Historia wigilijna

Szron otulił delikatne źdźbła trawy i gałęzie drzew, wyczarował koronki zapomnianych pajęczyn, posrebrzył dachy domów i głowę Wędrowca. Ten przyspieszył nieco kroku i chuchnął w zziębnięte dłonie.

Okna w Osadzie mrugały do niego wesoło, a za nimi przemykały cienie żywych i nieżywych ludzi. Matka zasiadała do stołu z Synem, zdawało się, że oboje byli tak samotni, a przecież mieli siebie nawzajem. Dwoje starych ludzi obejmowało się mocno, podtrzymując w sobie pragnienie jak najdłuższego życia. A w kolejnym domu mała dziewczynka ozdabiała choinkę kolorowym łańcuchem. Podobnym do tego, który jeszcze dziś rano wisiał na szyi psa, grzejącego się teraz przy kuchni.

**
– Zdaje się, że na tegoroczną wieczerzę część gości przybędzie spóźnionych – martwiła się Sąsiadka, wyglądając co chwilę przez okno i przeszkadzając tym Kotu, który umościł się na parapecie wyczekując pierwszej gwiazdy.

– Myślę, że każdy dotrze w najlepszym dla niego czasie – zauważyła Stara Kobieta, wdzięczna Losowi za kolejny podarowany jej rok. – To tak jak z miłością, zawsze pojawia się w porę nawet, gdy zdaje nam się, że za długo na nią czekaliśmy – dodała myśląc, że przecież każdy, kogo w ten wieczór wypatrujemy, jest uosobieniem miłości.

I tylko Mag uważał, że niektóre słowa padają zbyt późno. Dlatego tego wieczoru postanowił mówić wszystkim o tym, jak są ważni.

**
Wędrowiec mijał kolejne opłotki, wsłuchując się w coraz bliższe parskanie reniferów, pogryzających krzewy w ogrodzie Wiedźmy. Za kraciastą zasłonką mignęła mu twarz Mężczyzny, więc pomachał wesoło, lecz ten był zbyt zaabsorbowany swoimi zajęciami, by go dostrzec. „Nie on jeden” pomyślał Wędrowiec. Czasem świętowanie zajmuje nas tak bardzo, że nie zauważamy innych ludzi.

– Babka piekła najlepsze pierniki. Szkoda, że zabrała przepis ze sobą – wspominał Mężczyzna pakując ostatni już prezent. Marchewka owinięta gałązkami jedliny prezentowała się pięknie. Wsunął ją pod choinkę, chcąc odciążyć nieco Mikołaja. Obok położył przewiązany wstążką kalendarz. Miał nadzieję, że temu, dla kogo był przeznaczony, sprawi radość w nadchodzącym roku.

Gdyby nie narobił przy tym tyle hałasu może usłyszałby, jak gdzieś po Drugiej Stronie Babka przyjmuje pochwały, a piernikowe okruchy sypią się na ten świat. Śmierć pałaszowała ciastka z niekłamaną przyjemnością, choć rozsądek nakazywał, by zaczekać na świąteczne potrawy. Tego roku postanowiła zasiąść do wieczerzy w Zaświatach. Tu nie tylko nikt nie dbał o linię, ale też pies czuł się znacznie swobodniej. Nie irytował Kota i nie odmarzały mu łapy.

**
Anioł podtrzymywał Dziecko, które wyrosło już z niemowlęcej kołyski i ochoczo poznawało świat. Sięgało do gałęzi Choinki, a ta kłaniała mu się wówczas nisko, mrugając przy tym filuternie bombkami i chroniąc kolorowe pakunki. Zapobiegliwy Mikołaj dostarczył je już o świcie, a teraz dziwił się, że jest ich nieco więcej, niż wydobył z przepastnego wora.

Dobra Wróżka obdarzyła szerokim uśmiechem Młodzieńca rozkładającego pomiędzy półmiskami dobre życzenia. Szczęście mościło się przy kominku, Czas przystanął, zasłuchany w ludzkie i nieludzkie rozmowy, a Sąsiad odczytywał świąteczne karty: tę od Smoka i Jaszczurki, unoszącą się lekko ponad jego dłońmi, tę od Karpia, mokrą i pachnącą jeziorem i od Fauna, zapisaną nutami.

Obrus zaszeleścił uginając się pod ciężarem potraw, a stół zamruczał kornikami. Ziarna pszenicy puchły z dumy i nadmiaru miodu, a mak przesypywał się pomiędzy światami. Wieczerza była gotowa i tylko talerze spierały się przez chwilę, który z nich pozostanie dziś pusty – każdy chciał się poczuć wyjątkowy, wiedziały, że nie oznacza to „niepotrzebny”.

Wiedźma przemykała pomiędzy zapachami, lecz te, niesforne, wplatały się w jej włosy. Pachniała teraz cynamonem, miąższem pomarańczy, orzechami i odrobiną niepokoju. Tego niepokoju, który nie niesie z sobą lęku, a radość oczekiwania.

**
Wędrowiec zamknął furtkę, lecz pozostawił otwarte serce. Od gościnnego progu dzieliło go kilka kroków, gdy potknął się i runął jak długi.

– Co za licho? – zapytał, lecz Licho spało dziś snem sprawiedliwego. Otrzepał kolana, rozejrzał się uważnie i podniósł z ziemi zapomniane marzenia. To one stanęły na jego drodze. Wygładził je i wsunął do kieszeni, po czym zapukał do drzwi.

**
Pod powałą wiła gniazdo Miłość, Tęsknota za nieobecnymi przycupnęła w kącie. Opłatki mościły się na sianie, a płomienie świec ogrzewały serca. Spory ucichły, a żale zostały wypowiedziane jeszcze rano, aby nie przeszkadzały zasiąść do wieczerzy z Wiarą w lepsze wspólne jutro. Nadzieja uchyliła okno, a Kot usunął się nieco, robiąc miejsce dla blasku Pierwszej Gwiazdy.

Gdy wybrzmiały już pierwsze życzenia, a nie nadszedł jeszcze czas na te składane szeptem, dom wypełnił gwar słów i niewypowiedzianych myśli. Myśli o tych, których zabrakło dziś przy świątecznym stole. O tych, których chcemy prosić o wybaczenie i tych, którym ofiarowaliśmy okruchy swojego życia.

Wiedźma myślała o wszystkich, którzy spotkali się w jej domu w tę cichą noc.

– Sztuką jest dostrzec tych, którzy są tuż obok nas – uśmiechnął się do niej Mikołaj, podając owinięty w kolorowe wstążki pakunek. – Tylko wówczas wypatrzymy tego, kto jest dla nas najważniejszy na świecie – dodał.

Kot mruczał cichutko kolędę, wtórował mu szelest anielskich skrzydeł i dalekie kroki Spóźnionego Gościa idącego do miejsca, w którym ktoś go przywita nawet, jeśli na niego nie czeka. Wierzył, że jest to możliwe w tę noc, w którą może nie zdarzają się cuda, lecz zauważamy, że one po prostu są. Tuż obok, na wyciągnięcie ręki.

Wesołych świąt!

Agnieszka Sawicz
Tekst ukazał się w nr 23-24 (315-316) 18 grudnia 2018 – 17 stycznia 2019

X