Dla chcącego nic trudnego

Dla chcącego nic trudnego

Od wiosek leżących przy granicy z Polską, aż do Donbasu i Krymu – wiele tysięcy Polaków z różnych powodów przekraczają próg malutkiego pomieszczenia w starej lwowskiej kamiennicy pod adresem Rynek 13, gdzie mieści się centrala Federacji Organizacji Polskich na Ukrainie.

Z prezes FOPnU Emilią Chmielową i wiceprezes Teresą Dutkiewicz rozmawiali Julia Łokietko i Konstanty Czawaga.

Co było jednym z największych osiągnięć FOPnU w ciągu ostatnich lat?
Emilia Chmielowa. Odbyło się bardzo wiele wydarzeń politycznych, oświatowych i innych leżących w dziedzinie naszych zadań programowych. Jednym z najważniejszych naszych osiągnięć jest przyczynienie się do powstania Zjednoczenia Nauczycielstwa Polskiego na Ukrainie (ZNPnU). Powołano je w 1996 r., a pierwszym prezesem została Julia Sirkowa z Chmielnickiego. Obecnym prezesem ZNPnU jest Adam Chłopek, członek naszego Zarządu. Rozwój organizacji stał się jego zadaniem życiowym, oczywiście, wszelako go w tym wspieramy.

Sam zjazd, wyłonił szereg problemów i wytyczył masę zadań. Jednym z najważniejszych problemów, było „osadzenie” Zjednoczenia w jakimś pomieszczeniu. Znaleziono je w Drohobyczu. Ponad stuletni gmach, wówczas był w 80% zniszczony – nie było kanalizacji, światła, gazu i innych niezbędnych atrybutów. Obecnie, siedziba ZNPnU ma za sobą gruntowne prace remontowe. Część obiektu oddano już do użytku, jest tam biblioteka i świetlica. Zrobiliśmy też wszystko, aby zachować styl i niepowtarzalną atmosferę budowli.

Czasami, są pomieszczenia bez atmosfery, a ten gmach – ma swą duszę. Pomoc w renowacji ściągaliśmy z różnych stron. Zapraszaliśmy przyjaciół z Polski, pokazywaliśmy im obiekt i zapoznawali z panem Adamem. Przeważnie, pomagali nam oświatowcy, którzy nie mieli specjalnego sentymentu ani do Ukrainy, ani do Ziemi Lwowskiej, ani też do Kresów. Były to jednak osoby, które rozumiały, że potrzebujemy pomocy.

Następnym krokiem na drodze rozwoju siedziby ZNPnU, było zaangażowanie Komitetu Pomocy Polakom na Wschodzie z Kalifornii. Dzięki życzliwości prezesa tej organizacji, Franciszka Kosowicza, otrzymaliśmy nieocenioną pomoc w przeprowadzeniu prac remontowych obiektu. W 2009 roku zaprosiliśmy go z małżonką na XV Festiwal Kultury Kresowej w Mrągowie, a po festiwalu – urządziliśmy mu wyjazd do Drohobycza.

Byliśmy ogromnie zadowoleni, że to wszystko nam się udało. Należy tu zaznaczyć również pomoc konsulatu generalnego RP we Lwowie. Podarował ZNPnU ogromny kocioł do ogrzewania, który zainstalowano w piwnicy i w którym można spalać praktycznie wszystko. Jest to cenny przyrząd dla takiego obiektu. Oblicze Centrum Metodycznego Nauczania Języka i Kultury Polskiej jest przykładem determinacji ludzi, którzy rzeczywiście chcą coś zrobić, coś osiągnąć. W 2010 roku, przeprowadzono tu Zjazd Nauczycielstwa Polskiego na Ukrainie. Gorąco namawiam każdego do odwiedzenia kiedyś tego obiektu.

