieniem odkryłem, że wynaleziono ją zaledwie o dwie ulicy od naszego lwowskiego mieszkania. Wtedy po raz pierwszy dowiedziałem się o Ignacym Łukasiewiczu i o Janie Zehu. Było kilka opcji. Uzgodniliśmy w końcu, że konieczne jest wykonanie figur w pełnym wymiarze z brązu. Najpierw te dwie postacie miały siedzieć przy stole, przy lampie naftowej. Potem chcieliśmy, aby Zeh siedział przy stole, a Łukasiewicz stał obok. Ale w trakcie prac postanowiliśmy wykorzystać fasadę budynku, żeby było bardziej dynamicznie.

Włodzimierz Cisaryk jest dumny z wykonanej pracy. Jego zdaniem, takie postacie jak Ignacy Łukasiewicz i Jan Zech są po latach należnie docenione.

– Możliwe, że ich współcześni nie mogli tego właściwie ocenić, ale od dawna było jasne, że była to rewolucja techniczna, która przyśpieszyła postęp. I faktycznie cały przemysł chemiczny i naftowy zaczął się tutaj, na naszych ziemiach, na naszych terytoriach, i to nasi rodacy uruchomili koło rewolucji technicznej. Ponadto, kiedy studiowałem postać Ignacego Łukaszewicza, zobaczyłem, jak wielki był to człowiek, nie tylko jako technik, ale był również filantropem i bardzo dbał o ludzi. Wiele inwestował nie tylko w sprawy biznesowe i techniczne, ale także w kulturę.

Te dwie lokacje nadal codziennie odkrywają dla obywateli z całej Ukrainy oraz innych krajów postać Ignacego Łukasiewicza. We Lwowie jest jeszcze kilka obiektów powiązanych z jego działalnością. Za udział w tajnej organizacji patriotycznej i działalność skierowaną przeciwko zaborcy austriackiemu Ignacy Łukasiewicz przebywał w 1848 roku we lwowskim więzieniu. Zachował się budynek dawnego szpitala ojców pijarów (obecnie szpital kliniczny przy ul. Czernihowskiej 7), gdzie 31 lipca 1853 roku po raz pierwszy lampy naftowe oświetliły salę operacyjną, co pozwoliło przeprowadzić pierwszą operację po zapadnięciu zmroku. W latach 1877–1882 Ignacy Łukasiewicz był również posłem na sejm galicyjski, obradującym w gmachu, który obecnie użytkuje Narodowy Uniwersytet im. Iwana Franki. W tej uczelni pracuje dr hab. Ihor Łylo, historyk i znany lwowski przewodnik.

– Muszę powiedzieć, że często żałuję, iż Ignacy Łukasiewicz nie jest do końca doceniony jako osobowość, jako człowiek, gdyż wszyscy zwracają uwagę wyłącznie na lampę naftową, na ten słynny wynalazek na skalę światową – powiedział Ihor Łylo. – Łukasiewicz natomiast był, po pierwsze, wielkim naukowcem, był badaczem. Zjeździł całą Galicję, osobiście badając wody mineralne. Faktycznie nie ma uzdrowiska po obu stronach dzisiejszej granicy, w Polsce i Ukrainie, gdzie by Łukasiewicz nie był. Po drugie był to człowiek, który w swojej aptece miał laboratorium, do którego na przykład zapraszał wielu studentów Uniwersytetu Medycznego i prowadził tam z nimi różnego rodzaju badania. Na przykład, Łukasiewicz współpracował z firmą, która wydobywała torf pod Lwowem i nawet próbował podać dobre pomysły, w jaki sposób ten torf może być przerabiany. Uratował kilka osób z mocnego zatrucia wilczymi jagodami z lasu. On tych ludzi uratował, gdy już lekarze się ich wyrzekli. Uważam, że Łukasiewicz był o wiele bardziej interesującą postacią, niż jest przedstawiany.

Zdaniem Ihora Łyli, ogłoszenie przez Sejm RP Roku Ignacego Łukasiewicza w Polsce jest słuszną i bardzo dobrą decyzją.

– W Polsce w jednym z uzdrowisk stoi pomnik Łukasiewicza – powiedział ukraiński historyk. – Mamy też podobny pomnik na Ukrainie, w Truskawcu. Jest to dobra okazja promocji tematów, które pomagają w relacjach międzyludzkich, nie dzielą, lecz łączą. Pod tym względem upamiętnienie Łukasiewicza może tu odegrać rolę podobną do upamiętnienia Stanisława Lema. Gdy Polska ogłosiła, że będą uroczystości z okazji stulecia Lema, wówczas i we Lwowie wszyscy zaczęli coś robić w tym kierunku. Być może w tym przypadku takie działania Polski spowodują, że i na Ukrainie ludzie po raz kolejny zwrócą uwagę także na Łukasiewicza.

Konstanty Czawaga

Tekst ukazał się w nr 3 (391), 15 – 28 lutego 2022

Przez całe życie pracuje jako reporter, jest podróżnikiem i poszukiwaczem ciekawych osobowości do reportaży i wywiadów. Skupiony głównie na tematach związanych z relacjami polsko-ukraińskimi i życiem religijnym. Zamiłowany w Huculszczyźnie i Bukowinie, gdzie ładuje swoje akumulatory.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X