Jak Polacy Charków budowali. Część XXXV Wyjście wojsk napoleońskich z Moskwy, 1924 r.

Jak Polacy Charków budowali. Część XXXV

Polscy jeńcy wojsk napoleońskich w Charkowie w latach 1812–1815

„Po upadku powstania Kościuszki i całkowitym rozszarpaniu Ojczyzny naszej przez Rosję, Prusy i Austrię, bardzo wielu polityków i oficerów emigrowało do Francji. Na państwo to już od dawna zwracali uwagę wszyscy, którym leżała na sercu obrona niepodległości naszej, gdyż toczyło ono walkę z Prusami i Austrią, oraz głosiło zasadę, że generałowie francuscy winni udzielać pomocy wszystkim narodom, walczącym w obronie niepodległości. To też już przed wybuchem powstania Kościuszki, Polacy starali się, choć nadaremnie, o pomoc Francji. Teraz wśród emigracji powstała myśl, aby stworzyć na służbie tej Francji, która walczyła przeciw tyranom o wolność ludów, legiony polskie, które by z biegiem wypadków przeszły na ziemię polską i stały się zarodkiem odrodzenia Ojczyzny. Myśl tę wprowadził w życie generał Jan Henryk Dąbrowski” – tak o tych czasach relacjonował Wacław Tokarz [interpunkcja i pisownia wszystkich cytatów oryginalna – red.].

Wyjście wojsk napoleońskich z Moskwy, 1924 r.

Otóż po pamiętnym przez Polaków zdobyciu Moskwy, po 200 latach, nadarzyła się kolejna taka okazja, aby poprzez opanowanie stolicy wroga przywrócić wolną ojczyznę. Napoleon Bonaparte stał się dla wielu symbolem nadziei na odzyskanie wolności.

Polacy u boku armii Napoleona byli już od 1797 roku na terenie Włoch, gdzie Jan Henryk Dąbrowski zaczął tworzyć Legiony Polskie. Polacy też stanowili jeden z najliczniejszych oddziałów wchodzących w skład Wielkiej Armii, która w 1812 roku ruszyła na Moskwę. Uczestniczyli oni w krwawej walce pod Borodino i wraz z oddziałami francuskimi zajęli opuszczoną i spaloną Moskwę.

„Odwrót Napoleona spod Moskwy”, obraz Adolpha Northena

W czasie odwrotu armię Napoleona zaatakował największy wróg – zima. „W ciągu następnych dni i tygodni, maszerująca armia zmieniła się w pochód maruderów. Każdego dnia padały setki, jak nie tysiące, żołnierzy. Puste przestrzenie, pozbawione drzew zmuszały ich do rozbierania i palenia kolb od broni, zbierano ubrania ze zmarłych żołnierzy, jedzono koninę ze zdechniętych od zimna i wycieńczenia zwierząt”. Wreszcie pod Berezyną odbyła się ostateczna bitwa wojsk napoleońskich z Rosjanami, gdzie wojska francuskie zaznały druzgocącej porażki. Wobec ogromu zabitych około 180–190 tys. dostało się do niewoli, a następnie było odsyłanych w głąb Syberii. Kierowano ich tam dwiema drogami, z których jedna prowadziła przez Charków.

Brak wiadomości, kiedy do Charkowa przybyli pierwsi jeńcy wojenni, gdyż część dokumentów odnoszących się do końca 1812 roku uległa zniszczeniu. Wiadomo, że od czerwca 1812 roku były wydzielane środki na utrzymanie czterech szlachciców.

Charków, początek XIX w.

We wrześniu tegoż roku do Charkowa przybył brytyjski generał Gracjan Fevrier wraz ze swym służącym Polakiem Tomaszem Fleńskim, którzy przez pewien czas byli jedynymi jeńcami wojennymi w mieście. Dopiero w kwietniu 1813 roku do miasta zaczęli przybywać kolejni francuscy wojskowi. Pod koniec tegoż miesiąca z Czernihowa do Charkowa przybyli polscy wojskowi: generał Dominik Dziewanowski i jego adiutant Klichowski, pułkownik Michał Sur i podpułkownik Rogiwski, a w maju tu przybył podporucznik Olszewski i podporucznik Katowicz.

