Kościół rzymskokatolicki na terenie obwodu tarnopolskiego w latach 1945-1991. Część 2 Kościół w Strzałkowcach

Kościół rzymskokatolicki na terenie obwodu tarnopolskiego w latach 1945-1991. Część 2

W kręgu kardynała Mariana Franciszka Jaworskiego

Po pierwszych powojennych prześladowaniach Kościoła katolickiego, jakie przypadły na 1945 rok, w następnym roku zamknięto kolejnych 12 kościołów. W Zaleszczykach i Nowej Hucie koło Monasterzysk kościoły poddano desakralizacji po śmierci ich proboszczów ks. Józefa Adamskiego (1884–1946) i ks. Pawła Sulatyckiego (1872–1946). Kolejne świątynie zamknięto w Chmieliskach, Kaczanówce, Kołodziejówce, Kozowej, Kranem, Ostapiu, Skałacie oraz Tarnorudzie Polskiej po wyjeździe ostatniego proboszcza parafii. W Chmieliskach kościół był czynny do czerwca 1946 roku i opiekował się nim ks. Piotr Sobkowicz (1909–1986) proboszcz z Połupanówki, jednak i on wyjechał do Polski 23 czerwca 1946 roku.

Kościół w Nowej Hucie, miejsce urodzenia przyszłego biskupa Stanisława Padewskiego OFM Cap

Kościół w Boryczówce zamknięto jeszcze w 1945 roku, jednak na skutek oporu miejscowej ludności nie udało się go przeznaczyć na świeckie cele. Przez cały okres komuny kościół pozostawał opuszczony.

Dość nietypowa sytuacja w ramach wyjazdu na Zachód zaistniała w Tarnopolu, którą dokładnie relacjonował jeden z wikariuszy tamtejszej parafii ks. Józef Anczarski (1912–2002). Otóż według tegoż kapłana 22 maja 1946 załadowano ostatni transport na wyjazd do Polski, składający się z 2 wagonów z 8 skrzyniami, w których były najważniejsze rzeczy z parafii tarnopolskiej. Do wyjazdu przygotowali się proboszcz ks. Apolinary Wałęga (1888–1958) oraz dwóch wikariuszy ks. Stanisław Małaczyński (1920–?) oraz ks. Józef Anczarski. W Tarnopolu postanowił pozostać emeryt-rezydent ks. Marian Urba (1873–1955). „Był to długoletni katecheta gimnazjalny. Przez długie lata katechizował całe pokolenia gimnazjalistów. Był już starszym człowiekiem, więc w duszpasterstwie parafialnym prawie nieczynny. Ograniczał się do codziennego odprawiania mszy świętej. Ks. Urba postanowił zostać w Tarnopolu. Chciał tutaj umrzeć i tu zostać pochowany wśród swoich”.

W liście z sierpnia 1945 roku do abpa Eugeniusza Baziaka swoją decyzję o pozostaniu motywował tym, że „ludzie ze zgrozą myślą, że kościół nasz, ta pupilla oculi śp. księdza abpa Twardowskiego mógłby zostać zamkniętym. Pozostanę tu i chyba ostateczność zmusi mnie do wyjazdu; będę pomagał w konfesjonale, na ambonie, chodził po chorych w mieście i na pogrzeby. Nie mógłbym wziąć na swoje sumienie umierających bez zaopatrzenia i odmawiać zgłaszającym się o pogrzeby na wsiach”.

Miejscowy pełnomocnik do spraw religijnych odjeżdżającym duchownym zakomunikował, że ks. Urba jako kapłan nie posiadający stałego zatrudnienia w kościele nie otrzyma też odpowiedniego zaświadczenia do prowadzenia dalej parafii. Zatem świątynia zostanie zamknięta po wyjeździe proboszcza i wikariuszy. Księża podjęli wspólną decyzję o pozostaniu w Tarnopolu. W tej sytuacji poczyniono starania o wyładowanie bagaży. Po dwóch godzinach wyznaniowiec zmienił decyzję. „Kościoła po naszym wyjeździe nie zamkną – podał ks. Anczarski – ks. Urba będzie mógł w nim pracować. Po przybyciu ks. Urby do urzędu sporządzono odpowiedni dokument, potwierdzający zgodę na pełnienie posługi przez ks. Mariana Urbę. Proboszcz i wikariusze wyjechali ostatecznie z Tarnopola 24 maja 1946 roku. Natomiast ks. Urba wkrótce został aresztowany i pod groźbami zmuszono go do wyjazdu na Zachód. Po kilku tygodniach z Tarnopola wyjechał ostatni kapłan, a dawny kościół parafialny został zdetonowany w 1956 roku. Jako główny powód tego czynu podawano zły stan świątyni parafialnej. Na miejscu kościoła wybudowano duży dom towarowy. Rzymskokatolicką wspólnotę ostatecznie rozwiązano 30 sierpnia 1949 roku.