Ile organizacji zrzesza Federacja?
E. Ch. Powinniśmy tu mówić o zrzeszaniu ośrodków, ponieważ pojęcie „organizacja” jest zbyt zawężone. Ośrodki – to już jest geografia. Mówimy o geografii całego państwa ukraińskiego. Miłym zaskoczeniem dla nas był udział recytatorów z Połtawy i Mikołajowa w XIX Konkursie Recytatorskim im. A. Mickiewicza „Kresy”. Polacy z tych terenów wyrazili chęć przyłączenia się do działań, prowadzonych przez FOPnU.

Przypominamy sobie początki. Pamiętam spotkanie w Gródku, Chmielnickim w 1992 r. Członkowie istniejących wtedy polskich organizacji w Odessie, Lwowie i innych miejscowościach postanowili, że należy się połączyć i wspólnie pracować. Dla zarejestrowania FOPnU, konieczny był udział 20 polskich organizacji z różnych obwodów Ukrainy. Z czasem geografia towarzystw kultury polskiej na Ukrainie rozszerzała się coraz bardziej.

Emilia Chmielowa i Teresa Dutkiewicz składają wieniec do pomnika Polaków pomordowanych we wsi Huta Pieniacka (KG)

W 2009 roku, chęć wejścia w struktury FOPnU zgłosiły polskie ośrodki, które zarejestrowały organizacje w obwodzie lwowskim (Medenice i Krysowice), tarnopolskim (Brzeżany, Podwołoczyska), na wschodzie Ukrainy – w Siewierodoniecku i Symferopolu.

Polskie organizacje powstają też na tzw. terenach zasiedlonych. Z prośbą o przyjęcie do FOPnU zwróciła się do nas organizacja młodzieżowa „Żogo” z Żytomierza. Bardzo się nam podobają ci ambitni młodzi ludzie. Czas wymaga od nas wspierania organizacji młodzieżowych. Bez nich nie wyobrażamy sobie przyszłości, musimy przecież komuś przekazać swą pracę i obowiązki. Chcielibyśmy, żeby ci młodzi ludzie uczyli się przy nas i pracowali.

Czy to znaczy, że Federacja koordynuje działalność tych ośrodków i służy jako pomost między Polską, a państwem ukraińskim?
E. Ch. Ciekawe pytanie, jak również aktualne zagadnienie. Jesteśmy obywatelami państwa ukraińskiego. Mieszkamy w tym kraju, prowadzimy działalność społeczną i trudno byłoby to czynić w oderwaniu od rzeczywistości. Dzięki pracy FOPnU, została nawiązana ciekawa współpraca polsko-ukraińska w dziedzinie szkolnictwa (wymiany dzieci i młodzieży), kultury, rozwoju kontaktów w dziedzinie przedsiębiorczości i nawiązaniu współpracy między samorządami. Wiele województw na Ukrainie pragną poznać polskiego partnera, często pośredniczą w tym przedstawiciele organizacji pozarządowych polskiej mniejszości narodowej na Ukrainie. Pod patronatem FOPnU i KG RP we Lwowie, wspólnie z ukraińskimi partnerami, odbywały się też szkolenia liderów w rożnych dziedzinach.

Współpracując ze Stowarzyszeniem „Lekarze nadziei” z Krakowa, FOPnU organizuje programy pomocy: zakładamy apteki na parafiach, wspomagamy sprzętem i lekami szpitale. W ramach tej współpracy, organizowane są również sesje „Szkoły promującej zdrowie”, które wspiera władza lokalna obwodu czerniowieckiego, Ministerstwo Zdrowia Ukrainy i czerwony Krzyż.

Teresa Dutkiewicz: Jako członek Rady Mniejszości Narodowych Ukrainy, Emilia Chmielowa uczestniczy w rożnego rodzaju konferencjach, spotkaniach i okrągłych stolach. Owocem tej współpracy stały się duże imprezy edukacyjne i integracyjno-poznawcze, np.: skupiające najlepszych artystów Forum Mniejszości Narodowych. Jeszcze jednym ważnym punktem w budowaniu pomostów między Polską a Ukrainą jest II już kadencja Emilii Chmielowej w Polonijnej Radzie Konsultacyjnej przy Marszałku Senatu RP. Jest to organ doradczy, w skład którego wchodzi 11 członków z 5 kontynentów. Rada zasiada w polskim Sejmie, jest powoływana na jeden rok, a o jej składzie decyduje Marszałek Senatu RP.

