Jako dziecko nie wiedziałam czy jestem Ukrainką czy Rumunką

Z Marą Voinescu prowadzącą ukraińskie audycje w rumuńskim radiu rozmawiał Wojciech Jankowski.

Prowadzi Pani audycje radiowie po ukraińsku w Syhocie Marmaroskim…
Nazywam się Mara Voinescu. Mam 26 lat. Pochodzę z okręgu Marmarosz (rum. Maramureș). Prowadzę audycje po ukraińsku w radiu w miejscowości Syhot Marmaroski w Rumunii: Radio România Sighet. Nadajemy godzinne audycje „Maramureșul Multicultural”. Przez 20 minut emitujemy audycję po ukraińsku z Rumunii, potem jest 20-minutowa audycja po rumuńsku z Ukrainy, a na zakończenie – 20 minut programu po węgiersku.

To jest radio państwowe?
Jest to radio państwowe o zasięgu obwodowym. Nadaje na długich falach AM. Słuchają nas głównie ludzie starsi, a młodzież w Internecie. Jesteśmy słuchani również na Ukrainie. W zeszłym roku w naszej rozgłośni gościł słuchacz z Kijowa. Z tego wynika, że i tam słuchają „Radio România Internațional”. W konkursie wygrał tygodniowy pobyt w Rumunii. Odwiedził nas z żoną i powiedział, że słucha moich audycji. Było to dla mnie bardzo interesujące i teraz jesteśmy w stałym kontakcie. Pisze mi o swoich wrażeniach z moich audycji, podpowiada tematykę.

Czy radio nadaje również muzykę?
Tak, w czasie moich audycji nadawana jest głównie ukraińska muzyka ludowa.

Od jak dawna są nadawane audycje dla Ukraińców w Syhocie Marmaroskim?
Audycje po ukraińsku nadawane są już od 10 lat. Prezes Związku Ukraińców w Rumunii wystąpił o to, żeby Ukraińcy na tych terenach mieli swoje audycje radiowe. Chodziło o to, żeby byli poinformowani o wszystkich wydarzeniach lokalnych, o wydarzeniach kulturalnych mniejszości ukraińskiej, o festiwalach. Chodziło tu o informacje ze wszystkich regionów, miasteczek i wiosek, gdzie mieszkają Ukraińcy, o ich inicjatywach i działalności.

Co roku w Syhocie odbywa się tradycyjny festiwal. Jest to festiwal jednodniowy i wyłącznie poświęcony kulturze ukraińskiej. Zjeżdżają się tu Ukraińcy z całej Rumunii, a również goście z Ukrainy, Węgier, Słowacji i innych państw.

Ma pani kontakty z ukraińska diasporą?
Tak, mamy dość szerokie kontakty z ukraińska diasporą i z Ukrainą również.

Jak to się stało, że zaczęła pani pracować w radiu?
Mieliśmy wcześniej przez 9 lat prowadzącą te audycje Emilię Codreę. Jest nauczycielką w Liceum Ukraińskim im Szewczenki. Brakowało jej czasu na tę działalność i ja zostałam przez nią polecona. Ukończyłam wydział dziennikarstwa, a ponieważ rozmawiałam po ukraińsku, zostałam zaproszona na próby. Podszkoliłam się trochę, zostałam przyjęta.

Czy uczęszczała pani do tego liceum?
Nie. Uczyłam się ukraińskiego przez 8 lat w mojej rodzinnej wiosce Remeți (ukr. Remeta), która leży przy granicy z Ukrainą i wszyscy uczyliśmy się języka ojczystego. W szkole mieliśmy też język rosyjski.

Język rosyjski?
Tak, był jako drugi język obcy.

Czy przydaje się to pani?
Przydaje mi się, ale trochę mi się te języki plączą i trudno mi mówić czysto po ukraińsku czy rosyjsku. W przygranicznych wioskach Marmaroszu takim mieszanym językiem rozmawiają wszyscy.

Czy rozmawiała pani w domu po ukraińsku?
W naszej rodzinie wszystkie kobiety rozmawiają tylko po ukraińsku. Nie jest to język literacki, ale taki „nasz ukraiński”. W naszej wiosce tak rozmawiają wszyscy. Odbieramy ukraińska telewizję, audycje radiowe. Wyrosłam na programach ukraińskich.

Jak dużo Ukraińców mieszka obecnie w Marmaroszu?
Statystyczne dane mówią o około 20 tysiącach. Najwięcej mieszka ich na naszych terenach. Jest tu 13 ukraińskich wiosek.

