Konflikt pamięci można rozwiązać przez dialog

Konflikt pamięci można rozwiązać przez dialog

Prezentacja książki Grzegorza Motyki „Od rzezi wołyńskiej do akcji „Wisła”. Konflikt polsko-ukraiński 1943-1947”, odbyła się 28 maja w księgarni „Je” we Lwowie.

– Ta książka jest taką syntezą, podsumowaniem dwudziestoletnich badań, które prowadziłem i kilku różnych książek, który wydałem w języku polskim. Dotyczy, jak sam tytuł wskazuje, konfliktu polsko-ukraińskiego z lat 1943-47, od rzezi wołyńskiej do wysiedleń w trakcie akcji „Wisła” – mówił Grzegorz Motyka.

Autor podkreślił, że starał się pisać książkę z perspektywy praw człowieka. – Jeżeli potępiam zbrodnię dokonaną na Wołyniu na Polakach, to nie dlatego, że ginęli tam Polacy, tylko dla tego, że ginęli tam ludzie – wyjaśnił polski historyk. – I tak samo, jeżeli potępiam przymusowe wysiedlenia Ukraińców w czasie akcji „Wisła”, to nie dlatego, że byli wywożeni Ukraińcy, tylko dlatego, że byli wywożeni ludzie i ich podstawowe prawa ludzkie były łamane.

Zdaniem Motyki stroną, która w okresie 1943-1945 nadawała dynamiki wydarzeniom na Wołyniu i Galicji Wschodniej była Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów – frakcja banderowska i Ukraińska Powstańcza Armia.

Mówił też, że w ocenie tych wydarzeń istnieje współczesny polsko-ukraiński konflikt pamięci.  – Polska opinia publiczna i ukraińska opinia publiczna inaczej oceniają ówczesne wydarzenia – zaznaczył. – Polscy historycy, choć bardzo się różnią między sobą w różnych ocenach, to jednocześnie wszyscy są zgodni, że nie można w żadnym wypadku postawić znak równości pomiędzy działaniami UPA, a działaniami polskiego podziemia. Z kolei wśród ukraińskiej opinii publicznej najbardziej popularny pogląd jest dokładnie inny, mówiący o tym, że doszło wówczas do buntu społecznego, który zamienił się w wojnę polsko-ukraińską, w której obie strony popełniały podobne zbrodnie. Zwracam i staram się zwrócić uwagę na to, że ten konflikt pamięci po pierwszy jest czymś realnym, a po drugie, że można go rozwiązać poprzez szczery i uczciwy dialog, w którym będą nawet te najbardziej bolesne sprawy uczciwie dyskutowane – uważa Grzegorz Motyka.

 

Grzegorz Motyka (Fot. Konstanty Czawaga)Niestety, tym razem w lwowskiej księgarni „Je” do takiej dyskusji nie doszło. Część osób przyszła ze swoimi zarzutami i stereotypami rodzin ukraińskich, przymusowo przesiedlonych do ZSRR z terenów południowo-wschodnich powojennej Polski.

Tymczasem prof. Motyka nie unikał żadnych pytań. – Jeżeli chodzi teraz o kwestię dotyczącą wybaczenia czy nie, ja uważam, że najważniejsze w naszych relacjach jest przede wszystkim nazwanie zła złem, – zaznaczył Grzegorz Motyka. Jest to ważne dlatego, żeby takie zbrodnie nigdy się nie powtórzyły. – To też jest bardzo trudne, ale wydaje mi się, że jednak mimo wszystko nie budzi aż takiego naturalnego sprzeciwu – stwierdził.

Razem z tym dodał, że dla polskich historyków jest oczywiste, że jedną z przyczyn tego, co się stało na Wołyniu była niesprawiedliwa polityka władz przedwojennej Polski wobec mniejszości ukraińskiej. – Ale to była jedna z przyczyn i ona nie usprawiedliwia zabijania bezbronnych ludzi – zaznaczył prof. Motyka.

– To jest oczywiste, że istniał wówczas polsko-ukraiński spór terytorialny – mówił dalej. – Polacy i Ukraińcy, czy Polacy i zachodni Ukraińcy, mówiąc dokładnie,  marzyli o niepodległym państwie. Ani jedni, ani drudzy nie wyobrażali sobie nawet, aby w tym państwie nie było Lwowa. Szybkie rozmowy pomiędzy Polakami i Ukraińcami skończyły się nieporozumieniem właśnie w tym momencie, kiedy przychodziło do kwestii granic. Dlatego oczywiście konflikt polsko-ukraiński w tym sensie był nie unikniony i nie należy się dziwić, że polskie i ukraińskie oddziały partyzanckie walczyły ze sobą, natomiast to w żaden sposób nie usprawiedliwia podjęcia decyzji o tym, żeby główne uderzenie skierować przeciwko bezbronnej ludności cywilnej i rozwiązać ten problem za pomocą masowych mordów – powiedział Grzegorz Motyka. Podkreślił zdecydowanie, że zawsze, kiedy dokonany jest mord na ludności cywilnej, za ten mord odpowiadają ci, którzy go dokonali, bez względu na to, kim jest ofiara i kim jest sprawca.

Na zakończenie profesor Grzegorz Motyka zachęcił obecnych na sali do przeczytania jego książki. – Jeżeli będziecie, państwo, w ogóle polemizować z tą moją książką, to pamiętajcie, że mam tylko jedną małą prośbę: polemizujcie z tym, co napisałem, a nie z tym, co wyobrażacie sobie, że napisałem – życzył polski historyk.

Konstanty Czawaga
Tekst ukazał się w nr 11 (183) 14–27 czerwca 2013

X