Proszę opowiedzieć jak Polakom układa się na wchodzie państwa, np. na Donbasie?
E. Ch. W 20102 roku dostaliśmy zaproszenie na festiwal „Polska jesień na Donbasie im. R. Zielińskiego”. Miło było się dowiedzieć, że organizatorem imprezy była organizacja, założona dzięki namowom pani Teresy Dutkiewicz. Chodziła do jednej klasy z prezesem organizacji, śp. Ryszardem Zielińskim, który często odwiedzał rodzinne miasto Lwów.

T. D. Często pytałam Ryszarda Zielińskiego: „czy spotkałeś kiedyś Polaków na Donbasie?”. Powiedział, że jest tam wiele polskich nazwisk, ale nikt już nie rozmawia w języku polskim. Zaproponowałam mu by się tym zajął i namówiłam do stworzenia polskiej organizacji. Był w ciągłym poszukiwaniu Polaków na Donbasie. O ich istnieniu świadczyły przede wszystkim kościoły.

Właśnie po nawiązaniu kontaktu z Zielińskim, nie rozmawiając już po polsku, dążyli do odszukania swojej tożsamości narodowej. Dla przykładu, prof. Wiktor Jelski, znakomity patoanatom, ma dużo prac naukowych, znany jest w Polsce i na świecie – niestety, nie mówi po polsku. Zawdzięczając w dużej mierze opracowaniu Ryszarda Zielińskiego, została nawet wydana książka o nim, jego rodzinie i jej losach. Takich ludzi jest sporo. Ogromną zasługą Zielińskiego była też pomoc w odzyskaniu kościołów katolickich na tym terenie. Pierwszy prezes Towarzystwa Kultury Polskiej Donbasu był również założycielem gazety „Polacy Donbasu” i polskiego programu telewizyjnego.

„Polska jesień na Donbasie im. Ryszarda Zielińskiego” jest w zasadzie festiwalem muzyki klasycznej o wysokim poziomie artystycznym. Biorą w nim udział różne zespoły z charkowskiego okręgu konsularnego. Jest to dosyć obszerny teren, który prezentuje różne formy twórczości. Po śmierci założyciela i pierwszego prezesa Towarzystwa Kultury Polskiej Donbasu – Ryszarda Zielińskiego, jego obowiązki przejęła obecna prezes Walentyna Staruszko. Jest to osoba wykształcona – biochemik, wykładowca. Widzimy więc, że na tych dalekich terenach mieszkają przeważnie ludzie, prezentujący spore warstwy polskiej inteligencji i o tym należy mówić.

FOPnU wiele robi dla zachowania i rozwoju kultury polskiej na terenie Ukrainy…
E. Ch. W ciągu ostatnich lat powstało wiele nowych polskich zespołów i form artystycznych na terenie całej Ukrainy. Przedstawiciele mniejszości polskiej na Ukrainie, wyjeżdżają na międzynarodowe festiwale, gdzie prezentują kulturę, która została zachowana wbrew nieubłagalnej presji historii. Chciałabym tu przytoczyć przykład Bukowiny, gdyż tam zachowały się perełki kulturowe i folklorystyczne górali czadeckich – gwara polska, pieśni, tańce, tradycje.

Piękny jest również folklor regionalny Żytomierszczyzny. Na ziemi lwowskiej, szczególnie w środowiskach młodzieżowych, zostało zorganizowane wiele imprez artystycznych. Marek Gierczak, członek zarządu FOPnU, zainicjował spotkania „Swój do swego”, podczas których zespoły pobliskich miejscowości odwiedzają się nawzajem i prezentują regionalny dorobek artystyczny. W roku bieżącym, zorganizowano I Przegląd Polskich Zespołów Kolędniczych w Strzałkowicach, który mamy nadzieję, będzie kontynuowany w następnych latach. Wspaniałym przeżyciem dla rolników jest odrodzenie Dożynek w różnych regionach na terytorium Ukrainy. Oczywiście, wspieramy wszelako polskie grupy folklorystyczne, dbamy o ich rozwój i integrację (np. Festiwal Kultury Kresowej w Mrągowie).

