Na straży tradycji
Działalność organistowską Józefa Nowakowskiego cechował ogromny szacunek dla zastanej muzycznej tradycji, również tej lokalnej, lwowskiej. Był absolutnym antagonistą wszelkiego spłycania muzyki kościelnej, a tym bardziej schlebiania miałkim trendom, napływającym wtedy jeszcze nie z taką intensywnością z zachodu. Nie będąc rodowitym lwowianinem, nie pozwalał sobie na arbitralne, lawinowe wprowadzanie nowych melodii, czy też „przeuczanie” ludu Bożego na „śpiewnikowe” wersje, mając pełną świadomość unikatowości rdzennych melodii, pieczołowicie przechowywanych przez pokolenia w tradycji ustnej. Taka światła, a niestety niezbyt dziś powszechna postawa, była wyrazem szacunku i pokory wobec wielowiekowej spuścizny, której stał się stróżem i przekazicielem. Jakkolwiek z miejscowym repertuarem śpiewów kościelnych obeznany był od czasów wczesnej młodości i studiów we Lwowie, gdy chciał się upewnić, jak ta czy inna pieśń śpiewana jest w katedrze, prosił jedną z „śpiewających” pań o zanucenie i tę wersję wykonywał i utrwalał. W ten sposób zachował wiele lokalnych melodii i wariantów. Należą do nich np. kolędy „W żłobie leży”, „Z narodzenia Pana”, pieśń wielkanocna „Wesoły nam dziś dzień nastał”, pieśń na wystawienie Najświętszego Sakramentu „O, Przenajświętsza Hostyja”, umuzycznione modlitwy „Pod Twoją obronę” i „Do Serca Twojego” śpiewane podczas nabożeństw majowych i czerwcowych i wiele innych, do dziś w takim swoistym kształcie wykonywanych w katedrze. Zachował również unikatowe melodie „Gorzkich żali”.

Obecnie, przede wszystkim dzięki długoletniej działalności Józefa Nowakowskiego, wiemy, jak brzmiały sto lat temute śpiewy, mające z pewnością o wiele starszy rodowód. Potwierdzeniem ich autentycznościi żywotności są chociażby przykłady ich zastosowania przez kompozytorów lwowskich, utrwalone przed laty drukiem. Tak, na przykład urodzony w podżółkiewskim Soposzynie, a związany ze Lwowem przez dziesięciolecia działalności jak profesor konserwatorium, krytyk muzyczny i organizator życia muzycznego Stanisław Niewiadomski (1857–1936) kolędę „W żłobie leży” w lwowskiej – jak wyznawał w jednym z wywiadów – najmilszej mu wersji, umieścił w wydanym ok. 1930 roku we Lwowie obszernym (liczącym 60 pozycji) zbiorze „Kolendy Polskie: układ na głos z fortepianem”. Znany poeta, bard Lwowa Henryk Zbierzchowski (1881–1942), skądinąd świetny pianista, zatrudniony niegdyś m.in. na etacie akompaniatora w Filharmonii Lwowskiej, w zbiorze pt. „Kolędy Polskie” („Kolędy polskie: wybór 21 najulubieńszych kolęd na fortepian wraz z tekstem/układ muzyczny i warjanty poetyczne Henryka Zbierzchowskiego”) wydanym ok. 1920 roku we Lwowie, a więc w czasie, kiedy Nowakowski obejmował posadę organisty katedralnego, opublikował śpiewaną do dziś w tej wersji melodycznej w katedrze kolędę „Nowy Rok bieży”. Mieczysław Sołtys (1863–1929), dyrektor Towarzystwa Muzycznego i konserwatorium, profesor gry organowej Nowakowskiego w pracy zbiorowej pt. „Pieśni nabożne” z 1900 roku zamieścił „Pobudkę z Gorzkich żali”, z melodią niemal identyczną z tą, do dziś śpiewaną w katedrze, a odmienną od wersji powszechnie znanej.
