Kościół św. Marii Magdaleny we Lwowie i jego restauracja

Kościół św. Marii Magdaleny we Lwowie i jego restauracja Kościół św. Marii Magdaleny na pocz. XIX w. (lvivcenter.org)

W 1925 r. zaczęły się prace związane z odnowieniem i przebudową kościoła św. Marii Magdaleny. Dopiero dwa lata wcześniej władze miasta Lwowa zlikwidowały mieszczące się dotychczas w klasztorze więzienie dla kobiet i przeznaczyły go na potrzeby Politechniki. Jan Henryk Rosen nie pokrył jeszcze malowidłami baptysterium, zresztą jeszcze niewybudowane. Nie było też obecnych organów.

W Dwutygodniku Krajoznawczym Ilustrowanym „Ziemia” w 1928 roku, nr 7 ukazał się artykuł Bohdana Janusza – historyka, archeologa, etnografa, konserwatora zabytków. Publikacja ta oczywiście znana jest badaczom dziejów kościoła św. Marii Magdaleny. Ale zapewne nie jest znana w szerszych kręgach. Tekst zawiera kilka interesujących zagadnień, hipotez i przemyśleń Autora, o którym pisaliśmy w poprzednich numerach Kuriera Galicyjskiego. Drukujemy ten tekst bez komentarzy – jest świetnym opisem epoki. Zachowana została oryginalna pisownia, śródtytuły pochodzą od redakcji. Zachęcamy do lektury. Opracowała Alina Wozijan

Kapliczka Syxtów
W narożu muru, okalającego dawną posiadłość klasztoru od strony plebanii św. Magdaleny kryje się pod żywem sklepieniem bujnej zieleni jedyny w swoim rodzaju zabytek, cenny tak dla naszych kształtów pięknych, jak i dla wspomnień z nim związanych. Jest to około 5 m. wysoki, czworoboczny mur kamienny, z szerszym nieco cokołem i górną nasadą w postaci latarni, zdobnej po rogach w kolumienki jońskie, a nakrytej spadzistym daszkiem z czteryma obeliskami po rogach i krzyżykiem na szczycie. Jedną ściankę latarni wypełnia w płaskorzeźbie Męka Pańska, drugą postać świętego – dwie pozostałe są puste. Na trzonie słupa, pod figurą Ukrzyżowanego, biegnie w licznych szeregach długa inskrypcja łacińska treści pobożnej, a tuż pod okapem daszka częściowo tylko zachowany napis dedykacyjny, tudzież nowsza adnotacja, iż w 1872 r. zrestaurowano tę figurę. W obecnym stanie przedstawia się ona bez zarzutu, dzięki osłonie gęstego listowia, które chroni ją od deszczu.

Kapliczka Syxtów, lata 20. XX w.

Powiada Zimorowicz w swej kronice pod 1600 r. że „przed trzema laty postawił Syxtus (wydawca kroniki dr Heck przypuścił imię „Hrevarius” zamiast przypuszczalnego „Erazmus” – zapisane przezeń nie istnieje w ogóle i najwidoczniej wynikło ze złego odczytania rękopisu) na drodze Sokolnickiej kolumnę kamienną z rzeźbami męki Chrystusa, a tego roku u stóp jej wystawiła Anna Pstrokońska małą świątynkę św. Magdalenie z drzewa gładzonego i u jej wejścia umieściła wyobrażenie siedmiu demonów (7 grzechów głównych) i nadto Chrystusa, dodając składny anagram: „Maria Magdalena, grandia mea mala” – który Zimorowicz napisał najwidoczniej mylnie, ponieważ z układu rytmicznego zgłosek widać, że napis najprawdopodobniej brzmiał pierwotnie: „Maria de Magdala, drandia mela mala”. W tych słowach kajała się fundatorka przed św. Pokutnicą z jeszcze większych jakoby przewinień swoich.