Wiemy, że wiceprezes FOPnU Teresa Dutkiewicz była jednym z inicjatorów Konkursu Recytatorskiego im. A. Mickiewicza „Kresy”…
E. Ch. Pewnego razu szkoła nr 10 we Lwowie otrzymała telefon z prośbą o uczestnictwo w nowopowstającym w Polsce Konkursie Recytatorskim im. A. Mickiewicza „Kresy”. Wówczas, zwrócono się do obydwu szkół polskich we Lwowie – Nr 24 i Nr 10. Wyłoniono pierwszych uczestników – po 8 osób z każdej szkoły. Wyjazd do Polski autobusem czy pociągiem był wówczas niemożliwy. Nie można było dostać biletów. Jedna z naszych znajomych wpadła na pomysł – a może samolotem?

Po kilku dniach, dzwoni do nas Białystok. Wyjaśniliśmy organizatorom sprawę, że pozostaje nam tylko samolot. „Proszę bardzo” – odpowiedziano. Biegaliśmy więc z śp. prof. Władysławem Łokietko i Marią Iwanową po wszystkich znajomych w poszukiwaniu dolarów. Proszę sobie wyobrazić, że bilet na samolot kosztował nas 50$ od osoby w obydwie strony. Podczas pierwszego konkursu uczestniczyły trzy państwa: Ukraina, Białoruś i Litwa. To było wspaniałe doświadczenie dla młodzieży, która poznała się między sobą. Tak się zaczęło.

Dzięki kontaktom z ośrodkami polskimi, Federacja zapraszała dzieci i młodzież z innych miejscowości. Początkowo, przeprowadzano lokalne eliminacje wstępne, natomiast eliminacje centralne odbywały się we Lwowie. Po kilku latach, ze względu na koszty podróży, finansowo nie mogliśmy sobie pozwolić na organizację „Kresów”. Eliminacje dla uczestników ze Wschodniej Ukrainy zostały przeniesione wówczas do Kijowa.

Z satysfakcją obserwujemy coraz szerszy zasięg uczestników z coraz nowych miejscowości. Zawdzięczając KG RP we Lwowie, XIX Konkurs Recytatorski im. A. Mickiewicza „Kresy” we Lwowie przebiegł w pięknym miejscu. Cieszyła też duża ilość uczestników. Przedstawiciele Ukrainy wielokrotnie zdobywali nagrody na tym konkursie w Polsce. Polonistka szkoły nr 10 we Lwowie Maria Iwanowa rok rocznie przygotowuje młodzież do „Kresów”. Prezentem więc dla niej było to, że w 2012 roku zwyciężyła jej wychowanka. Marta Tajner ze Lwowa została dwukrotną zdobywczynią „Grand Prix”.

Ciągle mówi się o pomocy z Polski czy od Polonii na Zachodzie. A czy jest jakieś wsparcie mniejszości polskiej ze strony państwa ukraińskiego?
E. Ch. Nie czarujmy się, że ktoś do nas przyjdzie z tacą wypełnioną smakołykami i powie: „proszę bardzo, przygotowaliśmy to dla was, bierzcie i korzystajcie”. Powinniśmy sami postarać się o nawiązanie współpracy.

Wsparcie otrzymujemy. Jednak wygląda różnie. Mamy szkoły z polskim językiem nauczania, które podlegają Ministerstwu Edukacji Ukrainy i państwo ukraińskie opłaca nauczycieli języka polskiego. Warto też podkreślić, iż Rok Polski na Ukrainie był finansowany lub współfinansowany przez państwo ukraińskie.

Wracając do Doniecka… Festiwal „Polska jesień na Donbasie” był w dużej części finansowany z pieniędzy miejscowego budżetu, o czym też z ogromną radością informuję. Oczywiście, były środki też z innych źródeł – wsparcia udzieliła Fundacja „Pomoc Polakom na Wschodzie” oraz Stowarzyszenie „Wspólnota Polska”.

