Ach, lato, lato – 1925 W takich luksusowych willach w Truskawcu można wypoczywać nawet przy deszczu. NAC

Ach, lato, lato – 1925

„Słowo Polskie” w lipcu pisało o najważniejszych wydarzeniach. Wśród nich była informacja o tym, że latem to nawet Pan Prezydent Rzplitej ma prawo na krótki…

Prez. Rzplitej Stanisław Wojciechowski na wypoczynku. NAC

Odpoczynek (w Tatrach)

W sobotę 12 lipca wieczorem przybył tu samochodem z Krakowa p. Prezydent Rzeczypospolitej ze swą córką i synem, w towarzystwie marszałka senatu Trąmpczyńskiego, ministra koleji Tyszki oraz świty, owacyjnie witany przez ludność. W niedzielę rano p. Prezydent wraz z towarzyszącymi mu osobami udał się do Hali Gąsienicowej celem wzięcia udziału w uroczystości poświęcenia i otwarcia schroniska, założonego z inicjatywy i staraniem warsz. oddziału Polsk. Tow. Tatrzańskiego. Po odprawionej Mszy Św. nastąpił szereg przemówień, na które p. Prezydent odpowiadając, powiedział między innemi:

– Otwierając schronisko, przypomnę wszystkim Polakom wezwanie: „W góry, w góry miły bracie, tam swoboda czeka na cię”. Swoboda chroni od niskich myśli i lenistwa. Na pomyślność wszystkich, którzy zechcą tu w górach odetchnąć pełną piersią, otwieram schronisko.

Po odczytaniu szeregu depesz nastąpiło udekorowanie Krzyżem zasługi członków Tatrzańskiego Ochotn. Towarzystwa ratunkowego. Odznaczony został Krzyżem złotym generał Zaruski, adjutant p. Prezydenta, inicjator Ochotn. Tow. Rat. oraz liczni dzielni przewodnicy.

Dyskutowano też na temat najnowszego utworu Stefana Żeromskiego „Przedwiośnie”, który wywołał wiele polemik:

Żeromski St. „Przedwiośnie”

Uchwała Koła Polonistów Studentów Uniwersytetu Warszawskiego, z powodu ataków na Stef. Żeromskiego powzięta na zebraniu walnem dnia 27 czerwca 1925 roku.

– W końcu roku ubiegłego ukazała się powieść St. Żeromskiego p. t. : „Przedwiośnie”, w której znakomity pisarz Polski współczesnej dał wyraz swej nieustającej i twórczej trosce o losy narodu. Rdzeniem tej ostatniej powieści Żeromskiego jest idea pozytywnej pracy nad budową wzorowej państwowości naszej przy rewizji tego, co w tym zakresie zrobiono dotychczas, a jednocześnie groźba na przyszłość w razie, gdyby realizacja tej idei odbywała się w tempie zbyt powolnem.

Tak pojęta myśl autora spotkała się z najwyższem uznaniem w sercach społeczeństwa, poczuwającego się do odpowiedzialności za obecne i przyszłe dzieje naszego państwa i narodu. Nie wszyscy jednak zrozumieli tę wielką ideę „Przedwiośnia”. Odezwały się w ostatnich czasach głosy oskarżające Żeromskiego o szerzenie idei antypaństwowych i niemoralnych, o wywieranie deprawującego wpływu na młodzież etc.

Tak daleko posunięte niezrozumienie oburzyło do głębi młodzież polską, zgrupowaną w Kole Polonistów Studentów U. W., która gorąco protestuje przeciw podobnym wystąpieniom, a jednocześnie składa wyrazy hołdu i uwielbienia wielkiemu pisarzowi, dla którego zagadnienie bytu narodu i jego postępu moralnego jest wciąż najżywotniejszą sprawą.

