Dobrem zwyciężaj

Dobrem zwyciężaj

Z wokalistą Pawłem Kukizem, w kijowskiej taksówce, rozmawiał Wojciech Jankowski

 

Jedziesz w tej chwili w taksówce z Majdanu na lotnisko…
Tak jest jedyna okazja szybko dostać się do Warszawy – przez Rygę.

Dziś miała miejsce na Majdanie premiera twojego wideoklipu…
Zaczyna to brzmieć jak promocja klipu. Zacznijmy od tego, że uczestniczyłem w zdarzeniu, które dla mnie jest zwieńczeniem pierwszego etapu, tzn. etapu, który był zapoczątkowany 10 lat temu przez pomarańczową rewolucję, a w ciągu ostatnich 6 tygodni przebiegał w sposób bardzo dynamiczny, a smutny zarazem, bo przecież wymordowano tu ogromną ilość ludzi. W tym samym czasie odbywały się igrzyska w Soczi. To jest dla mnie przerażające, że opinia publiczna zainteresowana była medalami, a nie tym, co dzieje się w europejskim kraju.

Ta pieśń, która zaśpiewałem na Majdanie, powstała generalnie na Majdanie. W większości tych ujęć, które znalazły się na teledysku, brałem bezpośredni udział, na wielu z nich jestem. Nie zdecydowałem się tam pokazać swoją twarz, bo nie o mnie tu chodzi, nie chodzi o marketing.

Chodzi tu o Ukrainę i o Polskę – kraje, które przez swoje losy i położenie geograficzne są nierozerwalnie związane. Robimy to wszystko po to, by te kraje chciały, aby ludzie chcieli doprowadzić do zbliżenia dwóch narodów. Chodzi o to, żeby ludzie byli duchowo zbratani. Wtedy staniemy się podmiotem polityki światowej, a nie jej przedmiotem. Podzieleni nie znaczymy nic. A jeżeli te narody są podzielone wewnętrznie – to już jest zupełny dramat.

(Fot. Wojciech Jankowski)Ta pieśń mówi o zwycięstwie, mówi o nadziei i mówi o godności. Dzisiaj ze sceny podziękowałem Ukraińcom za to, że emanują z nich te wartości, w których i ja byłem wychowywany. Mówię tu o ogólnych wartościach Majdanu: o godności, o honorze, o sprawiedliwości. Chodzi o takie elementarne pojęcia, które zostały w obecnej epoce zupełnie rozmyte, stały się nijakie, a wręcz synonimem zachowań ciemnogrodzkich czy wstecznych.

Nastąpiło tu takie odwrócenie sytuacji, bo do tej pory dziękowali nam Ukraińcy, a dziś ty podziękowałeś Ukraińcom…
Dziękujemy sobie wzajemnie, ale najważniejsze, żeby to na podziękowaniach się nie skończyło. Uważam, że w tej chwili nadchodzi bardzo trudny moment, bo zaczyna się budowanie nowej Ukrainy. W związku z tym wspólnie z Dominikiem Kolorzem, szefem Śląsko-Dąbrowskiej Solidarności, wpadliśmy na pomysł, żeby przedstawicieli majdanu zaprosić do Katowic po to, by powiedzieć im o błędach, które popełniliśmy w 80. roku. o takich błędach, które zakończyły się rokiem 89., aby broń Boże tego nie powtórzyli. Co oni zrobią z tą wiedzą to już ich sprawa, bo my nie jesteśmy od tego, aby kogokolwiek pouczać. Doświadczeniami należy się dzielić, dlatego, że silna Ukraina i silna Polska leżą w interesie obu narodów.

W utworze, który dzisiaj zaśpiewałeś, jest mowa o zwycięstwie, o nadziei, a zaśpiewałeś go w trudnym dla Ukraińców momencie, bo wiemy, że od wczoraj na terenie Autonomii Krymskiej są żołnierze rosyjscy…
To jest coś ciekawego, bo jak powiedziałem, ta pieśń powstała na Majdanie na podstawie emocji, które tu przeżyłem przed dwoma tygodniami, gdy stały tu 94 krzyże na tej strefie buforowej przed czarną barykadą. Pamiętam sytuację, kiedy stał berkut i z głośników płynęło „Wstawaj strana ogromnaja”, a jednocześnie duchowni odprawiali mszę św. Było pobojowisko, atmosfera jak z filmów Szulkina i te dźwięki spowodowały jakąś taka nieprawdopodobną atmosferę, taki stan emocjonalny. Nie trzeba być artystą, żeby w takim momencie, zresztą byłeś to wiesz, człowiek wchodzi w jakiś inny świat, strasznie uduchowiony świat. W tym momencie nie miałem pojęcia, jak ta sytuacja się rozwinie. Przygotowałem wszystko tak, że premiera tej pieśni miał miejsce właśnie w dniu, gdy miała miejsce taka eskalacja konfliktu – agresji rosyjskiej na teren Krymu.

Rzecz jest bardzo istotna, że ja się tu nie pchałem z tą pieśnią. Ja to w ogóle chciałem zaśpiewać ją wczoraj. Ale samoobrona Majdanu powiedziała, że mam ją zaśpiewać w kulminacyjnym momencie, żeby trafiła do jak największej ilości ludzi, bo to jest piękna pieśń. Jest to dla mnie nieprawdopodobna nagroda. Jest to dla mnie też nagroda za to, że kamizelki kuloodporne, które tu przywoziłem uratowały życie wielu ludziom. Jest to rzecz dla mnie wspaniała i za to może dobry Pan Bóg wybaczy mi parę moich szaleństw.

Czy planujesz wrócić jeszcze na Ukrainę?
Jestem tu po kilkanaście razy w roku, ale tak daleko jak Kijów, to nie zapędzałem się nigdy. Teraz w ciągu tych 5-6 tygodni to jestem tu już czwarty raz. Moja matka pochodzi z Warszawy, a ojciec jest kresowiakiem. W mojej krwi jest też domieszka krwi ukraińskiej po mojej babci. Ale to jest tak samo, jak Ukraińcy mają domieszkę krwi polskiej, ci którzy mieszkali na tamtych terenach. Były zresztą wspaniałe okresy w naszej wspólnej historii, jak chociażby Sahajdaczny, który uratował Polaków pod Chocimiem w 1621 roku, a nic za to nie dostał, czy Petlura, którego Piłsudski, troszeczkę wystawił. Była to chyba jedyna poważna pretensja do Piłsudskiego. Jak na razie uważam, że należy się kierować zasadą „zło dobrem zwyciężaj, nie oczekuj nagrody, a będzie ci dane”. Czyli pomagaj, jak tylko możesz, z całego serca i robić to z odruchu, a nie z kalkulacji politycznej.

Kiedyś w rozmowie wspomniałeś „moi Tatarzy”. Dlaczego?
Moi – bo, jest to chyba z pogranicza bajki, ale nazwisko moje jest pochodzenia tatarskiego i wszystko wskazuje na to, że po mieczu mam tatarską krew.

Tekst ukazał się w nr 201 za 18-31 marca 2014

X