A jednak, Polacy na Ukrainie, którzy ciągle potrzebują pomocy finansowej, w 2010 roku sami zbierali na pomoc dla powodzian w Polsce. Jak Panie mogą podsumować tę akcję, której inicjatorem była FOPnU?

T. D. Powódź stała się dla Polski tragedią narodową. Przyszedł więc czas na nasz czyn, tym razem Polska nas potrzebowała. Z konsulem generalnym RP we Lwowie Grzegorzem Opalińskim doszliśmy do wniosku, że jesteśmy w stanie zorganizować pomoc dla powodzian. Na łamach gazety „Kurier Galicyjski” i na antenie „Radia Lwów” skierowaliśmy apel do Polaków. Zaangażowaliśmy w to również nasze organizacje członkowskie.

Muszę przyznać, że reakcja była zadziwiająca. Ludzie przyjeżdżali i przynosili nam dary. Byliśmy szczęśliwi, że tym razem my możemy coś dać naszym Rodakom. Niesamowicie wzruszyło powodzian to, że Polacy z Ukrainy przyjechali ich wesprzeć i przywieźli dary. Akcję przedłużyliśmy i zebraliśmy jeszcze większą kwotę. Dużo zawdzięczamy pracownikom konsulatu generalnego RP we Lwowie. Drugi wyjazd z darami był bardzo udany, gdyż akurat 13 października, w sklepie w Przemyślu była niesamowita zniżka na pościel – jeden z najbardziej niezbędnych artykułów dla powodzian.

Z przykrością muszę zaznaczyć, że we Lwowie tylko osoby prywatne nam pomagały. Podczas drugiej akcji, pomogło nam wyłącznie Radio Lwów, „Rodzina Rodzin”, członkowie Federacji i osoby prywatne. Pedagodzy szkoły nr 10 też się przyczynili pewną kwotą do akcji. Ze wspaniałą inicjatywą wystąpiła 10-A klasa, która urządziła loterię. Każdy fant kosztował 1 hr. i wygrywał. W ten sposób, dzieci zebrały dużą sumę – ponad 200 hr. w pierwszym dniu i jeszcze większą – w następnym. Bardzo często przychodziły osoby starsze, biedne, które przynosiły po 5 i 10 hr. Żadna inna polska organizacja społeczna we Lwowie, niestety nie włączyła się do akcji. Chcemy tu jeszcze raz serdecznie podziękować KG RP we Lwowie za pomoc w zorganizowaniu transportu i dostarczeniu darów powodzianom.

Pani Emilio, czy w czasie tej kadencji udało się rozwiązać wszystkie problemy, które stoją przed Federacją?
E. Ch. Wszystkiego pewnie nikt nie rozwiąże. Oczywiście napotykały na różne trudności. Nie wyobrażamy sobie, żeby wszystko szło gładko. Wiele jednak spraw można załatwić, mimo trudnych chwil i czasów (bo czasy nigdy nie były łatwe) – pod warunkiem, że się pragnie.

A czego nie udało się załatwić i rozwiązać?
E. Ch. Niestety, nie udało się rozwiązać sprawy z Centrum Kultury Polskiej we Lwowie, czyli z Domem Polskim. To chyba jednak znowu jest kwestią czasu. Jestem pewna, że ta sprawa dojdzie kiedyś do skutku. Nikt z nas obecnie nie ma na to jednak odpowiedzi. Przeglądając dokumenty za okres ostatniej kadencji, natrafiliśmy na materiały, które świadczą o tym, że zwracaliśmy się wielokrotnie w tej sprawie do różnych instancji.

Pamiętam wspólną akcję ze Związkiem Ukraińców w Polsce, gdzie wystosowaliśmy pismo w tej sprawie do obydwu prezydentów – Ukrainy i Polski. Wcześniej, zwracaliśmy się do prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy. Zdawaliśmy sobie jednak sprawę z tego, że w wielonarodowym państwie, jakim jest Ukraina, każda narodowość ma te same problemy – brak pomieszczenia i brak zainteresowania ze strony władz losem mniejszości narodowych.

