Lwów to miasto, które kocham

Z konsul generalnym Rzeczypospolitej Polskiej Elizą Dzwonkiewicz, która rozpoczęła misję we Lwowie 21 października, rozmawiali Wojciech Jankowski i Eugeniusz Sało.

Wojciech Jankowski: Pani Konsul, Lwów nie jest dla Pani miejscem, które Pani teraz odkrywa. Bywała Pani często w naszym mieście?
Lwów to jest miasto, które kocham. Przyjechałam tu świadomie, bardzo chciałam trafić do Lwowa. Pierwszy raz byłam tu na początku lat dziewięćdziesiątych. Przyjeżdżaliśmy po to, by reaktywować harcerstwo, prowadziliśmy kursy, szkolenia. Wtedy poznałam wielu miejscowych Polaków, którzy tu działają do dziś i odgrywają ważną rolę. Poznałam wówczas Krystynę i Stefana Adamskich, Irenę Świdzińską, Edwarda Bródkę z Sambora, Tatianę Opanowicz z Bóbrki, mnóstwo wspaniałych, zaangażowanych osób, w których był wtedy – jak i w nas – zapał, żeby odbudowywać tutaj harcerstwo. Te wyjazdy harcerskie zainspirowały mnie do tego, by podjąć studia ukrainistyczne. Chciałam wybrać jakiś kierunek mniej popularny, oryginalny. Poza tym uznałam, że warto byłoby dowiedzieć się czegoś o Ukrainie. Przyjeżdżaliśmy tu, ale nic nie wiedzieliśmy o tym kraju. Uznałam, że należałoby to zmienić. Kolejne wyjazdy do Lwowa zatem łączyły się z okresem studiowania. W 2001 roku spędziłam tu jeden semestr. A potem kolejne funkcje zawodowe, dzięki którym wciąż mogłam wracać do Lwowa.

WJ: A zatem wniosek nasuwa się taki, że wielu konsulów uczy się tutaj ukraińskiego w czasie pracy we Lwowie, a Pani już tę znajomość języka ma.
Hmmm. To akurat nie jest takie proste. Studia skończyłam prawie dwadzieścia lat temu i od tamtej pory nie posługiwałam się ukraińskim. Poza tym, Ukraińcy, gdy staramy się mówić po ukraińsku, mówią „nie męcz się, możemy porozmawiać po polsku” i tak jest w każdej sytuacji. Dla nas to jest bardzo miłe, bo nasi partnerzy ukraińscy całkiem dobrze radzą sobie po polsku. Ale w związku z tym my uczymy się nie tak szybko, jak byśmy chcieli. Z pewnością muszę popracować nad ukraińskim.

WJ: Pochylając się nad Pani biografią, mam wrażenie, że zmierzała ona w kierunku Lwowa. Poza ukrainistyką, studiowała Pani w Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego.
Tak w istocie było. Te studia, choć krótsze (bo były to studia podyplomowe), bardzo dużo mi dały. Poszerzyły horyzonty. Wyrwały z przekonania, że wszystko kręci się wokół nas Polaków, że różne sprawy tylko nas dotyczą. Dzięki tym studiom zrozumiałam, że pewne zjawiska, procesy są uniwersalne i że walka o wolność jest wartością uniwersalną. Cała historia państw podbitych przez sowiety uświadomiła mi, jak dużo w tej walce o wolność nas łączy i dobrze by było, żebyśmy ze wzajemną otwartością i zrozumieniem patrzyli na tę niełatwą historię. Warto jest się jednoczyć, bo wciąż jesteśmy w sytuacji, w której to zjednoczenie i współpraca byłyby dla nas wszystkich korzystne.

