Dworzec

Dworzec

W mojej pamięci ożywają wspomnienia z przeszłości. W biegiem lat stają się bardziej wyraziste, niż były w rzeczywistości. Wysezonowane w pamięci wspomnienia, jak dobre wino nabywają nowej jakości i wizji. Nawet prozaiczne, nieznaczne epizody życia stają się bardziej znaczące i niecodzienne. Bo teraźniejszość – to tylko mgnienie, które nie zdążywszy zabłysnąć, zanika.

Pamięć w swoich zakamarkach rozdziela wszystko na swoje miejsca. I bywa, że to, co wydawało się, że ma jakieś znaczenie, odchodzi na dalszy plan. A człowiek odchodzi z tego świata nie z tym, co się wydarzyło, a z tym, co pozostało na dnie jego pamięci.

 

Wydaje mi się, że pamięć – to niebiański dworzec, z którego odjeżdżamy do Wieczności. A życie – to wagon z oknami pamięci. Kto utracił pamięć, pozostaje w mroku w którym nie ma życia i nie ma ruchu. Próbuję wpłynąć do mej pamięci, która jeszcze się nie zakończyła. Wrzesień 1972 roku. Zapis w pamięci:

Leżę i ściskam w rękach
Całe garście pyłu słońca.
Wokół przelewają się głosy,
Które wczoraj były obok, blisko.
Moja pamięć staje się niebiańskim dworcem,
Miejscem spotkań, rozstań i dramatów,
I każdy gwizd pociągu
Brzmi ulotnością życia.

1972 rok był dla mnie radosny i tragiczny. W tym roku ożeniłem się z Lusią, z którą nie rozstaję się do dziś. W ostatnim dniu lutego, roku przestępnego, zmarła na wylew moja matka. W listopadzie tego szczególnego roku urodziła się córeczka Kasia, którą nazwaliśmy tak po mamie. Pociąg życia mknie naprzód, a my jesteśmy tylko świadomymi lub nie, pasażerami. Na mej głowie rosną srebrne włosy przekwitania. I teraz bardziej lubię śnieg, niż palące słońce. Bardziej podoba mi się spokój i harmonia, niż dziki wrzask zachwytu. Otaczający mnie świat nie niesie już tajemnicy i przypomina bardziej spektakl prowincjonalnego reżysera.

Czasem chce mi się biec, ale już nie wiem gdzie. Tak samo nie wiedział gdzie biec i wielki Lew Tołstoj. Ale w odróżnieniu od niego, nie mam Jasnej Polany. Patrzę na moją żonę i widzę w niej, jak w lustrze, swoje odbicie. Bardziej przemawia do mej duszy muzyka Bacha, niż muzyka Mozarta. Mieszkam w mieście, okupowanym przez przybyszy z zewnątrz. Nie wiem, czy dobrzy są czy źli, ale są obcy, jak byli obcymi dla rodziny Turbinów, szalejący po Kijowie żołnierze Petlury. A czas z każdym rokiem leci coraz szybciej. Przed oczyma coraz wyraźniej rysuje się niebiański dworzec pamięci. I kto tam na mnie czeka – nie wiem.

Eugeniusz Tuzow-Lubański
Tekst ukazał się w nr 1 (149), 13–30 stycznia 2012

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X