Z „Czytelni Akademickiej”

Lato 1925 r. nie rozpieszczało kuracjuszy w Truskawcu. Informacja stamtąd niejakiego „Wuka”:

Deszcz, deszcz i deszcz – oto charakterystyka sezonu truskawieckiego

I nie pomogą barometry, nastawiane skwapliwie przez Zarząd co dzień na pogodę. Barometr idzie w górę, a „deszcz leje z góry”. Widocznie i niebo nad Truskawcem opiło się zbawiennej Naftusi i ciągle w upustach obfitych odsyła ją kuracjuszom w myśl zasady: „Co cesarskiego – cesarzowi, co truskawieckiego – Truskawcowi”.

Ależ wszystko na ziemi musi mieć swój koniec, więc żyją tu wszyscy nadzieją, że niepogoda minie w końcu i słońce wyssie wilgoć, obficie w parku nagromadzoną. Tymczasem piją wszyscy litrami Naftusię; ten i ów biegnie rano do Marysi lub gorącej Zosi, jeszcze inny płucze gardło Bronisławą, a wszystkie niewiasty dążą do Józi, która znakomicie działa na płeć i poprawia cerę lepiej niż „Creme Simon a la glycerine” lub inny osławiony kosmetyk francuski. A kąpią się wszyscy w odnowionych łazienkach, w których wzorową czystość i porządek poczytać trzeba za zasługę właścicielowi Truskawca.

W ogóle dbałość o Zakład na każdym kroku widoczna. Deptaki, ścieżki i ścieżyny – mimo deszczów – zawsze czysto i starannie utrzymane; klomby kwiatowe i strzyżone szpalery w porządku. Nawet Mickiewicz, chociaż niezbyt do siebie podobny, ujrzał się znowu na cokole w parku leśnym, wyciągnięty z lamusa i połatany. Tylko muzyka gubi nieraz swą harmonję, gdy baranie struny na deszczu się rozprężają lub puzonista zbyt dużo wypije Naftusi. Trzeba by dla niej zamiast otwartego, żelaznego kiosku, wystawić w dogodniejszem miejscu muszlę bardziej akustyczną.

Na głód kuracjusze skarżyć się nie mogą. Oprócz licznych pensjonatów jest dobrze prowadzona restauracja zakładowa i kawiarnia z dancingiem wieczornym, jest mleczarnia J. Rudka ze Lwowa, ciesząca się liczną frekwencją gości, szukających jarskich kuchni, zalecanych otyłym jegomościom przez dr. Pelczara, Praschila, Klugera i całej rzeszy innych specjalistów, którzy uwzięli się na żołądki pacjentów i zakazują potraw to mącznych, to mięsnych, to wszelakich innych, jakby samą Naftusią można żyć i najeść się do syta.

W ogóle wskazania lekarskie wyglądają jak bojkot restauracji przez lekarzy, ale trudno w tę grzędę wchodzić bez obawy przed strażą zakładową, ustrojoną w bronzowe mundury z zielonemi wyłogami, która ma strzec ładu w zakładzie.

Zjazd gości liczny. Po pierwszym zapełniły się pensjonaty i wolne dotąd pokoje. Rozumie się, że – jak zwykle – najwięcej jest przyjaciół świeżo skaptowanych dla polskiej państwowości. Oo. Jezuici skupili się w swoim Sarjuszu, księża świeccy z infułatem ks. dr. K. Zajchowskim na czele na Księżówce. Są „goście” z Warszawy, Poznańskiego, Lwowa i Krakowa. Zjeżdża też „Najtańszy teatr w Polsce” Pilarskiego z „Hrabiną Maricą” aby wskutek deszczu pospuszczane w dół nosy podnieść ku górze i urozmaicić monotonię kuracji, przerywanej tylko skąpą lekturą gazet i książek z niezbyt bogato wyposażonych truskawieckich bibliotek.