WJ: Powiedziała Pani, że trochę wyzbyła się Pani polonocentryzmu, ale była Pani związana z Fundacją Pomoc Polakom na Wschodzie, a więc i tematy dotyczące Polaków na Ukrainie są Pani bliskie.
To są rzeczy, które się nie wykluczają. Zainteresowanie historią i współczesnością państw byłego bloku wschodniego tylko wzmacnia moją potrzebę poznawania losów Polaków na Wschodzie. Troska o Rodaków jest naszym moralnym obowiązkiem, bo ten los był niewspółmiernie cięższy niż nasz. Nie trzeba mnie uczyć patriotyzmu. To jest sprawa nie ulegająca dyskusji. Polska jest moją ojczyzną i są różne symbole, postawy ludzi, które mnie zawsze wzruszają i poruszają. Ale z drugiej strony – tu nauka św. Jana Pawła II jest mi bardzo bliska – jeżeli czuję się polską patriotką, to rozumiem, że każdy inny wolny naród ma swoich patriotów. Musimy wzajemnie rozumieć te uczucia i szanować się. Być wrażliwym na pewne sytuacje, które nas podzieliły historycznie. Niemniej sprawy Polaków tu mieszkających są i będą dla mnie ważne, bo to są też moje sprawy. Odnoszę się z ogromnym szacunkiem do wielu osób, które poświęciły swoje życie prywatne, zawodowe po to, by na zasadach pracy społecznej o coś dbać, o coś zabiegać i cos tworzyć. Oczywiście bardzo bym chciała, aby w dalszym ciągu trwało i rozwijało się harcerstwo. Myślę, że to jest najlepsza młodzieżowa organizacja wychowawcza, która wychowuje w miłości do Ojczyzny. Dla harcerzy pewne rzeczy są oczywiste. Sama tego doświadczyłam i chcę, by inni mieli taką możliwość. Z ogromnym szacunkiem odnoszę się też do Polskiego Towarzystwa Opieki nad Grobami Wojskowymi. To, co oni robią, powinno być przykładem dla młodych ludzi. Marzyłabym, by znaleźli się kontynuatorzy tego dzieła, kolejne pokolenia, które poczują się odpowiedzialne za te groby i miejsca pamięci, którymi towarzystwo się opiekuje. Mamy w Iwano-Frankiwsku (d. Stanisławowie) wspaniałe Centrum Kultury i Dialogu Europejskiego, które wzorcowo wypełnia swoją misję. Poza tym wszystkie nasze media, gazety, towarzystwa, szkoły – to jest ogromna praca.

WJ: Jest tu Pani od niedawna, ale już nastąpiły pierwsze spotkania, uroczystości. Jak została Pani przyjęta przez miejscowych Polaków?
Nie mnie to oceniać [śmiech]. W każdym razie do tej pory były to spotkania serdeczne. Odnoszę wrażenie, jakby rodzina mi się powiększyła, bo one mają często taki rodzinny charakter. Spotykam się też z przedstawicielami lokalnej władzy państwowej i samorządowej. To też są bardzo ciekawe doświadczenia. Poznajemy się wzajemnie, liczę na konstruktywną współpracę.

WJ: Wymieniła Pani media polskie z Ukrainy, zatem muszę zadać to pytanie. Czy czyta Pani Kurier Galicyjski?
Proszę Pana! Ja nie tylko czytam Kurier Galicyjski, ale uczestniczyłam w jego narodzinach. Pamiętam, kiedy Kurier powstawał. Właśnie wtedy pracowałam w Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie. O początkach rozmawialiśmy z Panem Mirosławem Rowickim. On miał wówczas taki pomysł, żeby powołać polskie pismo na Ukrainie, które będzie dostępne w powszechnej sprzedaży. Wielkim orędownikiem tej inicjatywy był Rafał Dzięciołowski – wówczas wiceprezes zarządu Fundacji. Wsparliśmy ten pomysł finansowo i organizacyjnie. To jest niezwykle satysfakcjonujące, że od jakiejś rozmowy przy stoliku w kawiarni dawno temu zrodziła się profesjonalna gazeta, a poza nią również kanał TV, radio, studio filmowe. Uważam, że to jest wielki sukces! I czytam, czytam oczywiście.

