Kościół rzymskokatolicki we Lwowie w latach 1945-1991. Część 4 Jubilat ks. Zygmunt Hałuniewicz wraz ks. Karolem Jastrzębskim 30.06.1962

Kościół rzymskokatolicki we Lwowie w latach 1945-1991. Część 4

Lwowski Okres Kardynała Mariana Franciszka Jaworskiego

Katedra we Lwowie po 1946 roku i jej administrator ks. Karol Jastrzębski

Ks. Zygmunt Hałuniewicz i ks. Karol Jastrzębski w prezbiterium katedry. ok. 1962

Po 1946 roku przy katedrze lwowskiej pozostało dwóch kapłanów: ks. Karol Jastrzębski (1882–1966) oraz ks. Stanisław Płoszyński (1914–1949). Pierwszy z nich, starszy człowiek w wieku 64 lat, który większość życia kapłańskiego spędził na etacie katechety, nie angażując się w pracę parafialną. Drugi natomiast młody, wyświęcony w 1939 roku, pełniący wcześniej obowiązki administratora parafii Powitno i ex currendo Białogóra. To właśnie oni podjęli się w najtrudniejszych czasach prowadzenia duszpasterstwa dla kilku tysięcy wiernych. Każdego z nich mógł spotkać los innych kapłanów: aresztowania i zesłania do łagrów.

Mimo że ks. Jastrzębski dotychczas nie pełnił funkcji duszpasterskich, na prośbę komitetu kościelnego dniem 20 maja 1947 roku został zarejestrowany w charakterze administratora parafii katedralnej. Również w tym roku przekazano wspólnocie gmach bazyliki katedralnej oraz przylegającą do niej kaplicę Boimów. Ks. Jastrzębski pełnił funkcję proboszcza w katedrze do 1948 roku, ale i w późniejszych latach czynnie duszpasterzował w katedrze. Jego główną zasługą było zaprowadzenie regularnego nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego, odprawianego w każdy czwartek. Pomagał również w kościele św. Marii Magdaleny. Była tam prowadzona stołówka charytatywna, która codziennie wydawała przeszło 200 obiadów dla biednych. Jubileusz 50-lecia kapłaństwa ks. Jastrzębskiego obchodzony 26 sierpnia 1956 roku we Lwowie był wielką manifestacją wdzięczności katolików za jego pracę duszpasterską w sowieckiej rzeczywistości.

Ks. Karol Jastrzębski

Największą jednak jego zasługą było ocalenie przed zamknięciem tej prastarej lwowskiej bazyliki metropolitalnej. Mimo słabego zdrowia potrafił przeciwstawić się agresji ze strony władz, jak choćby radzeniem sobie z regularnymi przesłuchaniami.

Pochodzący ze Lwowa ks. Marian Muzyka tak opisywał metody działania służb oraz przyczyny wzywania duchowieństwa na przesłuchania do państwowych urzędów: „Ks. Jastrzębskiego raz po raz wzywano na przesłuchania do urzędu do spraw religii we Lwowie. Praktyka ta stała się dla wielu duchownych niekończącą się udręką, bowiem wzywano niektórych prawie każdego tygodnia, jak np. później o. Rafała Kiernickiego OFM Conv każdego wtorku. Wizyty te miały na celu nie tylko gromadzenie informacji na temat bieżącego funkcjonowania parafii, ale nade wszystko poszukiwanie pretekstu do represji względem duchownych i laikatu, a w konsekwencji – zamykanie świątyń i likwidację parafii. Zarówno księża jak i świeccy bardzo często wiele danych ukrywali przed sowieckimi urzędnikami, aby móc dalej działać i pracować na rzecz Kościoła”. W późniejszych latach wzywane osoby świeckie zeznawały, że służbiści prawie nigdy nie pytali o działającego przy kościele ks. Karola Jastrzębskiego. „Prawdopodobnie przyczyną tego stanu rzeczy była lekceważąca opinia na temat tego duchownego wyrobiona przez funkcjonariuszy sowieckich po kilkukrotnych przesłuchaniach w MWD. Przebieg jednego z nich w czerwcu 1946 roku spowodowanego organizacją procesji ulicami miasta w uroczystość Bożego Ciała, przekazał do Polski jeden ze świadków: „Wezwany do odpowiedzialności przez władze za tak śmiały czyn, rzekł im: Miłosierdzie Boże każe mi to robić. Zapytano go, czemu nie wyjeżdża do Polski? Odparł: Bo Miłosierdzie Boże każe mi tu pozostać. Władze uznały: To jakiś człowiek pomylony i zostawiły go w spokoju. Wierni katolicy uważają go za świętego ”.

