Do czego dąży Putin?

Do czego dąży Putin?

Wielu profesjonalnych analityków i nie tylko, głęboko zastanawia się nad poczynaniami Władimira Putina i nie znajduje sensownej odpowiedzi na to pytanie.

Jaką korzyść przyniosła mu aneksja Krymu? Korzyść w sensie gospodarczym jest żadna. Zakładając, że jest to sytuacja nieodwracalna, aby półwysep mógł egzystować samodzielnie i przynosić korzyści gospodarcze należałoby wpompować, według ostrożnych szacunków, od 18 do 23 mld euro w ciągu najbliższych 5 lat. Należałoby stworzyć nową infrastrukturę elektroenergetyczną, gazową czy wodną, a także drogową, ponieważ Krym nie ma żadnych połączeń infrastrukturalnych z Rosją. W chwili obecnej Rosji nie stać na taki wydatek. Jej bilans jest tak napięty, że każde dodatkowe obciążenie budżetu może go po prostu pogrzebać. Sankcje nałożone m.in. przez UE i USA za aneksję już spowodowały odpływ ponad 80 mld dolarów z gospodarki rosyjskiej. Lada chwila Stany Zjednoczone i Unia Europejska wprowadzą dalsze sankcje, co jeszcze bardziej ją pognębi. Tak więc, gdzie jest sens polityki Putina, który w chwili obecnej dodatkowo stracił resztki wiarygodności jako partner do jakichkolwiek poczynań na arenie międzynarodowej? Korzyści żadne, więc może jest to dalekosiężne posunięcie polityczne nazywane kiedyś trzecią drogą?

Kilkanaście lat temu na łamach „Nowej Gaziety” opublikowano raport Michaiła Juriewa opatrzony tytułem „Twierdza Rosja”. Autor tego raportu dowodził, że możliwe jest doścignięcie i wyprzedzenie USA oraz Chin przy odcięciu Rosji od Zachodu. Autor raportu twierdzi, że przy otwartych granicach Rosji jest to niemożliwe, ponieważ gospodarka rosyjska nie wytrzyma konkurencji. Natomiast w warunkach stworzenia poczucia zagrożenia zewnętrznego, wytworzonego presją ideologiczną i braku konkurencji zewnętrznej gospodarka rozwijałaby się zdecydowanie szybciej. Inny dość popularny filozof Aleksander Dugin wręcz zachwyca się ideą strefy euroazjatyckiej, która jego zdaniem jest naturalnym polem ekspansji rosyjskiej.

Juriew jako doradca Kremla wręcz doradzał ostre posunięcia Putinowi, ponieważ tylko wtedy „Oni” będą nas szanować, a ich szacunek jest nam niepotrzebny. Zresztą „Oni” są rusofobami. Reakcje Kremla na pierwsze sankcje były w rodzaju „nasze sankcje będą was kosztować 20 mld euro” [Sergiej Głaziew, doradca gospodarczy Putina] czy też „zajęliście już nasze konta i nieruchomości w Europie i USA?” [Dmitrij Rogozin, wicepremier]. Obydwie cytowanie wypowiedzi, a jest ich znacznie więcej, dość wyraziście pasują do polityki „trzeciej drogi”.

Autor powyższej teorii liczy na wzbudzenie w obywatelach Rosji odruchu antyzachodniego i nacjonalistycznego. Zrobimy to, zrobimy tamto, pójdziemy na całość i pokażemy „im”. Teoria ta jak żywo pobrzmiewa jako nostalgia za ZSRR i wszelkie zło w słabości Rosji upatruje w epoce prezydentury Borysa Jelcyna. Zapomina się o tym, że to niewydolność poprzedniego systemu komunistycznego oraz twarda polityka prezydenta USA Ronalda Regana doprowadziły do jego upadku, a okres jelcynowski był tylko odradzaniem się kraju na gruzach gospodarki, gdzie bardziej cwani czy ustosunkowani, uwłaszczyli się na tym rumowisku. Twórca tej teorii oczywiście jest przeciwnikiem prywatyzacji czy liberalizacji gospodarki, a dyscyplinę budżetową uważa za gorset ją krępujący.

Wszelkie teorie polityczne nie związane z ekonomiką i gospodarką można w każdej chwili wdrożyć. Jaki będzie skutek gospodarczy z góry wiadomo. Trudno sobie wyobrazić szybki rozwój gospodarki bez konkurencji. Uważam, że jest to wręcz niemożliwe!

Tak więc, może Ukraina stała się pretekstem do przetestowania nowej strategii Putina w tworzeniu euroazjatyckiej strefy wpływów Rosji? Słabość Ukrainy znacznie ułatwiła mu ten test. Jeżeli taka jest nowa polityka Putina to na pewno ciąg dalszy nastąpi i to już niedługo.

Jan Wlobart
Tekst ukazał się w nr 8 (204) za 29 kwietnia – 15 maja 2014

X