WJ: Czy myśląc o swojej funkcji, w tym również misji, bo tak chyba należy rozumieć pracę konsula generalnego, czy stawia sobie Pani jakieś cele na najbliższe cztery lata?
Praca we Lwowie jest ogromnym wyzwaniem. Myślę, że takich celów jest kilka na kilku płaszczyznach. Zależy mi na tym, żebyśmy budowali dobre relacje z gospodarzami na miejscu. Sądzę, że żaden rozsądny człowiek nie chce zmieniać historii. Ona się potoczyła, jak się potoczyła. Lwów jest naszym wspólnym dobrem. On jest kolebką kultury polskiej, jest bliski nam Polakom, ale z pewnością jest bliski również Ukraińcom. Musimy więc jakoś się pogodzić mieszkając tu wspólnie. Obecność polska we Lwowie nie była mimochodem, przypadkowa. To było kilka wieków polskiej tradycji i polskiej kultury. W związku z tym bardzo bym chciała, by państwo polskie miało tu dobrą reprezentację, która będzie się troszczyła o to, co jeszcze można uratować z naszego dziedzictwa kulturowego. Chodzę czasem po antykwariatach i widzę polskie dzieła sztuki. One leżą, są wystawione na sprzedaż. Wydaje mi się, że byłoby bardzo dobrze, gdyby nasze państwo znalazło środki, by nabywać pamiątki naszej kultury. Bardzo bym chciała, by Polska miała rezydencję w historycznym budynku. Mamy duży, funkcjonalny budynek konsulatu, ale to jest nowy budynek. Taki konsulat może mieć każde inne państwo. Myślę, że powinniśmy mieć także obiekt reprezentacyjny, o wartości historycznej, gdzie mogłyby odbywać się różne debaty, wystawy. Powinno to być gdzieś w centrum miasta. Jest oczywiście kwestia Domu Polskiego, ale to jest temat na trochę inną rozmowę, trochę inne funkcje. Bardzo chciałabym, aby we Lwowie odbywało się stałe wydarzenie poświęcone Zbigniewowi Herbertowi. To poeta doskonały i uniwersalny, którego na pewno to miasto ukształtowało.

WJ: Rozmawiamy o Lwowie we Lwowie, ale lwowski okręg konsularny to nie tylko Lwów. Czy ma Pani jakieś plany odnośnie Stanisławowa, Użhorodu, tych odleglejszych zakątków. Może oni czasem czują się czasem trochę porzuceni?
Mogą czuć się trochę porzuceni, bo minęły już prawie dwa miesiące, a ja jeszcze tam nie byłam. Ani w Stanisławowie, ani w Użhorodzie nie byłam, bo czas płynie strasznie szybko. Przyjechałam do Lwowa w przededniu ważnych świąt, najpierw 1 listopada, potem 11 listopada, za chwilę będzie Boże Narodzenie. Jeszcze nie wygospodarowałam czasu, żeby móc tam pojechać i przeprowadzić rozmowy w spokojnej atmosferze, bez pośpiechu. Do Stanisławowa wybiorę się jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia, mam już umówione spotkania. Na Zakarpacie udam się już w nowym roku, z wielkimi nadziejami na inspirujące spotkania.

Eugeniusz Sało: Od razu, gdy Pani przyjechała, okazało się, że jest mnóstwo wydarzeń, obowiązków. Jak Pani daje sobie z tym radę?
Nie jest łatwą praca konsula generalnego, dlatego, że musi wciąż zajmować się innym tematem, ma bardzo szeroki zakres działań. Często pełnienie funkcji reprezentacyjnych powoduje, że brakuje czasu na czynności kierownicze związane z działalnością placówki. Nasz konsulat jest największy spośród wszystkich polskich placówek konsularnych na świecie. Zasadnicza praca odbywa się głównie w wydziałach (prawnym, wizowym, ds. Karty Polaka, współpracy z Polakami), a każdy z nich ma swoje problemy. Tej pracy jest naprawdę dużo, ale też muszę przyznać, że mamy świetnych konsulów na stanowiskach kierowników wydziałów. To są osoby z dużym doświadczeniem, bardzo kompetentne i samodzielne. Wszyscy konsulowie mocno mnie wspierają, a ja staram się wspierać ich.