Jak uczyła się pani języka?
Moja matka rozmawiała ze mną tylko po ukraińsku, a ojciec – Rumun – po rumuńsku. Gdy byłam mała to trudno mi było przestawiać się z języka na język i nie wiedziałam, jak z kim mam mówić. W szkole też było tak, że tam rozmawialiśmy po rumuńsku, a w domu czy wiosce po ukraińsku. Gdy wyjeżdżaliśmy do Syhotu – tam wszyscy mówili po rumuńsku. było dla mnie szokiem takie przestawianie się z języka na język. Pamiętam to dobrze. Nie wiedziałam czy jestem Ukrainką, czy Rumunką. Nie mogłam tego zrozumieć, dlaczego my wszyscy rozmawiamy po ukraińsku, a inni wokół po rumuńsku. Tata twierdził, że jesteśmy Rumunami, a matka, że Ukraińcami. Wtedy było to dla mnie bardzo dziwne. Ale z czasem wiele zrozumiałam i wyrosłam z tego stresu. Teraz spokojnie mówię dwoma językami, w zależności jak kto się do mnie zwraca. Jesteśmy społecznością multikulturową.

Gdzie pani studiowała?
Po ukończeniu 8 klas w swojej wsi ojciec chciał, żebym poszła do rumuńskiego liceum, bo tam jest wyższy poziom. Mama znów twierdziła, że mogę iść do ukraińskiego liceum. W szkole wydano mi papiery, gdzie wpisano narodowość ukraińską. Mój tata zrobił o to awanturę i w rezultacie poszłam do liceum rumuńskiego. Nie żałuję tego, bo tam dobrze poznałam język, kulturę, terminologię rumuńską i teraz mi się to przydaje. Trochę mi szkoda jednak ukraińskiego, bo nigdy nie wiadomo który język może ci się przydać.

Czy była pani na Ukrainie?
Jeden raz, w zeszłym miesiącu. Byłam w Sołotwinie, tuż za granicą. To był dla mnie kolejny szok, bo tam na Ukrainie wszyscy mówili po rumuńsku. Myślałam, że gdy tam będę, to podszlifuję swój ukraiński. Poszłam do restauracji. Proszę po ukraińsku o menu, a tam wszyscy witają się po rumuńsku. Czułam się jak u siebie, bo po obu stronach granicy wszyscy rozmawiają i po ukraińsku i po rumuńsku. W Sołotwinie nie miałam nawet z kim porozmawiać po ukraińsku. Trzeba byłoby chyba pojechać gdzieś dalej.

Do Lwowa!
Bardzo bym chciała, ale nie mam takiej możliwości i brak mi czasu.

Jaką narodowość pani wpisuje w spisie powszechnym?
Wpisuję narodowość rumuńską, a język ojczysty – ukraiński. Czuję się Ukrainką.

Czy Ukraińcy w Rumunii śledzą wydarzenia na Ukrainie?
Tak naprawdę, to nie bardzo ich to interesuje. Może bardziej w Mołdawii, przy granicy z Ukrainą, ale tu nie bardzo. Może dlatego, że nie odczuwamy tu takiego zagrożenia.

Wracając do audycji radiowych – czy jest dostępna muzyka ukraińska z Rumunii?
Tak, owszem. Są to piosenki ludowe, wprawdzie inaczej śpiewane, z innymi słowami i wykonywane w naszym języku – takie zmieszane słowa, jakimi się u nas posługujemy.

Czym się cechuje język ukraiński w Rumunii?
Wiele słów mamy zapożyczonych z języka rumuńskiego. Niektóre są w połowie rumuńskie i mają np. zakończenia ukraińskie. Na przykład, po ukraińsku się mówi „połamawsia wizok”, a w ukraińskiej wsi w Rumunii powiedzą „postrikałasia keruca” (rum. a strica – popsuć, căruța – wóz). Są też zapożyczone z języka węgierskiego. Zresztą u nas każda wioska ma swój język. Nieraz nie wszystko rozumiemy co mówią w sąsiedniej wsi, bo jest tam więcej innych naleciałości i swoich określeń. Jedynie w jednej wiosce, Rona de Sus (Wesznia Rona, Wysznia Riwna), język ukraiński jest najbardziej zbliżony do literackiego. Z tym wiąże się pewien problem, bo nasi ludzie nie bardzo chcą udzielać wywiadów w radio, bo obawiają się, że nie zostaną zrozumiani przez innych.

Czy zaprasza pani na audycje nauczycieli z Liceum im. Szewczenki?
Przychodzą niechętnie. Chociaż jedna z nauczycielek pochodzi z Ukrainy. Wyszła za mąż za Rumuna. Naturalnie, że lekcje są tam prowadzone w języku literackim. Mają dużo pracy w szkole. Organizują tam różne festiwale, olimpiady i inne imprezy. Wielu z nich ukończyło studia na Ukrainie.

Rozmawiał Wojciech Jankowski
Tekst ukazał się w nr 16 (236) 28 sierpnia – 14 września 2015

X