Władze komunistyczne uważały go za „fanatyka religijnego i apolitycznego”, a w raportach do Kijowa pisano, że nie jest szkodliwy, „uczęszcza bowiem do kościoła i z nabożnym fanatyzmem długo i skwapliwie się modli”.

ks. Zygmunt Hałuniewicz w trakcie nawiedzania chorych

Ks. Jastrzębski na spotkanie z urzędnikami udawał się zawsze w towarzystwie dwóch osób, aby pod pozorem problemów zdrowotnych mieć świadków tych spotkań. „Kiedy wchodził do urzędu, elegancko się wszystkim kłaniał, a do każdego z urzędników zwracał się per panie ministrze. W trakcie rozmowy świadomie udzielał niedorzecznych odpowiedzi na pytania, wskutek czego funkcjonariusze po krótkim czasie odsyłali go z powrotem”.

Taka postawa duchownego lwowskiego sprawiła, że ks. Jastrzębski jako jeden z nielicznych kapłanów uniknął łagrów i represji. „Rzeczywiście śledzono go nadal zaocznie w kościele, często dokuczano, wymagano różnych formalności, lecz ten staruszek wyrobił sobie u urzędników przekonanie o swej kompletnej nieszkodliwości ideologicznej. Okazało się, że w tym leżała jego siła, bowiem przez dwa lata od 1946 do 1948 roku był de facto proboszczem Bazyliki Metropolitalnej we Lwowie, chociaż formalnej nominacji nie posiadał”.

Jego rezygnacja z probostwa w katedrze w 1948 roku na korzyść przybyłego znacznie młodszego o. Rafała Kiernickiego OFM Conv mogła być podyktowana wiekiem lub też brakiem doświadczenia w prowadzeniu parafii. Jednak najbardziej prawdopodobnym wydaje się zmęczenie spowodowane częstymi przesłuchaniami przez funkcjonariuszy państwowych.

Ks. Zygmunt Hałuniewicz w trakcie sprawowania mszy św.

Innych kapłanów jak i świeckich, związanych z kościołem wzywano rzadziej, najczęściej proponując im współpracę w gromadzeniu materiałów przeciwko proboszczowi. Toteż po rezygnacji z urzędu, ks. Jastrzębski ze względu na wiek był nieco lekceważony przez funkcjonariuszy. Według raportów funkcjonariuszy odprawiał w katedrze poranne i wieczorne nabożeństwa, rzadko spowiadał, chrztów i ślubów prawie nie udzielał.

W kościołach niemal na każdej mszy św. byli specjalnie wyznaczeni służbiści, którzy dokładnie liczyli przybywających wiernych oraz szukali odpowiednich metod do ograniczenia działalności Kościoła katolickiego.

Niejaki K. Połonnyk 8 lutego 1960 roku tak pisał do Wydziału Spraw Religii we lwowskim województwie: „Tylko w kościele katedralnym miasta Lwowa w 1959 roku zanotowano około 15 000 spowiedzi i ponad 224 000 rozdanych komunii. Z powyższym zjawiskiem należy przeprowadzić walkę, ale cichutko, niedostrzegalnie. Lwowscy kapłani, jak na przykład, dość często Seweryn, skarżą się na przepracowanie i na zmęczenie, czyli, że spowiadających się należy przyjmować nieraz niemal od 8 godziny z rana do 8 godziny wieczorem. Należy doradzać księżom, aby nie przepracowywali się, chronili swoje zdrowie, dlatego niech wyjaśnią wiernym, że za odpuszczeniem grzechów należy zwracać się do księdza nie częściej jak jeden raz na rok. To samo odnośnie komunii. Mamy nadzieję, że wy dacie radę przekonać księży Lwowa chronić swoje zdrowie”. Całość zabiegów z ochroną zdrowia lwowskich kapłanów zmierzała do tego, aby „uzyskać możliwość zmniejszenia ilości czynnych kościołów i w tym kierunku prowadzić dalsze prace”.

