Krok naprzód – dwa wstecz Zamek w Pomorzanach niszczeje (Fot. Dmytro Antoniuk)

Krok naprzód – dwa wstecz

Sytuacja niektórych unikatowych zabytków kultury polskiej na Ukrainie nadal pozostaje katastroficzna.

Stan wielu z nich stale się pogarsza, choć zdawało by się, że gorzej już być nie może. Na szczęście znajdują się entuzjaści, którzy nie zważając na inflację i wojnę na Wschodzie dają radę ratować zabytki.

Niedawno, w nr (2) 222 Kuriera Galicyjskiego pisałem o tym, że zapadł się dach pałacu hrabiego Stanisława Badeniego w Koropcu w obw. tarnopolskim i znów smutna wiadomość: 23 grudnia zawaliła się zachodnia ściana renesansowego pałacu w Międzybożu. Przez całkowity brak finansowego wsparcia ze strony państwa taki stan był do przewidzenia. Pałac już częściowo walił się w latach 2011 i 2012, oprócz tego zagrożeniem dla niego stało się trzęsienie ziemi w Rumunii w marcu ubiegłego roku, które dotknęło część Podola. Ostatecznie pokonały mury ubiegłoroczne mrozy i odwilże. Jednak główną przyczyną takiego stanu (powtórzę) jest brak państwowego finansowania. Według słów dyrektora tutejszego rezerwatu historycznego Olega Pohorilca, po raz ostatni pieniądze na zabytek wydzielono w latach 2004-2008, i to daleko nie w takim stopniu jak planowano.

Przy tym, zamek w Międzybożu jest jeszcze stosunkowo dobrze zachowany – regularnie prowadzone są tu festiwale, koncerty, turnieje rekonstruktorów i nie brakuje zwiedzających. Co można powiedzieć o innych fortecach Ziemi Tarnopolskiej? Takie twierdze, powiedzmy, w Sutkowcach, Żwańcu, Czarnokozińcach, Bradze? Jest to pytanie retoryczne.

Co straciliśmy w Międzybożu i nadal tracimy? Intensywny rozwój miasteczka rozpoczął się w 1540 roku, gdy otrzymał te ziemie od szlachcica Zborowskiego hetman koronny Mikołaj Sieniawski – jeden z najbardziej doświadczonych wodzów i polityków swego czasu, który w pewnym okresie przyczynił się do powstania Siczy Zaporoskiej, przez całe swoje życie – a przeżył Sieniawski lat 80 – bronił on ziemie koronne przeciwko Tatarom, Turkom i Mołdawianom. Na swych włościach wznosił liczne zamki. Forteca międzybozka zaznała znacznej modernizacji i rozbudowy w gotycko-renesansowym stylu. W obrębie fortecy hetman wystawił piętrowy pałac, część którego runęła właśnie w grudniu. Dziwne, ale cudem przy tym wypadku ocalały masywne murowane wazony na dachu, które za czasów właściciela wypełniano olejem i podpalano nocą.

Po wygaśnięciu rodu Sieniawskich Międzybóż w XVIII wieku przeszedł do Czartoryskich. Wówczas przez cały rok stacjonowały tu wojska Kościuszki. 44-letni wówczas generał, przyszły bohater Polski i USA, zakochał się tu w 18-letniej Tekli Żurawskiej, lecz otrzymał odmowę jej ojca.

Za wsparcie powstania Katarzyna II skonfiskowała Międzybóż, ale niedługo przed swą śmiercią zwróciła go. Jednego z najwybitniejszych przedstawicieli rodu Adama Jerzego Czartoryskiego obrano na przewodniczącego rządu polskiego podczas powstania listopadowego. Po porażce powstania Czartoryski zmuszony był wyemigrować do Paryża, gdzie uważany był za króla na uchodźstwie i został szefem partii konserwatywnej „Hotel Lambert”. Za tę działalność władza carska ostatecznie skonfiskowała Międzybóż, zlikwidowała szkołę otwartą przez Adama Jerzego w 1814 roku i umieściła na zamku siedzibę garnizonu wojskowego. Tu na letnie manewry przyjeżdżali carowie Mikołaj I i Aleksander II. Od 1868 roku na zamku stacjonował Ochtyrski pułk husarski, patronką którego była księżna Olga. Mieszkała prawie każdego lata w starym pałacu Sieniawskich, który częściowo zmodernizowała i przebudowała. Córka Aleksandra III tak zajęła się patronatem nad pułkiem, że rozstała się ze swym mężem księciem Oldenburskim i wyszła za mąż za rotmistrza „swego” pułku Mikołaja Kulikowskiego.