Znacznie większą była liczba jeńców konwojowanych przez Charków na tereny Kaukazu do twierdzy Georgijewsk, gdyż zgodnie z prawem rosyjskim wszystkich Polaków transportowano do tej twierdzy bez możliwości osiedlania się w innych miastach. Nawet po tym, jak zezwolono innym narodowościom w formie kolonistów osiedlać się w miastach, do Polaków odnosiła się ustawa konwojowania ich w głąb Syberii. W tym czasie przez Charków przeszło ok. 4000 jeńców.

Widok na ul. Uniwersytecką w Charkowie

Z tej też racji pojawił się problem zabezpieczenia odpowiedniej ilości konwojerów, których powoływano z „zaufanych miejscowych obywateli”. Sami zaś konwojenci nie zawsze dotrzymywali się prawa, jakie obowiązywało przy transportowaniu jeńców. Zdarzały się przypadki znęcania się i bicia skazanych na tułaczkę. Jeden z polskich poruczników Iliński skarżył się na konwojenta, który wykradł mu pieniądze.

Choć odpowiednim cyrkularzem na miejscowe władze gubernialne nakładano obowiązek odpowiedniego zabezpieczenia jeńców odzieżą, zwłaszcza w realiach surowej zimy, to przy oglądzie niektórych więźniów idących do Saratowa stwierdzono brak odpowiedniej odzieży, a nawet butów.

Istniały duże trudności w zabezpieczeniu odpowiedniej ilości żywności. Jeńcy mogli posilić się jedynie w czasie postoju w domach mieszkańców, którzy nieraz odmawiali poczęstunku żołnierzom wrogiej armii. Tak oto znaczna liczba konwojowanych zmarła w czasie drogi z wycieńczenia, głodu lub chorób. Tym samym więźniowie przypominali sobie te czasy powrotu Wielkiej Armii spod Moskwy, gdy – chcąc ratować własne życie – dopuszczali się aktów kanibalizmu i jedzenia padliny.

Mimo zakazu osiedlania się w miastach niektórym udawało się pozostać w charkowskiej guberni. Tak oto raporty podawały, że w kwietniu 1814 roku na stałe tu przebywało 225 jeńców, w tym 218 Polaków. Natomiast już w maju ich liczba przekroczyła około 1000 osób. Należy zauważyć, że wraz z jeńcami na wygnanie dobrowolnie szły ich żony, a nawet zdarzały się przypadki konwojowania dzieci. Był to zaiste heroiczny czyn tych kobiet, który nie może być zapomniany.

Zdarzały się też przypadki ucieczki jeńców. W czerwcu 1813 r. z partii polskich jeńców, liczącej 240 osób, 3 uciekło. Niebawem zostali schwytani: jeden w Achtyrce, a dwóch w Bohoduchowie. Podczas poszukiwań w Achtyrce odnaleziono innych sześciu zbiegów, którzy stwierdzili, że znajdują się tu na służbie u swoich towarzyszy.

Mimo trudności i niebezpieczeństw wśród jeńców zdarzały się też akty heroicznego poświęcenia dla innych, zwłaszcza wśród osiadłych na stałe. Tak oto na wiosnę 1814 roku polscy oficerowie, przebywający w Iziumie, zwrócili się z prośbą o wyznaczenie im służących z jeńców konwojowanych przez Izium. Choć prośba ta nie została wysłuchana, to jednak fakt ten może świadczyć o próbach Polaków ratowania współtowarzyszy niedoli.

Ci, którzy otrzymali zezwolenie na stałe zamieszkanie w Charkowie czy też na terenie guberni, byli osadzani w pomieszczeniach więziennych. Zgodnie z dyrektywą z dnia 16 grudnia 1813 roku mieli mieć zabezpieczoną przestrzeń życiową, jednak należało ich odseparować od miejscowej ludności.

Taki ciężar odseparowania oraz długi czas przebywania w niewoli, daleko od rodziny, przyjaciół, brak jakiejkolwiek działalności sprawiał, że niektórzy z jeńców cierpieli na załamanie nerwowe przejawiające się nadmierną agresją.

