Hotele starego Stanisławowa. Epoka komfortu

Hotele starego Stanisławowa. Epoka komfortu Stary hotel „Centralny” (pocztówka z kolekcji Zenowija Żerebećkoho)

W XIX wieku w mieście hoteli było wiele, tylko zapewnić swoim klientom dogodnych warunków nie były w stanie. Gdy do Stanisławowa przybywała jakaś ważna persona, to zawsze miała okazję zostać pogryziona przez pchły w niezbyt czystych i ciasnych pokojach gościnnych. A jednak hotelowy progres dotarł i do nas…

Złoty okres „Imperialu”
W lipcu 1893 roku prasa miejska z zachwytem pisała o otwarciu nowego hotelu: „Elegancją i usługami powinien przewyższać wszystkie istniejące w mieście hotele, nadawać wszelkie możliwe wygody i nie ustępuje pierwszorzędnym hotelom innych miast”.

Mowa była o „Imperialu”, który mieścił się w wielkiej dwupiętrowej kamienicy na rogu ulic Kazimierzowskiej i Sobieskiego (ob. Mazepy i Strzelców Siczowych). Według tradycji, na parterze były kawiarnie, sklepy i inne zakłady usługowe. Pokoje gościnne były na górnych piętrach – wszystkich łącznie było 30 apartamentów. Najtańsze łóżko kosztowało 1,6 korony. Była to cena jak najbardziej do przyjęcia, jeżeli wspomnieć, że nauczyciel szkoły początkowej zarabiał około 100 koron miesięcznie.

Pod względem standardu „Imperial” nie miał sobie równych. Goście zjeżdżali tu gromadnie. Oto daleko niepełna lista znanych osób, które zatrzymały się w tym hotelu: aktorka Helena Modrzejewska, książę Lubomirski, poseł Reichsratu i przyszły minister finansów Leon Biliński. Apoteozą popularności hotelu stała się wizyta w roku 1904 głównodowodzącego obrony krajowej (odpowiednika Gwardii narodowej) księcia Rainera Ferdynanda, krewnego cesarza.

Właściciele hotelu zmieniali się często. Ojcem-założycielem hotelu był Maks Margules. W 1903 roku sprzedał swój interes innemu Żydowi – Wilhelmowi Turkelowi. Po sześciu latach zakład przeszedł na własność Maurycego Rozenmana. Niestety za jego czasów standard hotelu obniżył się znacznie. Pisarz Horacy Safrin, który studiował wówczas w stanisławowskim gimnazjum, tak wspomina: „Hotel Imperial – te dwa słowa grzmiały w powietrzu, chociaż, tak naprawdę, oznaczały dwadzieścia skromnych pokoi z ciężkimi metalowymi łóżkami, gdzie nocowali przeważnie przyjezdni kupcy, agenci, wędrowni aktorzy, a często – zakochane pary”.

W latach 20. hotel ostatecznie upadł i właściciele zamienili go na zwykłą kamienicę czynszową. Pokoje przebudowano na mieszkania, które wynajmowano.

Stary hotel „Centralny” (pocztówka z kolekcji Zenowija Żerebećkoho)

Kto bardziej „Centralny”
Na początku XX wieku przy ul. Strzelców Siczowych, w odległości 50 m jeden od drugiego istniały dwa hotele o tej samej nazwie – „Centralny”. Należały do różnych właścicieli i rażąco różniły się poziomem komfortu.

Na skrzyżowaniu z obecną ul. Szewczenki stał dawny hotel „Centralny”. Zakład był taki sobie, mieścił się w długiej piętrowej kamienicy i był miejscem przeważnie dla gości o ograniczonych możliwościach finansowych. Nazywano go po prostu „noclegownią”. Pragnąc zmian, właściciel – Leon Kessler – sprzedał go i rozpoczął obok olbrzymią budowę. W umowie kupna zaznaczono, że nowy hotel nie może nazywać się „Centralny”.

W maju 1904 roku nowy hotel pana Kesslera przyjął pierwszych gości. Gazeta „Kurier Stanisławowski” rozpisywała się w zachwytach: „Hotel posiada 36 elegancko umeblowanych pokoi, wspaniały hall, szerokie jasne schody i korytarze, oświetlenie gazowe, wodociąg, wanny i telefon. Na podwórzu mieszczą się przestronne stajnie, zdolne pomieścić kilkanaście par koni, a także wozownia”.

Aby naocznie zademonstrować ten „wspaniały hall i jasne schody” Leon Kessler wydrukował unikalną pocztówkę, gdzie po raz pierwszy i jedyny w historii miasta pokazano wnętrza hotelowe. Ale z nazwą właściciel nieco przesadził. Na fasadzie świeżo wybudowanego hotelu dumnie widniał napis: „Nowy hotel Centralny”.

Pan Falk, właściciel „starego” „Centralnego”, nie na żarty obraził się na Kesslera i podał do sądu. Sprawa przeszła przez kilka instancji, aż została skierowana do cesarskiego namiestnictwa we Lwowie.

W 1904 roku w Stanisławowie miał miejsce ingres biskupa grekokatolickiego Chomyszyna. Na ceremonię przybyli namiestnik Galicji hrabia Andrzej Potocki i marszałek Sejmu Krajowego hrabia Stanisław Badeni. Ten ostatni miał sławę wielkiego dowcipnisia.

