Na Cmentarzu Łyczakowskim wśród grobów kobiet wyróżnia się kilka pochówków Ormianek lwowskich, aktywnych działaczek społecznych, które wniosły znaczny wkład w życie kulturalne, naukowe i społeczne Lwowa.
W „Nowym Kurierze Galicyjskim” (nr 21-22/2025 r.) wspominałem o działalności dr Bronisławy Wójcik-Keuprulian (1890-1938), wybitnego muzykologa i badaczki twórczości Fryderyka Chopina. W kolejnym artykule chcę zwrócić uwagę Czytelników na postać Emilii ze Stefanowiczów Polakowej (8.01.1885 – 26.12.1938), żony dr. Tadeusza Polaka, prezesa lwowskiej Izby Skarbowej, córki znanego malarza Antoniego Stefanowicza i Marii z Krzysztofowiczów Stefanowiczowej. Jej brat, Kajetan Stefanowicz, malarz, rotmistrz 1 Pułku Szwoleżerów I Brygady Legionów poległ w 1920 roku w wojnie polsko-bolszewickiej. Pochowany został na Cmentarzu Orląt Lwowskich. Emilia ze Stefanowiczów Polakowa spoczęła obok rodziców w rodzinnym grobowcu na polu nr 50.

Emilia Polakowa była niezwykle aktywną działaczką społeczną, przede wszystkim w ruchu kobiecym. Od założenia w 1930 roku Archidiecezjalnego Związku Ormian we Lwowie była jego członkinią, radną m. Lwowa, przewodniczącą Okręgu Rodziny Rezerwistów, Przewodniczącą Komisji Kobiecej Sekretariatu Porozumiewawczego Polskich Organizacji Społecznych, Wiceprzewodniczącą Zjednoczenia Polskich Katolickich Organizacji Kobiecych we Lwowie, członkinią Rady Okręgowej Obozu Zjednoczenia Narodowego i wielu innych. Jej działalność społeczna była zauważana i wysoko ceniona, odznaczona została Krzyżem Kawalerskim „Polonia Restituta” i Złotym Krzyżem Zasługi.
Urodziła się w 1885 roku w Drohobyczu, gdzie jej ojciec, artysta malarz Antoni Stefanowicz zajmował w miejscowym gimnazjum stanowisko profesora rysunków. Od 1892 roku rodzina zamieszkała we Lwowie, zaś Antoni Stefanowicz otrzymał nominację do Szkolnej Rady Krajowej. W 1906 roku Emilia Stefanowicz wyszła za mąż za Tadeusza Polaka, prawnika z dyplomem Uniwersytetu Jagiellońskiego, z czasem prezesa lwowskiej Izby Skarbowej. Zmarła w wieku 54 lat. Pogrzeb Emilii Polakowej zebrał tysięczne tłumy ludzi. 30 grudnia 1938 roku „Dziennik Polski” pisał: „Wczoraj w południe odbył się z krypty kościoła oo. Bernardynów na Cmentarz Łyczakowski pogrzeb czołowej działaczki kobiecej Lwowa śp. Emilii Polakowej. O godzinie 12-tej w krypcie przedpogrzebowej egzekwie żałobne w towarzystwie licznego duchowieństwa obrządku łacińskiego i ormiańskiego odprawił JE. ks. arcybiskup dr Bolesław Twardowski, poczym skromną dębową trumnę wyniesiono przed kościół oo. Bernardynów, gdzie do zebranych delegacji i licznych rzesz wiernych przemówił przedstawiciel Rady miejskiej Lwowa prof. Weigel, zaś imieniem Sekretariatu Porozumiewawczego Polskich Organizacji Społecznych pożegnał Zmarłą działaczkę senator Fischer”.
Po przemówieniach utworzył się kondukt pogrzebowy, na którego czele niesiono sztandar Powiatowego Związku Kół Gospodyń Wiejskich. Kondukt prowadził w otoczeniu duchowieństwa ormiańskiego ks. kanonik Adam Bogdanowicz. Za karawanem pokrytym w całości wieńcami, postępowali członkowie rodziny i przedstawiciele władz na czele z wicewojewodą Chmielewskim, prezydentem miasta dr. St. Ostrowskim, prezesem Izby Skarbowej Kucharskim, prezesem Dyrekcji Poczt i Telegrafów Moszoro. Następnie Zarządy Rodziny Urzędniczej i Rodziny Rezerwistów i delegacje prawie wszystkich działających na terenie Lwowa polskich organizacji oraz tłumnie uczestnicząca w pogrzebie publiczność.
