Komu huculski kapelusz?

Komu huculski kapelusz? Fot. Sabina Różycka

W dalekiej górskiej wiosce Krasnoilla, w obw. iwanofrankiwskim, produkowane są tradycyjne kapelusze huculskie według XVII-wiecznych wzorów. Są często kupowane przez turystów z Polski.

– Bierzcie, paniusiu, swemu mężowi kresanię – z uśmiechem proponuje miła gospodyni czarny, ozdobiony kolorowymi nićmi, lelitkami (cekinami) i wstążkami kapelusz z szeroką kresą. Zainteresowałam się różnorodnymi kolorami, biorę kapelusz, przyglądam się i nawet przymierzam…

– To jest nasze rodzinne rzemiosło – z dumą mówi pani Maria. – Jeszcze od pradziada. Takie kapelusze noszą u nas od stuleci, a my, Potiacy, huculską tradycję podtrzymujemy.

Jak twierdzi pani Maria, kresania – to czarny wełniany kapelusz z niewysokim denkiem i szerokimi, zagiętymi do góry kresami. Stąd też wzięła się nazwa – kresania. Takie kapelusze w karpackich wioskach noszone są od XVII wieku. Taki kapelusz nazywany jest też „doboszówką”, bo, według legendy, nosił go legendarny opryszek Dowbusz. Obecnie kresanie noszą przeważnie żonaci mężczyźni – gazdowie. Wkładane są na święta państwowe i religijne. W chłodnej porze roku – co niedzieli do cerkwi.

Inny rodzaj nakrycia głowy, produkowany przez Marię Potiak – to barszywki. To nakrycie ma małe kresy (po huculsku – barsze). W barszówkach przechadzają się nawet mali – 3-letni chłopcy. Zakładane są na różne święta, uroczystości w przedszkolach i szkołach. W nich się żenią, chrzczą dzieci, a nawet chodzą na wybory. Jednym słowem – jest to kapelusz na różne okazje. Co to za Hucuł bez barszywki – mogą go wykpić.

Żeby zrobić huculski kapelusz, należy kupić tradycyjny kapelusz welurowy. Pani Maria kupuje takie hurtem w Czerniowcach lub Chuście. W domu mistrzyni zdejmuje wstążki i ozdoby, wrzuca kapelusz do wrzątku i dolewa specjalnego kleju. Po dziesięciu minutach nakłada go na specjalne dębowe kule – „formaki”. Modeluje na nich kapelusz, rozciąga kresy lub robi je węższe. Welur powinien być gorący. Trzeba wszystko robić szybko, żeby się nie poparzyć. Na formakach kapelusze stoją przez dwa tygodnie. Po tym stają się tak twarde, że można nimi „gwoździe wbijać”. Wówczas można przystąpić do ich dekoracji.

– Do dekoracji używamy złociste plastikowe korale, lelitki, zmotane i rozpuszczone kolorowe nici – wyjaśnia kobieta. – Początkowo wokół kapelusza przyszywam mocnymi nićmi korale, nad nim żółte, niebieskie i czerwone nici, tzw. „robaki”. Wyżej – kwiaty z pozłacanych lelitek i znów nici. Pięć lub siedem poziomów. W końcu – pozłacane korale.

Z jednej strony przy dekoracji mocowany jest pióropusz z 20-30 kolorowych sztucznych kwiatów – tzw. „ogalion”. Na zakończenie dodaje się kolorowy „deszczyk” z bożenarodzeniowej choinki. Przy poruszaniu się te ozdoby falują i mienią kolorami. Chyba dlatego nazywane są „trzęsonką”. Ale można je lekko zdjąć.

Huculskie kapelusze są również dekorowane kolorowymi pomponami z czerwonych, zielonych, pomarańczowych i bordowych nici. Na wyrób jednego kapelusza mistrzyni poświęca nieraz cały miesiąc. Te tradycyjne nakrycia głowy Hucułów kosztują od 600 do 1200 hrywien. Zamówień kobiecie nie brakuje, szczególnie przed wielkimi świętami religijnymi. Wiele kapeluszy zamawiane są do muzeów i chętnie kupują je goście z Polski i Kanady.

Sabina Różycka
Tekst ukazał się w nr 13 (329) 16-29 lipca 2019

X