ES: Nie ma Pani wolnego czasu, ale gdyby Pani miała, na co Pani by go przeznaczyła? Jakie są Pani zainteresowania?
We Lwowie są ogromne korki, z czego nie zdawałam sobie sprawy wcześniej. Trudno jest gdzieś dojechać szybciej, niż się dojdzie pieszo i to mnie zmusza do spacerów. Ale to nie jest złe, bo ja uwielbiam spacerować. Mogę wtedy podziwiać architekturę Lwowa, szczególnie uwodzi mnie secesja. Sprawia mi radość spacerowanie między tymi kamienicami i podziwianie ich. W wolnych chwilach lubię czytać, przede wszystkim literaturę wspomnieniową. Dzięki niej uczę się historii, w oparciu o przeżycia jednostki. Poza tym – tutaj robię sobie duże nadzieje – zimą lubię jeździć na nartach. Jak tylko uda mi się znaleźć czas, to mam zamiar szusować w Karpatach, tylko oczywiście musi spaść śnieg.

ES: Rozmawialiśmy o Polakach ze Lwowa, a mają oni swoje problemy, kościół Marii Magdaleny, plebania kościoła św. Antoniego. Konsulat zawsze wspierał Polaków w tych kwestiach.
To jest oczywista sprawa. Każdy z tych problemów ma inne podłoże… Jeśli chodzi o kościół św. Marii Magdaleny – tej sprawy w ogóle nie umiem zrozumieć. To jest przestrzeń sakralna. Powinien nas z Ukraińcami łączyć szacunek do świątyń. Tutaj bardzo liczę na to, że ktoś w końcu podejmie właściwą i mądrą decyzję, żeby ten kościół zwrócić wiernym. Przecież nie chodzi o to, żeby oddawać go Polakom, żeby nikt inny nie miał wstępu. Chodzi o to, żeby to był kościół, żebyśmy nie odbierali mu tej funkcji. Jeśli chodzi o Dom Polski, bardzo bym chciała, żeby udało się zakończyć tę inwestycję. Musimy wspólnymi siłami wspierać ten projekt. Na razie są różne problemy, ale nie chcę o nich mówić, bo konsulat nie jest inwestorem, nie jest wykonawcą. Możemy się przyglądać i gdzie można pomagać. Liczę na to, że tę inwestycję uda się dokończyć, a już wiele środków zostało zainwestowanych. Takie miejsce dla polskich organizacji jest bardzo potrzebne. Mamy organizacje, które prowadzą działalność w bardzo złych warunkach lokalowych, inne radzą sobie lepiej, niemniej dobrze by było, żeby takie wspólne miejsce było i dało się to dokończyć.

ES: Przed nami rok 2020. Jakie ma Pani plany na ten czas?
Rok 1920 jest dla nas historycznie bardzo ważny – rocznica wojny polsko-bolszewickiej. Bardzo liczę na to, że uroczystości w Zadwórzu i Dytiatynie będą osią wydarzeń w 2020 roku w naszym okręgu konsularnym. Są one dla nas z jednej strony tragiczną historią, ale z drugiej niezwykle heroiczną i budującą mit – mit Polaka, który się nie poddaje, który walczy do końca o wolność. Ostatecznie ta ofiara nie okazała się beznadziejną, bo zatrzymaliśmy pochód bolszewików na Europę. Bardzo bym chciała, aby te uroczystości udało się godnie i wyjątkowo zorganizować, wzbogacając o pewne nowe elementy. One są co roku pięknie celebrowane, niemniej zależy mi, by jeszcze więcej Polaków z Polski tu do nas przyjechało, żeby wzięło udział w wyjątkowym wydarzeniu.

ES: Jesteśmy w okresie przedświątecznym. Prosilibyśmy Panią o złożenie życzeń naszym czytelnikom.
Wszystkim moim Rodakom i mieszkańcom Lwowa, którzy obchodzą Boże Narodzenie, życzę by te święta były wyjątkowo piękne, rodzinne, żebyśmy zapomnieli o trudnych sprawach w tym okresie i potrafili popatrzeć na siebie z życzliwością, miłością i żeby tego nikomu nie zabrakło. Życzę, byśmy nasycili się dobrem i szczęściem i żeby to nas uszlachetniło na kolejne dni. Wszystkiego dobrego życzę Państwu na te święta!

Rozmawiali Wojciech Jankowski i Eugeniusz Sało
Tekst ukazał się w nr 23-24 (339-340), 20 grudnia – 16 stycznia 2019

X