Klasztory zamiast Majdanu

Klasztory zamiast Majdanu

Jest to typowa weekendowa wycieczka, do najbardziej oddalonego punktu mamy około 80 km. Jeśli ktoś nie posiada własnego auta, do wszystkich miejscowości można dotrzeć autobusem od stacji metro Wydubyczi.

Kiedy piszę ten tekst trwa kruchy rozejm pomiędzy protestującymi a władzą, który w każdej chwili może zostać przerwany. Gdy koktajle Mołotowa nie lecą w kierunku Berkutu, a w odpowiedzi nie dolatują do nas kule, pokojowe życie nabiera obrotów. W Ukraińskim Domu zorganizowano olbrzymią bibliotekę, odbywają się koncerty, a otwarty Uniwersytet Majdanu kontynuuje wykłady. Ponieważ nie należę do zbyt wprawnych rewolucjonistów (ale pewne doświadczenia jednak posiadam), we wtorek 4 lutego postanowiłem skorzystać z sytuacji i zabrać się za swoje podstawowe zajęcia – krajoznawstwo i podróże.

Tym razem wybrałem drogę przez Obuchów pod Kijowem i dalej w tym kierunku wzdłuż Dniepru, do Rzyszczowa na granicy obwodów kijowskiego i czerkaskiego.

Odnowiony klasztor
Nowe Bezradycze. Tak nazywa się wioska, która w latach 2005-2010 była znana wielu mieszkańcom Ukrainy, a obecnie jest zapomniana. To właśnie tu znajdowała się rezydencja eksprezydenta Wiktora Juszczenki. Jadąc do naszego pierwszego punktu – klasztoru Przemienienia Pańskiego we wsi Nieszczerów, mijamy tę miejscowość. Po prawej stronie od drogi, pod wysokim wzgórzem, widnieje zespół budynków z zielonymi dachami – jest to posiadłość byłego prezydenta. Naprzeciwko na wzgórzu widnieje klasztorna cerkiew Przemienienia Pańskiego. Przy szosie są drogowskazy, trudno ją przeoczyć.

Jest to jeden z niewielu murowanych zabytków ukraińskiego baroku, który zachował się obwodzie kijowskim po stalinowskich i chruszczowskich prześladowaniach religijnych. Klasztor został założony w 1794 roku przez szlachcica Iwana Hudymę-Lewkowicza. Później złożono tu zwłoki fundatora, jego brata i syna, który zakończył dzieło ojca. Świątynia ma dość niezwykłą architekturę – w jej bryłę wkomponowano dzwonnicę. Na pierwszy rzut oka przypomina okręt – symbol ratunku dla wiernych.

Krajobrazy Wytaczowa (Fot. Dmytro Antoniuk)Po przewrocie bolszewickim i zajęciu Ukrainy klasztor został skasowany, a świątynia działała do lat 60. XX wieku. Potem została zamknięta i zamieniona na kołchozowy spichlerz. Zabytek, podobnie jak tysiące innych, specjalnie zaniedbano i wkrótce pozbawiono go dachu, zniszczono malowidła, w części ołtarzowej pojawiła się wielka dziura. Zniszczono zabudowania klasztorne i cele mnichów. Gdy w 1988 roku całość został zwrócona wiernym, nikt nie wierzył, że można tę ruinę odbudować. Jednak dziś klasztor działa i w pogodne dni połyskuje w słońcu z daleka, jak prawdziwy okręt.

Ukraińska Republika Duchowa
Dla mnie osobiście jednym z najbardziej magicznych miejsc na Ukrainie jest wioska Wytaczów, przycupnęła na wysokich urwiskach Dniepru. Tak pięknych widoków jak tu, nie widziałem nigdzie. Dodajmy dzwoniącą w uszach ciszę, malowniczy drewniany wiatrak, kapliczkę i chatę – i oto mamy idealne miejsce dla poetów, malarzy i podróżników. Nic dziwnego, że wytaczowskie urwiska pisarz-filozof Oleś Berdyk wybrał na centrum Ukraińskiej Republiki Duchowej – formacji, która według jego zamysłu miała odtworzyć ukraińską duchowość, zniszczoną przez komunistów.

Obok kaplicy stoi pamiątkowy kamień z tekstem: „Tu zostanie wybudowana świątynia Matki-Ukrainy”. Realizacji planów przeszkodził kryzys, ale kapliczka z wiatrakiem, według mnie, są całkowicie wystarczające. Świątynia zepsułaby czar tego miejsca.