Tak więc ufundowana przez dra Syxta przy ówczesnej drodze Sokolnickiej Męka Pańska z 1597 r. starsza jest od samego kościoła, który jej zawdzięcza powstanie dzięki bogobojnej pani Pstrokońskiej, co pochop ku temu znalazła w zbożnej intencji słynnego medyka lwowskiego. Skromny był ów jej kościółek drewniany, ale też i niedługo odpowiadał jej ambicjom, a potrzebom OO. Dominikanów, którym go ofiarowała. Kronikarz archidiecezji lwowskiej ks. Pirawski już około 1615 roku zapisuje o zmurowaniu klasztoru i położeniu fundamentów pod świątynię. „Klasztor ten przez braci Dominikanów wzniesiony został w tym celu, by uczniowie zakonu (nowicjat) spokojnie mogli oddawać się naukom i książkom. Studia bowiem wymagają ustronia i spokoju. Wreszcie, by studenci nie byli odwodzeni i odrywani od ciągłości nauki procesjami i innymi powinnościami kościelnemi. Przydaj mierność powietrza, które ostre i zgęszczone w mieście często jest szkodliwe i powodem chorób”.

Początki kościoła
Wszyscy piszący o kościele św. Magdaleny opowiadają jeden za drugim o drewnianym naprzód kościele Pstrokońskiej, a następnie o murowanym, nie umiejąc rozgraniczyć owych terminów chronologicznych. Sprawę zaciemnia różnica obu relacji źródłowych, różnych u Zimorowicza i Pirawskiego. Pierwszy mówi tylko o kościele drewnianym, drugi tylko o murowanym, a obaj datują je 1600 r. Najprawdopodobniej zaś nie chodziło tu o dwie fundacje, tylko o jedną, którą Pstrokońska zadecydowała, stawiając „anticipando” drewnianą kapliczkę, wślad za którą wnet wyrastać poczęły mury – jak stwierdza Pirawski – naprzód klasztoru, a później dopiero kościoła, który o tyle był jeszcze zbędny, że na razie korzystać mogli klerycy z owej kapliczki drewnianej. Bardziej zasługuje na wiarę Pirawski, bo popierają go drobne wprawdzie, ale niewątpliwe zapiski archiwalne, tudzież cechy stylowe najdawniejszej (tylnej) części obecnego kościoła. Wątpić nie można, iż zaczęto ją budować z początku XVII w. i znacznie dopiero później wydłużono ku przodowi; dwie wieże postawiono najprawdopodobniej dopiero w XVIII w., po poprzedniem dobudowaniu dzisiejszej nawy.

Klasztor, położony zdala od murów miasta, celowo wzniesiono na wzgórzu wyniosłem, ponieważ z natury rzeczy musiał on przyjąć charakter obronny, jeśli nie chciał narazić się na zniszczenie przy pierwszej lepszej inkursji nieprzyjaciela. Obronny charakter świątyni widoczny jest i dziś w założeniu potężnych murów i wysokiem umieszczeniu wydłużonych i szeroko rozwartych otworów okiennych.

W 1648 r. spadło na miasto groźne oblężenie Chmielnickiego; przedmieszczanie zamykali się między murami klasztorów przedmiejskich u Karmelitów, Bernardynów, św. Magdaleny i innych. To samo mniej więcej powtórzyło się w 24 lat potem, kiedy Turcy oblegali miasto. W 1704 r. spadła nawała szwedzka, której ofiarą wraz z innymi padł i kościół św. Magdaleny.

Kościół św. Marii Magdaleny na pocz. XX w.

Pod zaborami
Klasztor św. Magdaleny został w 1784 r. skasowany i przeznaczony na szkołę trywialną, dom pracy dobrowolnej oraz na mieszkanie proboszcza i wikarjuszów. W 1841 r. sprzedaje go „Galicyjski Fundusz religijny” na dom poprawy, przemieniony następnie na zakład kary dla kobiet. Dla potrzeb więźniów zajęto starszą część kościoła i oddzielono ją ścianką od reszty, przeznaczonej dla parafian powstającej właśnie dzielnicy Nowy Świat. W ten sposób dawna część klasztoru i kościoła OO. Dominikanów podzielona została na dwie części odrębne, co i dziś przetrwało o tyle, iż budynki klasztorne oddano dla celów młodzieży technickiej, a sam kościół przeszedł w całości w posiadanie parafii.

Z murami klasztoru wiążą się wspomnienia, których nie powinni zapomnieć przyszli mieszkańcy, ze względu na znaczenie ich w dziejach martyrologii polskiej. Na myśli mam epilog tragicznych wypadków 1847 r., kiedy to ofiary Metternicha i Szeli znalazły się w znacznej liczbie w więziennych murach św. Magdaleny.