Dla przykładu w Achtyrce skarżono się na 37-letniego podporucznika Józefa Kempińskiego, który swoim zachowaniem oburzał współtowarzyszy i miejscową ludność. Był widziany w nietrzeźwym stanie. Miał też opinię złodzieja. W lipcu 1813 roku rozpoczął kłótnię z jednym z uwięzionych oficerów, która zakończyła się pojedynkiem, za co trafił przed sąd. Już w grudniu Kempiński ponownie wszczął pojedynek z innym więźniem. Ostatecznie skłóciwszy się ze wszystkimi, zwrócił się z prośbą o nadanie mu rosyjskiego obywatelstwa i możliwość wstąpienia do armii rosyjskiej. Otrzymawszy odmowę, prosił o przeniesienie do Charkowa, jako że „inni jeńcy w swoje środowisko nie przyjmują i przy każdym spotkaniu starają się okazać mu wszelakie nieprzyjemności”, a jeszcze bardziej obawiał się ucierpieć od nich, „gdy dowiedzą się o niespełnionej jego prośbie”. Ostatecznie Kempiński został przeniesiony do Lebiedina.

W Lebiedinie też nie było spokojnie, ponieważ w lutym 1814 roku stąd przyszła skarga od polskich oficerów na pięciu ich towarzyszy, którzy „swoim współbraciom przynoszą wstyd, gdyż ciągle są pijani i w bójkach”.

Charkowska gubernia od dawnych lat znana była z produkcji taniego wina. Łatwy dostęp do taniego wina sprawił, że pijaństwo było w tym czasie największą plagą wśród ludności. Obok wspomnianego Kempińskiego akta archiwalne wspominają o pijaństwie trzymanego w Kupiańsku Józefa Baniewskiego, kapitana Piotra Szerwińskiego z Lebedyna i wielu innych. Dość kuriozalny przypadek miał miejsce w Wołczańsku, gdzie jednym z winowajców był porucznik Franciszek Rutkowski. Pewnego razu w lipcu 1813 roku w miejscowej karczmie, gdzie często przebywał, spotkał jednego z jeńców – porucznika Kujanicyna, „będąc w pijanym stanie, zaczęli się sprzeczać”. Ostatecznie obydwaj zostali wyrzuceni z karczmy. Wróciwszy do mieszkania, Rutkowski oświadczył kolegom, że ma zamiar udać się do urzędu i oskarżyć Kujanicyna o szpiegostwo, co i uczynił, nie zważając, że była to 2 godzina nocy. Nie mogąc dostać się do domu burmistrza, Rutkowski zaczął bić szyby w oknach domu urzędnika. W konsekwencji został schwytany i osadzony pod areszt, skąd napisał skargę do gubernatora w Charkowie na czynności burmistrza. Jednak i ta skarga nie została zadowolona.

W tym samym czasie do kancelarii gubernatora nadesłano skargę polskich oficerów Marczewskiego i Urbanowskiego na działania konwojenta porucznika Bielawskiego, który w czasie drogi nie zachowując etykiety konwojowania oficerów, miał ich prowadzić zakutymi w kajdany. Według słów samego Bielawskiego takie działania były konsekwencją czynów oficerów znajdujących się pod wpływem alkoholu.

Mimo tych sytuacji większość jeńców z utęsknieniem wyczekiwała czasu powrotu w rodzinne strony. Okazja ku temu nadarzyła się w latach 1814–1815. W końcu maja 1814 roku z Charkowa została odesłana pierwsza partia Polaków na czele z generałem Dominikiem Dziewanowskim i jego adiutantem, 13 oficerami, urzędnikami oraz 8 służącymi.

Generał Dominik Dziewanowski przebywał w Charkowie dwa lata. Jak podawał Janusz Staszewski: „Urządził tutaj sobie Dziewanowski życie dość znośne. Chodził do parku i pił miejscowe gorzkie wody, wmawiając w siebie, iż bawi w jakimś uzdrowisku. Nawiązał znajomość z francuskim generałem Fevrier, także jeńcem, oraz podprefektem powiatu hrubieszowskiego Świerzawskim, którego nawet musiał nieco ośmielać, tak był zastraszony. Nie unikał też znajomości z miejscowymi urzędnikami. Uczęszczał na przedstawienia operowe, korzystał z miejscowej biblioteki. Rozpoczął też spisywać swe pamiętniki z czasów niewoli”. Po powrocie w ojczyste strony w 1815 roku jako niezdolny do walki został zwolniony z obowiązku noszenia munduru, osiadając w rodzinnym Płonnem, gdzie i zmarł w 1827 roku. Był odznaczony Orderem Legii Honorowej i Orderem Virtuti Militari.