Przy dźwięku dzwonów kościoła oo. Bernardynów kondukt skierował się przez plac Bernardyński i ulicę Piekarską w kierunku Cmentarza Łyczakowskiego, gdzie nad otwartą mogiłą przemówiła żegnając w płomiennych słowach śp. Zmarłą doc. dr Łucja Charewiczowa, jedna z jej najbliższych współpracownic i koleżanek.
W „Dzienniku Polskim” Łucja Charewiczowa umieściła też artykuł-pożegnanie poświęcony Emilii Polakowej, z którą razem pracowała w wielu organizacjach społecznych. W tym artykule są takie oto słowa: „Od lat już kilku była Emilia Polakowa dumą i chlubą lwowskiego świata kobiecego, wysunąwszy się swą aktywnością i uzdolnieniami na jego czoło. Swym taktem ujarzmiła ona niejednokrotnie wzburzone temperamenty niewieście, własną bezinteresownością rozbrajała wybujałe ambicje. Będąc zawsze rzeczniczką zgody i pojednania, celowała we franciszkańskiej wprost pokorze. Ta żenująca nieraz postronnych jej cnota wypływała z głębin jej nawskróś chrześcijańskiej duszy, najżarliwszego jej katolicyzmu. Działała zaś wielekroć zbawiennie, bo paraliżująco na wszelkie objawy ludzkiej pychy (…) Pochodząc z rodziny ormiańskiej Stefanowiczów w linii ojczystej a Krzysztofowiczów po matce, przedstawiała ona najdodatniejszy produkt skrzyżowania się uzdolnień nacji ormiańskiej z kulturą polską. Znamionowały ją dwie cechy zasadnicze: bystrość i temperament, kojarzyły się w jej istocie z wynikiem najdodatniejszym. Słodycz charakteru i upiorna stanowczość, a przy wysokiej skali uczuciowej wielki zmysł praktyczny i dar organizacyjny (…) Przyjąwszy w 1934 roku godność radnej, stała się nie tylko z tytułu tego urzędu, ale i z racji nieznużonych swych poświęceń i czynów prawdziwą matką ukochanego miasta rodzinnego. Z wielkim nakładem pracy spełniała swe powinności członka komisji finansowej Rady Miejskiej, współdziałała w Miejskim Komitecie Opieki Pozaszkolnej, w Komitecie Pomocy Zimowej i we wszelkiej humanitarnej akcji miasta, na swą też rękę świadcząc prywatnie wiele dobra dla sierot opuszczonych, matek, kalek i starców”.
Dla tych, którzy dobrze znali Emilię Polakową i z nią codziennie współpracowali, jej śmierć była ogromnym zaskoczeniem. Pisała o tym na przykład Janina Kilian Stanisławska w swoich wspomnieniach, które opublikowała w „Dzienniku Polskim” pod wrażeniem nagłej śmierci Emilii Polakowej. Oto kilka zdań z tych wspomnień, pełnych podziwu dla entuzjazmu i ofiarności Emilii Polakowej i jej oddaniu pracy społecznej: ”Emilia Polakowa należała do typu ludzi niezastąpionych. Jak wielkie dzieła sztuki, wielkie idee i wielkie uczucia – istnieją też wielkie dusze wśród nas, które raz tylko pojawiają się, ażeby odegrać rolę jedyną i niepowtarzalną. Przychodzą tacy ludzie na świat z wieczności, otoczeni nieznanym nam fluidem, zniewalającym wszystko i wszystkich dookoła siebie. Istnienie ich jest pozornie ciche i proste, tym prostsze, im głębiej sięgają swymi czynami w dusze ludzkie. Stwarzają, żyjąc, nowe i twórcze wartości, zapalają ludzkie serca swym prometejskim ogniem, wstrząsają sumieniami, stają się niezbędni w tej swojej jedyności i wyjątkowości i odchodząc zabierają to wszystko ze sobą tak bezpowrotnie, iż nikt i nic ich ani naśladować, ani zastąpić nie może.Taką wyjątkową organizacją duchową była Emilia Polakowa. Gdy wchodziła, miła i skromna, uśmiechnięta z promienną życzliwością i zawsze ufna w zwycięstwo dobra nad złem; gdy przemówiła tym swoim niezapomnianym, dźwięcznym głosem z głębi czystego serca do nas, jakże często pełnych buntu i goryczy – z miejsca brała dusze nasze w niewolę. Było w tym coś dziwnego, jakaś potężna siła promieniowała z jej słów, słuchaczy ogarniał niepokój, jak małowartościowe próżnostki opadały i gasły prywatne ambicje i egoistyczne sprawy. Słowa jej i zdania, poza swą artystyczną i niezwykle piękną formą, posiadały siłę prawdy przeżywanej, budziły sumienia ludzkie. Śmierć jej, tak przedwczesna, była śmiercią z przepracowania. Nigdy nie zmęczona, przy nadludzkich wprost wysiłkach wątłego organizmu, łudziła wszystkich swą olbrzymią energią życiową, która kazała jej spalić się do ostatka w najżarliwszej służbie dla idei niesienia pomocy społeczeństwu. Zawsze pierwsza na placówce, wesoła i dowcipna, umiała wrodzonym taktem rozwiązywać najcięższe konflikty tak jakoś lekko, że wydawały się potem zawstydzająco małe i proste. Jako niestrudzona działaczka społeczna, prowadząca swym wpływem i pracą wszystkie niemal lwowskie organizacje społeczne, i jako radna miasta, której zdanie ceniono i szanowano, osierociła nie tylko kochającego męża, lecz także swe ukochane miasto, i całe, bez wyjątku, społeczeństwo lwowskie”.