Bardzo przykro spotkać się z odmową albo milczeniem władz lokalnych. Dlaczego? Bo obywatelem Ukrainy jest każdy człowiek, niezależnie od narodowości i wnosi swój wkład w budowanie państwa. Zresztą, często żartujemy na posiedzeniach Komitetu Państwowego do spraw Narodowości i Religii, jak również Rady Narodowości: „Kto buduje Ukrainę? – Przedstawiciele mniejszości narodowych”. Może to lekka przesada, ale są oni równoprawnymi obywatelami państwa.

Jakie osiągnięcia FOPnU na rzecz zdrowego i produktywnego dialogu międzynarodowego na Ukrainie?
E. Ch. Jest to z pewnością Międzynarodowe Seminarium „Arka”. To polsko-ukraińsko-żydowskie tygodniowe spotkanie studentów na terenie grekokatolickiego klasztoru studytów w Ławrze Uniowskiej, koło Lwowa. Ma ogromne znaczenie, gdyż skupia kwiat myśli intelektualnej z Polski i Ukrainy, znanych artystów i działaczy społecznych.

Do czego zmierza „Arka”? – Każda edycja seminarium ma swoje hasło. Na tym spotkaniu podejmowane są zagadnienia, których omówienie robi historię stosunków trzech narodów bardziej klarowną. Wprowadziliśmy do programu punkt o nazwie: „Sąsiedzi”. Próbujemy w jego ramach znaleźć odpowiedzi na pytania: „Kim jest twój sąsiad (nie tylko z narodowości)? Kim się czuje? Jak się zachowuje? Jest przyjacielem, czy wrogiem?

Formuła całego przedsięwzięcia jest dość luźna, można więc ją rozbudowywać w różne strony i muszę przyznać – przystępując do kolejnej edycji seminarium, nigdy nie jesteśmy pewni sukcesu. Nikt przecież nie może dać gwarancji, czy kolejna grupa studentów zrozumie o co nam chodzi. FOPnU jest organizatorem tego projektu wspólnie z Ukraińskim Uniwersytetem Katolickim we Lwowie, Ogólnoukraińskim Centrum z Badań Holokaustu „TKUMA” (Odrodzenie) w Dniepropietrowsku, konsulatem generalnym RP we Lwowie i Pałacem Kultury im. Hnata Hotkiewicza. Nie jest wykluczone, czy nie należałoby w przyszłym roku zorganizować takie Forum na łamach „Kuriera Galicyjskiego”.

Jaki wpływ na działalność Federacji miało wejście Polski do Unii Europejskiej, pomarańczowa rewolucja, członkowstwo w Europejskiej Unii Wspólnot Polonijnych (EUWP)?
E. Ch. Federacja nie jest jakimś oderwanym wytworem, który przebywa niewiadomo w jakiej przestrzeni. Jednoczy ludzi, którzy rozumieją zmiany zachodzące w świecie i są gotowi sprostać wyzwaniom czasu – iść do przodu, z postępem. Jesteśmy członkiem Europejskiej Unii Wspólnot Polonijnych, zajmując nie ostatnie miejsce w tej strukturze. Wychodzimy z inicjatywami w wielu dziedzinach, ponieważ mamy ogromne doświadczenie w każdej. Powiedziałabym, że na tym polu jeszcze nie rozwinęliśmy się do końca. Wspomnę tu o jednej z inicjatyw. W 1999 roku zorganizowaliśmy we Lwowie spotkanie prezesów EUWP. Wypowiedziałam wówczas pomysł o uczestnictwie młodzieży w europejskim ruchu, ponieważ nikt z nas nie jest wieczny i nie powinniśmy dopuścić by organizacja stała się za kilkanaście lat „domem starców”.

