Wspomnienie szlachetnych hetmanów
Pod koniec panowania sowieckiego Frankiwsk nakryła fala przemianowań nazw – ulice i place „paczkami” otrzymywały nowe nazwy. Na zmianę zagorzałym rewolucjonistom i żołnierzom armii czerwonej nastali działacze ukraińskiej historii i kultury. Naturalnie na pierwszy ogień starano się przemianować główne ulice. Na przykład: ul Dzierżyńskiego w 1990 r. została ulicą hetmana Mazepy.

Mieszkańcy niby popierali te nowe nazwy, ale z przyzwyczajenia dalej używano starych. Czasami wydarzały się zabawne wypadki. Pewien taksówkarz opowiadał mi, jak zatrzymany został przez klienta, będącego pod „dobrą muchą”. Na pytanie: „Dokąd jedziemy?”, usłyszał odpowiedź: „Na hetmana Dzierżyńskiego”.
W stylu techno
Jedyna świątynia katolicka mieści się we Frankiwsku przy ul. Wołczynieckiej 92. Jest to kościół pw. Chrystusa Króla Wszechświata i zbudowany został w latach 1930. Po wojnie, gdy Polacy wyjechali z miasta świątynia długo stała opuszczona.
W 1954 r. kościół przekazano na magazyn książek. Świątynię podzielono na dwie kondygnacje i aby lżej było dostarczać książki na piętro, obok wejścia umieszczono niewielką windę. Pod koniec władzy sowieckiej kościół zwrócono wiernym i jego pierwszym proboszczem został ks. Kazimierz Halimurka. Wypadło mu przeprowadzić wiele prac by przywrócić świątyni jej pierwotny stan. Starą windę ksiądz postanowił wykorzystać – ruchomą platformę rozebrano, zaś do konstrukcji przyspawano poprzeczne ramię. Tak przy kościele pojawił się krzyż katolicki. Niektórym parafianom taki krzyż nie przypadł do gustu i często narzekali na to w rozmowie z księdzem. Pewnego razu tak to zdenerwowało księdza, że wykrzyknął: „Jak umrę, to pochowajcie mnie pod tym krzyżem!”.
Ale z czasem wierni przyzwyczaili się do tej konstrukcji, a ks. Halimurka żyje i cieszy się dobrym zdrowiem. Został wprawdzie przeniesiony do innej parafii, ale krzyż ze starej windy możemy oglądać i dziś.

Longin Piotrowicz
W „błękitnej cerkwi”, która we Frankiwsku była dawniej kościołem ormiańskim, zachowało się wiele dawnych figur. Interesującą jest dla nas figura po prawej stronie współczesnego ikonostasu. Jest to figura Apostoła Piotra. Skąd wiadomo, że to właśnie on, jeżeli nie ma żadnego podpisu?
Świętych było wielu i aby jakoś ich odróżniać, rzeźbiarze i malarze dodawali charakterystyczne dla nich atrybuty. Na przykład: za Apostołem Andrzejem widoczny jest ukośny krzyż, na którym został ukrzyżowany, a Apostoł Paweł w ręku trzyma miecz, którym go stracono. Charakterystycznym atrybutem Piotra Apostoła jest pęk kluczy, który wręczył mu Jezus. Widzimy je u tej postaci. Ale nie jest to Piotr! Dlaczego?

W okresie międzywojennym w latach 30. przeprowadzono fotografowanie wszystkich figur w kościele ormiańskim. Teraz te zdjęcia możemy odszukać w Internecie. Otóż, nasz Piotr wówczas trzymał w ręku nie klucze, lecz włócznię. Ależ jest to atrybut innego świętego! Z włócznią tradycyjnie ukazywano św. Longina, rzymskiego centuriona, który przebił bok Chrystusowi na krzyżu. Później Longin opuścił legiony, przyjął wiarę chrześcijańską, głosił Słowo Boże, za co był okrutnie zamęczony z rozkazu Poncjusza Piłata.
Ale jak Longin został Piotrem? W czasach sowieckich w kościele otwarto Muzeum religii i ateizmu. Na jednym ze zdjęć z tego okresu figura już nie ma włóczni. Gdy na początku lat 1990. świątynię przekazano ukraińskiej Cerkwi autokefalicznej, kapłani przemalowali figurę i „dorobili” mu klucze. Interesujące, że prawdziwy Apostoł Piotr też jest w świątyni. Stoi w prawej nawie i trzyma w prawym ręku „nie swoją” książkę.

