Euroignorancja, czyli polityka w sztuce dla koneserów

14 maja świat obiegła informacja, że wielki finał Eurowizji wygrała Jamala z Ukrainy z piosenką „1944”.

Entuzjazm Ukraińców miał wymiar złożony, bo i duma z utalentowanej artystki, i Ukrainie przypadnie zaszczyt organizacji kolejnej edycji tej prestiżowej imprezy. Kto wie, może nawet odbędzie się ona we Lwowie! I utarto nosa Rosji, która zajęła trzecie miejsce… Nie ma w tej radości nic dziwnego, zdobywająca laury i ciesząca się popularnością Jamala zasługuje na uznanie i basta.

Na tym uznaniu można by było poprzestać, gdyby nie malutkie „ale”, tlące się gdzieś z tyłu głowy. Być może nie pojawiłoby się, gdyby nie to, że zwycięski utwór zwyczajnie nie wszystkim się podoba, co niby jest normalnym zjawiskiem, ale nie w tym przypadku. Sama piosenkarka podkreślała w wywiadach, że nie jest to muzyka łatwa, a taka zwykle króluje na Eurowizji. Może się to wydawać trochę niesprawiedliwe dla wykonawców, stających w eurowizyjne szranki, gdyż prawdopodobnie żaden z nich nie zakłada, że wpisze się w niewyrafinowane gusta niewyrobionej muzycznie publiczności. Przeciwnie, w ich dokonaniach widoczna jest dbałość o szczegóły, ciężka praca, a i publika pewnie nie uważa się za „łatwą” i plebejską. Reprezentantka Ukrainy przygotowała dzieło niewątpliwie trudne w odbiorze, nie wpadające w ucho, ale przejmująca kompozycja była tu tylko tłem dla jeszcze bardziej przejmującego tekstu.

O ten tekst tu właśnie chodziło. Chwilę po Eurowizji wstydem stało się nie wiedzieć, że w 1944 roku z dalekiego Krymu władze Związku Radzieckiego deportowały Tatarów. Wywieziono ich daleko od ojczyzny, rzucono na azjatycki step, wyrwano im korzenie. Kto wysłuchał wywiadów z Jamalą wie, że odbywało się to w straszliwych warunkach, ludzi traktowano z pełnym okrucieństwem, w podróży towarzyszyła im śmierć. Część osób zobaczyła w tej historii tragedię swoich bliskich, Polaków deportowanych przez sowietów, część sięgnęła być może, lub sięgnie, do literatury, by powiększyć swoją wiedzę. Inni zaczną rozumieć, o co z tym Krymem chodzi, skąd na nim Tatarzy i dlaczego dziś obecność Rosjan na zaanektowanym półwyspie ma wymiar podwójnie tragiczny i symboliczny – kolejny raz odebrali ziemię jej mieszkańcom, kolejny raz wypędzili z niej Tatarów.

Wśród dzisiejszych uciekinierów z Krymu znalazła się i Jamala, sama o sobie mówiąca, że jest Ukrainką mimo, iż ukraińska krew nie płynie w jej żyłach. Dokonała jednak wyboru swojej narodowości i ma do tego prawo, jak miliony ludzi na całej Ziemi. Jako Tatarka i Ukrainka, piosenkarka opowiada dziś o tragedii narodu, z którego się wywodzi i tego, z którym się identyfikuje, przypomina o prześladowaniach jej rodaków, których dopuszczają się Rosjanie, mówi o strachu, o wojnie w Donbasie. Któż bowiem bardziej niż ona jest uprawniony do takich słów, kto może mówić głośniej, niż artyści?

Jamala o tym wie i skwapliwie korzysta z tego przywileju. Za rok skorzysta cała Ukraina przypominając, że kraj, który organizuje europejski festiwal wciąż jest na marginesie Europy, a stolica zjednoczonego kontynentu nie poświęca mu swojej uwagi, nie oferuje pomocy w walce z Rosją. Sztuka kolejny raz zostanie zaprzężona do politycznej walki, co nie jest nowością ani w dziejach sztuki, ani polityki, czego nie sposób negować. Jamala udowodniła, że temat, o którym śpiewała, jest ważny nie tylko dla niej, ale dla wszystkich Ukraińców, którzy zadecydowali, że to ona będzie reprezentować ich kraj w Sztokholmie. Wszystkich – to znaczy tych, ze wschodu, też. Dowiodła, że temat ten ważny jest również dla Europy, symbolicznie pokazującej Moskwie, że widzi, co Rosjanie wyprawiają i nawet, jeśli nie reaguje, to nie akceptuje tych poczynań.

A jednocześnie Rosję też przecież Europejczycy ugłaskali. Trzecie miejsce to niemal tak, jakby powiedzieć, że przecież nic do was tak naprawdę nie mamy, doceniamy wasz wkład w kulturę, doceniamy waszą muzykę. Jesteście w Europie, choć tacy niesforni.

Tegoroczna Eurowizja stała się spektaklem politycznej manifestacji. Nawet Polacy, tak często niechętni „banderowskiej” Ukrainie, oddali głosy na piosenkarkę znad Dniepru. Co więcej, szybko okazało się, że krytyka zwycięskiej piosenki postrzegana jest w kategoriach antyukraińskości. „Tu nie trzeba słuchać piosenki, a słów. To przekaz idący z duszy i serca” przekonują polscy internauci. „W sytuacji, gdy giną ludzie w Donbasie, uczestnik z Ukrainy nie mógłby śpiewać niczego radosnego, to byłby moralny zgrzyt” – dodają i już wiadomo, że trudna w odbiorze kompozycja nie ma żadnego znaczenia, wobec słów, dla których była dodatkiem.

Argumentacja, że należy wsłuchać się w przejmujący tekst, potwierdza niejako tezę, że w tym roku na Eurowizji chodziło o manifest polityczny, a nie radość ze słuchania. Jeśli ktoś uzna, że wygrał utwór słaby, to w najlepszym wypadku dowiedzie muzycznej ignorancji, w najgorszym okaże się, że akceptuje aneksję Krymu. Gdzieś w tym wszystkim rozmywa się sztuka, w której przecież nie to ładne, co ładne, ale co się komu podoba. Jamala nie może się nie podobać, bo wyśpiewała historię pełną bólu, łez, cierpienia, a nikt, kto ma serce nie zaneguje tej tragedii.

I tylko można się zastanowić, czy aby na pewno trzeba ją hołubić. Czy każdemu musiała podobać się piosenka dla koneserów? A także czy Ukrainy nie wolno dziś krytykować ani za nieudolność polityków, ani brak reform gospodarczych i socjalnych, nowoczesnych regulacji prawnych, za utrzymywanie oligarchicznego systemu, za korupcję, dziurawe drogi, siermiężne w swym wystroju i obsłudze hotele, brudne marszrutki, źle remontowane zabytki…? Krytyka nie oznacza niechęci, często przeciwnie, jest drogą do uzdrowienia tego, co w nas złe, do poprawienia tego, co słabe. W pewnym momencie chcąc komuś pomóc, musimy przestać go głaskać.

A chcąc mówić o sztuce, musimy mieć prawo do tego, by jej nie rozumieć, by inaczej ją oceniać, do sprzeciwu, gdy krytycy nam mówią, że czarne płótno z czerwonym kwadratem w rogu jest dziełem wartym miliony. Nie trzeba lubić czegoś tylko dlatego, że opatrzone jest konkretną metką nawet wtedy, gdy się z tą metką zgadzamy.

Agnieszka Sawicz

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X