W 75 lat dopiero potem doczekały się także mury św. Magdaleny swego uwolnienia z krat więziennych, by nadal odtąd służyć młodzieży kształcącej się.

Układ architektoniczny kościoła
Budynek b. klasztoru od lat kilku restauruje się pod okiem prof. Klimczaka. To, co potrafił on zrobić ze zniszczonej rudery, nie zatracając cech jej zabytkowej architektury, uważać można za uratowanie budowli na długie jeszcze lata.

Epitafium na bocznej elewacji (fot. Alina Wozijan)

Pod względem architektury przedstawia się kościół całkiem skromnie, ale bardzo ciekawe są natomiast szczegóły dekoracyjne i konstrukcyjne. Na całość jego składają się dwie, wzgl. trzy nawet części z trzech różnych epok. Początkowa fundacja Pstrokońskiej, stanowiąca dziś presbiterjum z absydą wieloboczną, pochodząca z początku XVII w., wykazuje zdecydowane cechy renesansu, jak u kościoła św. Łazarza, z którym wspólny posiada gzyms okapowy z konsolkami, tudzież wysoko umieszczone okna. Fundamenty pod ten początkowy kościół położono przed 1615 r., a ukończono go przed 1630 r., jak wnosić można z faktu, iż pierwsze poświęcenie otrzymał od biskupa Zachariasza Nowoszyckiego, sufragana lwowskiego, w tym dopiero roku. Wielkie w tem do pokonania trudności, o jakich wspomniał Pirawski, przezwyciężono dzięki pomocy Mikołaja Węglińskiego (z Koniuch?), którego pamięć zachowała płyta kamienna z płaskorzeźbą charakteru renesansowego, z początkowemi literami jego imienia i nazwiska oraz napisem [REQUIESCAT IN PACE (AEMULAMINI CHARISMATA) MELIORA], czyniącym aluzje do jego współzawodnictwa z fundatorką kościoła. Kamień ten tkwi w zewnętrznym murze starszej części kościoła od ul. Syxtuskiej i nie wiadomo, w jakim celu wybito pośrodku jego dekoracji otwór, nawskroś płyty i ściany grubej, co wyglądać się zdaje na otwór strzelniczy dla strzelby. Niewykluczone jest to ze względu na wspomniany obronny charakter kościoła, ale w takim razie należałoby zwrócić uwagę przy obecnych pracach restauracyjnych, czy w tej samej wysokości nie znajdują się inne otwory podobne.

W drugiej połowie XVII w. wydłużono stary kościół ku przodowi zwiększając go mniej więcej o jeszcze jedną długość pierwotną, a w XVIII dopiero wieku nadbudowano dzisiejszą fasadę, dostawiono wieże boczne i postawiono na szczycie dwa posągi kamienne dobrego dłuta jakiegoś mistrza miejscowego. Potem wszystkiem dopiero przybrała świątynia obecną swą szatę typowej budowli barokowej. Wieże restaurowano w 1870 r. W dziesięć lat potem obniżono znacznie plac przed kościołem (dawny cmentarz), wobec czego okazała się potrzeba dostawienia do fasady półkolistej tarasy z obustronnemi schodami. Wtedy także ustawiono wśród klombu miernego dłuta figurę kamienną Matki Boskiej.

Trójnawowy kościół z środkową nawą wyższą pokrywa czteroprzęsłowe sklepienie, tzw. czeskie, z podwójnemi gurtami, wsparte z obu boków na trzech potężnych filarach, ozdobionych podwójnemi pilastrami korynckiemi. Część presbiterialną nakrywa sklepienie beczkowe z lunetami, dziś dość znacznie osiadłe z jednego boku i wobec tego wymagające częściowego przebudowania. Na tem sklepieniu, tuż nad ołtarzem głównym, widnieje płaskorzeźba w stiuku, wyobrażająca Chrystusa na krzyżu, z żelaznemi hakami u rąk i żebra, na których dawniej zwisał na łańcuchach świecznik z wiecznym ogniem.