Kwestie tradycji nie były jednak traktowane przez Nowakowskiego w sposób sztywny i rygorystyczny. Kiedy zaistniała taka potrzeba, wprowadzano konieczne zmiany. Tak np. w związku ze stanem zdrowia o. Rafała, który z trudnością znosił długo trwające celebracje, powstał pomysł wprowadzenia krótszej i bardziej zwięzłej melodii Litanii Loretańskiej. Przyjęła się bardzo sugestywna melodia – zaproponowana przez niewidomego wieloletniego organistę kościoła św. Antoniego we Lwowie Andrzeja Taraska – która szybko zadomowiła się w katedrze, wyparła poprzednie i do dziś jest śpiewana podczas nabożeństw majowych. Motyw inicjacyjny tej melodii, na co zwrócił uwagę warszawski muzykolog dr Michał Piekarski, przypomina motyw Roty „Nie rzucim ziemi” Feliksa Nowowiejskiego. Nowe melodie powstawały również dla potrzeb rodzącego się kultu nowych polskich świętych. Po kanonizacji o. Maksymiliana Kolbe na użytek Triduum wprowadzonego przez jego współbrata we Lwowie, o. Rafała Kiernickiego, powstały nowe melodie pieśni ku czci świętego. Nowych wyzwań wymagało też dostosowanie śpiewów do ustaleń Vaticanum II. Temat ten zasługuje na osobne opracowanie. Zaistniała wówczas konieczność przetłumaczenia na język polskii dostosowania do melodii gregoriańskich wielu śpiewów. W tej kwestii organista i chór zdani byli na własne siły. Zanim do szerszego użytku trafiły kserokopiarki, a we Lwowie stało się to dopiero na początku lat 90. XX wieku, cały „sztab” pań chórzystek pracowicie, z benedyktyńską iście cierpliwością ślęczał nad przepisywaniem tekstów i nut. Solidne, pięknie oprawione i używane do późnych lat dziewięćdziesiątych lekcjonarze, zawierające śpiewane wówczas przez chór psalmy sporządziła w kilku egzemplarzach Barbara Madej. W teksty ważniejszych śpiewów z ludem, np. na Triduum Paschalne, nabożeństwo Drogi Krzyżowej, Te Deum (były starannie przepisywane i powielane następnie fotograficznie przez Kazimierza Micińskiego) zaopatrywał o. Rafał. Wykorzystywane są te „zdjęcia” do dziś.
Na osobną uwagę zasługuje aspekt wychowawczy, tak istotny w działalności organistowskiej Nowakowskiego. Gruntownie wykształcony i świadomy swego posłannictwa muzyk kształtował dobry gust muzyczny poprzez staranny dobór pieśni, odpowiednią harmonizację, dbał o zróżnicowany repertuar śpiewów, zwłaszcza części stałych z szerokim uwzględnieniem chorału gregoriańskiego. Dzięki tej pracy do dziś w katedrze wierni są w stanie zaśpiewać kilka gregoriańskich Kyrie, a przy wsparciu chóru całą Missa de Angelis, Asperges me (Pokrop mnie) i inne podstawowe śpiewy, które w wielu innych ośrodkach uległy już zapomnieniu.

Szczególną uwagę Nowakowski poświęcał polskiej twórczości kolędowej. Na tzw. „zakończenie kolęd” po wieczornej Mszy św. 2 lutego wykonywał z ludem około dwudziestu kolęd. Spis kolęd pieczołowicie, kaligraficznie przepisany, zawsze w okresie Bożego Narodzenia miał przed oczyma na pulpicie. Do dziś podtrzymywana jest tradycja rozpoczynania (na Pasterce 24 grudnia) i zakończenia (2 lutego) okresu kolędowania śpiewem czterech zwrotek „Wśród nocnej ciszy”. Istniała też tradycja, kontynuowana również przez Bronisława Pacana, (potem zaniechana niestety wraz z wprowadzeniem wielu zmian po śmierci o. Rafała, po roku 1995) kolędowania wiernych z towarzyszeniem organów przy żłóbku po zakończonym wieczornym nabożeństwie. Co wieczór, od 25 grudnia do 2 lutego wierni zostawali dłużej po nabożeństwie lub też specjalnie przychodzili do katedry z rodzinami, by korzystając z kantyczek, modlitewników, a czasem też ręcznie przepisanych tekstów, bądź po prostu z pamięci zaśpiewać kilkanaście kolęd i pastorałek przy tradycyjnej szopce, zawsze z franciszkańskim pietyzmem urządzanej przez o. Rafała w bocznej kaplicy Ukrzyżowania (kaplicy Jabłonowskich). Wiele dzieci i młodzieży, w tym autorka tego artykułu, zyskało wówczas gruntowną znajomość kolęd, nieograniczoną tylko do dwóch – trzech zwrotek.