Starzy bywalcy, a są tacy, co już dwudziesty siódmy raz z rzędu odwiedzają Truskawiec, o postępie Zakładu mówią z wielkiem uznaniem; nowicjusze, porównując Zakład truskawiecki z innemi, muszą także wyrazić sąd korzystny o Truskawcu. Może tu tylko trochę za ciasno, może deptak za wązki na dzisiejsze potrzeby, ale teren, w którym Zakład się skupia, rozszerzyć trudno. Toteż dziwić się trzeba, że napływ kuracjuszów nie jest zbyt wielki, gdy się zważy, że solanki Truskawca należą do najlepszych wód leczniczych nie tylko w Małopołsce i nie ustępują Marienbadom i innym szeroko rozreklamowanym Badom.

W tym deszczowym roku Przemyśl martwi się o swoją elektrownię.

O elektrownię

Ostatnia powódź Sanu zalała również zabudowania przemyskiej elektrowni tak, że ruch maszyn musiał być wstrzymany, a miasto pozbawione światła. Fakt ten dostarczył zwolennikom budowy nowej elektrowni argumentów przeciw rozszerzaniu i przebudowie obecnej, na co Magistr. rozpisał już oferty. Burmistrz Kostrzewski nie chce brać odpowiedzialności wobec miasta, zwołał więc na wtorek posiedzenie Magistratu, komisji elektrowni oraz zaprosił inż. Pollaka i Sehaffera, ażeby jeszcze raz zastanowili się nad projektem przebudowy elektrowni. Podstawą dyskusji było „Orzeczenie” prof. G. Sokolnickiego, zawierające w sobie wszechstronną ocenę błędów i niedogodności obecnej elektrowni, oświadczające się jednak stanowczo za rozszerzeniem i przebudową starej elektrowni a odrzuceniem projektów budowy nowej, przede wszystkiem ze względów finansowych, gdyż koszta w wypadku drugim byłyby wyższe o 2 miljony.

Wnętrze nowoczesnej elektrowni. NAC

Ponieważ prof. Sokolnicki przyjął również na siebie moralną odpowiedzialność za sprawność i „zupełne powodzenie praktyczne” elektrowni, jeśli zostanie według jego projektu przebudowana, przeto uczestnicy zebrania po przemówieniach inżynierów fachowców, uchwalili zalecić Magistratowi bezzwłocznie przystąpić do rozszerzenia elektrowni według przedłożonych planów.

Premier Grabski zmodernizował finanse państwowe, teraz proponuje modernizację rolnictwa:

Premier Grabski o reformie rolnej

Na dzisiejszem posiedzeniu Sejmu zabrał głos Prezes ministrów p. Wł. Grabski, który zaznaczył na wstępie, że w przemówieniu swojem pragnie rozprószyć wątpliwości co do stanowiska rządu oraz co do tego, czy projekt jest dostosowany do okoliczności w jakich się znajdujemy, czy jest wykonalny.

Nasuwa się pytanie – oświadcza mówca – czy reforma agrarna jest konieczna w chwili, gdy dopiero uporaliśmy się z reformą finansową. Zdaniem premiera dopiero reforma stosunków finansowych umożliwia oszczędność, a więc tworzenie warsztatów pracy i powiększenie istniejących. Z drugiej strony reforma rolna, dając możność rolnikom tworzenia warsztatów pracy czy rozszerzenia ich, tem bardziej pobudza ich do oszczędności.

Niewątpliwie reforma rolna mogłaby być skutecznie przeprowadzona przy pomocy długoterminowego kredytu, jednak brak jego nie jest nieprzezwyciężoną przeszkodą. Oszczędność stwarza kredyt, a państwo, które mogło przyjść z poważną pomocą wobec nieurodzaju, będzie mogło przyczynić się także do reformy agrarnej przez dotacje budżetowe. Płonna jest obawa, że obecna ustawa zniszczy kredyt, gdyż kredyt boi się najwięcej niepewności, a teraz stosunki zostają wyjaśnione i ustalone przez tę pełną umiarkowania ustawę.