Mogiła ks. Karola Jastrzębskiego na Cmentarzu Janowskim we Lwowie

Ostatnie lata życia ks. Karola Jastrzębskiego

Ks. Karol Jastrzębski od 11 marca 1965 roku wycofał się całkowicie z pracy duszpasterskiej, odprawiając jedynie msze św. w mieszkaniu. Jeszcze 12 sierpnia 1962 roku ks. Jastrzębski uległ poważnemu wypadkowi. Z tej racji przez wiele miesięcy nie mógł pełnić funkcji kapłańskich w katedrze. Natomiast po ujawnieniu choroby nowotworowej u jego siostry, z którą mieszkał, duchowny tak mocno się przejął, że dostał lekkiego przejściowego ataku sklerotycznego: miał zaburzenia w mowie i pamięci.

Zmarł 7 stycznia 1966 roku na zapalenie płuc. Jego pogrzeb odbył się 10 stycznia 1966 roku w katedrze, przewodniczył mu ks. Zygmunt Hałuniewicz. Do dnia pogrzebu trumna z jego zwłokami spoczywała na katafalku w katedrze. W homilii pogrzebowej ks. Hałuniewicz wyraził wdzięczność przyjacielowi i dobroczyńcy z okresu więzienia i łagrów, po czym odprowadził zmarłego na Cmentarz Janowski. Ks. Jastrzębski został pochowany w rodzinnym grobie przy polu nr 4. Na wzniesionym później nagrobku umieszczono błędną, istniejącą do dziś datę roku śmierci: 1965. Według powstałych w ostatnich latach wspomnień i opracowań zauważono, że ks. Jastrzębski po 1946 roku nie wygłaszał kazań. Jako powód podawano zakaz otrzymany od władz państwowych, który był skutkiem sprzeciwu ze strony duchownego na kręcenie filmu wewnątrz katedry lwowskiej.

Ks. Jastrzębski, mimo wycofania się z funkcji proboszcza katedry, przez wiele lat czynnie udzielał się w tutejszym duszpasterstwie, czym zyskał ogromny szacunek miejscowej rzymskokatolickiej wspólnoty. Wyrazem tego stała się obchodzona 26 sierpnia 1956 roku w katedrze uroczystość jubileuszu 50-lecia jego kapłaństwa. „W święto Matki Bożej Częstochowskiej przypadające wówczas w niedzielę, celebrowano sumę o godzinie 11:30. W uroczystości uczestniczyli pracujący w mieście i okolicy księża: o. Rafał Kiernicki OFM Conv (Lwów), ks. Zygmunt Hałuniewicz (Lwów), ks. Ignacy Chwirut (Lwów), o. Kazimierz Lendzion CSsR (Stryj), o. Ludwik Seweryn SJ (Szczerzec). Ostatni z wymienionych wygłosił wówczas okolicznościowe kazanie, podkreślając zasługi jubilata, zwłaszcza jego wielkie nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego”.

Mimo upływu lat pozostaje we Lwowie wdzięczna pamięć o tym kapłanie, jak choćby nawiedzanie przez wiernych miejsca jego pochówku, palenia na zniczy na nim i składania kwiatów. Pozostało również wiele relacji na jego temat, które są przekazywane przez starsze pokolenie. Wspomniany już Marian Muzyka tak o nim pisał: „W charakterystycznym ubiorze, nieprzeciętnie niskiego wzrostu 154 cm, pomimo oficjalnego zakazu przez władze sowieckie zawsze nosił sutannę, długi płaszcz, czarny kapelusz z wielkim rondlem i nieodłącznym atrybutem bez względu na pogodę, czyli dopasowanym do stroju czarnym parasolem, na którym się opierał, spacerując po Lwowie eleganckim poważnym chodem”.

Pozostała również żywa relacja na temat jego dojazdów do katedry i powrotem do domu miejscowym tramwajem. „Ks. Jastrzębski po 1945 roku każdego dnia dojeżdżał tramwajem nr 2 do centrum miasta z dość odległego mieszkania przy ul. Dunin Borkowskich. Krążą dość rozbudowane, a przy tym barwne historie wśród wiernych na temat tych podróży. Świadkowie twierdzą, że duchowny zatrzymywał tramwaj poza przewidzianymi przystankami, kłaniał się motorniczemu słowami: Witam ekscelencjo, wręczał mu jeden rubel, co było kwotą wielokrotnie większą niż cena biletu. Wskutek tego rozeszła się wśród motorniczych tramwajowych wieść, że warto zatrzymywać na jego widok tramwaj w każdym miejscu, bo podróżny dobrze płaci. Na jego życzenie tramwaj zatrzymywał się, nie dojeżdżając do przystanku, w dogodnym dla kapłana miejscu. Ks. Jastrzębski zawsze miał swój prywatny przystanek obok Bazyliki, do której zmierzał codziennie. W ostatnich latach życia wierni pomagali mu w dojściu do tramwaju, jak również czekali na jego przyjazd, aby gdy wysiądzie odprowadzić go do kościoła”. Przez wielu był postrzegany jako człowiek szczery, uśmiechnięty i święty.