Niemniej ważną i godną podjęcia szczegółowych badań kwestią jest zasięg oddziaływania lwowskich tradycji muzycznych kultywowanych z takim zaangażowaniem przez Nowakowskiego. Zważywszy, że na nabożeństwa do katedry uczęszczali regularnie wierni z całego Lwowa i pobliskich miejscowości, a kilka razy w roku, na największe święta, również ci z bardziej odległych, skala, zasięg i moc oddziaływania tradycji katedralnej, reprezentowanej przez Nowakowskiego, była ogromna. Z drugiej strony ujarzmienie tak zróżnicowanego zgromadzenia wiernych nie było dla organisty zadaniem łatwym. W praktyce przekładało się to na dość wolne tempa wykonywania pieśni, specyficzny typ harmonizacji preferowany przez Nowakowskiego, a uwzględniający lokalną predylekcję do śpiewu wielogłosowego ludu. Należy też zaznaczyć, że w katedrze nie było odpowiedniego nagłośnienia i nie było też praktyki prowadzenia śpiewu przez organistę. To zadanie spełniał kantor, o ile był. Takim kantorem prowadzącym śpiew podczas uroczystych nabożeństw przez wiele lat, aż do swej śmierci w 1986 roku, był obdarzony potężnym basem o wyjątkowej mocy i barwie i odpowiednią głosowi posturą (z tego względu nazywany „Dzwonem Katedry”) Marian Kołaziński, zaprzyjaźniony z Nowakowskim jeszcze z czasów przedwojennych i wspólnej pracy w teatrze. Organista realizował wyłącznie akompaniament organowy, ewentualnie – gdy nie było kantora – inicjował śpiew, który po kilku taktach samodzielnie podejmowało zgromadzenie liturgiczne. Nieraz, przy wypełnionej po brzegi katedrze, brakowało mocy organom Śliwińskiego. W okresie powojennym podejmowano więc – z konieczności prowadzone metodą na poły chałupniczą, ale bardzo skuteczne i udane – próby wzmocnienia organów katedralnych poprzez powiększenie ilości głosów organowych. Piszczałki pozyskiwano z małych organów w prezbiterium, nieczynnych organów używanych niegdyś w katedralnej szkole organistowskiej, ze zdewastowanych organów w pozamykanych kościołach, m.in. kościoła św. Elżbiety, czy sprowadzano nawet spoza Lwowa. Z inicjatywy Nowakowskiego w latach 70. XX wieku przeprowadzona została przez fachowców z Łotwy gruntowna renowacja organów w katedrze. Prace były planowane i realizowane w ten sposób, by nie wyłączać z użytku całego instrumentu: aby umożliwić korzystanie z niego począwszy od porannej Mszy św., prowadzone były przede wszystkim w godzinach nocnych.