Wielu ludzi w zasadzie godzi się na ustawę w tem przeświadczeniu, że i tak z niej nic nie będzie. Tak rozumować nie wolno. Nie można uchwalać rzeczy radykalnych w treści a potem mieć świadomość, że to jest niewykonalne. Potrzebujemy ustaw wykonalnych; aby ta ustawa była wykonalna, trzeba, aby za nią opowiedziała się poważna większość. Rząd ma możność wykonania ustawy tak, jak wyszła z komisji. Ewentualne poprawki powinny ustawę ulepszyć.

W końcu oświadczył premier, że gdyby ustawa przepadła, okazalibyśmy taką samą głęboką niemoc, na jaką poprzednio chorowała nasza ojczyzna w dziale finansów publicznych.

Motoryzacja się rozwija coraz prężniej, wobec tego pod Krakowem rozegrano…

Rajd samochodowy

Przedwczorajszy dzień rajdu samochodowego należy uważać za jeden z trudniejszych, gdyż samochody musiały wykazać swą sprawność na terenach górskich. Toteż w dniu tym zdarzył się wypadek, który na szczęście nie pociągnął ofiar. Mianowicie Nowakowski jadący na samochodzie „Tatra” 16 na ostrym wirażu pod Chabówką wpadł na drzewo, a jadący w tym  Wojtowicz oraz drugi pasażer wpadli do wody.

Wczoraj odbyła się na terenie górskim próba szybkości pod Mogilanami. Żadna z maszyn nie otrzymała punktu karnego. Najlepszy czas uzyskał Bettaque na „Austro Daimlerze” – 2 min. 2 sek. Dotychczas z rajdu wycofały się dwa samochody, mianowicie Strzelnickicgo „Steyer” 15 oraz Nowakowskiego „Tatra” 16, za użycie obcej pomocy, pozostałe bowiem w ostatnich 3 dniach rajdu szły bez punktów karnych.

Należy zaznaczyć, że posiedzenia jury w ciągu trzech ostatnich dni nie odbywały się. Bliższe szczegóły i wyniki z trzech ostatnich dni będą zakomunikowane dziś rano.

Rajdy samochodowe sprzyjały rozwojowi motoryzacji. Rajd Lwów-Rymanów, 1928 r. NAC

Skończył się kolejny rok szkolny, a teraz pora na jakże aktualne i dziś:

Refleksje poklasyfikacyjne

Okres egzaminów dojrzałości i klasyfikacyj rocznych zaciemnił ponury refleks tragedii wileńskiej i różnych przykrych wydarzeń samobójstw lub zemsty na klasyfikującym ucznia profesorze.

Dla profesora okres to wogóle przykry, bo z nauczyciela-wychowawcy przedzierzgnąć się on musi w sędziego, który ma nietylko określić notą zachowanie się i postępy ucznia, ale niejednokrotnie napiętnować lenistwo, nieudolność lub zaniedbanie się ucznia i decydować o stracie roku. Jeśli wogóle robienie komuś przykrości tylko u natur wypaczonych jest przyjemnością, o ileż boleśniej przychodzi wychowawcy pisać swojemu własnemu uczniowi notę ujemną.

Jakże bardzo musi on w sumieniu swem walczyć, gdy waży na szali wszystkie pro i contra i chce uczciwie spełnić swój ciężki obowiązek sędziego, któremu uczucie sympatii dla młodzieży stawia hamulec w wydaniu sprawiedliwego wyroku! Wiedzą o tem bardzo dobrze rodzice, pukający pod koniec roku do litościwego serca profesora, wiedzą o tem ci, którzy okrężnemi drogami, godnemi nieraz opatentowania, podejmują się pośrednictwa między nauczycielem-wychowawcą, a tym samym nauczycielem-sędzią.