Tarnopol. Kościół parafialny. W okresie komunistycznym zdetonowany

Złamanie oporu duchowieństwa katolickiego

Sukces związany z likwidacją struktur kościelnych na tym obszarze może być też tłumaczony zastraszeniem duchowieństwa, które było wynikiem przeżyć wojennych oraz licznych aresztowań, które mnożono szczególnie na początku 1945 roku. Nowe władze stosowały też liczne środki nacisku na duchowieństwo, zmuszając do wyjazdu do Polski.

Kościół w Sidorowie

Jeszcze w styczniu 1945 roku w godzinach przedpołudniowych na plebanii został aresztowany za działalność kontrrewolucyjną wikariusz tarnopolskiej parafii ks. Adolf Iwanciow (1910–1990), który do 27 marca 1946 roku znajdował się w czortkowskim więzieniu, gdzie był poddawany serii przesłuchań. Ostatecznie został skazany na cztery lata obozów pracy, którą odbywał w obozie Koczmes nad rzeką Peczorą na terenie Komi ASRR (1946–1949) i w Jużnym Jenisejsku (1949). Po odbyciu pełnego wyroku kary wyjechał do Polski.

Ks. Iwanciow po latach tak relacjonował o swoim aresztowaniu: „Nadszedł dzień 5 stycznia 1945 r. NKWD-ziści zrobili kocioł na plebanii i czekali, kiedy wrócę z kościoła. Wróciłem około godz. 10, ponieważ byłem u chorego. Wchodzę do plebanii i tam zobaczyłem człowieka w cywilnym ubraniu, który często za mną chodził. Wpadłem – pomyślałem. Wchodzę do mojego pokoju, a tam już czeka na mnie kapitan, który oświadczył mi: My przyszliśmy za wami. Zrozumiałem, że jestem aresztowany. W pokoju nie miałem niczego, co by mnie obwiniało o jakiejś robocie niepodległościowej. Dnia 5 stycznia 1945 r. o godz. 16-tej wyprowadzono mnie z plebanii na oczach parafian wychodzących z kościoła, prowadzili mnie do NKWD. Dowiedziałem się, że w sąsiednich pokojach plebanii są zatrzymani Polacy. Wieczorem, 7 stycznia, okrytym samochodem, pod strażą 4 NKWD-owców uzbrojonych w automaty, zawieźli nas do Czortkowa, bo tam mieścił się urząd wojewódzki. Czortków nie był zniszczony tak, jak Tarnopol, który właściwie leżał w gruzach. Przyjechaliśmy w nocy, rozmieszczono nas na korytarzu, twarzą do ściany i tak przenocowaliśmy na schodach całą noc”.

Po zakończeniu śledztwa duchowny wierzył, że z braku dowodów w sprawie zostanie zwolniony z więzienia, jednak postanowiono inaczej. „Dnia 22 października 1945 roku kazali mi spakować swoje rzeczy. Myślałem, że wychodzę na wolność, a tymczasem zaprowadzili mnie do więzienia, gdzie aż do maja 1946 r. czekałem na wyrok. W pierwszych dniach maja odczytano mi wyrok na korytarzu więziennym. Zaczęło się przygotowanie do transportu. Dnia 12.V.1946 r. (w dniu konsekracji ks. Stefana Wyszyńskiego) wyprowadzono kilkuset więźniów na dziedziniec więzienny, ustawiono w czwórki i przez Czortków, miasto moich studiów gimnazjalnych, poprowadzono na stację kolejową pod silną strażą żołnierzy z automatami i szczekającymi wilczurami. Załadowano nas do bydlęcych wagonów i w nocy przez Tarnopol pojechaliśmy do Dniepropietrowska”. Tam po kilkudniowym postoju – przez Charków, Moskwę i Jarosław przewieziono do Peczory.

