II Lwowski Festyn Fotograficzny fot. Konstanty Czawaga / Kurier Galicyjski

II Lwowski Festyn Fotograficzny

Przedwojenne klimaty Lwowa towarzyszyły zakończeniu tegorocznych obchodów w tym mieście Światowego Dnia Fotografii. Impreza odbyła się 21 sierpnia na dziedzińcu Biblioteki Uniwersytetu im. Iwana Franki przy ul. Drahomanowa 5.

Roman Metelski, organizator II Festynu Fotograficznego, powiedział dla Kuriera Galicyjskiego, że w ramach sześciodniowego festiwalu w różnych lokacjach przeprowadzono 17 wydarzeń poświęconych fotografii.

– Od razu po wynalezieniu dagerotypii we Francji w 1839 roku we Lwowie zostały założone kluby i towarzystwa fotograficzne polskie, żydowskie, ukraińskie, niemieckie – wyjaśnił Metelski. – Wszyscy się fotografowali nawzajem, żyli w zgodzie i tworzyli wspólne projekty wystawiennicze. Jak stwierdzał Stanisław Lem, lwowianie to odrębna narodowość, dlatego dzisiaj też bawią się tu razem Polacy, Żydzi i Ukraińcy.

Edward Sosulski i Irena Rud razem z kapelą „Wesoły Lwów” wskrzesili atmosferę muzyczną przedwojennego Lwowa.

– Lwów od dawna był również polskim miastem i polska kultura przewijała się w tym mieście bardzo bogato – powiedziała Irena. – Dzisiaj chcemy o tym powiedzieć wyciągając i przedstawiając przede wszystkim ze swoich domów różne obrusy i inne rzeczy, z których niegdyś się korzystało w codziennym życiu. Chcemy przypomnieć sobie o tym. Oczywiście i zdjęcia rodzinne cieszą i opowiadają historie rodzinne. My dzisiaj chcemy kontynuować tę historię i również o niej opowiadać, bo któż będzie opowiadać co jest w naszym sercu i również przedstawiać tę polską kulturę dzisiaj, jak nie my, tutejsi, którzy żyjemy w tych czasach

Na II Festynie Fotograficznym można też było obejrzeć wystawę fotografii dziennikarzy Grupy Medialnej Kuriera Galicyjskiego oraz nabyć świeży numer naszej gazety.

fot. Konstanty Czawaga / Kurier Galicyjski

Zaprezentowali swoją kulturę również Żydzi. Każdy chętny mógł się nauczyć tańca żydowskiego.

– Takie imprezy są zdecydowanie potrzebne – zaznaczyła Olga Lidowska, kierownik Muzeum Śladami Żydów Galicyjskich przy Fundacji „Chesed Arje”. – To okazja przypomnieć wielką, potężną historię naszego miasta i zaprezentować różne towarzystwa narodowościowe. Jest to też okazja do włożenia pięknego kapelusza. Pospacerować, jak kiedyś młode panie defilowały, uśmiechnąć się do siebie. A podczas pandemii to wciąż bardzo ważne, bo możemy się spotykać i widzieć.

Była też możliwość zwiedzić pomieszczenia repozytorium najstarszej biblioteki uniwersyteckiej na Ukrainie. Wycieczki oprowadzał osobiście dyrektor biblioteki dr Wasyl Kmet’. Skorzystali z tej okazji też turyści z Polski.

– Jesteśmy w bardzo ciekawym miejscu – podzieliła się swoimi refleksjami Jolanta Danak-Gajda, dziennikarz z Rzeszowa. – Szczególnie dla Polaków bliskie sercu to miejsce jest – Biblioteka Uniwersytecka. Miałam szansę zobaczyć miejsca na co dzień niepokazywane, czyli archiwa, które nie są pokazywane szerszej publiczności. Książki, starodruki, które na szczęście przetrwały tyle wieków, tyle lat. A jeśli chodzi o samą imprezę, to wystawa tych starych zdjęć jest po prostu przybliżeniem tego, jak Lwów wyglądał przed laty. Ten stary obiekt, ta biblioteka z początku XX wieku, te stare zdjęcia tworzą tak niesamowity klimat, którego dopełnia jeszcze muzyka, która nam gra w tle! Czuję się tutaj tak cudownie, jakbyśmy znowu byli w dawnej Polsce.

fot. Konstanty Czawaga / Kurier Galicyjski

– Za każdym razem jak jestem we Lwowie mam uczucie, że jest to pewna retrospekcja cofnięcia się w czasie – dodał Andrzej Klimczak, redaktor naczelny „Forum Dziennikarzy”. – Trafiamy do Lwowa współczesnego, a jednocześnie tak bardzo przypominającego czasy naszych dziadków, pradziadków, wcześniejszych pokoleń. Dzisiaj jesteśmy na wystawie fotografii. Wśród tych fotografii zdarzają się stare reklamy, pojawiają się osoby w strojach z dwudziestolecia międzywojennego – Żydzi, Polacy, Ukraińcy. I to miejsce pod Biblioteką. Faktycznie przenosimy się w inny świat.

Zdaniem Andrzeja Klimczaka takie imprezy są potrzebne jak najbardziej, szczególnie dla tych młodszych pokoleń, które są wychowane w zupełnie innej rzeczywistości, które podlegają presji elektronicznych środków masowego przekazu, a te nie potrafią oddać tego klimatu, jaki był tutaj przed laty. – Nie potrafią też nawet tego klimatu, jaki jest współczesny tego kochanego Lwowa, który należy tak naprawdę do nas wszystkich – do Ukraińców, Polaków, innych nacji, które zamieszkują to miejsce – zauważył. – Tu człowiek zawsze czuje się jak w domu. Nie ma tego poczucia wyobcowania, potrzeby poznawania czegoś obcego, bo to wszystko jest nam znane.

Konstanty Czawaga

Przez całe życie pracuje jako reporter, jest podróżnikiem i poszukiwaczem ciekawych osobowości do reportaży i wywiadów. Skupiony głównie na tematach związanych z relacjami polsko-ukraińskimi i życiem religijnym. Zamiłowany w Huculszczyźnie i Bukowinie, gdzie ładuje swoje akumulatory.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X