Dokąd zmierzasz Ukraino?

Dokąd zmierzasz Ukraino?

Pytanie to staje się zasadne, ponieważ ponad 20 lat niepodległości nie wskazało kierunku i perspektywy, do której zmierzają elity tego kraju. Okres niepodległości to nieustanne miotanie się pomiędzy Rosją a Europą.

Jest rzeczą oczywistą, że kraj będący kilkadziesiąt lat pod domeną Związku Radzieckiego i będący kiedyś jego częścią, nie może natychmiastowo zerwać więzi gospodarczych, politycznych, a w szczególności mentalnych. Do tego należy „dojrzeć”. Jednak to dojrzewanie coraz bardziej się przeciąga w czasie. Wydawało się, że pomarańczowa rewolucja w 2005 r. na trwale określi kierunek dążeń Ukrainy, jednak tak się nie stało. W chwili obecnej śmiem twierdzić, że ukraińscy politycy nie mają dalekowzrocznej wizji i strategii własnego kraju. Niektórzy mogą sądzić, że jest to chytra strategia kluczenia pomiędzy Rosja a Unią Europejską aby jak najwięcej „ugrać” dla siebie. Każdy, kto tak myśli, musi jednak wiedzieć, że jest to utopia. Żaden kraj w momencie globalizacji świata nie jest zdolny do samoistnego kreowania własnej polityki, bez uwzględniania regionu, w którym się znajduje. Szczególnie Ukraina powinna zdawać sobie sprawę, że żadnej trzeciej drogi nie ma. A wyborem jest albo Rosja albo Europa.

Dla mnie jest szczególnie niepokojące to, że każdy dzień zastoju czy marazmu jest dniem bezpowrotnie straconym. Coraz bardziej pogłębia się przepaść technologiczna i ekonomiczna pomiędzy sąsiadami. Niejasność polityczna powoduje, że do kraju o 47 milionowym rynku inwestycje płyną małym strumyczkiem, zamiast dużą rzeką. Stara prawda mówi, że kapitał i inwestycje potrzebują ciszy i stabilizacji, a tego na Ukrainie brak. Bez skoku technologicznego kraj ten stanie się pariasem na peryferiach kontynentu.

Brak inwestycji to brak pracy, a przestarzały przemysł ich nie zapewni. Dlatego też miliony Ukraińców poszukuje pracy za granicą, wielu z nich nie widzi perspektywy we własnym kraju, szczególnie młodzi, którzy masowo uczą się i pracują za granicą, gdzie starają się znaleźć punk zaczepienia dla siebie i rodziny. Jest to ogromna strata dla kraju, który nie jest w stanie zapewnić im miejsca pracy i godnego życia. Gwoli ścisłości, Ukraina pod naciskiem Unii Europejskiej rozpoczęła zmiany kodyfikacyjne w swoim ustawodawstwie i sądownictwie, lecz następuje to opornie.

Pewien wpływ na taki stan rzeczy ma brak spójnej polityki wobec Ukrainy, a właściwie jej brak, dotyczy to w szczególności Polski, która ma ambicję bycia ambasadorem Ukrainy (kwestia ta została poruszona w ostatnim numerze Kuriera Galicyjskiego [nr 9]). Jednak jest to tylko cześć prawdy. Należy zadać sobie pytanie czy Ukraina sama chce zmian? Czy chce integrować się z Unią Europejską, czy wejść w skład wspólnego obszaru celnego z Rosją Kazachstanem i Białorusią? Tych rzeczy nie da się pogodzić.

Wydaje się, że Ukraina sama jeszcze nie dojrzała mentalnie do jasnego wyboru strategii swojego rozwoju i integracji. Jakiekolwiek próby wywierania presji politycznej nie przyniosą oczekiwanego skutku. Obawiam się, że przekładanie podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE i próby warunkowego uzyskania mandatu na jej podpisanie przez Komisję Europejską wśród członków UE, spełzną na niczym. Postawa Ukrainy wzbudziła falę niechęci w Niemczech, Holandii czy Francji i poparcie tego pomysłu jest wątpliwe. Europa jest skupiona na swoich problemach i ledwie dostrzega Ukrainę, zresztą bez specjalnej sympatii. Tak więc, następny wyznaczony termin podpisania umowy stowarzyszeniowej w Wilnie jesienią tego roku może stać się nierealny i odsunięty na długie lata.

Bardzo chciałbym się mylić w swojej ocenie, czego życzę Ukrainie i sobie.

Jan Wlobart
Tekst ukazał się w nr 10 (182) 31 maja – 13 czerwca 2013

 

Czytaj też:
Dajmy spokój Ukrainie

X