Władza komunistyczna i dwie wojny światowe wywarły swe piętno na zabytku. W zamku swego czasu umieszczono mleczarnię. Pałac został przy tym z nieznanych przyczyn pozbawiony dachu i stropów w 1950 roku, po czym zaczął intensywnie niszczeć. W 1968 roku otwarto tu muzeum, a w naszych czasach urządzono tu tzw. rezerwat historyczny. Wiele pomieszczeń wyremontowano i umieszczono w nich ekspozycję. W ruinie pozostaje donżon z okresu litewskiego i wspomniany już pałac Sieniawskich.

Zabytek co roku odwiedzają liczne komisje, które określają jaka dokumentacja potrzebna jest do ratunku obiektu, zagrożonego całkowitym zniszczeniem. Doszło do tego, że kilku deputowanych zaapelowało by wziąć się wreszcie za ratunek zabytku. Co z tego wyniknie – zobaczymy.

Królewskie ruiny
W takiej samej, a może nawet w gorszej sytuacji jest zamek w Pomorzanach – jedno z wielu ulubionych miejsc wypoczynku króla Jana III Sobieskiego. Zabytek oficjalnie jest na liście zabytków narodowych i ma być przede wszystkim chroniony przez państwo. Tym czasem niszczeje z roku na rok od chwili uzyskania niezależności przez Ukrainę.

Gdy dziedzicem Pomorzan w 1620 roku został ojciec przyszłego króla Jakub Sobieski, odnowił on zamek (wybudowany w 1350 roku) i udoskonalił jego fortyfikacje. Pozwoliło to odbić trzy tatarskie najazdy w ciągu najbliższego ćwierćwiecza. Podczas wojen kozackich w latach 1648 i 1655 jako jeden z nielicznych w tych okolicach wytrzymał oblężenia.

Syn Jakuba, Jan Sobieski, będąc jeszcze chorążym koronnym, otrzymał zamek w spadku i bywał tu głownie na polowaniach. Wzorem ojca, zmienił on fortyfikacje, co uchroniło miejscową ludność podczas najazdu Tatarów w 1672 roku, kiedy to nieliczna załoga i mieszczanie bohatersko bronili się przez kilka dni przeciwko janczarom. Wreszcie, rozumiejąc nierówność szans, mieszkańcy Pomorzan wykupili się przed najeźdźcą niemałą sumą. Po wiktorii chocimskiej w 1674 roku, już jako król, Jan III uroczyście wjechał do Pomorzan i zostawił tu kilka zdobycznych armat. Z jednej z nich odlano dzwon, który wisi do dziś na dzwonnicy pobliskiego kościoła św. Trójcy. Ale gdy w następnym roku znów tereny zaatakowały wojska osmańskie, mieszkańcy woleli uciec tajemnymi drogami przez lasy do Świrża, niż bronić się w zamku. Tym razem Turcy silnie uszkodzili opuszczony zamek. Jednak Sobieski w ciągu kilku lat całkowicie odbudował ulubioną rezydencję  i ufortyfikował ją według ówczesnej modły holenderskiej. Poszło na to 25 tys. dukatów – suma na tamte czasy ogromna. Po tym, zamek przetrzymał szczęśliwie jeszcze osiem najazdów tatarskich. Największy najazd miał miejsce w 1695 roku i był to ostatni najazd ordy. W następnym roku pogromca Turków zmarł i od tego czasu zamek zaczął podupadać. Na cztery lata przed śmiercią, gdy Sobieski ciężko zachorował, zebrał w Pomorzanach całą rodzinę i dwór. Ale wkrótce choroba odstąpiła, na cześć czego król wydał kilka wspaniałych uczt, w czasie których grał wędrowny teatr francuski, a też demonstrowano „rekonstrukcję” bitwy chocimskiej. Do kościoła w Pomorzanach król sprezentował szaty liturgiczne, uszyte ze sztandarów tureckich, zdobytych pod Wiedniem. Pozostawały one w świątyni do czasów II wojny światowej.

Po Janie III Sobieskim do zamku w Pomorzanach często zajeżdżali jego synowie Aleksander i Jakub, którzy jednak nie opiekowali się zamkiem tak jak ojciec. Potem wybuchła wojna północna i zamek był trzykroć zdobyty: najpierw przez Saksończyków, a później przez Rosjan. Wkrótce miasto odeszło do Radziwiłłów, którzy w ogóle zapomnieli o tej rezydencji i od końca XVIII wieku popadała ona w ruinę.

