Kaziukowe opowieści

Kaziukowe opowieści

Kiedyś najważniejsza była procesja ku czci św. Kazimierza – mieszkańcy Wilna wysypywali się na staromiejskie uliczki, żeby uczcić królewicza.

Zmieniały się czasy, okres zaborów, zakazy i rusyfikacja zmodyfikowały święto: odpust św. Kazimierza zamieniał się coraz bardziej w święto handlowe. Ale to też niepokoiło władze, więc Kaziuk poszedł sobie spod katedry na plac Łukiski.

Przetrwał okres radziecki skromnie organizowany przez miejscowych Polaków na Rynku Kalwaryjskim. Od kilku lat święto przejęte przez Litwinów stało się jedną z największych handlowych atrakcji Wilna. 

Jak dawniej w pierwszą sobotę po św. Kazimierzu na jarmarku w stolicy i okolicznych miasteczkach rzemieślnicy, piekarze i artyści wystawiają rękodzieło i przysmaki. Kaziuk to najbardziej znany i barwny jarmark wileński z tysiącami straganów, na których znaleźć można przysmaki, wyroby rzemieślnicze i dewocjonalia. Słynny jarmark w Wilnie zawdzięcza swoje istnienie wnukowi Władysława Jagiełły – Kazimierzowi. Za narodziny jarmarków kaziukowych niektórzy miłośnicy Wilna uważają dzień, w którym podczas uroczystości oznajmiono ludowi Wilna o kanonizacji królewicza Kazimierza.

Św. Kazmierz wizerunek z katedry wileńskiej (Fot. Beata Kost)Kazimierzu przewyborny…
Choć Kazimierz został wyniesiony na ołtarze dwa lata wcześniej, radosne święto kanonizacyjne odbyło się Wilnie dopiero 4 marca 1604 r. Tego dnia wielka procesja, w której uczestniczyli przedstawiciele wszystkich stanów zmierzała z katedry wileńskiej do kościoła św. Stefana, a sakralnym uroczystościom towarzyszyła zupełnie świecka oprawa: zgiełk był jak na odpuście, zgrzytały koła furmanek i wozów drabiniastych, piały koguty, śpiewały ptaki, dzwoniły kościelne dzwony, wielu pielgrzymów i przybyszy chciało się pożywić. Zapewne dużym powodzeniem cieszyły się tego dnia wileńskie stragany.

„Winowajca” uroczystości, urodził się 3 października 1458 w Krakowie, jako drugi syn Kazimierza Jagiellończyka i Elżbiety Rakuszanki. Rakuszanka, nazywana matką królów, urodziła poza Kazimierzem jeszcze dwanaścioro dzieci. Przekazy historyczne powtarzają, że wychowywano go w surowych warunkach. Opiekę nad królewskimi dziećmi sprawował ksiądz Jan Długosz. Kapłan cenił Kazimierza najbardziej z całego rodzeństwa, co nie przeszkadzało mu traktować rózgą przyszłego świętego jak całą resztę królewskich latorośli.

Popularność św. Kazimierza w epoce baroku przyczyniła się do powstania wielu przerysowanych opisów Kazimierza, jeszcze bardziej ubarwianych w kolejnych okresach. Nasz wileński święty miał być człowiekiem, który lekceważył swój stan i pochodzenie. Piotr Skarga w „Żywotach Świętych” podawał, że straż królewska odnajdywała go po nocach modlącego się pod zamkniętymi drzwiami kościołów: „Pierwej się człowiekiem, wszystkim ludzkim nędzom i przygodom podległym uznawał a niźli królewiczem; i mówił one słowa króla wielkiego Salomona: Jestem śmiertelny człowiek, podobny wszystkim, z ziemi urodzony, temże tchnę powietrzem co i drudzy i także na ziemię wyrzucony; pierwszy głos mój jako i wszyscy wypuściłem płacząc i żaden z królów inakszego rodzenia nie miał”. W połowie XVIII wieku w opisie Jakuba Marciszewskiego czytamy, że już jako dziecko królewicz odznaczał się niezwykłą pobożnością, a za jego łóżeczkiem królewska para rodzicielska znajdowała rózgi, którymi się biczował i zakrwawione łańcuszki do pętania ciała. Jako dorosły młodzieniec nosił włosiennicę i zawzięcie pościł. Postami wysuszony królewicz widywany był w jasnej poświacie „z Bogiem swoim i Najświętszą Panną wesoło rozmawiający”. Opisywano gorące ekstazy Kazimierza, w trakcie których „topniały marmury, paliły się lody i śniegi przed kościołami”. Żywoty wszak pisano do podziwiania, nie do naśladowania, miały wyeksponować cechy nadprzyrodzone świętego i przysłonić cechy zwyczajne.