Jak wyraziła się o niej dr Łucja Charewiczowa w swej przepięknej mowie pożegnalnej, „Emilia Polakowa tradycje kobiety polskiej ożywiła we Lwowie tak wybitnie, iż zasłużyła bezsprzecznie na miano najdostojniejszej lwowianki dzisiejszości”. Jeszcze brzmi nam w uszach jej silny i ekspresyjny głos ostatniej mowy przedwyborczej, która wywarła tak wstrząsające wrażenie, iż słuchano jej ze zdumieniem i drżeniem serca; jeszcze tak niedawno słuchaliśmy jej dziecięco niemal radosnego śmiechu, który rozlegał się wszędzie, gdzie ona była; jeszcze uwierzyć nam trudno, że te zawsze czynne ręce i umysł tak jasny, będący ostoją i autorytetem moralnym tysiąca spraw społecznych i narodowych w naszym wiecznie zagrożonym mieście – że wszystko to odeszło od nas niepowrotnie. Łączymy się w żalu z najwierniejszym przyjacielem jej życia i najżarliwszym towarzyszem jej myśli i pracy, bardzo przez nią ukochanym mężem jej Tadeuszem Polakiem i powtarzamy słowa, którymi pożegnał to swoje najdroższe stworzenie: «Tej, która była moją wiarą, moją siłą, moim życiem». I naszą była siłą i wiarą”.
Emilia Polakowa była też aktywną parafianką ormiańskokatolickiej parafii katedralnej i działaczką Archidiecezjalnego Związku Ormian (AZO) we Lwowie, organizatorką z ramienia AZO słynnych w przedwojennym Lwowie „Balów Ormiańskich”. Jej działalność na rzecz wspólnoty żywo przypomina życiorys innej XVIII-wiecznej sławnej Ormianki lwowskiej – Anny z Jaśkiewiczów Augustynowiczowej, żony Krzysztofa Augustynowicza, „szlachetnego i wielmożnego herbu Odrowąż dyrektora i sędzi społeczności ormiańskiej we Lwowie” i brata arcybiskupa ormiańskiego Jana Tobiasza Augustynowicza (1715-1751). W Katedrze Ormiańskiej zachowała się tablica epitafijna tej zasłużonej matrony ormiańskiej, wykonana z czarnego marmuru i ozdobiona jej portretem, namalowanym na owalnej blasze i ujęta w zdobny kartusz.
W polu tablicy epitafijny napis w języku staropolskim: „Deo Optimo Maximo. O jak cienka jest życia ludzkiego osnowa, Anna pod tym marmurem śpi dyrektorowa, Zgasł nam splendor szlachetny, z Jaśkiewiczów damy w życia doskonałości równej szukać mamy. Ta lubo dzieci niemiała, wszystkich matką była, życie święte w sześćdziesiąt lat i trzy skończyła. Krzysztof Augustynowicz, małżonek serdeczny złożył marmur afektu na fundament wieczny, te krótkie na nim łzami zakroiwszy słowa niech z Bogiem odpoczywa tu dyrektorowa. Anno Domini 1728 die 16 Maji”.
Jurij Smirnow


