Chociaż Stanisławów przez prawie półtora wieku był pod władzą Austrii, tutejsza społeczność niemiecka nie była liczna. Jednak trzy rodziny pozostawiły wybitny ślad w historii miasta. Małżeństwo Coklerów, znane było z licznych fabryk. Rodzina Hauswaldów wzbogaciła się na handlu towarami żelaznymi i wybudowała swoją luksusową kamienicę na początku dzisiejszego deptaka. A dynastia Fiedlerów produkowała meble. To o nich będzie dzisiejsza opowieść.

Meblowi magnaci
Otwieramy gazetę „Kurier Stanisławowski” za rok 1904 i czytamy ogłoszenie reklamowe: „Skład mebli Karola i Edmunda Fiedlerów, pracuje od 54 lat i mieści się w Stanisławowie na pl. Franciszka Józefa. Meble własnej produkcji, wytwarzane jakościowo według najnowszych modeli. Skład luster i mebli żelaznych (łóżka zwykłe, łóżka z materacami, nachtkasliki, umywalki, siatki do łóżek).
Wyroby stolarskie tej firmy nagrodzone były Wielkim Srebrnym medalem Wystawy Krajowej.
Skład mebli przyjmuje również zamówienia na wszelkie roboty, dotyczące stolarki budowlanej w tym i wyposażenia sklepów i innych zakładów publicznych”.
Jeżeli wierzyć reklamie, to zakład stolarski w Stanisławowie Fiedlerowie założyli w 1850 r. krajoznawca Mychajło Hołowatyj odnalazł w archiwach miejskich takie imiona członków tej dynastii: Karol (ur. W 1821 r.), Józef (1822–1902), Ludwig (1831), Franciszek (1832), Ferdynand (1836), Julian (1839). Według lat urodzenia należą oni do jednego pokolenia, wobec tego mogą być braćmi, krewnymi lub kuzynami.
Historyk Włodzimierz Dombrowski w „Księdze pamiątkowej mieszczaństwa polskiego w Stanisławowie” pisze, że przedstawiciele tej niemieckiej rodziny zaczynali działalność jako zwykli stolarze, a z czasem zakupili nowoczesne urządzenia (porządne warsztaty), produkowali meble i mieli własne sklepy. Wprawdzie, „realnych majątków” – czyli gruntów – nie posiadali.
Najwięcej salonów – jak je wówczas nazywano – „składów mebli” mieściło się przy obecnym pl. Wieców. W 1891 r. Franciszek Fiedler otworzył swój zakład w kamienicy Galińskiego (ob. ul. Hetmana Mazepy 1). Obok w kamienicy Kalnama Jonasa (pl. Wieców 2) działał skład mebli Ludwiga Fiedlera. Po ojcu przejął w spadku skład jego syn Karol, którego reklamy przytoczyliśmy na wstępie.
Książki telefoniczne z okresu międzywojennego zaznaczają tylko jednego Fiedlera – Władysława. Posiadał warsztat stolarski i sklep przy ul. Sobieskiego 90–94 (ob. ul. Strzelców Siczowych). Najprawdopodobniej tenże Władysław był przedstawicielem trzeciego pokolenia stolarskiej dynastii.

Waliza – dworzec – Rosja
Oprócz produkcji szaf i krzeseł, Fiedlerowie aktywnie działali w życiu społecznym miasta. Ferdynand Fiedler stał na czele towarzystwa „Gwiazda” i był przewodniczącym „Koła mieszczan”. W 1880 r. zostaje radnym i przez cztery lata jest członkiem zarządu „Banku Mieszczańskiego”. Ta instytucja finansowa szybko się rozwijała i w latach 1892-1897 trzykrotnie zwiększyła swoje dochody.
Jednak największa karierę zrobił Karol Fiedler (ur. 1851). Był synem protoplasty rodu, również Karola i nazywano go Karol-junior. Od ojca nauczył się stolarki, ale na tym się nie zatrzymał. W 1890 r. został obrany do Rady miejskiej i po kilku latach zostaje wiceburmistrzem.
Dzięki ówczesnej prasie dowiadujemy się o zarobkach tego urzędnika. W 1901 r. Rada Miejska w prezencie noworocznym podniosła swoim urzędnikom uposażenie. Burmistrz Artur Nimgin zarabiał 8 000 koron (wcześniej 6 000), Fiedler – 2 400 (wcześniej 2 000). Taka dysproporcja była tłumaczona tym, że członkowie magistratu, oprócz burmistrza, mogli prowadzić działalność gospodarczą i otrzymywać z tego dochody.