Ostatni proboszcz parafii Byczkowce ks. Julian Malinowski (1905–?) wyjechał 24 kwietnia 1945 roku Przekazał on klucze do kościoła i plebanii kościelnemu Janowi Bandurze, ten z kolei oddał je ks. Kazimierzowi Fleischhackerowi (1896–1961) z Chomiakówki, który objął administraturę parafii Byczkowce oraz opiekę nad kościołem i jego inwentarzem. Jednak na podstawie relacji ks. Malinowskiego z września 1947 roku wynikało, że kościół już był nieczynny, a w 1950 roku został zamieniony na magazyn zboża. Kościół w Zabojkach zamknięto również po wyjeździe ostatniego proboszcza ks. Karola Mazurkiewicza (1911–1990). Proboszcz klucze od kościoła pozostawił w radzie wiejskiej, która wiadomość o tym przekazała do służb państwowych, a ci go zamknęli, jako niezarejestrowanego według nowego prawa.

Kościół w Zabojkach

Na przykładzie obwodu tarnopolskiego widnieje również fakt, jak wierni mimo szykan i prześladowań zakładali nielegalne wspólnoty parafialne, gromadzili się na modlitwy i nabożeństwa bez udziału kapłana. Było to możliwe jedynie z racji przyzwolenia służb, którzy po otrzymaniu łapówki „nie widziały” działających wspólnot. Dopiero zmiana pełnomocnika odkrywała te wspólnoty, a zapisy poczynione w rejestrach pozwalają na odtworzenie biegu historii tamtych ośrodków religijnych.

Neoprezbiter ks. Bronisław Mirecki. 1933

W powojennym Krzemieńcu

Przykładem może być parafia w Krzemieńcu. Po wojnie i wyjeździe ostatniego proboszcza ks. Dominika Wyrzykowskiego (1885–1967) wspólnota aż do 1955 roku nie miała stałego duszpasterza. W latach 1947–1948 na sporadyczne przyjazdy zezwolono ks. Marcelemu Pawłowi Wysokińskiemu (1886–1959) z Dubna. Po oficjalnym zakazie przyjazdów Krzemieniec pozostał bez kapłana. W tym czasie na czele wspólnoty stała Melania Kańska, która codziennie otwierała kościół, prowadziła modlitwy z ludźmi, nabożeństwa paraliturgiczne oraz prowadziła pogrzeby. Za kontakty z władzami była odpowiedzialna Zofia Majewska. To ona zabiegała o mianowanie księdza do Krzemieńca. Dzięki niej przyjeżdżali tu okazyjnie ks. Jan Rutkowski (1883–1955), o. Alojzy Kaszuba (1910–1977) i ks. Bronisław Mirecki (1903–1986). Na temat tych wizyt w Krzemieńcu we wspomnieniach tak pisał o. Kaszuba: „Moje wizyty tu były półoficjalne. Ale dość częste, zwłaszcza kiedy ks. Marceli wyjechał do Winnicy. Za każdym razem p. Zofia ładowała koszyczek i udawała się do żony pełnomocnika. Potem wszystko szło gładko. Zastrzegał się, tylko, żeby inni nie wiedzieli”.

Kościoły w Białym Potoku i Chomiakówce i inne ośrodki kultu

Podobnie w 1947 roku było w Białym Potoku i Chomiakówce, gdzie przybyła specjalna komisja celem zbadania, czy lokalne świątynie nadają się do użytku. W 1951 roku dzięki sowitej łapówce otrzymanej od ks. Kazimierza Fleischhackera z Chomiakówki zaprzestano procesu zamiany kościoła w Białym Potoku na cele świeckie. Kościół zamknięto dopiero w 1960 roku, zamieniając go na magazyn zboża. Część uposażenia udało się przewieźć do Borszczowa. Na czynne kościoły podobnie jak w innych regionach nałożono podatek, nazywany na Tarnopolszczyźnie „pożyczką dla państwa”. Tak przykładowo podatek kościelny w Chomiakówce w 1948 roku wynosił 2500 rubli. W 1950 roku podatek kościoła w Chomiakówce wynosił 2000 rubli i 500 w Białym Potoku.