Ołtarz w 1906 roku (lvivcenter.org)

Część prezbiterialna
Najciekawszym jednak zabytkiem kościoła i bezwątpienia najoryginalniejszym we Lwowie jest olbrzymi ołtarz, wzgl. ściana ołtarzowa, kształtu szeroko rozwartego trójboku. Na potężnych filarach impostowych dźwiga się ku samemu sklepieniu absydy imponujący ogrom konstrukcji z cegieł, kamienia i sztab żelaznych, pokrytej istnem bogactwem rzeźby, modelowanej w zaprawie jeszcze mokrej, czyli jakby rzec można a fresco. Wspomniane filary krępe podstawą są dla czterech potężnych kolumn z kapitelami korynckiemi i trzonami, zdobnemi w festony i główki aniołków. U bazy każdej z kolumn stoją alegoryczne figury niewieście z palmami w rękach, a na kapitelach święci zakonu dominikańskiego. Każda para kolumn z silnie profilowanym łukiem u góry, a balustradką u dołu, zamyka pole arkadowe z rzeźbami figuralnemi. W środkowem widzimy św. Magdalenę, zasłuchaną w melodiach chóru aniołów z instrumentami. Nad środkową arkadą N.P. Marja z półksiężycem pod nogami. W lewem polu arkadowem przedstawiono Chrystusa, ukazującego się Magdalenie w postaci ogrodnika, w prawem – święta, wsłuchana w słowa Jezusa przemawiającego z kazalnicy. W lunetach obu pól bocznych figury św. Alberta i św. Wawrzyńca, zaś w lunetach arkadowych między bocznemi filarami podstawowemi kompozycje religijne. Wspomniane pola arkadowe zamyka wąskie obramienie o profilu podobnym zupełnie do takichże obramień u okien części presbiterjalnej, coby wskazywało na jedną rękę w przyozdobieniu świątyni pierwotnej.

Wł. Łoziński wyraża przypuszczenie, że autorem ołtarza mógł być Wojciech Kielar, o którym wiadomo, że pracował przy budowie kościoła Magdaleny. Mojem zdaniem, wyrażonem też domyślnie przez autora „Sztuki lwowskiej”, dziełem tego mistrza jest tylko właściwa struktura kościoła, a wykonawcy dekoracji rzeźbiarskiej szukać należy między twórcami rzeźb kaplicy Boimów, skończonych przed rozpoczęciem zdobienia kościoła Magdaleny. Ołtarz u Dominikanów wykonany mógł być tylko po r. 1615, w którym – według Pirawskiego – ledwie „znaczną część” położono fundamentów pod kościół. Budowa jego przeciągnęła się bardzo z powodu braku funduszów, a jasne jest, iż o wykonaniu ołtarza mowa być mogła dopiero po jej ukończeniu, t.zn. niewiele przed 1639 r. Zaprzeczyć nie można najwidoczniejszego podobieństwa ołtarza św. Magdaleny z dekoracją kaplicy Boimów i to nietylko pod względem formalnym, ale – co najważniejsze – i koncepcji twórczej. Tak tu, jak i tam z pomysłowością i fantazją nie szła w parze sprawność techniczna; moment dynamiczny nie dorównywał potencjalnemu. Tak tu, jak i tam, stajemy wobec dzieła, któremu paranteli nie jesteśmy w możności znaleźć ani w reszcie Polski, ani gdzieindziej, a to dlatego, że twórca jego przejął zasadniczą ideę artystyczną z miejscowych ikonostasów cerkiewnych. Widoczne to jest ponad wszelką wątpliwość tak w fasadzie Boimów, jak i w ścianie ołtarzowej kaplicy. Ołtarz św. Magdaleny nie wzoruje się wprost na ikonostasie, jak kaplica Ogrójcowa, lecz stanowi już formę pochodną, co nie znaczy, by nie miał go wykonać twórca rzeźb Boimów. Owszem, szczegół ten raczej przemawia za tem, niż miałby przeczyć; twórca kaplicy Boimów zrealizował oryginalną swą koncepcję poraz pierwszy w jej rzeźbach, w ołtarzu zaś św. Magdaleny dał już uproszczoną – bo praktycznie wystudiowaną na rzeźbach Boimów – koncepcję indywidualnie ewolucyjną. Pod tym kątem patrzenia ściana ołtarzowa św. Magdaleny z kaplicą Ogrójcową przedstawiają nadzwyczajną wartość dla nauki o sztuce, jako dokument cenny przenikania się na obszarze Lwowa wpływów Wschodu z twórczością Zachodu, jako jeden z ciekawych przykładów, jakiemi drogami kroczy twórcza myśl artystyczna, szukająca sposobu oddania zawsze niezmiennego piękna w coraz to nowej formie.

