„Kurier ze Stambułu” dotarł do Chełma!

„Kurier ze Stambułu” dotarł do Chełma! Waldemara Bednaruk

15 lipca br. odbyła się premiera powieści historycznej „Kurier ze Stambułu”, napisaną przez chełmianina Waldemara Bednaruka, i zgodnie z planem, dokładnie tego dnia pojawiła się ona w sprzedaży, zarówno przez Internet, jak i na półkach księgarskich.

Książka była od dłuższego czasu promowana nie tylko w mediach lokalnych, zaś pomysłowość

autorów akcji promocyjnej sprawiła, iż wieści o jej narodzinach dotarły aż za ocean. Rozbudzany stopniowo i umiejętnie od kilku miesięcy apetyt czytelników został wreszcie zaspokojony, ale czy warto było czekać?

Zanim odpowiem na to pytanie, dzieląc się własnymi wrażeniami z właśnie zakończonej lektury powieści, wspomnę na marginesie, że mamy w kraju od lat nieznośną manierę porównywania każdego autora zajmującego się tematyką staropolską do zmarłego 99 lat temu mistrza Henryka Sienkiewicza. Pewnie i teraz pojawi się mnóstwo tekstów, w których jedni będą z entuzjazmem wołać, że oto objawił się nowy Sienkiewicz, inni zaś ze smutkiem skonstatują, że jednak nie, a nowemu na tym rynku autorowi do wielkiego mistrza jeszcze wiele brakuje. Będą dyskutować i przerzucać się argumentami, by jak najlepiej udowodnić swoją tezę.

Moim zdaniem, na polskim rynku księgarskim nie ma nowego Sienkiewicza i jeszcze długo, a może nawet nigdy, nie będzie. Nikt dziś nie potrafi pisać taką piękną starą polszczyzną, a nawet gdyby ktoś się zdobył na próbę naśladownictwa, to efekt mógłby nie przynieść spodziewanych rezultatów, gdyż wśród dzisiejszych czytelników jest coraz mniej osób, które bez trudu radzą sobie z jej rozumieniem. Styl ten bardziej dziś męczy i nudzi, niż bawi i cieszy. Sienkiewiczowskie posągowe postacie zaś wydają się współczesnemu Polakowi zbyt sztywne, wręcz sztuczne, by mogły być bohaterami z krwi i kości, stąd rezerwa w stosunku do nich widoczna szczególnie wśród młodszego pokolenia, wychowanego na bardziej dwuznacznych i nie tak idealnych postaciach zapełniających karty współczesnej literatury.

Waldemara Bednaruk

Szlachetne te męki – ale jednak męki, które odczuwają młodzi przy lekturze piszącego ku pokrzepieniu serc Sienkiewicza – nie będą ich udziałem gdy sięgną po „Kuriera ze Stambułu”. Język powieści jest wartki i potoczysty i choć czuje się w nim ducha epoki, to jednak autor nie stara się na siłę odtwarzać słownictwa dawnych wieków. Postacie krwiste i wyraziste, nie dzielą się na tych wyłącznie dobrych i tych jednoznacznie złych – o czym świadczą zarówno grzechy młodości głównych bohaterów, jak też ludzkie odruchy u tych po drugiej stronie powieściowej barykady. Powieść toczy się wartko od jednego wątku do drugiego, a my prowadzeni przez autora, podróżujemy po monarszych dworach ówczesnego świata, zaglądając do sypialni carycy Katarzyny, salonów Wersalu, czy tureckiej łaźni w Stambule. Równolegle zaś obserwujemy codzienne życie polskiej szlachty w jej dostatnich majątkach, w ferujących okrutne wyroki sądach i na burzliwych sejmikach pod rządami ostatniego króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. A wszystko to w autentycznej otoczce, obrazującej ówczesne salony, które autor dobrze zna ze swojej wieloletniej pracy naukowej, skoncentrowanej na tym właśnie okresie.

Podsumuję – to na pewno nie trylogia Sienkiewicza, ani żadne z jego dzieł, ale na pewno jest warte przeczytania.

Włodzimierz Osadczy
Tekst ukazał się w nr 14-15 (234-235) 14–27 sierpnia 2015

X