Czy Polsce potrzebni są Polacy na Wschodzie?

Czy Polsce potrzebni są  Polacy na Wschodzie?

Fot. Krzysztof SzymańskiNiemniej polska mniejszość w byłym Związku Radzieckim nie jest „dochodowa” dla polityków. Bywa „opłacalna”. Ministerstwo Spraw Zagranicznych sprawia wrażenie, jak gdyby nie było zainteresowane pomocą w rozwiązywaniu jej problemów. Dopóki jeszcze można, eksploatuje się odchodzące pokolenie kombatantów II wojny światowej i tych, którzy przyczyniali się za czasów słusznie minionego ustroju do krzewienia polskości na Wschodzie. Kiedy jest ku temu możliwość sięga się po dzieci ubrane w stroje trącące Cepelią, bo dzieci przecież zawsze budzą pozytywne emocje. W okresie świątecznym media karmią odbiorców obrazkami paczek wręczanych najuboższym. I na tym, jak się wydaje, kończy się znaczenie Polaków na Wschodzie dla Polski.

Nie widać troski o sprawy tak ważne, jak środki pieniężne na promocję kultury, działalność medialną, dydaktykę czy choćby opłaty bieżące w polskich ośrodkach, gdyż system ich przydzielania czy finansowania długoterminowych projektów organizacji polonijnych nie daje obecnie większych szans na kontynuację tak ważnej działalności. Szans na pozyskanie wsparcia od władz własnego państwa także nie ma zbyt dużych, gdyż albo blokadą jest zła sytuacja ekonomiczna kraju, albo też przepisy prawne, warunkujące dotacje na przykład zagwarantowaniem dofinansowania z zewnątrz bądź wkładu własnego. A te uzależnione są dla wielu środowisk polonijnych od Warszawy. Powstaje błędne koło.

Polsce tak naprawdę potrzebna jest młodzież, która garnie się do polskich zespołów, organizacji, stowarzyszeń i jest nadzieją na ich rozwój, propagowanie wiedzy o kraju ich pochodzenia i w przyszłości może stać się gwarantem dobrych dwustronnych kontaktów. Potrzebni są ludzie w średnim wieku i starsi, zaangażowani emocjonalnie i twórczo w życie mniejszości polskiej. I potrzebne jest właśnie to życie, aby polskość szeroko rozumiana była pełna, bo Polonia to także część narodu polskiego, niejednokrotnie ostoja jego tradycji i opiekun korzeni.

Tylko że mało kto pamięta o tym wszystkim. Na co dzień widzimy, że Polacy ze Wschodu są potrzebni tym z Warszawy, aby móc się wypromować, zabezpieczyć partykularne interesy. Gdyby jeszcze kierowano się przy tym zasadą „coś za coś” można by mówić o pewnej uczciwości. Tymczasem, polscy politycy nie dają od siebie niemal nic. Kreowanie własnego wizerunku kosztem rodaków na pewno nie jest uczciwe. Ale jako że jest skuteczne, pewnie nadal będzie doskonale funkcjonować, a ludziom myślącym pozostanie refleksja – czy wreszcie ktoś przejrzy na oczy i dostrzeże, ileż może nam dać mniejszość polska, jeśli tylko pomożemy jej w ogóle przetrwać.

Dr Agnieszka Sawicz, analityk społeczny, dziekan Wydziału Administracji i Nauk Społecznych w Wyższej Szkole Gospodarki Krajowej w Kutnie, stale współpracuje z „Kurierem Galicyjskim”.

X