Oczywiście, oburzyło to niektórych uczestników. Umówiliśmy się, że na następne spotkanie EUWP każdy prezes przywiezie lidera młodzieżowego. Przyznam, że realizacja tego pomysłu rozwijała się dość opornie, choć nie bez owoców. Obecnie, członkiem EUWP jest Niezależna Organizacja Europejskiej Młodzieży Polonijnej, którą należy wzmocnić poprzez naszą młodzież z Ukrainy. To jest nasze kolejne zadanie, którego realizacją się zajmiemy w najbliższym czasie.

Mamy już na Ukrainie takich młodych liderów?
E.Ch. Z pewnością, mamy bardzo dużo młodych, ambitnych i utalentowanych ludzi. Daj Boże, żeby kontynuowali naszą pracę. Nie chciałabym tu podawać nazwisk, bo jest ich wiele – wszystkich wymienić nie sposób, a nikogo nie faworyzujemy. Powiem z kolei, że wszelako staramy się wspierać młodzież, m.in. poprzez organizację „szkoleń liderskich” (Użgorod, „Sztuka napisania projektów”), konferencji integracyjnie-szkoleniowych, wysyłanie na staże i t. d. Dbamy też o jej dobre wychowanie w duchu patriotyzmu. W tym roku, z okazji 70-lecia zbrodni katyńskiej, zorganizowaliśmy pielgrzymkę młodzieżową do Charkowa, na groby pomordowanych polskich żołnierzy. Otoczyliśmy opieką również prelegenta z Łodzi, który przyjechał do polskich szkół we Lwowie dla przeprowadzenia serii lekcji o zbrodni katyńskiej.

Wiemy, że wiele wysiłku poświęca Pani sprawom związanym z Kartą Polaka…
E.Ch. Jest to temat, o którym można mówić bez końca. Obecnie, sprawa Karty Polaka zabiera nam 80% roboczego czasu. Nie sposób odmówić ludziom, którzy się zwracają do nas z całej Ukrainy o wystawienie dokumentu polskiej tożsamości, który zastępuje im utracony. Oczywiście, jest to procedura, o której niejednokrotnie pisała pani Teresa Dutkiewicz w naszym biuletynie. Muszą być przedstawione dokumenty, musi być wystawiona opinia prezesa polskiej organizacji, który bierze na siebie dużą odpowiedzialność za wysłaną do nas osobę.

Oczywiście, ubiegający się o Kartę Polaka musi napisać swoją legendę – historię rodziny i dokumentów. Zdarzają się bardzo ciekawe dokumenty, w których jednak nie jest zapisana polska narodowość. W takich sytuacjach, drogą mozolnych zwierzeń i biesiad, podejmujemy decyzję o wystawieniu lub niewystawieniu odpowiedniego dokumentu. Jest różnie. Wciąź trwa praca nad Kartą Polaka. Ktoś może powiedzieć, że wszyscy ją już dostali. Przeciwnie – pracy nam wciąż przybywa. Poświęcamy się tej sprawie z wielkim zaangażowaniem i poczuciem odpowiedzialności. Jeżeli nie my, to kto?

Dziękujemy serdecznie za czas nam poświęcony i miłą rozmowę. Życzymy natchnienia i wielu sukcesów w nielekkiej, ale jakże ważnej pracy.
E. Ch. Pragniemy podkreślić, że ze wszystkimi członkami zarządu Federacji Organizacji Polskich na Ukrainie – w Charkowie, Ługańsku, Kijowie, Żytomierzu, na Zakarpaciu, Krymie, Bukowinie, ziemi lwowskiej, współpraca układa nam się jak najlepiej. Jesteśmy w stałym kontakcie i zawsze się wspieramy.

Korzystając z okazji, pragniemy serdecznie podziękować wszystkim za te trudne, ale jakże piękne lata współpracy. Głęboką wdzięczność kierujemy również pod adresem Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie oraz wszystkich konsulatów na terenie Ukrainy za współpracę i doraźną pomoc.

Rozmawiali Julia Łokietko i Konstanty Czawaga
TekstTekst ukazał się w nr 22 (122) 30 listopada – 16 grudnia 2010

 

X