IPN o Tragedii Wołyńskiej

IPN o Tragedii Wołyńskiej

Prezes Instytutu Pamięci Narodowej Łukasz Kamiński: „Żadne błędy  polskiej polityki międzywojennej nie mogą stanowić usprawiedliwienia tragedii wołyńskiej.

W tym roku przypada 70. rocznica tragicznych wydarzeń na Wołyniu, które pozbawiły życia tysięcy Polaków i Ukraińców. Od 20 lat Warszawa i Kijów starają się odwrócić tragiczną kartę historii i uczcić pamięć wszystkich ofiar rzezi wołyńskiej. Polscy i ukraińscy duchowni nawołują do modlitwy za ofiary, a politycy obu stron „wybaczają i proszą o wybaczenie”. Ale zdarza się, że ostre słowa i określenia wzbudzają emocje i oburzenie. O stanowisku IPN w tej kwestii mówi jego prezes – historyk Łukasz Kamiński.

W Polsce i na Ukrainie mamy różne podejście do wydarzeń na Wołyniu. Jakie wspólne stanowisko byłoby do przyjęcia dla Polaków i Ukraińców? Czy takie podejście, które zastosowali kiedyś Polacy i Niemcy wobec bolesnych kart historii – „wybaczamy i prosimy o wybaczenie”?
Zacytowane przez pana słowa zabrzmiały z ust polskich biskupów 20 lat po wojnie. Był to akt wielkiej odwagi, jeżeli zważymy na to, że rany w polskim społeczeństwie były dość świeże. Podstawą dla tych słów był prawdziwy opis stosunków z Niemcami i zbrodni niemieckich dokonanych na Polakach. Warunkiem pojednania było wyjawienie prawdy, nawet tej najbardziej bolesnej. W badaniach naszych historyków i prokuratorów mamy takie fakty: w latach 1943-1945 ukraińscy nacjonaliści zamordowali około 60 tys. Polaków na Wołyniu, 30-40 tys. we Wschodniej Galicji i około 6-8 tys. na innych terenach. W Polsce tą masową zbrodnię najczęściej nazywają tragedią wołyńską. Ofiarami odwetu stało się kilkanaście tysięcy ludności ukraińskiej.

Działacze religijni cerkwi i kościoła nawoływali do wspólnych modlitw w Lublinie za ofiary tragedii. Może ten apel pomoże spojrzeć na wydarzenia wołyńskie w podobny sposób?
Nie jest to pierwsza inicjatywa pojednania ze strony obu kościołów. Religijny dialog rozpoczął się w 1987 roku. Prymas Polski Józef Glemp, mówił wtedy o wzajemnych winach i potrzebie przebaczeniu. Wielkim orędownikiem takiego pojednania była papież Jan Paweł II. Fundamentem pojednania miała być wspólna pamięć o wszystkich ofiarach. Modlitwa – jest tu szczególnie ważna. Czy można mówić o szacunku do ofiar, jeżeli większość z nich do dziś spoczywa w anonimowych grobach, nieoznaczonych krzyżem?

W Sejmie zarejestrowany został projekt ostrej rezolucji o wydarzeniach na Wołyniu, w którym użyto słowa „ludobójstwo”. Prawdopodobnie Sejm nie przyjmie tej rezolucji. Ale już sam projekt wywołał ostry protest na Ukrainie. Dla nas z „ludobójstwem” kojarzy się przede wszystkim Wielki Głód, który zabrał życie milionom Ukraińców. Chyba trudno będzie mieszkańcom tej części Ukrainy, gdzie żołnierze UPA uważani są  za bohaterów, walczących za wolność Ukrainy, zmienić punkt widzenia i zacząć uważać ich za zbrodniarzy… Czy nie byłoby lepiej pozostawić takie trudne tematy historykom i nie pozwalać na wykorzystywanie tej tematyki przez polityków?
W Polsce Wielki Głód rozpatrywany jest jako jedna z największych tragedii XX wieku. W 2006 roku specjalne rezolucje dotyczące tych wydarzeń przyjęły Sejm i Senat. IPN wydał poważny tom dokumentów po polsku, ukraińsku i angielsku dotyczących tej tematyki. Ale wyjątkowość tej zbrodni nie oznacza, że inne zbrodnie nie mogą być opisane w tej samej kategorii. Nie można jednej zbrodni przeciwstawiać innej. Termin „ludobójstwo” – jest terminem prawnym. Zbrodnia Wołyńska ma wszelkie oznaki, określone w konwencji ONZ z 1948 roku. Konwencja określa ludobójstwo jako „świadome działania w celu wyniszczenia całkowicie lub częściowo pewnej grupy narodowościowej, etnicznej, rasowej czy religijnej”. Jeżeli ktoś chce uważać żołnierzy UPA za bohaterów, to musi mieć początkowo sprawę z faktami. Nie można zignorować 100 tys. ofiar.

Na Ukrainie wśród historyków panuje zdanie, że do tragedii wołyńskiej, oprócz UPA, przyczynili się też zwykli bandyci, niemiecka policja, Armia Krajowa, sowieccy partyzanci, a wszystko to wspierały nazistowskie Niemcy i ZSRR. Było więc wielu winnych tej tragedii. Polska wolała by, aby Ukraina nazwała jedynie UPA złoczyńcami winnymi tej rzezi?
Bez wątpienia, wydarzenia na Wołyniu i innych terenach wykorzystywali i Niemcy, i Sowieci. Nikt nie zaprzecza, że były akcje odwetowe ze strony AK. Ale, gdy mówimy o odpowiedzialności, to pada ona na tych, kto rozpoczął masowe mordy – na OUN Stepana Bandery i UPA.

