Jak Bendyk z konopi

Jak Bendyk z konopi

W najgorszych czasach prześladowań komunistycznych pozwolono we lwowskim śródmieściu na działalność dwóch kościołów łacińskich (katedry i kościoła św. Antoniego). Taki też stan trwa dotąd. Starania o odzyskanie innych kościołów nie przyniosły żadnych skutków. Drogą sądową łacinnicy domagają się zwrotu kościoła św. Marii Magdaleny. Kościół Matki Boskiej Gromnicznej nie wzbudzał żadnego zainteresowania „greckokatolickiej gromady” dopóki nie został zwrócony Kościołowi łacińskiemu wraz z pałacem łacińskich metropolitów. Stało się to sygnałem do powołania „dwadcatki” parafii greckokatolickiej, która pięknie ulokowała się tuż za ścianą łacińskiego hierarchy. By nie było wątpliwości do kogo należy świątynia, w ołtarzu postawiono ikonostas, uniemożliwiając w ten sposób kapłanom łacińskim odprawianie mszy. Wielkodusznie pozwolono korzystać z bocznego ołtarza przy ścianie.

W terenie, poza murami stołecznego Lwowa, jeszcze mniej się patyczkują. W 1993 r. kościół w Brodach został przemocą zabrany wiernym, w czasie sprawowania Mszy św., w pierwszy piątek miesiąca. I co z tego, że w mieście były już cztery cerkwie greckokatolickie? Zano kościół łacinnikom też w Komarnie, gdzie były dwie cerkwie greckokatolickie. W Olesku przekazany wiernym kościół łaciński został zabrany i oddany wspólnocie prawosławnej. Podobne przykłady można mnożyć.

Logika ks. Bendyka może być atrakcyjna dla zainteresowanych. Chrześcijanie natomiast zobligowani są by posługiwać się logiką, wynikającą z Prawdy Objawionej: „Nie kradnij”, „(Nie pożądaj) żadnej rzeczy, która jego (bliźniego) jest”. W relacjach grekokatolików ze wspólnotą rzymskokatolicką te fundamentalne zasady są jednak rzadko honorowane. Zgodnie z zasadą bolszewicką: „grabić zagrabione”. Bez wyrzutów sumienia, wspólnoty greckokatolickie dość często przejmują mienie współbraci w wierze, nie uznając za stosowne nawet poinformować o tym prawowitych gospodarzy. Do szlachetnych, jakże nielicznych wyjątków, należy casus sióstr studytek, zamieszkałych w dawnym klasztorze pobenedyktyńskim we Lwowie.

 

Obdarowane przez władze cudzym mieniem, siostry wystąpiły do prawowitych właścicielek klasztoru, wypędzonych po wojnie do Krakowa ss. benedyktynek łacińskich z prośbą o pozwolenie na korzystanie z klasztoru. Oczywiście, takowe otrzymały. Drobny, nic nie kosztujący gest, a jak pięknie i uczciwie wobec Boga i ludzi uregulowana sytuacja!

Pod koniec wywodów, przesiąkniętych żalem i rozczarowaniem, ks. Bendyk wystawia druzgocącą ocenę działalności łacińskiego arcybiskupa Lwowa na Ukrainie – to totalna klapa. Niczego się nie nauczył od bł. Papieża Jana Pawła II – ani szerokości poglądów, ani szacunku do sąsiadów (chodzi o prawdziwych gospodarzy Ukrainy), ani realistycznej oceny rzeczywistości!

Kwaśny uśmiech i szczypta konsternacji kształtuje minę czytelnika. Sporządzone w zaciszu seminarium duchownego w Drohobyczu „refleksje” KUL-owskiego doktora przywołują skojarzenie ze znanym Filipem, który się ongiś, bez głębszego namysłu, wyrwał z konopi.

Pełna rozwagi, dynamiczna posługa abpa Mieczysława Mokrzyckiego, jednego z najbliższych współpracowników dwóch ostatnich papieży, przysparza Kościołowi Lwowskiemu autorytetu i uznania. Kościół łaciński, współtworzący duchowość i kulturę tych ziem, stopniowo wychodzi z „getta” i czynnie włącza się w życie religijne miasta i kraju. Świadczą o tym i liczne uroczystości związane z kultem lwowskich świętych (bł. Jakuba Strzemię, św. Józefa Bilczewskiego, bł. Marty Wieckiej etc.), i uroczystości związane z jubileuszem wizyty papieskiej na Ukrainie, w czasie których element tradycji łacińskiej był nader dostrzegalny, i liczne przedsięwzięcia naukowe, podejmowane przez katolików rzymskiego obrządku. Nadchodzący jubileusz 600-lecia obecności we Lwowie hierarchy łacińskiego z pewnością będzie okazją do głębszej refleksji nad powiązaniem naszych ziem z katolicką tradycją Zachodu i promocją tej wiedzy wśród mieszkańców Ukrainy. Zapowiedziany na przyszły rok Kongres Eucharystyczny, Kongres Historyczny, a także planowana z tej okazji wizyta apostolska papieża Benedykta XVI będzie trwałym świadectwem żywotności Kościoła łacińskiego na Ukrainie.

Wiadomo, że nie wszystkim taka tendencja się podoba. Roszcząc sobie prawa do wyłącznego reprezentowania katolicyzmu na Ukrainie, pewne środowiska w Kościele greckokatolickim za punkt honoru mają umniejszenie roli współbraci ze wspólnoty rzymskokatolickiej. Niektórym do dziś marzy się polityka Sowietów, ograniczająca katolicyzm łaciński do garstki starszych lwowskich paniuś, mówiących po polsku, po odejściu których zostanie wymazany ten wstydliwy ślad obcego panowania na ukraińskiej ziemi. Nie dziw więc, że zaproszenie do Lwowa, wystosowane przez abpa Mokrzyckiego do papieża wywołało wizytę do Watykanu czołowych greckokatolickich działaczy, odradzających ten krok, by nie wspierać niedemokratycznej władzy. Ten argument nie był brany pod uwagę 10 lat temu, kiedy po słynnym skandalu kasetowym, reżim prezydenta Kuczmy wywoływał nie najlepsze skojarzenia w świecie.

W kontekście powyższych wydarzeń można przypuścić, że co na myśli u niektórych decydentów „świętojurskich”, to u Bendyka na języku.

 

Jan Buszcz

Tekst ukazał się w nr 19 (143), 14 – 27 października, 2011

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X