Dawne miasteczko Sokolec rozłożyło się pośród malowniczych Miodoborów w dolinie rzeczki Uszyca w rej. dunajowickim obw. chmielnickiego. Jest to jedno z najstarszych osiedli na Podolu – istniało już w okresie Księstwa Halickiego, a jego złoty wiek przypada na XVI-XVIII stulecia.
Jeszcze na początku XX w. zachowała się tu klasyczna średniowieczno-renesansowa architektura: resztki umocnień, ratusz, rynek. Ale dziś wieje tu pustką, a miasto przemieniło się w widmo. Gdy w latach 1980. planowano budowę Nowodniestrowskiej Elektrowni Wodnej na Dniestrze, projektanci założyli, że miasteczko zostanie zalane przez zbiornik wodny – jak wiele wsi i miejscowości. Czy się pomylili, czy nie chcieli ryzykować – nie wiadomo. Mieszkańców Sokolca wysiedlono znad rzeki na wysoki prawy brzeg kanionu Uszycy. Poziom wody w zbiorniku okazał się jednak niższy od przewidywanego, lecz mimo to Sokolec opustoszał. Z „Nowym” Sokolcem łączy go jedynie zbieżność nazw.
Szczególnym zabytkiem miasta-widma jest dawny klasztor dominikanów z kościołem pw. św. Rocha. Zabytek jest interesujący tym, że z powodu trudnodostępnego położenia jest mało znany ogółowi turystów. Dojazd tu jest utrudniony. Ale dla ekipy „Ukraina Incognita” nie ma nieprzejezdnych dróg. Tym bardziej, że w tej ekspedycji naszym partnerem została Toyota-Ukraine, przekazując nam odpowiedni transport.
Głównym celem tegorocznej wyprawy były tereny słynnego „Mińkowieckiego państwa”, utworzonego przez polskiego szlachcica Ignacego Ścibora Marchockiego (1749–1827). Ominięcie tego rodzynka Mińkowieczcyzny było wprost niemożliwe.
Historycy są zdania, że klasztor dominikanów wybudowano w Sokolcu około lat 60. XVII w. Trudno datę określić dokładniej, gdyż brak jest dostatecznych źródeł pisanych o miasteczku. Wiadomo, że pierwotnie klasztor był drewniany i że w 1804 r. zaczęto budować murowany. Budowano z datków miejscowej ludności aż do 1821 r. Braciszkowie jednak niedługo cieszyli się swoim konwentem. Już w 1832 r. w ramach represji po powstaniu listopadowym klasztor skasowały władze carskie. Świątynia nie została zamknięta i była czynna przez cały wiek XIX do początków XX.
Murowaną świątynię wzniesiono przed 1636 r. na koszt wojewody podolskiego Rewery Potockiego. Przeznaczył on też odpowiedni fundusz na godne utrzymanie braci dominikanów. Kościół wystawiono na wysokim pagórku nad brzegiem Uszycy. Przez usytuowanie na szczycie wzgórza stosunkowo niewielka świątynia wygląda potężnie, monumentalnie. Kościół jest pod wezwaniem św. Rocha, który jest dość rzadkim patronem świątyń na Podolu. Roch dotychczas nie został kanonizowany, chociaż zaliczony do martyrologium rzymskiego przez papieża Grzegorza XIV (wspomnienie 16 sierpnia). Święty uważany jest za patrona przy wszelkich zarazach i dżumie.
Podczas okupacji Podola przez Osmanów świątynia podupadła. Są przekazy, że w okresie kamienieckiego ejaletu urządzono tu meczet, ale poważnych dowodów tej wersji nie ma. Klasztor i kościół po odejściu Turków z Podoła znalazły się przez pierwsze dziesięciolecia w stanie smętnym. W ogołoconym przez wojny kraju nie było ludzi ani kosztów, by myśleć o odbudowie. Dopiero w 1723 r. wojewoda Podolski Stefan z Rycht Humeniecki odrodził świątynię – świadczyły o tym portrety fundatorów, wiszące niegdyś w świątyni.