Salezjanin ks. Andrzej Baczyński odprawia mszę św. w kaplicy MB Ostrobramskiej (pierwszy od prawej) (Fot. Beata Kost)

Tymczasem zwyczajny Kazimierz był dobrze wykształcony, poza polskim biegle posługiwał się językiem niemieckim i łaciną. Jako trzynastolatek wziął udział w wyprawie na Węgry, miał objąć tam tron podczas buntu przeciwko królowi Maciejowi Korwinowi. Wrażliwy chłopak został brutalnie wprowadzony w sam środek zbrojnego konfliktu. Wyprawa, podczas której zderzył się z buntami, napadami, morderstwami pozostawiła trwałe ślady w psychice młodego królewicza, utrwalając niezwykłą pobożność.

Zanim – jak podawały źródła – wzgardził władzą, ojciec widział w Kazimierzu swego następcę. Przyuczany do rządzenia uczestniczył w pracach rady koronnej. Kiedy Litwa zażądała od Polski osobnego władcę dla księstwa, magnaci litewscy wskazywali właśnie na kandydaturę Kazimierza. Młody królewicz sprawnie rządził w Polsce, podczas pobytu króla-ojca na Litwie usprawniając kwestie bezpieczeństwa i system sądownictwa. Zasłynął ze swej dobroczynności, nazywano go obrońcą biedaków i ubogich. Był przy tym urodziwym mężczyzną. Piękny „jak anioł” – zachwycał się jego urodą poseł wenecki Ambrogio Contarini, kiedy podczas uroczystości dwaj królewscy bracia Kazimierz i Jan Olbracht wystąpili w strojach ze strzyżonego karmazynu.

W 1483 roku coraz bardziej zapadający na płuca Kazimierz wyjechał do Wilna. Mimo postępującej gruźlicy sprawnie wykonywał powierzone mu obowiązki. Zmarł w Grodnie 4 marca 1484 roku mając 26 lat. Przedwczesna śmierć przerwała drogę do korony młodego zasłużonego królewicza. Mimo braku oficjalnego zatwierdzenia kult Kazimierza rozwijał się bardzo szybko. W roku 1602 Kazimierz Jagiellończyk wyniesiony został na ołtarze. Ogłoszono go patronem Litwy i Polski (Korony). Dziś przy grobie królewicza, który złożył ponoć śluby czystości, bo jak pisał Czech Franciszek Tanner „wolał umrzeć niż grzech nieczystości popełnić” można wysłuchać opowieści o cudach, łaskach doznanych za jego wstawiennictwem. Wizerunek św. Kazimierza jako ideału władcy, patrona rycerstwa walczącego o dobro Rzeczypospolitej (miał się ukazywać dowódcom przy okazji wielkich bitew), opiekuna dynastii Jagiellonów stawał się coraz popularniejszy w kolejnych epokach. Liczne cuda i uzdrowienia za sprawą wstawiennictwa świętego utwierdzały sławę królewicza.

*
Takoż ludzie, co żyli w tym cierpliwym kraju,
Nieodmienną serdeczność mieli w obyczaju
l, na przekór nauce zdrad, krzywd i uśmierceń,
Obdarzali się wzajem kaziukowym sercem.

Wędrówkę kaziukową zacząć wypada od miejsca, gdzie spoczął święty-królewicz. W katedrze wileńskiej w kaplicy św. Kazimierza zobaczymy relikwiarz i najbardziej znany wizerunek Jagiellończyka. Królewicz ma na nim trzy ręce: legenda głosi, że malarz chciał poprawić układ prawej ręki/dłoni królewicza, malując nową i zamalowując starą. Ale „stara” wciąż wychodziła spod farby. Uznano to za sprawę nadprzyrodzoną i królewicz na zawsze pozostał z trzecią ręką. Wiadomo też, że podczas ekshumacji zwłok Kazimierza przed kanonizacją znaleziono w trumnie nienaruszone ciało świętego. Przy głowie na pergaminie miał wypisany hymn do Matki Bożej „Omni die dic Mariae” („Póki żyje niech Maryję co dzień wielbi dusza”).