Dzięki Nowakowskiemu przetrwała w katedrze tradycja śpiewu Ciemnej Jutrzni (w składzie o. Rafał Kiernicki, Nowakowski, Pacan, Kołaziński). Oryginalną tradycją, kultywowaną aż do początku lat 90. XX wieku było organowe towarzyszenie celebransowi w czasie śpiewu prefacji, przeplatane bardzo krótkimi organowymi interludiami. Zapamiętano tu szczególnie muzykalnego i obdarzonego głębokim, aksamitnym bas-barytonem ks. Karola Jastrzębskiego. „Niepozorny, niskiego wzrostu, ale niesłychanie towarzyski, obdarzony pięknym głosem. Przyjemnie było słuchać, gdy śpiewał prefację” – pisała Z. Sokolnicka-Izdebska („Historia Kościoła we Lwowie od 1939 roku” cz. 1). Potwierdza tę relację opinia Bronisława Pacana, który ks. kanonika zalicza do najbardziej uzdolnionych muzycznie i kompetentnych pod tym względem duszpasterzy katedry w okresie powojennym. Zdecydowanie gorzej wypadał o. Rafał, który sam z dystansem podchodził do swoich umiejętności i predyspozycji wokalnych, aczkolwiek nigdy śpiewu podczas Mszy św. nie unikał i bez porównania częściej śpiewał prefację, niż słyszymy to dzisiaj. O swojej edukacji muzycznej sam po wielokroć powtarzał anegdotę, jak profesor muzyki w seminarium wpisał mu do indeksu stopień dostateczny tylko dlatego, by oszczędzić sobie wysłuchiwania niezbyt miłych dla ucha ćwiczeń bardzo wytrwałego w śpiewie kleryka. Być może z potrzeby wsparcia celebransa, choć nie wiemy gdzie i kiedy,zrodziła się idea towarzyszenia organowego podczas prefacji. Praktyka ta, wyeliminowana w latach 90. XX wieku, cieszyła się w owym czasie dużym zainteresowaniem i odbierana była przez wiernych jako niezwykle podniosła i uroczysta, a jednocześnie doceniana była przez kapłanów ze względu również na swój wymiar praktyczny.
Równie starannie jak repertuar śpiewów dobierał Nowakowski dzieła organowe, wykonywane stale, w odpowiednich okresach liturgicznych w czasie Mszy św. Podczas Komunii św. udzielanej zdecydowanie dłużej niż obecnie,czy też na zakończenie uroczystych celebracji można było usłyszeć utwory organowe J. S. Bacha, G. F. Haendla, W. A. Mozarta, F. Mendelssohna, F. Liszta, C. Francka, czy S. i M. Surzyńskich. Praktyka ta dawała możliwość obcowania na co dzień z arcydziełami organowymi rzeszom wiernych, była świadectwem żywotności kultury chrześcijańskiej dla osób przypadkowo odwiedzających świątynię. Żywy kontaktz muzyką organową najwyższej próby stawał się w tym ostatnim przypadku częstokroć, o czym wiemy z wielu osobistych relacji, pierwszym krokiem w drodze do nawrócenia. Ograniczanie udziału muzyki organowej w liturgii, wypychanie jej samodzielnych form poza ramy sprawowanych obrzędów i umiejscowienie ich przez decydentów niemal wyłącznie w obiegu koncertowym odbywa się obecnie ze szkodą dla realizacji jednego z głównych zadań muzyki w liturgii – uświęcenia wiernych.
Osobowość
Józef Nowakowski do końca życia zachował trzeźwość sądów, pozostał w pamięci tych, co go znali, jako człowiek wielkiej wiary, wielkiej pracowitości, z pogodą i humorem, spoglądający na świat, pełen życzliwości dla ludzi, życiowej mądrości i rozwagi. Parafianie katedry zapamiętali go, jak co rano, jeszcze przed pierwszą Mszą św. odprawianą o 7:30 przystępował do Komunii św., udzielanej zdążającym do pracy wiernym w tzw. Złotej Kaplicy (Wiśniowieckich) przez o. Rafała. „Był człowiekiem o bardzo miłym w usposobieniu, ciągle miły uśmiech gościł na jego twarzy, bardzo lubił żartować” – tak wspominała męża Janina Nowakowska. Znany był z prowadzenia bardzo uregulowanego trybu życia. „Był wymagający do siebie i do innych. Dzień rozpoczynał bardzo wcześnie, o piątej rano gimnastyką. Posiłki jadał zawsze o tej samej porze, musiały one być dietetyczne. Nie pił, nie palił. Nie miał dni wolnych ani wakacji. Bardzo lubił przyrodę i długie spacery” – relacjonowała pani Nowakowska. Jedynym dłuższym wytchnieniem od pracy były wyjazdy z żoną na kurację do Truskawca.