Fot. Roman Malenkow
Początkowo ma się wrażenie, że kościół stoi na planie krzyża, ale w rzeczywistości ma jedną nawę. Dzięki dwom dobudowanym kaplicom po lewej i prawej stronie uzyskano plan krzyża. W centrum głównej fasady stała wieża-dzwonnica. Istnieje wersja, że była pozostałością pierwotnego kościoła i pełniła funkcję wieży obronnej. W centrum dachu mieściła się niewielka sygnaturka, pokryta gontem i zwieńczona metalową chorągiewką.
Interesujące jest to, że strop kościoła nie jest sklepiony, jak w większości tego rodzaju budowli, lecz płaski na drewnianych balach. Posadzka wykładana była szlifowanymi płytami trembowelskiego piaskowca – ciemniejszymi i jaśniejszymi, które tworzyły podobiznę pola szachowego.
W architekturze świątyni wyraźnie przebijają rysy gotyckie. Dobrze jest to widoczne nawet dziś na jego ruinach. Gotyk w czasach wznoszenia świątyni uważany był przez zakonników nie jako anachronizm, lecz jako przekaz historyczny walki zakonu o czystość wiary podczas kontrreformacji. Później, w XIX w., gdy Polska została podzielona pomiędzy zaborców, styl gotycki stał się symbolem polskiej architektury sakralnej. Pomimo niewielkich rozmiarów, kościół posiadał aż sześć ołtarzy.
Fot. Roman Malenkow
Jak wspominają miejscowi mieszkańcy, około lat 1920. świątynię zamknęli bolszewicy. Pod koniec roku 1930 z dachu zerwano blachę i pokryto nią rejonowy komitet partii w Mińkowcach. Gdzie podziały się liczne obrazy świętych i wewnętrzne ozdoby – nikt nie wie. Nie można wykluczyć, że zostały spalone przez komsomolców podczas kolejnej ateistycznej akcji – taka był wówczas „moda”. Po wojnie w świątyni urządzono… fermę dla cieląt. Dobrze, że nie chlew.
Miejscowi twierdzą, że jeszcze blisko 10 lat wstecz na jednej ze ścian można było zobaczyć fresk Archanioła Michała, ale już go nie ma.
Opuszczone świątynie mają swoją specyficzną i bardzo smutną, bolesną atmosferę. Widok opuszczonej świątyni pośród miasta-widma jest podwójnie smętny. To uczucie potęgują gęste zarośla – wydaje się, że jesteś pośród dżungli Amazonki… Zadziwiające uczucie!
Są tu też swoje duchy. Mieszkańcy opowiadają, że w okolicach Sokolca przed świtem na pasmach mgły znad Uszycy pojawia się oddział wojska w mundurach z okresu I wojny światowej i w milczeniu idą – nie wiadomo skąd i dokąd.
Po mieście-widmie pozostała nie tylko świątynia. W krzakach można dojrzeć resztki domostw i charakterystycznie dla tej części Podola, ułożone z kamieni ogrodzenia, czasem nawet pod nogami czuje się bruk. Mieliśmy szczęście odnaleźć w chaszczach resztki umocnień. Niestety, nie udało się zrobić w miarę dobrego zdjęcia. Trzeba przyjechać tu jesienią, gdy nie będzie liści.
Sokolec słynął ze swych umocnień. Wiadomo, że w 1395 r. obronił się przed wojskami księcia Witolda. Przypuszczalnie, w tamtych czasach te fortyfikacje na pewno nie były murowane – a jednak! Prawdopodobnie ocalały tu resztki bastionu, ale podczas tej ekspedycji nie udało się nam ich odszukać.
Jednak, by zobaczyć ruiny starego kościoła, warto było tu przyjechać!
Dmytro Poluchowycz
Tekst ukazał się w nr 13 (473), 15 – 28 lipca 2025