Renesansowy portal (fot. Alina Wozijan)

Drugim cennym zabytkiem w kościele jest renesansowy portal, zdobiący wejście z presbiterjum do zakrystji. Składa się nań prostokąt obramienia kamiennego, zamknięty od góry silnie występującym gzymsem, wspartym na konsolach pokrytych – jak cały portal – bogatą dekoracją rzeźbiarską. Po środku nadproża widnieje główka aniołka w rodzaju dobrze znanych z innych zabytków lwowskich, a zwłaszcza z kaplicy Ogrójcowej. Portal ten, ukryty do niedawna poza ścianką dzielącą kościół nowszy od dawnego i wskutek tego prawie nieznany, należy do najklasyczniejszych okazów tego rodzaju we Lwowie, a dorównywuje mu pod względem skończonej formy wytwornej chyba portal kaplicy w dziedzińcu cerkwi wołoskiej lub w zamku brzeżańskim.

Okna, zamknięte półkolem, oszklone są marnemi witrażami nowemi tylko z prawej strony presbiterjum, lewe są ślepe i zamalowane, a wszystkie obramione od wnętrza wąskiemi wałeczkami kamiennemi z dekoracją jakby kielichów kwietnych, zachodzących jedne na drugie.

Inne części dekoracji kościoła
Kościół nie był nigdy cały malowany a tylko częściowo w wspomnianych niszach okiennych w połowie XIX w. Stare i wcale dobre malowidło zachowało się w polu łuku tryumfalnego. Warte jest ono zachowania i odświeżenia przy obecnem restaurowaniu kościoła.

F. Łobeski zwrócił nadto uwagę w 1855 r. na obraz w korytarzu „w kształcie wielkiego półkola, freskowy i dawny zabytek, sięgający bezwątpienia pierwotnego założenia kościoła. Przedstawia on Chrystusa nad morzem, oddającego klęczącemu Piotrowi klucze. W głębi widać resztę apostołów, zatrudnionych rybołówstwem. Dokoła obrazu roztacza się szlak z ulatujących aniołków, trzymających różne godła kościelne”. Specjalnie zaś podkreśla Łobeski kompozycję i perspektywę tudzież piękny rysunek i malownicze ugrupowanie owych aniołków. Obrazy w ołtarzach małej wartości z wyjątkiem przedstawiającego św. Jacka, unoszącego figurkę N.P. Marji i puszkę z komunikantami. W głębi widać płonący Kijów. Ma to być obraz malarza lwowskiego Tomasza Getnera (um. około 1808 r.), ucznia St. Stroińskiego.

Wyjątkowemi okazami są w nawie głównej ławki drewniane z narożnikami snycerskiej roboty XVIII w. Ławki kościelne rzadko zazwyczaj zachowały się i dlatego baczyć należy, by nie uległy one w kościele naszym jakiemu wandalizmowi.

Liczne ołtarze z poprawnemi przeważnie figurami drewnianemi, fundowane być miały z końcem XVIII w. przez arcyb. Sierakowskiego. Główny ołtarz, stojący pod ścianką działową, obecnie już rozebrany, fundował w 1857 r. hr. A. Gołuchowski, jak o tem głosi czarna tabliczka marmurowa, wmurowana w ścianę, na prawo od tegoż ołtarza. Nie odznaczał się on żadnemi walorami artystycznemi i dlatego nie żal, że zniknął z wnętrza świątyni.

