Do stratosfery

Do stratosfery

Niespodziewany wybuch „Gwiazdy Polski”

Budowę największego na świecie balonu stratosferycznego ukończono w końcu sierpnia 1938 r. Do napełnienia powłoki, balon potrzebował 4 500 m3 wodoru, co zapewniało mu na starcie udźwig 4,5 tony! Balon nazwano – „Gwiazda Polski”. Miał osiągnąć wysokość co najmniej 30 km!

Na miejsce startu została wybrana Dolina Chochołowska koło Zakopanego. W pierwszych dniach września 1938 r. sprowadzono tam II Batalion Balonowy z Legionowa pod dowództwem ppłk Juliana Sielewicza. Żołnierze zaczęli przygotowywać miejsce startu. Nad przyszłym polem wzlotów raz po raz wznosiły się zwykłe balony z koszem, z których bardzo drobiazgowo badano pogodę. Ze Stanów Zjednoczonych przyjechał rekordzista świata kapitan Albert Stevens, który w 1935 r. wzniósł się balonem na wysokość przekraczającą 22 km. Kapitan Stevens od dawna życzliwie interesował się polskim lotem stratosferycznym. Pomagał Polakom wybierając i zakupując w USA aparaturę nawigacyjną i badawczą potrzebną do wyposażenia lotu.

Start balonu odwoływano z powodu złych warunków meteorologicznych, aż wreszcie, rankiem 12 października 1938 r., podjęto decyzję o starcie. Meteorolodzy zapowiadali dobrą pogodę.

13 października rozpoczęły się przygotowania do lotu. Zamontowano w gondoli balonu aparaturę, którą od montażystów przejęli piloci. Zaczęli zbierać się goście i tłumy widzów, którzy wykupili bilety wstępu. O godzinie 22:00 rozpoczęto napełnianie czaszy balonu wodorem. Było zimno. W świetle zainstalowanych wokół startowiska reflektorów wznosiła się leniwie do góry gigantyczna kopuła. „Gwiazda Polski” stawała się coraz bardziej widoczna.

Nagle, ku zaskoczeniu obecnych, zaczął wiać wiatr. O godzinie 01:00, 14 października przerwano start. Wiatr wiał zdecydowanie zbyt silnie i nie ustawał, postanowiono więc opróżnić balon z podanego poprzednio wodoru. Otwarto klapę awaryjną na jego szczycie. Wodór ulatywał gwałtownie, mieszając się z powietrzem nawiewanym przez coraz gwałtowniejszy wiatr. Balon wiotczał, powoli kładąc się na ziemię. Żołnierze przytrzymywali opadającą powłokę. No i właśnie wtedy, nie wiadomo do dzisiaj z jakiego powodu, w okolicy otwartej klapy buchnął, na wysokość 30 m, ogromny słup ognia. Na ziemię runęła pusta już powłoka balonowa z wypaloną wokół klapy dziurą wielkości ok. 600 m2. 14 października o godzinie 05:15 Komitet Organizacyjny Lotu ogłosił oficjalny komunikat:

„Przy opróżnianiu balonu z wodoru nastąpił niespodziewany wybuch. Na szczęście, spaliła się tylko niewielka część górnej części balonu tzw. czaszy. Pożar prawdopodobnie powstał wskutek iskier, które mogły wytworzyć się przy tarciu ścianek powłoki z powodu silnego wiatru, jednakże jest to tylko hipoteza. Dziś trudno jest bliżej określić powody katastrofy. Wypadków z ludźmi nie było. Wobec katastrofy lot przypuszczalnie w tym sezonie jesiennym nie będzie się mógł odbyć, gdyż powłoka wymaga naprawy”.

Mieszanina piorunująca! – Wodór jest najlepszym gazem do wypełniania balonów, bo jest gazem najlżejszym. Daje największy udźwig. Ma jednak zasadniczą wadę. Jest gazem łatwopalnym, a w mieszaninie z powietrzem, w stosunku objętościowym jak 2:5, daje nieprawdopodobnie silną mieszaninę wybuchową. Ta właśnie mieszanka nazywana jest mieszaniną piorunującą. Katastrofa „Gwiazdy Polski” polegała raczej na zapaleniu się wodoru, a nie na eksplozji i przypominała katastrofę ogromnego, niemieckiego sterowca „Hindenburg”, który zapalił się podczas cumowania 6 maja 1937 r. na lotnisku Lakehurst w USA.

Wypalenie dziury w powłoce balonu wcale nie znaczyło, że został uszkodzony na stałe. Powłokę przewieziono do Zakładów w Legionowie, gdzie została naprawiona. Komitet Organizacyjny uzyskał od PZU odszkodowanie w wysokości 70 000 zł. i postanowiono powtórzyć start „Gwiazdy Polski”, ale tym razem wypełnić powłokę nie wodorem, ale niepalnym helem. Hel, nieco mniej lotny od wodoru, też nadaje się do wypełniania balonów i jest gazem bezpiecznym, bo kompletnie niepalnym. Jest to jednak gaz bardzo drogi. W latach `30 ubiegłego wieku uzyskiwany był w ilościach przemysłowych jedynie w Stanach Zjednoczonych.

Zamówiono więc dostawę helu w USA i butle napełnione gazem przypłynęły na pokładzie statku do portu w Gdyni w sierpniu 1939 r. Zostały przewiezione koleją do Sławska w dolinie Oporu, we Wschodnich Bieszczadach. Ta miejscowość wybrana została na następne startowisko „Gwiazdy Polski”. Tym razem zrezygnowano z publiczności. Na starcie mieli być obecni tylko obsługa i naukowcy. Pod koniec sierpnia 1939 r. trwały intensywne prace przygotowawcze. Inżynier Dobrowolski z Państwowego Instytutu Meteorologicznego czuwał nad codzienną prognozą pogody, major Markiewicz nadzorował działanie ekip montażowych. Towarzyszył im amerykański ekspert, major Sieyert. Pogotowie startowe ogłoszono na czas od 1-15 września… No właśnie…

Niestety, nic nie wyszło z zapowiadanego startu i przewidywanego sukcesu pilotów polskiego, nie zapominajmy, największego na świecie balonu stratosferycznego. Polski projekt lotu na wysokość 30 kilometrów zrealizowali Amerykanie, ale dopiero w 1966 r.!

 

Odnowiona po wypadku powłoka balonowa „Gwiazdy”, znajdująca się w magazynie Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej, została w czasie działań wojennych rozszabrowana i porozcinana na kawałki przez okolicznych mieszkańców. Szyto z niej później nieprzemakalne płaszcze. Gondole balonu znajdowały się w Instytucie Aerodynamicznym Politechniki Warszawskiej, gdzie przetrwały wojnę. Dopiero po wojnie władza ludowa kazała wyrzucić je na złom.

 

Szymon Kazimierski

Tekst ukazał się w nr 10 (134) 31 maja – 16 czerwca 2011

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X