Sam na sam z Bogiem (Fot. Dmytro Antoniuk)Kaplica jest zawsze otwarta. Jest tu przytulnie, przybysza otaczają najprostsze ludowe ikony i haftowane płótna. Żadnej pozłoty na pokaz, żadnych świeczników. Tu, i w ogóle do Wytaczowa, warto udać się samemu, żeby pozostać sam na sam z Bogiem i naturą.

Wiatrak stoi obok płotu, otaczającego teren prywatny. Widnieje domek zbudowany na wzór zwyczajnej wiejskiej chaty, ale wyraźnie współczesny. Gdyby żył Szewczenko pewnie mieszkałby w takiej chacie.

U rzyszczowskich trynitarzy
20 km na południe od Wytaczowa leży Rzyszczów. Jest to malownicze miasteczko, rozrzucone na pagórkach nad Dnieprem. Mieszka tu około 7 tys. mieszkańców. Przed rewolucją działały tu prywatne cegielnie, w czasach sowieckich – fabryka „Radiator”. Obecnie większość mieszkańców handluje lub jeździ do pracy do Kijowa. W centrum miasta, obok placu zabaw i fontanny jest „dom księdza” tzw. „konsystoria”. Jest to jedyna pozostałość po najdalej na wschód Prawobrzeżnej Ukrainy wysuniętym katolickim klasztorze z drewnianym kościołem św. Trójcy i św. Stanisława, który należał do zakonu trynitarzy. Powstał on w 1765 roku staraniem starosty trechtymirowskiego (Trechtymirów – obecnie wieś na Ukrainie w rejonie kaniowskim obwodu czerkaskiego – red.) Stanisława Szczeniowskiego i jego żony Urszuli z Nitosławskich. W klasztorze osiedliło się 6 zakonników, jednak podczas Koliszczyzny w 1768 roku konwent spłonął. Szczeniowskiego z rąk hajdamaków uratował wierny kozak Dudka, przeprawiając go przez Dniepr. Starosta brał później czynny udział w konfederacji barskiej.

Trynitarze powrócili w 1774 roku i wystawili nowy drewniany kościół, który został konsekrowany dopiero po 20 latach. Po kolejnych wojnach gdy granice odsunięto, zakonnicy otworzyli w rzyszczowskim konwencie szkołę i szpital dla 10 chorych. W 1813 roku powstał nowy murowany klasztor, a w 1829 roku – murowany klasycystyczny kościół. Fundusze przekazał Zachariasz Hołowiński. W świątyni było pięć ołtarzy, a w głównym mieściła się cudowna rzeźba Chrystusa ukrzyżowanego. Wokół świątyni był cmentarz katolicki z kaplicą Hołowińskich.

Tak wyglądał kościół w Rzyszczowie (Fot. Dmytro Antoniuk)Po upadku powstania listopadowego w 1831 roku trynitarze zostali usunięci z klasztoru, a świątynia stała się kościołem parafialnym. Cele zostały przebudowane na plebanię, a w ich części umieszczono służbę celną i urząd służby granicznej. Kościół funkcjonował do 1930 roku, a potem prawdopodobnie został zamieniony na magazyn. W czasie II wojny światowej Niemcy umieścili w tych zabudowaniach więzienie. Wtedy została rozebrana strzelista wieża. Dzieło zniszczenia zakończono barbarzyńskim wybuchem w 1985 roku, motywując wyburzenie stanem awaryjnym budowli. Jednak, zabudowania klasztorne, zwane w Rzyszczowie „domem księdza” pozostały. Dobudowano na nich pierwsze piętro.

Oprócz banku mieści się tu masa prywatnych firm. Zabytek formalnie należy do firmy państwowej, która zajmuje się pracami podwodnymi. Jej dyrektor ma klucze od rozległych pomieszczeń. W suterenach zachował stary układ i potężne ściany (urzędnika nie było w pracy i do podziemi nie trafiłem). Na parterze zachowały się oryginalne sklepienia i kilka dawnych cel mnichów.

W muzeum krajoznawczym Rzyszczowa, leżącym nieopodal zabytku, Ludmiła Korolowa kustosz muzeum, pokazała mi na zdjęciu gdzie stał kościół, jego zdjęcia archiwalne i opowiedziała o epitafium, które ocalało. Z radością przetłumaczyłem pracownikom muzeum polską inskrypcję umieszczoną na nim.

Nie mam wątpliwości – przyjadę tu ponownie, aby pokłonić się Dnieprowi i być może uda mi się trafić do podziemi klasztoru oo. trynitarzy.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 3 (199) za 14-27 lutego 2014

X