W lewej nawie bocznej widać tablicę z czerwonego marmuru, obramioną białym; u góry brązowe popiersie znanego przyrodnika Stan. Borkowskiego (um. 1850), u dołu herb. Pomnik dłuta Lewandowskiego, fundował wnuk Jerzy. Tuż obok na pierwszym filarze pomnik z popiersiem marmurowem Fr. Borkowskiego, zmarłego w 1860 r. W prawej nawie czarna tablica marmurowa, poświęcona „Pamięci tych, którzy niosąc swobodę ludowi ukraińskiemu, padli swych idealnych dążeń ofiarą 1863 r. w Sołowijówce”, z wyszczególnionemi 20 nazwiskami. Marmurowy posąg siedzącej niewiasty z aniołem, dłuta M. Zawiejskiego, darował kościołowi w 1889 r. p. Mikolasz.

Z pod sklepienia ku posadzce zwisa w prawej nawie olbrzymi kobierzec, utkany z włóczki różnokolorowej, jakoby rękoma niewiast, co odbywały karę w więzieniu św. Magdaleny. Zdobią go portrety królów i wielkich w narodzie, obok herbów wszystkich ziem polskich. Nie jest to dzieło sztuki, ale ciekawy okaz ogromu trudu i pracy, na który zwrócił złośliwą uwagę W. Wereszczagin w książce swej o Lwowie, napisanej z racji zajęcia naszego miasta przez armię cara.

Wspomnieć jeszcze należy o dzwonach, z których dwa większe zarekwirowano w czasie wojny. Z dawniejszych wymienia Łobeski jeden, fundowany przez przeora Mateusza Trygę, z 1699 r., drugi, przez o. Jacka Snopkowskiego, z 1737 r.

Jak wspomnieliśmy, kościół z klasztorem niejednokrotnie już był restaurowany, powiększany i przerabiany. Ostatnio pracowano przy nim około 1900 r., a na gruntowną restaurację i wymalowanie zanosiło się w 1909 r., kiedy ks. Ludwik Ollender zwrócił się do grona konserwatorów z prośbą o wskazówki, jak należy prace konserwacyjne przeprowadzić. Dobre te chęci spełzły wtedy na niczem i dopiero teraz pomyśleć można było o ich zrealizowaniu.

Przez ustąpienie więzienia stworzyła się dla klasztoru i kościoła nowa sytuacja. Nie potrzeba już było dzielić świątyni na część zamknięta – dla więźniów i otwartą – dla parafian i dlatego przede wszystkiem usunięto ściankę działową i dotychczasowy ołtarz główny. Sam przez się nasunął się pomysł, by z dawnego kościoła stworzyć presbiterjum z chórem kapłańskim, a z nowszego nawę dla wiernych. Stosownie do tego ustawiono na tle starej ściany ołtarzowej nowy ołtarz alabastrowy, wolno stojący na kilkustopniowem podwyższeniu i oddzielono go balustradą alabastrową od nawy. Doskonale odpowiadające warunkom otoczenia rozwiązanie ołtarza głównego zawdzięcza świątynia oryginalnemu pomysłowi prof. W. Minkiewicza, według którego projektów wykonał figury aniołów, stojących na mensie, prof. Starzyński, a świetnie wyzłocił mistrz W. Jakubiak.

Rzeźby ściany ołtarzowej, noszące widoczne ślady starej polichromii i złoceń, powinne bezwarunkowo być pokryte kolorami tak, jak to przeprowadził prof. Obmiński w kaplicy Boimów, już choćby dlatego, że twórca ich z rozmysłu od razu je polichromował, zacierając w ten sposób rażącą prymitywność ich wykonania, a wydobywając wyrazistość w pomroku panującym w tej części kościoła, oświetlonej umyślnie oknami z prawej tylko strony. Sprzeciwić się natomiast należy pomysłowi „ozdobienia” żeber sklepiennych gipsową dekoracją, zarówno jak i tendencjom „uwspanialenia” presbiterjum: posiada ono aż nadto wspaniałą ozdobę w postaci kapitalnej ściany ołtarzowej. Nie nadaje się również do zrealizowania pomysł przerobienia nisz okiennych od strony dawnych cel klasztornych na balkony, otwarte ku wnętrzu. Jak nadmieniłem, dawna ta część kościoła wykazuje stylowy charakter renesansu późnego, a jak wiadomo, kościoły tej epoki nie posiadały podobnych balkonów, właściwych natomiast świątyniom rokokowym.

Bohdan Janusz
Tekst ukazał się w nr 16 (308) 31 sierpnia – 17 września 2018

X