Nie zważając na wysoki majątek i solidną pozycję socjalną, pan Karol żył skromnie. Należał do niego niewielki budynek przy ul. Kazimierzowskiej, bardziej przypominający wiejską chatę. Dopiero w 1900 r. udało mu się w głębi posesji wystawić piętrową kamienicę (ul. Mazepy 15).
Wiceburmistrz był osobą w mieście szanowaną i poważaną, na co zasłużył sobie przyzwoitością i osobistą odwagą. Na przykład, gdy w 1906 r. wybuchł pożar w magazynie lakierów i farb na początku dzisiejszej ul. Czornowoła, Fiedler jako jeden z pierwszych udał się na miejsce i kierował akcją ratowniczą.
Z początkiem I wojny światowej, burmistrz Artur Nimgin uciekł z miasta. Rosyjskie wojska spotykał jego zastępca, który wyszedł do okupantów z białą flagą. Przez prawie pół roku pełnił funkcję burmistrza, ale na wiosnę 1915 r. moskale wysłali go na Syberię jako nieprawomyślnego.
Siostra Hitlera
Jaki był dalszy los rodziny? Prawdopodobnie, jak i większość stanisławowskich Niemców w grudniu 1939 r. sowieci odesłali ją do Vaterlandu. Jednak do dziś mieszkają w mieście potomkowie słynnej dynastii, wprawdzie w linii kobiecej .
Najmłodszy z braci Fiedlerów – Julian (ur.1839) – był prawdziwą czarną owcą rodziny. Nie zajął się stolarką mebli, lecz został… urzędnikiem kolejowym. Jego najstarszy syn Ludwig (1878-1918) ożenił się z Michaliną z Rudnickich. Była o kilka lat starsza od swego małżonka, i było to jej drugie małżeństwo. Pierwszy mąż Michaliny – niejaki pan Wołosianko – pracował w stanisławowskiej policji. Odumarł młodą żonę po tym, gdy poślizgnął się na ulicy i uderzył głową o lód.
Ludwig i Michalina doczekali się czwórki dzieci, z których przeżyło dwie dziewczynki – Maryla i Janina. Zapalenie nerek sprowadziło przedwcześnie ojca do grobu. Po kilku latach zmarła i jego żona. Prowadziła zdrowy tryb życia, hartowała się, biegając boso po śniegu – doprowadziło to do fatalnego zapalenia płuc. Chociaż Fiedlerowie mieli rodzinny grobowiec na starym cmentarzu chrześcijańskim, to Ludwika i Michalinę pochowano w różnych grobach. Opiekunem sierot został stryj – Johann Fiedler.

Córka Janina miała pokaźny posag, ale krewni pozbawili ją wszystkiego. Przyczyną było jej małżeństwo z Ukraińcem Mykołą Stasiukiem. Wcześniej Fiedlerowie zawierali małżeństwa z Polakami, Niemcami, a nawet z Żydami, ale ślub z Ukraińcem był mezaliansem. Posag otrzymała starsza siostra Maryla. Mykoła wprawdzie daleko nie był biedakiem, był właścicielem trzech zakładów szewskich i mieszkał w prestiżowej kamienicy przy ul. Sedelmajerowskiej (ob. Nowogródzka 9).
14 listopada 1943 r. w czasie obławy na premierze operetki „Szarika” kilku młodych członków OUN wydostało się z otoczonego teatru i ukryło się w bramie na ul. Sedelmajerowskiej. Weszli na ostatnie piętro i zapukali do drzwi Stasiaków, gospodarze zaś wpuścili i przechowali chłopców. Niemcy przeszukiwali kamienicę, ale gdy zobaczyli że w mieszkaniu mieszka kobieta-volksdeutsch przeprosili, a oficer nawet pocałował ją w rękę.
Kolejnym przypadkiem, gdy rodzinne stosunki z Fiedlerami uratowały ich od nieprzyjemności, był powrót małżeństwa Stasiuków po zapadnięciu godziny policyjnej. Wracając z gościny, natrafili na patrol ukraińskiej policji. Policjanci byli zdecydowani odprowadzić małżeństwo na posterunek. Wówczas Mykoła poszedł va-bank. Pokazał dowódcy patrolu kenkartę żony i powiedział:
– Czy wiesz, kogo zatrzymujesz? Popatrz tu – siostra Hitlera!
Policjanci nie za bardzo rozumieli niemiecki i przy słabym świetle latarek nazwisko „Fiedler” podobne było do „Hitler”. Wywołało to nie byle jakie wrażenie na patrolu i odprowadzili ich do domu.
W 1949 r. małżeństwo Stasiuków zesłano na Daleki Wschód. Do Stanisławowa wrócili oni dopiero pod koniec lat 1950. Rodzinną historie opowiedziała mi córka Janiny i Mykoły – Aleksandra Rybak, urodzona w 1940 r.i pod koniec dodała, że w Australii jest wielka fabryka mebli, która należy do rodziny Fiedlerów. Może to rodzina?
Iwan Bondarew
Tekst ukazał się w nr 19 (479), 17 – 30 października 2025