Ukraińscy historycy twierdzą, że nie ma dokumentów UPA, które by przelewały światło na te wydarzenia i służyły potwierdzeniem polskiej wersji wydarzeń. Za to istnieją polskie i sowieckie dokumenty (dokumenty NKWD często mogły być sfałszowane). Mamy więc dość mgliste wyobrażenie o tych wydarzeniach.
To dziwne, że wśród ukraińskich historyków jeszcze pojawiają się głosy, stawiające pod wątpliwość zorganizowany charakter zbrodni wołyńskiej i stawiają pod wątpliwość odpowiedzialność OUN i UPA. Dowódca UPA Roman Szuchewycz w lipcu 1944 roku mówił o „likwidacji Polaków na Wołyniu, która zakończyła się w lecie 1943”. W ukraińskich archiwach jest tak wiele dokumentów, że wystawa przygotowana przez nasz Instytut z okazji 70 rocznicy tragedii, będzie opierała się przeważnie na nich. Nawet jakby tych źródeł nie było, to trudno sobie wyobrazić „spontaniczny” atak na 99 osad jednego dnia, a następnego na kolejnych 50 – mowa tu o 11-12 lipca 1943 roku. Taki przebieg wydarzeń potwierdzają zeznania tysięcy świadków czy polskie dokumenty, ale przede wszystkim świadectwa samych wykonawców.

Czy Polska jest gotowa do uznania tego, że międzywojenna polityka dyskryminacyjna wobec Ukraińców była jednym z powodów, które doprowadziły do zarodzenia się uczucia obrazy i nienawiści ze strony Ukraińców stając się jedną z przyczyn tragedii wołyńskiej?
W Polsce od dawna toczy się dyskusja dotycząca polityki II Rzeczypospolitej w stosunku do mniejszości narodowych. W tej dyskusji dominują myśli krytyczne. Wyznaje się, że była ona niesprawiedliwa w stosunku do Ukraińców. Ale żadne pomyłki i rozgoryczenie z polskiej polityki międzywojennej nie mogą być usprawiedliwieniem zbrodni wołyńskiej. Odpowiedzialność za mordy ponoszą ich wykonawcy, a nie ofiary.

Gdyby Ukraina uznała, że były to „czystki etniczne”, a nie ludobójstwo zainicjowane przez UPA i poprosiła o wybaczenie, czy uspokoiło by to koła w Polsce, którym zależy na tematyce Wołynia? Czy Polska mogłaby wówczas poprosić o wybaczenie za swoje międzywojenne błędy w stosunku do Ukraińców, za Akcję „Wisła” i deportację Ukraińców z terenów wschodnich współczesnej Polski, którą po II wojnie światowej przeprowadziły komunistyczna Polska i Moskwa?
Proces rozliczenia z trudną przeszłością nie może być przedmiotem jakiegoś handlu czy rozmów. Fundamentem ma być gotowość przyjęcia nawet najgorszej prawdy. Każda ze stron musi wymagać prawdy przede wszystkim od siebie samej. Dyskusję o stosunku Polaków do innych narodów zapoczątkowała opozycja jeszcze przed upadkiem komunizmu. Dyskutowali też Polacy na emigracji. Akcję „Wisła” osądził Senat w 1990 roku, a w 2007 tą ocenę potwierdzili wspólnie w swym memorandum prezydenci Polski i Ukrainy: Lech Kaczyński i Wiktor Juszczenko. Nasz Instytut prowadzi w tej sprawie śledztwo, traktując Akcję „Wisła” jak zbrodnię komunistyczną i przeciwko ludzkości. Trwa śledztwo dotyczące zbrodni, których dopuściło się polskie podziemie wobec ludności ukraińskiej i w sprawie deportacji Ukraińców z Polski po II wojnie światowej. W tym czasie odbywała się również deportacja Polaków z ZSRR. Oba narody stały sie ofiarami polityki Stalina. Te sprawy otwarcie opisują polscy historycy. Między innymi i w IPN. Polskie archiwa dostępne są dla wszystkich badaczy.

Temat Wołynia stale staje na przeszkodzie polsko-ukraińskiemu pojednaniu. W jaki sposób taką datę, jak 70. rocznica wydarzeń na Wołyniu, miały by obchodzić oba państwa, aby uniknąć negatywnych następstw? Czy w Polsce ktoś wie, że temat Wołynia jest rozgrywką przeciwko ukraińskiej opozycji i jest na rękę Moskwie?
Obecna polityczna sytuacja w Polsce czy na Ukrainie, podobnie jak sytuacja międzynarodowa może być argumentem w sprawie historycznego pojednania. Musi się ono jednak opierać nie na próbach zapomnienia czy usuwania ofiar na margines. To co możemy zrobić teraz – to uczczenie ofiar i rozpoczęcie dialogu. Poprzednie próby dialogu ograniczały się debatą w wąskim gronie – historycy, politycy, działacze religijni. Najwyższa pora, aby z tak ciężkimi elementami wspólnej historii zetknęły się nasze społeczeństwa. W wielu kwestiach udało nam się zbudować dobre stosunki, możemy więc układać je podobnie na przyszłość. I do hasła z Ewangelii: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół” dodać „Prawda was wyzwoli”. Mówienie prawdy bywa czasem bolesne, ale uwalnia od nienawiści.

Źródło: Wysoki Zamek
23 maja 2013

X