Szacowni goście stanęli w „Nowym hotelu Centralnym”. Jego właściciel postanowił skorzystać z okazji. Gdy hrabia Potocki czekał na powóz przez wejściem głównym, Kessler zwrócił się do marszałka o pośrednictwo. Ten, żartując, poradził wsunąć w rękę namiestnikowi sto florenów – i sprawa będzie załatwiona. Hotelarz na żartach się nie znał i naprawdę chciał dać łapówkę jednemu z największych magnatów Europy.

Wreszcie Kesslerowi jakoś udało się sprawę załatwić i dalej prowadzić biznes pod swoją nazwą. W 1906 roku na parterze otwarto restaurację Andrzeja Ligenzy. Krajoznawca Olena Buczyk pisze, że był to pierwszy zakład gastronomiczny w mieście, gdzie podawano kartę dań. Tradycyjny obiad kosztował tam od 0,7 do 1 złotego reńskiego.

W okresie sowieckim działał tu wojskowy hotel „Zirka” („Gwiazda”). Obecnie został zamknięty, a kamienica powoli się rozsypuje.

Nowy hotel „Centralny” (pocztówka z kolekcji Zenowija Żerebeckiego)

Łazienka w każdym pokoju
„Centralny” przez dłuższy czas uważany był za najlepszy hotel miasta. W 1912 roku pojawił się jego poważny konkurent – miejscowi magnaci Chowańcowie wybudowali olbrzymi budynek i otworzyli tu nowy hotel „Union”. Kierował nim bardzo przedsiębiorczy Jan Greiner. Była to, jak na Stanisławów, bardzo rewolucyjna budowla! Po raz pierwszy w mieście na fundamenty wykorzystano wylewkę żelbetową. Pozwoliło to „pociągnąć” w górę pięć pięter i uzyskać miano miejskiego „drapacza chmur”. W budynku zamontowano pierwszą windę, a w piwnicy – prywatną elektrownię.

Hotel „Union” (pocztówka z kolekcji Zenowija Żerebeckiego)

Gdy inne hotele ogrzewane były piecami i oświetlane gazem, to „Union” swoim komfortem przypominał poziom światowy. Reklama podkreślała, że w każdym pokoju jest ciepła i zimna woda, elektryczne oświetlenie i centralne ogrzewanie. Goście mieli możliwość korzystania z indywidualnych łazienek i telefonu w każdym pokoju. W tym czasie nawet w mieszkaniach najznamienitszych mieszkańców miasta nie często można było spotkać takie wyposażenie. W przewodniku Mieczysława Orłowicza z roku 1914 podano, że hotel posiada 25 pokoi i cena jednego zaczyna się od 4 koron.

Na parterze mieściła się najlepsza cukiernia w mieście, niejakiego Krowickiego, gdzie na kawę stać było nie każdego klienta. Hotel działał w okresie międzywojennym, a po wojnie przemianowano go na „Kijów”. Po roku 2000 przestał działać jako hotel, a budynek stał się biurowcem.

Zakład z tradycjami parlamentarnymi
Ostatnim hotelem, wybudowanym w okresie austriackim, była… „Austria”. Hotel wybudowano w miejscu pierwotnego „Centralnego” w 1913 roku. Zakład zaczął działać dopiero po roku – w 1914.

Hotel „Austria” (pocztówka z kolekcji Zenowija Żerebeckiego)

„Austrię”, jak zresztą i „Union” zaprojektował Fryderyk Janusz, nazwany w mieście „ojcem stanisławowskich drapaczy chmur”. Interesujące jest to, że budynek zamówiła kapituła greckokatolicka. Gorącą wodą, łazienkami i telefonem klientów już trudno było zadziwić, dlatego właściciele przyciągali publiczność kinem, które mieściło się w budynku.

Niebawem wybuchła I wojna światowa. Miasto zajęli Rosjanie, którzy przemianowali zakład na „George” i umieścili tu swój sztab. Jednak hotel wówczas bardziej przypominał burdel i administracja napominała swoich klientów, by nie wprowadzali tu „panienek nieznanego pochodzenia”.

Po upadku Austro-Węgier Stanisławów na kilka miesięcy został stolicą ZURL. W sali kinowej ówczesnego hotelu „Odessa” zasiadała Rada Narodowa, czyli parlament republiki. Tu 3 stycznia 1919 roku przyjęto decyzję o połączeniu z URL. 22 stycznia rząd URL ratyfikował tę decyzję i obecnie ta data jest świętem – Dniem Jedności. W czasie walk wyzwoleńczych zatrzymywali się tu Hruszewski, Petlura, Wynnyczenko i inni niepodległościowi działacze ukraińscy.

W okresie międzywojennym hotel nazywał się „Warszawa”. W restauracji działali tzw. „fordanserzy” – młodzieńcy o miłej powierzchowności, którzy nie pozwalali nudzić się samotnym paniom. Nie za friko, oczywiście.

W czasach sowieckich był tu najpierw hotel „Spartak”, potem – „Dniestr”. Na początku lat 60. XX w. w tutejszej restauracji podawano czanachy, które były wizytówką zakładu.

Dziś „Dniestr” czeka na swoje lepsze czasy. Kamienicę przejęli właściciele hotelu „Nadija” i robią tam remont. Przy okazji dobudowali piętro, które zmieniło autentyczny wygląd gmachu z początku ubiegłego wieku. Ale dziś mając pieniądze i arogancję, można robić co się chce.

Iwan Bondarew
Tekst ukazał się w nr 6 (346), 31 marca – 27 kwietnia 2020

X