Kolejny dwór popada w ruinę

Kolejny dwór popada w ruinę

Nienajlepsza i kiedyś droga T0217 Winnica – Murowane Kuryłowce jest doszczętnie rozbita. Od niej odbijamy w lewo w Kotużanach i wzdłuż rzeki Ladowej czekają nas jeszcze trzy kilometry „drogi przez mękę”.

 

Trzy kilometry okropnych wybojów i jesteśmy w Wyszczeolczedajowie. Tak nazywa się miejscowość do której jedziemy. Wjeżdżamy w typową postsowiecką osadę: zabita deskami wiejska biblioteka, ledwie trzymający się drewniany mostek, masy śmiecia po brzegach rzeczki, jakieś przemysłowe ruiny na obrzeżach wioski i… całkowite odludzie.

Gdzie niegdzie pod płotami zgięte babcie i od czasu do czasu drogę przebiegnie pies lub kura. Obecnie nie do uwierzenia, że kiedyś była to ludna wioska, gdzie funkcjonowała cukrownia. Wioska była ludna, biegały dzieci, dźwięczał śmiech i muzyka. Lecz w porównaniu z innymi podolskimi wioskami Wyszczeolczdajów jeszcze nieźle się trzyma. Mieszka tu wciąż około dwóch tysięcy osób, jest szkoła i przedszkole. To ostatnie mieściło się do niedawna właśnie w skromnym z zewnątrz i wspaniałym wewnątrz dawnym dworku, stojącym nad Ladową, na wprost cukrowni.

„Wszystko to kiedyś należało do Kogana – Żyda-cukrownika – opowiada, pokazując dawny przepych wnętrz dyrektor przedszkola Halina Kusznir. – Wątpię, abyście znaleźli coś podobnego w naszych okolicach”. Mogę potwierdzić te słowa – nie tylko w okolicy, ale i na całej Ukrainie na palcach jednej ręki można policzyć na tyle dobrze zachowaną zabudowę dworku, który według danych winnickiego Muzeum Krajoznawczego, został zbudowany przez Polaków, a później kupiony przez Kogana. Wnętrza nadają się do kręcenia filmów historycznych.

„Przyjeżdżali do nas urzędnicy z rejonowego wydziału kultury – kontynuuje pani Halina. – Mówili, że to imitacja starożytności. Nie wierzyli, że coś tak pięknego mogło przetrwać do naszych dni. Ale nawet na liście zabytków rejonu z okresu sowieckiego zaznaczono, że jest to obiekt z drugiej połowy XIX wieku.

Przechodzimy przez dwie duże sale. Ściany i stropy udekorowane są sztukaterią i freskami o tematyce pastoralnej. W jednym miejscu tynk odpadł i widać ślady pożaru. „Pewnego dnia zobaczyłam, że spod podłogi wydobywa się dym, a później usłyszałam trzask na poddaszu – wyjaśnia pani Halina. – Wezwałam straż, ale zanim przyjechała, same wylazłyśmy na strych i ugasiłyśmy pożar. Strażacy powiedzieli, że pomieszczenia są w stanie awaryjnym i nie mogą tu przebywać dzieci. Przedszkole zamknęliśmy i od tego czasu budynek stoi pusty”.

Przechodzimy przez sąsiednie sale. Pokoje są mniejsze, ale każdy jest udekorowany w innym stylu. Mamy tu modern, eklektykę, a nawet tematykę ukraińską. Jednak największe wrażenie robi komnata z mauretańsko-judaistycznymi zdobieniami.

„Ten kredensik pochodzi jeszcze z czasów Kogana – kontynuuje moja przewodniczka, pokazując część starych mebli udekorowanych delikatną rzeźbą. – Sam Kogan, gdzieś w 1917 roku schował się w okolicy dworku, ale jacyś bandyci czy miejscowi chłopi wyśledzili go i zabili”. Przed rewolucją w miejscowej cukrowni pracował brat znanego na naszych terenach rewolucjonisty Petra Zaporożca – Paweł. Zmarł w winnickim więzieniu. Przypuszczalnie był on jednym z organizatorów napadu na właściciela majątku – „znienawidzonego burżuja”.

X