W kaplicy św. Kazimierza polska przewodniczka z Wilna opowiada o Kazimierzu, nawiązuje do Kaziuka, który rozgościł się na kilku głównych ulicach Wilna. Dowiedzieliśmy się, że właściwie przy każdym straganie z palmami można mówić po polsku. Tworzeniem przepięknych wileńskich palem zajmują się najczęściej Polki. Palmy litewskie i polskie różnią się: te pierwsze są raczej w zieleni i szarości, polskie palmy tworzą barwne, wielokolorowe kompozycje.

*
Kiedy w nocna pora o szyba zastukam
Otwórz, za to kupię serce na Kaziuka!
Żebysz była moja i więcej niczyja,
Serce moje dratwo do twego przyszyja.

Stragany kaziukowe (Fot. Beata Kost)Opisy kaziukowe należy czytać przy straganach, żeby poczuć pełnię wielkiego święta handlu. I choć pewnie starszym Wilniukom i tym co Wileńszczyznę porzucili dzisiejszy Kaziuk smakuje zupełnie inaczej, nie da się jednak obojętnie przejść obok prześlicznych palm, pysznych wypieków, gustownych wyrobów z dzianiny, lnu, skóry, wełny czy kolorowej ceramiki. W dobie chińszczyzny i tandetnych wyrobów wileński Kaziuk stanowi chlubny wyjątek. Ten dawny Kaziuk miał swoje symbole: lukrowane pierniki-serca, palmy i smorgońskie obwarzanki (smorgonki). „Na każdym kiermaszu wileńskim była też nie dająca się opisać obfitość obwarzanków smorgońskich, które ilościowo ustępowały wyrobom piernikowym, a może nawet je przerastały” – pisał w „Wileńskich kiermaszach” Jan Malinowski. Obwarzanki z miasteczka Smorgonie sprzedawano w Wilnie podczas jarmarku. Dzisiaj Smorgonie leżą na Białorusi, ale mając w głowie literackie opisy poszukuję choćby jednego stoiska, gdzie znajdę taki podpis. Ponieważ go nie znalazłam, nie mam pewności, że mój pobyt na Kaziuku bez „smorgonek” można uznać za ważny. Bez obwarzanków wędrujemy w piątkowy wieczór na koncert zespołu Wilia. Polski Zespół Artystyczny Pieśni i Tańca „Wilia” wspaniale wystąpił na Placu Ratuszowym. Wielka szkoda, że litewscy gospodarze zaprezentowali zespół tylko w pierwszy dzień jarmarku, a nie w sobotę lub w niedzielę, kiedy starówkę wypełniły tłumy turystów z Polski. Dla Polaków z kraju byłaby to dobra okazja do zapoznania się ze wspaniałą wizytówką Polaków z Wileńszczyzny.

W sobotę tłum powiększał się i zalewał plac Katedralny, oblepiał stragany przy ulicach Giedymina-Mickiewicza, Zamkowej, wypływał na brzeg Wilenki w kierunku Zarzecza – towarzystwo piło, jadło, kupowało. Czas było poszukać mniej uczęszczanej imprezy.

Kaziuczek Niemenczyński
Jadąc na Kaziuki do Wilna warto przy okazji odwiedzić okoliczne, podwileńskie miejscowości zamieszkałe w większości przez Polaków, gdzie odbywają się jarmarki w sam raz dla osób, które nie lubią ścisku i zgiełku wielkich imprez turystycznych. Taki właśnie kameralny „Kaziuczek” po raz 25 zorganizowano w Niemenczynie.