Obrzędy pogrzebowe ks. Stanisława Płoszyńskiego w katedrze lwowskiej 28.03.1949

Wikariusz katedralny ks. Stanisław Płoszyński

Drugi z posługujących w lwowskiej Bazylice Metropolitalnej duchownych – ks. Stanisław Płoszyński, jako młody kapłan rokował duże nadzieje na kontynuację działalności Kościoła katolickiego we Lwowie. Od 1945 roku pełnił funkcję wikariusza katedralnego. Wraz z ks. Janem Olszańskim prowadził katechezę w czynnych kościołach. Cieszył się dużym autorytetem wiernych i uznaniem młodzieży.

Zmarł we Lwowie 25 marca 1949 roku na raka gardła, mimo przeprowadzonej wcześniej operacji. „Jego pogrzeb, który miał miejsce 28 marca 1949 roku, był olbrzymią manifestacją katolików Lwowa. Przed wyruszeniem na cmentarz rzesze wiernych oddały mu ostatni hołd w Bazylice Metropolitalnej, po czym mszę św. celebrował i kazanie wygłosił o. Rafał Kiernicki OFM Conv. Kondukt pogrzebowy wyruszył ulicami Lwowa przez śródmieście na Cmentarz Janowski, ciało wieziono na karawanie”. Ks. Płoszyński został pochowany w grobowcu ojców jezuitów. Był to zatem jeden z trzech pogrzebów kapłanów lwowskich w 1949 roku.

W dniu pogrzebu na cześć zmarłego, jak wówczas określano, ks. Stasia, został napisany przez nieznanego autora wiersz, który wielokrotnie powielono i rozdano wiernym katedry. W tym wierszu tak wspominano zmarłego:

„Zmarł ksiądz młody, co Mu losy dały pozostać tu, Bogu służyć,
Dzierżyć odważnie pochodnię swej wiary
I wszystkim we wszystkim ulżyć.

Śpij księże Stasiu! W pokoju i ciszy,
W biednej lwowskiej ziemi,
Niech Cię te brzozy do snu ukołyszą,
A sny tęczami promieni.

Ty dla nas żyjesz, bo pamięć po Tobie,
W sercach się naszych zachowa,
Nie zniknie ona, choć Ty leżysz w grobie,
Boś zdobył serca… Lwowa”.

Nowy proboszcz katedry o. Rafał Władysław Kiernicki OFM Conv

W 1948 roku do Lwowa wrócił z zesłania o. Rafał Władysław Kiernicki OFM Conv (1912–1995), który jeszcze w tym roku otrzymał rejestrację przy katedrze lwowskiej. Jego wieloletnia posługa została doceniona przez Jana Pawła II, który nazwał go „wiernym stróżem katedry”. O początkach swej pracy w katedrze o. Rafał tak wspominał: „Kiedy przyszedłem do katedry, jeden z dwóch księży powiedział: wkładaj sutannę i idź spowiadać! I tak się zaczęło”. Rok po ponownej rejestracji został proboszczem. Proponowano mu wyjazd do Polski, on jednak uważał, że byłaby to dezercja ze Lwowa. W liście do prowincjała franciszkanów 12 grudnia 1956 roku tak deklarował chęć pozostania we Lwowie: „Ja zostanę do ostatka, bo prócz obywateli polskich z 1939 roku jest jeszcze masa Polaków zza Zbrucza, a ci nie mają prawa wyjazdu do Polski”. Temu postanowieniu pozostał wierny do końca, nawet w obliczu, jak to nazwał nowej „fali twardej ręki”.

