Do stratosfery

Do stratosfery

Ku zaskoczeniu wszystkich, niedługo po tej rozmowie, profesor Piccard wycofał się z zamówienia! Nie była to jego wina. Belgijski Narodowy Fundusz Badań Naukowych z Brukseli, dotychczas finansujący wyprawy Piccarda, tym razem odmówił mu pieniędzy. Dla strony polskiej było to, jak powiadam, zaskoczeniem, ale nikomu nie przyszło do głowy rozpaczać i czuć się przegranym. Idea wielkiego balonu stratosferycznego była tak pociągająca, że postanowiono dokończyć jego budowę, ale już w wersji polskiej. Pomysł zaakceptowano w polskich środowiskach wojskowych i naukowych. Przychylnie ustosunkował się do niego polski rząd. Utworzono grupę inicjatywną, do której weszli major pilot inżynier Stanisław Mazurek, kierownik Wytwórni Balonów i Spadochronów, profesor Mieczysław Wolfke z Politechniki Warszawskiej oraz członek Rady Głównej LOPP (Liga Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej) senator Janusz Maliszewski.


Przygotowania do pierwszego polskiego lotu stratosferycznego
W kwietniu 1937 r. powstał Komitet Organizacyjny Pierwszego Polskiego Lotu Stratosferycznego, którego przewodniczącym został gen Leon Berbecki, prezes LOPP. Patronat nad przedsięwzięciem objął gen Kazimierz Sosnkowski. Pierwszym, ambitnym zadaniem Komitetu, było zdobycie funduszy na budowę gigantycznego stratostatu. Koszt wykonania oceniono na około 400 000 zł. Suma ogromna zważywszy, że wyrażona w przedwojennych złotówkach, prawdziwie złotych, bo w każdej chwili wymienialnych na złoto.

Rozpoczęto od apeli w prasie i radiu. Zwracano się do firm i osób prywatnych. Pomysł polskiego lotu stratosferycznego spodobał się wszystkim od razu! W mig uzyskano 150 000 zł ze składek i darowizn. Organizacje polonijne, głównie Polonia amerykańska, dały 30 000 zł. Polskie Koleje Państwowe dodały sumę następnych kilkunastu tysięcy. Bardzo pomogła Poczta Polska, dzięki wydaniu okolicznościowego znaczka i bloku kopert oraz zorganizowaniu tzw. poczty stratosferycznej, gdzie za niemałą opłatą można było wysłać korespondencję, która na początku miała wzlecieć balonem do stratosfery, a dopiero potem zostać odesłana na wskazany adres. W kwietniu 1937 r. można już było przystąpić do budowy. Głównym wykonawcą została Wytwórnia Balonów i Spadochronów w Legionowie.

Powłoka balonu, zaprojektowana przez inżyniera Józefa Paczosę miała 12 300 m2 powierzchni. Jej pojemność zaplanowano na 124 790 m3. Inżynier zaprojektował czaszę balonu nie w kształcie kulistym, jakie wykonywano dotychczas, ale w kształcie owalnym. Całkowicie wypełniony gazem balon miał więc kształt nie kuli, ale piłki do rugby. Dzięki temu powinien wznosić się szybciej i osiągnąć większą wysokość. Balon wraz z gondolą miał 120 m wysokości! Był to bez wątpienia największy balon, jaki kiedykolwiek zbudowano na ziemi. Dzięki inżynierowi Rojkowi, powłoka giganta ważyła zaledwie 1403 kg!

Konstruktorem hermetycznej gondoli był inżynier Jan Szal, znany konstruktor wojskowy, który pierwszy na świecie zaprojektował i wykonał synchronizator umożliwiający strzelanie z karabinu maszynowego poprzez wirujące śmigło samolotu. Inaczej pilot mógłby odstrzelić własne śmigło, własnym karabinem.

Kulista kabina wykonana była z płyt hydronalowych (hydronal – stop aluminium z magnezem, materiał nadzwyczajnie wytrzymały, ale jednocześnie lekki!), opartych o kratownicę rur z duraluminium. Gondola została pomalowana w czarno białe pasy. Dawało to możliwość utrzymania wewnątrz kabiny temperatury w rozpiętości od 0 do +10 °C. Kabina miała 3 włazy i 6 przezierników. Gondolę wykonano w trzech egzemplarzach. Jeden przeznaczono do prób, następny miał być zapasowym dla kabiny przeznaczonej do lotu. Sama gondola ważyła tylko 140 kg! Za to wyposażenie kabiny było ciężkie i ważyło 1,3 tony. Składało się z aparatury do regeneracji zużytego powietrza, aparatury nawigacyjnej i naukowej. Powstała Rada Naukowa Lotu w składzie: Mieczysław Wolfke, Szczepan Szczeniowski, Marian Mięsowicz i Mieczysław Jeżewski. Ustalono temat badań naukowych, które będą wykonywane podczas wznoszenia się balonu – wysokościowy rozkład promieniowania kosmicznego. Do badań służył tzw. teleskop trzydziestu liczników Geigera-Müllera oraz komora jonizacyjna z rejestracją fotograficzną. Łączność z ziemią miała utrzymywać radiostacja pokładowa.

Zdecydowano, że załoga składać się będzie z dwóch osób. Pilota i naukowca. Na pilota stratostatu wybrano kapitana pilota balonowego Zbigniewa Burzyńskiego, zaś latającym naukowcem miał zostać fizyk z Uniwersytetu Warszawskiego dr Konstanty Jodko-Narkiewicz. Panowie znali się od lat i już dwukrotnie odbywali loty do stratosfery, co prawda, na balonach raczej sportowych. Były to loty z dnia 28 marca 1936 r. na wysokość 10 853 m balonem „Warszawa II” oraz 18 czerwca 1936 r. balonem „Toruń”, tym razem na wysokość 10 200 m.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X