Znane powszechnie wydarzenia, towarzyszące końcowym egzaminom tegorocznym, muszą pobudzić myślący ogół do refleksyj. Toż odkąd istnieje nowożytna szkoła, istnieje ocena postępów uczniów. Ocena ta dawniej była stokroć surowsza niż obecnie. Według statystyk około 33 prc. uczniów przepadało przy klasyfikacji, a były i poszczególne wypadki, że procent ten wzrastał do 50 prc. Przecież jednak nie rzucali wtedy uczniowie granatów ręcznych na swoich profesorów, nie strzelali do ich mieszkań, nie truli się, ani w inny sposób nie pozbawiali się życia. Z psoty czasem za pomocą klepsydry uśmiercali surowego pedagoga lub szybę wybili mu kamieniem w mieszkaniu, ale i te wybryki należały do rzadkości.

Mniej nerwów, a więcej poczucia odpowiedzialności za swoje postępy w nauce i pilności u młodzieży szkolnej było wtedy. Podkład etyczny był zdrowszy.

Jeśli młodzież nie jest dobrą – widocznie nie jest zdrową atmosfera, wśród której młodzież się wychowuje. Przychodzi ona do szkoły z rozstrojonemi nerwami i chce bez wysiłku zdobywać laury, a chęć pokonywania choćby najmniejszej przeszkody jest jej obca. Nie ma w niej uporu do nauki, nie ma woli. Bierność, apatja, rozleniwienie myśli – a równocześnie wysokie pretensje, aby jak najmniejszym wysiłkiem jak największe osiągnąć korzyści – oto jej cechy ujemne, z któremi szkoła musi staczać dziś formalną walkę. Hasło: „Z trudnościami łamać uczmy się za młodu!” gdzieś się zapodziało. Reforma dusz młodych jest zatem potrzebna i konieczna.

Zdobycie „klasyfikacji” do następnej klasy było stresujące. NAC

Słynne zabawy we lwowskich szynkach, opiewane w piosenkach, nie zawsze kończyły się pokojowo.

Wielka awantura w szynku

W położonym przy ul. Gródeckiej 138 szynku Tennenbaumowej wywołali wczoraj późnym wieczorem wielką awanturę trzej sierżanci i dwaj plutonowi z parku lotniczego. Zabawiali się oni w tym szynku, a gdy przyszło do wyrównania rachunku – oświadczyli restauratorce, że nie mają obecnie pieniędzy i później dług wyrównają Gdy Tennenbaumowa telefonicznie odniosła się do Komendy miasta – żołnierze pobili szkło, a jeden z sierżantów pewnego cywilnego, który wskazywał im na niestosowne zachowanie się, dotkliwie pobił. Awantury te wywołały przed szynkiem wielkie zbiegowisko, zebrało się sporo awanturników, którzy zamierzali się ująć za pobitym cywilem i byłyby niewątpliwie noże w robocie, gdyby nie zjawienie się pięciu posterunkowych. Ci obronili lotników przed wzburzonym tłumem i odprowadzili ich do komisariatu. Zjawił się wtedy patrol wojskowy i zabrał ich do Komendy miasta.

W kąciku poetyckim Słowo Polskie przedstawia fragment poematu Jana Kasprowicza ze zbioru: „Mój świat”:

Janosik i kupcy

Idą takie czasy
Różnemi drogami,
Kiedy się zrównają
Góry z dolinami.
*
Bierze Janik wody,
Bez kładki i mostka,
Z nim razem Baczyński
I Napierski Kostka.
*
Lotem przeskakują,
Jak płomyki skrawe,
I wierszyk i przełęcz
I staw i siklawę.
*
Tak rozmyślając,
Jakby też najprędzej
Można świat góralski
Wyrwać z jego nędzy (…)

Została zachowana oryginalna pisownia

Opracował Krzysztof Szymański

Tekst ukazał się w nr 13 (473), 15 – 28 lipca 2025

X