Kibicując z oddali

Kibicując z oddali

Fot. secret74.flog.plSłyszałem o Karcie Polaka, lecz to nie dla mnie. Mnie i tak zagranpaszportu nie dadzą, po co ja będę więc po próżnicy konsulowi głowę zawracał? Pracowałem kiedyś w takim jednym mieście, dość dużym nawet. Mogę wymienić jego nazwę, pan odszuka na mapie miejscowość o takiej nazwie, ale to miejsce leży zupełnie gdzie indziej. Znajdowały się tam tajne zakłady zbrojeniowe. Miasto było ściśle zakamuflowane, nie można było wjechać do niego lub opuścić je bez specjalnej przepustki. Musiałem podpisać zobowiązanie, że o tym, co tam robiłem i widziałem, nie powiem nikomu. Więc za granicę mnie nie wypuszczą.

Nie wiem, czy chciałbym pojechać do Polski. Z jednej strony naturalnie ciekaw jestem bardzo kraju moich przodków. Z drugiej zaś – w głębi duszy boję się rozczarowania. Bo ja przecież mam tę swoją własną Polskę, budowaną w marzeniach przez całe życie.

Dwadzieścia lat temu prawdziwa Polska zaczęła tu docierać, sączyć się, przenikać aż tak daleko. Zdaję sobie sprawę, że trudno żądać cudów. Są w Polsce swoje problemy, ważne, palące. My tutaj, tak daleko od ojczyzny, nie oczekujemy zbyt wiele. To zrozumiałe, że po latach zniewolenia nie stać odrodzonej Rzeczpospolitej, aby przyjąć wszystkie swoje dzieci, które los rzucił do północnej Azji. Na to mogły sobie pozwolić bogate Niemcy czy Izrael. I tak dobrze, że teraz polskie dzieci z Syberii mogą wyjeżdżać do kraju przodków na studia, na odpoczynek. Polskie firmy już trochę inwestują w Rosji, może z czasem uda się im dotrzeć także na Syberię…

Jest kilku nauczycieli przysłanych z Polski, są polscy księża. Czasami ich praca budzi podziw, niekiedy jednak ujawniają oni różne słabostki, w końcu są tylko ludźmi. Ale dobrze, że głoszą polskie słowo. Zagląda tu także coraz więcej turystów z Polski, a każda taka wizyta, to taki drobny, lecz ważny, znak solidarności, rzeczywistego braterstwa. Przywożone są też bez ograniczeń książki polskie. Może jakieś czasopismo przydałoby się dla tutejszych Polaków, bo wielu z nich z internetu przecież nie korzysta? Jest wprawdzie kwartalnik wydawany przez jedną z syberyjskich organizacji polonijnych, ale to, co zamieszcza, rozmija się często z naszymi oczekiwaniami.

Wiem, że niemal od dziesięciu lat istnieje uchwalona przez polski sejm ustawa o repatriacji. Jej wykonanie napotyka na opór, grzęźnie w urzędowych procedurach – tutaj i tam. Polacy z Syberii są nierzadko utalentowani, a młodsi z nich również pełni zapału. Choćby niektórym z nich warto umożliwić powrót do kraju przodków, przydadzą się tam z pewnością. A tu się marnują, podlą. Nie jesteśmy zagrożeniem, nie rzucimy się masowo do wyjazdów, nie najedzie „polska Azja” pogrążonej w kryzysie Rzeczpospolitej. Polsce też wyjdzie na dobre, jeśli będzie pamiętała, że my tu jesteśmy… Syberyjscy Polacy to ludzie z krwi i kości, a nie niewyraźne obrazki z podręczników historii.

Sąsiada mam, zawziętego takiego. Powiedział, że jeszcze Polska przyjdzie łaski moskiewskiej prosić. Kiedy zaczęły się te pierepałki z dostawami gazu do Europy, to mnie pyta z ironicznym uśmiechem: „A co – nie miałem racji?”. Pomylił się, naturalnie. On ciągle myśli według bolszewickich schematów: jak przechytrzyć, jak być górą. Nie wie, co znaczy prawdziwa wolność, skupia się tylko na jej antytezie, na niewoleniu innych. Cieszę się, że za mojego życia Polakom znów dane było zakosztować swobody. Ale wolność potrzebuje ciągłego pielęgnowania, ukochania jej. Bywało przecież, że wymykała się Polakom z rąk. Oby więcej się to nie zdarzyło.

Na razie satysfakcję mam ogromną: że jest, że jeszcze nie zginęła. Ta, do której miłość przekazał mi mój brat, a w nim zaszczepili ją nasi rodzice…

Wojciech Grzelak

Tekst ukazał się w nr 23-24 (171-172) 14 grudnia – 14 stycznia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X