W wydanej w 1865 roku „Encyklopedii Powszechnej” czytamy, że Niemenczyn jest miasteczkiem „w wesołem choć piasczystem położeniu, nad samym brzegiem prawym Wilii, o 3 mile od Wilna, przy wielkiej drodze z tego miasta do Dynaburga” usytuowanym. „Kościół tutejszy parafialny znacznym funduszem opatrzony należy do najpierwszych świątyń rzymsko-katolickich w Litwie, bo jest jeden z siedmiu które Władysław Jagiełło pierwiastkowo założył” – podaje autor hasła. Siedem kościołów Jagiełły miały upamiętnić przyjęcie przez Litwę wiary chrześcijańskiej. Obecnie Niemenczyn ma 6 tysięcy mieszkańców, większość ludności miasteczka stanowią Polacy. Miasteczko leży na terenie rejonu wileńskiego. Okolice Wilna zamieszkiwane w większości przez Polaków, są też przez nich zarządzane. Merem rejonu wileńskiego jest Polka Maria Rekść (za rok 2013 otrzymała tytuł Polaka Roku przyznawany przez gazetę „Kurier Wileński”). W Niemenczynie znaleźć można szereg ciekawych instytucji, ale dziś będzie tylko o Kaziuku. „Kaziuczek Niemenczyński” organizowany jest na wzór „dużego” wileńskiego Kaziuka. Na licznych straganach w tym roku można było kupić tradycyjne wielkanocne palmy wileńskie, misternie przygotowywane przez okoliczne palmiarki, wyroby sztuki ludowej i rzemiosła – drewniane łyżki, tace, dziadki do orzechów, ceramikę, kosze z wikliny, tradycyjne serca z pierników i obwarzanki. Nie zabrakło też przepysznych wypieków z lokalnych piekarni, a wśród nich razowych chlebów pachnących miodem i doprawianych kminkiem.

Rozmawiamy z panią Walą – przyjechała do Niemenczyna z okolic Podbrodzia. Palmy wyplata od pięciu lat. Opowiada jak to kiedyś przy jednej ulicy palmy wyplatało po kilka kobiet. Kilka lat temu w jej miejscowości zostały tylko dwie takie osoby. Wówczas postanowiła, że sama nauczy się robić palmy. Stare mistrzynie umierają, a młodzi niechętnie podejmują się czasochłonnego zajęcia – wszak wykonanie palm potrzebuje dużo zachodu. Najpierw trawy trzeba dobrać – każda ma swoje ulubione miejsce, więc zbierać je trzeba na sporym dość terenie. Traw musi być odpowiednio dużo, żeby starczyło na zaplanowaną partię. Następnie należy je ususzyć. Samo magazynować traw wymaga dużej przestrzeni. Przygotowanie niezwykłych, oryginalnych kompozycji z traw, liści, kwiatów i kłosów to praca na długie dnie. Oglądając stragany podwileńskich artystek trudno uwierzyć, że te arcydzieła powstały z naręczy suchych kwiatów i kłosów.

Stragany kaziukowe (Fot. Beata Kost)Niemenczyn jest uroczy, droga do miasteczka leżącego nad Wilią i Niemenczą prowadzi przez las iglasty. W starym przedwojennym przewodniku przeczytać można, że podróż z Wilna do Niemenczyna w latach trzydziestych XX w. kosztowała 1 zł 70 gr. Kursów było 5, a droga prowadziła przez Pospieszkę, Kolonię Magistracką, Śmilinkę, Wierszubę, Lipówkę i Antowil. Autobus odjeżdżał z placu Orzeszkowej w Wilnie. Autor przewodnika Marian Morelowski nie był entuzjastą miejscowości. Twierdził, że w Niemenczynie nie ma ciekawych obiektów „oprócz organów w kościele, które pochodzą z katedry wileńskiej”. Przyznawał jednak, że „ma Niemenczyn ładne położenie”. W XVIII w. proboszczem niemczyńskiego kościoła był oświeceniowy poeta-biskup Adam Naruszewicz. Zanim tam zamieszkał, małą podwileńską miejscowość rozsławiły pobyty i rymy barokowego geniusza Macieja Kazimierza Sarbiewskiego nazywanego „sarmackim Horacym”. Dzisiejszy Niemenczyn to miasteczko, które może szczycić się wieloma rzeczami, o nich opowiemy w kolejnych numerach KG.

Wracamy do Wilna obładowani palmami, wypiekami, wikliną i wrażeniami recytując kolejny kaziukowy wierszyk:

O drogie, stare, święto Kaziukowe!
Wiecznie te same i wieczyście nowe….
To samo mrowie ludzi jak przed laty,
Szare siermięgi, bujne aromaty.

Beata Kost
Tekst ukazał się w nr 201 18-31 marca 2014

X