Kościół w Chomiakówce

W tym czasie pełnomocnikiem do spraw kultu i religii w obwodzie tarnopolskim był niejaki Iwan Czyrwa, który chętnie przymykał oko na działania księży i wspólnot parafialnych. Nie znaczy to jednak, że pełnomocnik wraz z personelem nie dążyli do pełnej likwidacji struktur kościelnych. Interesowało go przede wszystkim, czy proboszczowie wymieniają podczas liturgii imię papieża, czy nie tworzą organizacji przykościelnych i są lojalni wobec władzy sowieckiej. To ostatnie było zasadniczym punktem kontroli sprawowanej nad księżmi przez pełnomocnika Rady do Spraw Kultów Religijnych. „Najdrobniejsza nielojalność wobec systemu komunistycznego, podobnie jak podejmowanie samodzielnych inicjatyw religijnych, dawała pełnomocnikowi pretekst, by „wyrejestrować” danego kapłana, co natychmiast odbijało się na losach kierowanej przezeń parafii. Pod pretekstem braku stałego proboszcza można ją było również wykreślić z ewidencji, a tym samym zlikwidować”.

Tarnopolski pełnomocnik Czyrwa, choć nie widział jawnego łamania prawa sowieckiego, „mimo to dochodził do wniosku, że dni Kościoła rzymskokatolickiego w obwodzie tarnopolskim są policzone. Samo jego istnienie drażniło sowieckiego urzędnika”. Pośród największych zagrożeń wyszczególniał fanatyzm wiernych tego Kościoła oraz to, że kapłani jakoby zostali celowo pozostawieni na terenie ZSRR przez swe władze dla prowadzenia pracy wśród wiernych, którzy nie opuścili tych ziem.

Sytuację w obwodzie tarnopolskim z końca lat 40. XX wieku doskonale oddaje relacja o. Marcina Karasia CSsR, który w 1948 roku sporadycznie przybywał do ks. Bronisława Mireckiego w Podwołoczyskach dla pomocy duszpasterskiej. Tak o tych czasach pisał: „Przyjechałem do niego w wigilię uroczystości [Wniebowzięcia NMP – autor], a ks. Mirecki już po południu pojechał furmanką do Hałuszczyniec. Ja od samego rana spowiadałem na miejscu ludzi, którzy tu przyjechali z głębi Rosji. Niektórzy przynosili dzieci do chrztu. Odprawiłem dwie msze św. Po każdej mszy św. chrzciłem”. Tylko tego jednego dnia o. Karaś ochrzcił ponad 70 dzieci. Po nabożeństwach w Podwółoczyskach o. Karaś udał się do Hałuszczyniec, gdzie do kilkutysięcznej rzeszy wiernych zgromadzonych przed kościołem wygłosił kazanie odpustowe.

Kościół w Mikulińcach

Na podstawie zachowanych świadectw oraz dokumentacji aparatu komunistycznego wiadomo, że w kwietniu 1947 roku na terenie całego obwodu tarnopolskiego oficjalnie zarejestrowano 11 czynnych kościołów, w których posługiwało sześciu kapłanów. Było to dziewięć kościołów archidiecezji lwowskiej i dwa w Krzemieńcu i Szumsku z diecezji łuckiej. Warto nadmienić, że z przedwojennej diecezji łuckiej nieprzerwanie była czynną jedynie świątynia w Krzemieńcu. Wspólnoty na terenie archidiecezji lwowskiej, które oficjalnie zarejestrowano w 1947 roku, znajdowały się w Tarnopolu, Szumsku, Podwołoczyskach, Borszczowie, Zbarażu, Łosiaczu, Rydodubach, Chomiakówce oraz Korolówce. Dodatkowo w 1947 roku zarejestrowano również Hałuszczyńce.

Zgodnie z komunistycznymi danymi w 1949 roku pozostawało zarejestrowanych 10 świątyń i 6 kapłanów. Ponowne uszczuplenia ilości świątyń nastąpiły w 1950 roku, kiedy to informowano o 8 funkcjonujących świątyniach. Następnie po 1953 roku pracowało już 5 kapłanów na 8 wspólnot. Ten stan utrzymywał się do 1960 roku, kiedy to urzędnik zapisał, że na tarnopolszczyźnie pozostało 6 kościołów i 2 kapłanów. W 1972 był już jeden kapłan, a po 1974 roku ponownie liczba duchownych wzrosła do 2 na 4 świątynie. Pod koniec lat 70. pozostało 3 zarejestrowane świątynie i ten stan pozostał niezmiennym do 1989 roku.