Bliska krewna organisty wspominała o pewnym wyjątkowym ćwiczeniu, które regularnie wykonywane zapewniało mu sprawność fizyczną do późnych lat życia: polegało na wysypywaniu po podłogę pełnego pudełka zapałek i następnie zbieraniu po jednej, z każdorazowym pochyleniem się po następną sztukę. Bliscy, i potem również B. Pacan, którzy towarzyszyli Nowakowskiemu w codziennych poobiednich spacerach wspominają, że najchętniej obierał, jako punkt docelowy, park Łyczakowski, położony w sporej odległości (ok. 3 km) od katedry, potem – wraz z upływem czasu i nasilającymi się dolegliwościami zdrowotnymi – trochę bliżej położony Kajzerwald. Nie zaniechał tego zwyczaju do późnej starości i będąc daleko po osiemdziesiątej wiośnie życia nadal podejmował piesze wypady na łono przyrody. Mimo pewnych dolegliwości związanych z wiekiem, na ogół cieszył się dobrym zdrowiem i świetnie znosił spartańskie wręcz warunki pracy na chórze: zarówno upalne lata, kiedy oprawa ogromnego witraża projektu Teodora Axentowicza od strony zachodniej rozgrzewała się prawie do czerwoności, jak i srogie, mroźne zimy, kiedy woda święcona w kropielnicach nie rozmarzała całymi tygodniami, a przed przenikliwym zimnem i przeciągami chroniły ręcznej roboty (wydziergane specjalnie przez żonę) rękawice do gry i charakterystyczna beżowa nierzucająca się w oczy „sowia” czapeczka ściśle przylegająca do głowy, którą zawsze zdejmował, ilekroć przyklękał, przechodząc koło ołtarza głównego, przed Najświętszym Sakramentem. Małomówny, ale nie mrukliwy, wymagający, ale nie despotyczny, skrupulatny, ale nie drobnostkowy, pozostający zawsze w cieniu, ale cieszący się ogromnym szacunkiem, autorytetem i posłuchem. Taki był „pan Nowakowski”, jak go powszechnie w katedrze i we Lwowie nazywano – i właśnie takiego – zawsze nienagannie ubranego, zazwyczaj w eleganckim szarym garniturze,z wyrazem powagi, skupienia i niewzruszonego opanowania na twarzy – siedzącego przy kontuarze organów wielu zapamiętało.
Świadek zmieniających się epok, reprezentant nieprzemijających wartości
Józef Nowakowski był jednym z wielu lwowiaków, którzy podjęli świadomą decyzję pozostania po wojnie w sowieckim Lwowie, by ocalić polskie dziedzictwo kulturowe i zapewnić ciągłość tradycji. Jego młodość przypadła na czasy zaborów, pierwszej wojny światowej i zmagań o odzyskanie niepodległości, których był czynnym uczestnikiem; wiek dojrzały – na czasy niepodległości, a półmetek życia – na lata drugiej wojny światowej. Po jej zakończeniu z bólem przyszło mu obserwować eksterminację i exodus mieszkańców Lwowa i spędzić ostatnie 45 lat życia za żelazną kurtyną. Mimo niemal całkowitej izolacji od macierzy potrafił azyl polskości, oazę polskiej kultury muzycznej zachować w katedrze. Przez 70 lat pełnienia posługi w Bazylice Metropolitalnej obrządku łacińskiego we Lwowie, stał się filarem jej stałości i ciągłości historycznej, szczególnie w momentach najbardziej krytycznych. Po wojnie został właściwie jedynym we Lwowie posiadającym tak gruntowną i rozległą wiedzę depozytariuszem tradycji muzyki liturgicznej. Był też jednym z nielicznych pozostałych we Lwowie muzyków polskich, a z pewnością jedynym – z racji specyfiki swej pracy – o tak szerokim zasięgu oddziaływania. Tradycja lwowska, którą przez tyle lat reprezentował i kultywował, za pośrednictwem pochodzących z różnych stron uczestników celebracji liturgicznych, promieniowała na tereny niekiedy bardzo odległe od Lwowa. Brak szczegółowych badań nie pozwala stwierdzić jednoznacznie, jak długo się utrzymała w poszczególnych ośrodkach po reaktywacji licznych parafii rzymskokatolickich po roku 1989.