Ulica Daszewskiego
Gdy idziemy na wschód ulicą Niezależności, to poza kinem „Kosmos” można zobaczyć niewielką uliczkę Daszewskiego. Zainteresowałem się, co to za postać, że na jej część nazwano niewielką, ale jednak ulicę. W sowieckich informatorach znalazłem jedynie kompozytowa O. Daszewskiego, autora takich szlagierów, jak „Idę z pracy w fabryce”, „Młotem-Szturmem” czy „Czerwona Wedinga” (pieśni niemieckiego proletariatu). Jeżeli wziąć pod uwagę, że ulica została przemianowana na początku lat 199., pojawiają się wątpliwości, że władze miasta w taki sposób uhonorowały przyjaciela niemieckiego proletariatu.
W Muzeum Krajoznawczym powiedziano mi, że ulicę nazwano na cześć polskiego działacza Ignacego Daszyńskiego, przyjaciela Iwana Franki z lat młodości. Ale jak powiadają w Odessie: Daszyński i Daszewski – to „dwie wielkie różnice”.

Rozwiązanie tej zagadki jest bardzo banalne. W czasach sowieckich ulica nazywała się Daszawska, co miało przypominać złoża gazu w miejscowości Daszawa w woj. lwowskim. Gdy w latach 1990. zmieniano nazwy ulic, jakiś wybitnie uczony urzędnik w „białym domu” zukrainizował starą nazwę. Iwano-Frankiwsk może być dumny, że posiada ulicę nieistniejącego bohatera.
PS Już nie może. W 2010 r. ulicę Daszewskiego przemianowano na cześć hetmana wojska zaporoskiego Petra Kalniszewskiego.
Pozdrowienia od wujaszka
Czy pamiętają Państwo, jak na początku lat 90. w telewizji stale leciała reklama sosów „Uncle Bens”? Na pojemnikach przedstawiano starszego Murzyna (przepraszam – Afroamerykanina). Nazwa marki handlowej tłumaczy się jako „Wujek Bens”.

Dalsza historia połączyła jednak wujka z przyprawą. Mieszkała we Frankiwsku rodzina, mająca w zagranicznej diasporze za oceanem wujka. Od czasu do czasu do rodziny nadchodziła paczka z second-handem i niewielką pomocą finansową. Kiedyś przed Nowym Rokiem przekazano kolejną paczkę od wujka: 200 dol. USA, żelazną bańkę i list. Ponieważ po angielsku nikt w rodzinie nie czytał, więc tłumaczenie odłożono na później. Pieniądze schowano do skarpety, a bańkę otwarto. Był tam proszek, który zidentyfikowano jako przyprawę.
Nadeszły święta, trwające do połowy stycznia. Rodzina była wielka, przygotowywano dużo jedzenia i przyprawa okazała się jak najbardziej potrzebna. Potrawy stawały się bardziej pikantne i goście chwalili sobie zdolności gospodyni.
Z czasem o liście zapomniano zupełnie i natrafiono na niego dopiero jesienią, gdy odwiedziła rodzinę znajoma nauczycielka angielskiego. Przeczytała list i cała rodzina zastygła w szoku. Okazało się, że był to testament biednego wujka, który zmarł w ubiegłym roku. Wujek prosił, by po kremacji jego prochy spoczęły w ojczyźnie.
Taka to była przyprawa.
Iwan Bondarew
Tekst ukazał się w nr 21 (457), 15 – 28 listopada 2024