W oczach miejscowej ludności niemal od początku dał się poznać jako dobry kapłan, a jego działalność rozciągała się daleko poza mury katedry. Pierwotnie docierał do wiernych na rowerze, a od 1951 roku został właścicielem motoru. Do bardziej oddalonych punktów jeździł ciężarówką, pociągiem, a nawet samolotem. Z samodzielnego jeżdżenia motorem miał niebawem, po kontuzji nogi, zrezygnować. W następnych latach korzystał z małego samochodu kierowanego przez wynajętego zaufanego kierowcę. „Przez wiele lat – mówił 27 listopada 1995 roku, podczas pogrzebu o. Rafała – abp Marian Jaworski – zrywał się wczesnym rankiem i był pierwszy w katedrze, żeby spowiadać, a także po to, ażeby tym, którzy udawali się do pracy, móc udzielić komunii św.” To właśnie dzięki niemu katedra była zawsze otwarta. On przybywał do niej pierwszy i wychodził jako ostatni.

W pierwszym okresie duszpasterzowania przy katedrze o. Rafał w 1952 roku zatroszczył się o usunięcie zniszczeń na frontonie katedry, pozostających od zakończenia II wojny światowej. Władze spodziewały się wówczas, że przeprowadzenie przez kościół tych prac nie będzie możliwe i w takiej sytuacji będzie to doskonały pretekst do zamknięcia świątyni. Oprócz remontów proboszcz zatroszczył się również o przeniesienie do katedry sprofanowanych szczątków zmarłego 22 listopada 1944 roku abpa Bolesława Twardowskiego, pochowanego najpierw w kościele pw. Matki Bożej Ostrobramskiej na Górnym Łyczakowie.

W tym czasie pojawiły się pierwsze problemy ze zdrowiem. W lipcu 1955 roku przeżył operację nerki, a następnie operację oka. Przez wiele lata cierpiał bóle z powodu niegojących się ran na nogach. Na wszystkie bóle miał jedno lekarstwo – pracę w katedrze.

O. Rafał Kiernicki przemawia przed złożeniem do grobowca ciała ks. Zygmunta Hałuniewicza

Cofnięcie rejestracji państwowej o. Rafała Kiernickiego OFM Conv

Po dziesięciu latach pracy o. Rafała we Lwowie nad katedrą zawisło zagrożenie jej zamknięcia. W okresie Wielkiego Postu 17 marca 1958 roku o. Rafał rozpoczął w katedrze rekolekcje. Następnego dnia, gdy nie przyszedł do katedry, rozeszła się wiadomość, że został aresztowany. Rekolekcji dokończył wówczas o. Ludwik Seweryn SJ ze Szczerca. Tak rozpoczął się wieloletni okres pozbawienia o. Rafała Kiernickiego rejestracji państwowej.

W czasie zawieszenia proboszcz lwowskiej katedry pracował na państwowej posadzie, gdyż obowiązywał nakaz zatrudnienia. Podejmował się różnych prac w charakterze stróża nocnego w parku Stryjskim, w sanatorium przeciwgruźliczym w Hołosku pod Lwowem, na poczcie. Wszędzie tam, gdzie był udawali się wierni, którzy prosili kapłana o udzielenie sakramentów. Spowiadał również potajemnie w katedrze. Sporadycznie też bywał w kościele św. Antoniego. Odwiedzał w cywilnym ubraniu szpitale i przebrany w fartuch lekarski jak profesor badający chorych, jawnie udzielał im sakramentów.

W czasie zawieszenia o. Rafała w państwowej rejestracji we Lwowie, ks. kan. Jastrzębski pozostał w zasadzie jedynym stałym kapłanem przy bazylice lwowskiej. Przez pierwszy rok z pomocą śpieszył mu o. Seweryn, a gdy i ten otrzymał zakaz sprawowania duszpasterstwa w katedrze – przybywał tu ks. Hałuniewicz z kościoła św. Marii Magdaleny.

Cmentarz Janowski we Lwowie. Obrzęd pogrzebowy o. Alojzego Kaszuby.

Po definitywnym zamknięciu w 1962 roku kościoła św. Marii Magdaleny do katedry przeniósł się na stałe ks. Zygmunt Hałuniewicz. Gdy ks. Jastrzębski zrezygnował z prowadzenia duszpasterstwa w katedrze, na skutek wielokrotnych próśb komitetu kościelnego na czele z I. Pelczarską i M. Skierską udało się ponownie uzyskać rejestrację państwową dla o. Rafała Kiernickiego, który pierwszą mszę św. z ludem odprawił 13 kwietnia 1965 roku.

Marian Skowyra

Tekst ukazał się w nr 7 (395), 13 – 28 kwietnia 2022

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X