Nowa fala prześladowań w latach 60.

W 1957 roku wraz ze zmianą pełnomocnika tarnopolskiego obwodu w obwodzie zaszły istotne zmiany w stosunku do Kościoła rzymskokatolickiego. W tym roku ze stanowiska pełnomocnika do spraw kultu i religii odwołano Iwana Czyrwę, a na jego miejsce skierowano P. Czasowa. On też bardziej gorliwie zajął się pełnieniem swoich obowiązków.

Obok oficjalnie zarejestrowanych parafii wykryto nielegalne wspólnoty, w których ciągle odbywały się okazyjne nabożeństwa. Były to wspólnoty w Skałacie, Połupanówce, Starym Skałacie, Kosowie, Tarnopolu, Dorofijówce, Siemakowcach, Korolówce, Zbarażu i Szumsku, dokąd dojeżdżał ks. Bronisław Mirecki.

Nowy pełnomocnik w 1960 roku zdecydował się na zamknięcie szeregu kościołów. Jeszcze 30 sierpnia 1949 roku zdjęto z rejestracji parafię w Tarnopolu, motywując to złym stanem kościoła. Mimo urzędniczej decyzji nieliczni pozostali w mieście parafianie zrzeszeni w komitecie postanowili ponownie zarejestrować swoją świątynię. Do 1960 roku zwracano się pisemnie 20 razy oraz 13 razy udawano się na wizytę do pełnomocnika.

Złym stanem technicznym kościoła motywowano również rozwiązanie wspólnoty w Szumsku, które nastąpiło 30 października 1950 roku. Kościół zamieniano kolejno na magazyn materiałów budowlanych i świniarnię. W 1985 roku został wysadzony w powietrze. Również 30 października 1950 roku z powodu małej liczby wiernych rozwiązano wspólnotę rzymskich katolików w Zbarażu.

Kościół w Korolówce

Kościół parafialny w Korolówce po wojnie został zarejestrowany i był czynny nieprzerwanie do śmierci jej ostatniego proboszcza ks. Stanisława Wyczesanego (1879–1959). Zgodnie z informacjami zawartymi w komunistycznych aktach oraz napisem na mogile proboszcza w Korolówce ks. Wyczesany urodził się 2 maja 1879 roku w Borzęcinie w średnio zamożnej rodzinie chłopskiej. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1904 roku i od 1909 roku nieprzerwanie duszpasterzował w Korolówce. Po wojnie „będąc chorym, nie tylko nie angażował się w żadną aktywniejszą działalność, ale nawet nie odprawiał regularnie nabożeństw. Z racji nielicznej wspólnoty kościół zdjęto z rejestracji 28 czerwca 1960 roku. Ambitny pełnomocnik zlikwidował 13 sierpnia 1960 roku wspólnotę katolicką w Kosowie.

Zlikwidowano również w 1960 roku nielegalne wspólnoty religijne w Dorofijówce, Tarnorudzie Polskiej, Siemakowcach i Skałacie. Po tych wydarzeniach niektóre wspólnoty rozpoczęły starania o ponowną rejestrację. Wierni z Dorofijówki w 1960 roku zwracali się o to trzykrotnie, w 1979 roku z Tarnorudy Polskiej również wystosowali podobne pismo. W wykazach pełnomocnika z 1958 roku ujawniono także przewodniczących rad parafialnych zlikwidowanych wspólnot parafialnych, co może również świadczyć o żywotności poszczególnych wspólnot mimo braku świątyń.

Na czele wspólnot parafialnych stały następujące osoby: Filip Franko (Dorofijówka), Piotr Popielarz (Połupanówka), Antonina Daciuk (Skałat), Jan Marszałek (Stary Skałat), Dąbrowska (Szumsk), Nadija Koroliwska (Tarnopol) i Józef Szafrański (Zbaraż).

Marian Skowyra

Tekst ukazał się w nr 13 (377), 16–29 lipca 2021

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X