Wszystko zmieniło się, gdy miasto i okolice przejął kasztelan owrucki Stanisław Pruszyński. Zaczął on rekonstrukcję dawnego zamku, a zakończył to dzieło jego syn Erazm już w połowie XIX wieku. Wtedy rozebrano dwa najbardziej uszkodzone skrzydła i bramę, z których w mieście wzniesiono wspaniały neogotycki ratusz z wieżami. Z niewiadomych przyczyn w 1876 roku Pruszyński sprzedaje zamek Stanisławowi Potockiemu. Jego wnuk Jerzy, właściciel wspaniałego pałacu przy lwowskiej ul. Kopernika, choć rzadko wpadał do Pomorzan, ale trzymał rezydencję we wzorowym porządku i regularnie nadsyłał tu nowe meble i dzieła sztuki. Częściowo te ostatnie zostały wyszabrowane podczas I wojny światowej. Potocki, który został ambasadorem Rzeczypospolitej w USA, szybko wszystko naprawił i zezwalał nawet na zwiedzanie zamku. Wiadomo, że w 1939 roku wszystko zniknęło bezpowrotnie, chociaż coś z książek i obrazów znalazło się z dawnym Ossolineum, dziś bibliotece im. Stefanyka, a w tarnopolskim muzeum eksponowana jest komoda z pomorzańskiego zamku.

Po II wojnie światowej w zamku umieszczono szkołę, a później administrację rejonową, bo do 1965 roku Pomorzany były stolicą rejonu. Po tym zamek pozostawiono własnemu losowi, chociaż w 1978 roku przeprowadzono tu remont. Dalej przyszedł pożar i zapomnienie. Do naszych dni dotrwało to co uratowali Pruszyńscy – dwa skrzydła z dwoma narożnymi wieżami. Od strony wewnętrznego dziedzińca jedno z nich ma otwartą galerię z kolumnadą, podobną do Zamku Wawelskiego. Została wzniesiona jeszcze za czasów Jana III. Zawalone obecnie schody wejściowe prowadziły do głównego wejścia, nad którym do dziś widnieje herb królewski i tablica po łacinie z 1922 roku, gdzie wymienieni są właściciele zamku, wspomniana jest bitwa z 1694 roku z Tatarami pod sąsiednim Hodowem, w której poległ pułkownik Stanisław Zagorowski.

Niedawno zawaliły się duży fragmenty dachu, ścian i jedna z kolumn. Przy tym, zaginał gdzieś interesujący barokowy portal. Wewnątrz – całkowita ruina, nie ma stropów, bram, posadzek. Jedynie w jednym z pomieszczeń zachowały się fragmenty kominka z pilastrami.

Przez całkowity brak środków, warunki atmosferyczne i krytyczny stan zabytku, przed kilkoma dniami na FB pojawiła się grupa „Ratunek zamku w Pomorzanach”, której zadaniem jest zebranie 7 tys. hrywien (stanem na 13 stycznia 2015 roku) na wzmocnienie konstrukcji dachu. Mam nadzieję, że inicjatywa entuzjastów-amatorów zwróci jednak uwagę specjalistów i fachowców, a co najważniejsze – urzędników, odpowiedzialnych za stan zabytków.

Kościołowi bernardynów w Husiatynie przywrócono historyczną fasadę
Bracia Mniejsi franciszkanie przy pomocy osób zaangażowanych i parafian w lecie ubiegłego roku zaczęli odbudowę swej świątyni, założonej w 1610 roku przez starostę winnickiego Walentego Kalinowskiego jako klasztor bernardyński. Celem odbudowy było usunięcie współczesnych dobudówek na fasadzie, pochodzących z okresu Breżniewa. Ojcowie wykonali olbrzymią pracę: dobudowali drugie piętro nawy, zdemontowali sowiecką fasadę i zamienili ją na pierwotną, renesansową, która była przed 1939 rokiem. Detale rzeźbione i herb Braci Mniejszych pomogli odnowić konserwatorzy z Żytomierza. Jednocześnie przygotowano więźbę pod nowy dach, który jest kładziony obecnie. Apel o pomoc finansową w tej sprawie można znaleźć na stronie parafii: http://husiatyn.ofm.org.ua/, lub na stronie na Facebooku.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 4 (224) 27 lutego – 16 marca 2015

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X