W działalności Józefa Nowakowskiego zogniskowały się dwie wielkie tradycje muzyki polskiej: chopinowska, wywodząca się poprzez Mieczysława Sołtysa i Stanisława Niewiadomskiego od ucznia Fryderyka Chopina, Karola Mikulego oraz moniuszkowska, której reprezentantem był wieloletni poprzednik Nowakowskiego na stanowisku „dyrektora muzyki” w katedrze lwowskiej Henryk Jarecki, uczeń Stanisława Moniuszki. Sam wychowany w tych tradycjach przez wybitnych pedagogów umiał w skrajnie trudnych warunkach je ocalić i zdeponować w ręku swego ucznia i następcy Bronisława Pacana. Potrafił skonsolidować wokół katedry środowisko twórcze, stworzyć sprzyjający grunt, na którym wokół jego osoby, w cieniu emanującej od mistrza przyjaznej zachęty i aprobaty mogło ono owocnie działać i rozwijać się. Jako organista był wzorem postawy służby Bogu, liturgii i ludziom, służby niesionej z pokorą i odpowiedzialnością, wynikającą ze świadomości roli muzyki sakralnej. „Muzyka pozwala człowiekowi zapomnieć o więzach, jakie go łączą z doczesnością, muzyka staje się pomostem, po którym wyzwolona i nieskalana myśl człowieka umie się wznieść ku Najwyższemu” – wyznawał już jako trzydziestoparoletni organista katedralny. ([J. Nowakowski] Uwagi o zawodzie organisty, „Muzyka Kościelna” 1929 nr 12, s. 203).
W ciągu prawie stuletniego życia był świadkiem dwóch wojen światowych, poznał gorzki smak walki z orężem w ręku i niewoli, widział upadek imperium habsburskiego, zmiany granic, u schyłku życia obserwował pierwsze symptomy upadku kolejnego. Ponad tymi burzami przetaczającymi się nad Lwowem i katedrą pozostał uosobieniem spokoju, opanowania, równowagi i życiowej mądrości. Odchodził z poczuciem spełnienia, jakie daje świadomość sumiennego wykonania powierzonej misji, wytrwania i nieulegania pokusom łatwego życia. Nigdy nie zdezerterował, nie uchylał się od piętrzących się przed nim wyzwań. Nie doczekał się żadnych zaszczytów, odznaczeń i wyróżnień poza papieskim błogosławieństwem na jubileusz działalności, które niezwykle sobie cenił. Jego codzienna, niekiedy wydawałoby się monotonna praca przyniosła wymierne efekty. Katedra trwa, trwa muzyka polska w katedrze dzięki zwykłemu, niezłomnemu organiście, albowiem: „Wielkość osiąga się w służbie, przez służbę – jakby mimochodem”. Te słowa należą do poety, prozaika i krytyka literackiego Włodzimierza Pietrzaka, żołnierza Powstania Warszawskiego, który zginął podczas walkw wieku 31 lat w sierpniu 1944 roku. Od 1948 roku jest przyznawana Nagroda imienia Włodzimierza Pietrzaka, jedno z najważniejszych niepaństwowych wyróżnień w dziedzinie kultury. Honoruje osoby lub instytucje, za wybitne osiągnięcia naukowe, artystyczne i kulturalne, będące świadectwem uniwersalnych wartości i postaw ludzkich, chrześcijańskich i patriotycznych.W gronie kilkuset już laureatów są między innymi: arcybiskup Ignacy Tokarczuk, Krzysztof Penderecki, Stanisław Cat-Mackiewicz, ksiądz Jan Twardowski, a także instytucje, wśród nich: Katolicki Uniwersytet Lubelski. To, że w roku 1998 roku został nią uhonorowany po prawie trzydziestu latach działalności założony przez Bronisława Pacana i istniejący do dziś Chór Katedry Lwowskiej, należy zaliczyć w poczet zasług również profesora Józefa Nowakowskiego, którego całe życie było wzorem takich postaw, godnych naśladowania ipromieniujących na całe jego otoczenie, trwające wraz z nim wiernie na straży „tego skarbu, tego znaku tożsamości Kościoła, jakim jest prastara lwowska katedra łacińska” (św. Jan Paweł II).
Joanna Pacan-Świetlicka
Tekst ukazał się w nr 9 (445), 17 – 30 maja 2024
Józef Nowakowski – organista katedry lwowskiej (1894–1990). Część 1
Józef Nowakowski – organista katedry lwowskiej (1894–1990). Część 2
Józef Nowakowski – organista katedry lwowskiej (1894-1990). Część 3