Przez Charków do rodzinnych miejscowości powracali kolejni więzieni na Kaukazie Polacy. Odsyłano ich partiami po 200 osób.

Także i tym razem na miejscowe władze położono obowiązek odpowiedniego zabezpieczenia powracających. Jednak nie zawsze prawo szło w parze z rzeczywistością. Tak oto podporucznik Aleksander Monastyrski z polskiego pułku ułanów skarżył się władzom gubernialnym w Charkowie, że otrzymana pomoc w wysokości 50 kopiejek nie wystarcza na zakup niezbędnej odzieży zimowej, a on sam cierpi chłód i głód.

Brak odpowiedniej żywności, odzieży oraz warunków higienicznych potęgował śmiertelność wśród jeńców. W Charkowie w okresie letnim każdego miesiąca o pomoc medyczną zwracało się około 10–15 osób. Liczba ta diametralnie rosła w okresie zimowym. Gorsza sytuacja miała miejsce z jeńcami konwojowanymi z terenów Syberii. Tam choroby i śmiertelność nieraz osiągała 40% powracających.

Chcąc wykorzystać pracę jeńca, Rosja postanowiła pozostawić na stałe choćby niektórych. Postanowiono zaproponować jeńcom złożenie przysięgi na wierność Rosji. Za tym też szła zmiana wyznania, gdyż każdego z „nawróconych” ponownie chrzczono w wyznaniu prawosławnym oraz zmieniano narodowość na rosyjską, przenosząc do stanu mieszczan. Do Charkowa także docierały pisma, aby wśród jeńców oddzielać artystów i pracowników fizycznych potrzebnych do pracy w kopalniach i kamieniołomach.

Pierwsze takie próby zwiększania ludności w miastach poczyniono w 1813 roku, ale obok wspominanego Kempińskiego nikt z Polaków nie wyraził chęci zmiany obywatelstwa i wyznania. Jednak pod wpływem propagandy oraz mając świadomość, że kariera polskiego oficera ma się ku końcowi, w grudniu 1813 roku podporucznik Sinakiewicz podał podanie o przyjęcie do armii rosyjskiej. Wraz z nim takie podania skierowali kapitan Piotr Szerwiński, mający opinię pijaka i człowieka złego zachowania. W maju 1814 roku z podobnymi podaniami zwrócili się szeregowcy Antoni Budaktowicz, Piotr Nikitowicz i Józef Olachowski. Jednak w świetle liczby jeńców takie przejścia pod władzę Rosji należały raczej do rzadkości.

Autografy Dominika Jana Chryzostoma Dziewanowskiego i Teresy Anny Tekli Kiełczewskiej

Największą jednak popularnością w guberni cieszyli się polscy lekarze, których po przeprowadzonych testach dopuszczano bezpośrednio do pełnienia funkcji medycznych. Tak oto w październiku 1813 roku przyjęto do służby trzech polskich lekarzy Ferdynanda Wagnera, Szymona Świtkowskiego, skierowanych do Wołczańska, i Stanisława Romanowskiego, który praktykował w Charkowie. W tym czasie w Charkowie praktyki medyczne odbywali inni dwaj lekarze Wielkiej Armii Napoleona – Seweryn Laszkiewicz i Fiodor Gruszpek.

Przedstawione opracowanie jest jedynie próbą naświetlenia trudnej drogi Polaków do odzyskania niepodległości, na którą należało czekać do 1918 roku. Jednak ich determinacja i patriotyzm mogą stać się zachętą do cenienia wolności i niepodległości, której jesteśmy świadkami. W historii Charkowa był to pierwszy, choć nie ostatni, znany przypadek przymusowej deportacji Polaków i zasiedlania nimi tych ziem. Oni też znacząco wpłynęli na obraz tego miasta, znajdującego się na północnym wschodzie obecnej Ukrainy.

Marian Skowyra
Tekst ukazał się w nr 17 (309) 18-27 września 2018

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X