Czas i miejsce albo moje terytorium gotyckie

Czas i miejsce albo moje terytorium gotyckie

Gdzie na Ukrainie najlepiej jest kręcić filmy o wampirach i clipy adeptów metalu? Gdzie definicje „gotyk” i „mistyka” odczuwa się najsilniej? W końcu, gdzie można się schować pod ośmiusetletnim murem, gdy zaskoczył nieoczekiwany deszcz? Odpowiedź: czas – poranek zimowy bez śniegu, miejsce – zamek w Chuście.

Jest coś niepojęcie pociągającego  w ruinach starych zamków. Czy to brak opłaty za wstęp, czy to swoboda w upajaniu się własnymi wrażeniami i wizjami; – ( jak tu mogło to wyglądać w starych dawnych czasach) – których w brutalny sposób nie przerywają grupy uczniów i turystów. Naprawdę, na dzisiejszej Ukrainie jest dość dużo starych ruin, ale podobnego do tego, co jest w Chuście, nie ma. Gdzie jeszcze można zobaczyć pozostałości po przedmongolskich wieżach na górze o pochodzeniu wulkanicznym?

Tylko niebo potrafiło go zdobyć
Zakarpacie nie bez przyczyny może się szczycić najdawniejszymi na Ukrainie fortyfikacjami średniowiecznymi. Zachował się tu nawet donżon templariuszy, położony niedaleko dzisiejszego centrum obwodu (wieś Serednie). W samym Użhorodzie jest zamek, założony w X wieku, a w Mukaczewie, również na górze wulkanicznej, pyszni się twierdza „Pałanok”. Jednak, w porównaniu do twierdzy w Chuście, zamek stoi niedostatecznie wysoko, a twierdzę oblegają tłumy turystów. Z punktu widzenia samotnego romantycznego wędrowca, słuchającego „Lacrimosa” przez słuchawki, jest to najlepsze miejsce na wędrówki, pełne marzeń i smutnych medytacji. Tym bardziej, że góra zamkowa pełni funkcję nekropolii – przecinają ją stare cmentarze prawosławne, katolickie i protestanckie. Dla prawdziwego miłośnika gotyku sylwetki krzyży w gęstwinie pozbawionych liści drzew są jak krople walerianowe dla kota.

Zamek w Chuście bez żadnych wątpliwości należy do pięciu najstarszych budowli obronnych na Ukrainie, ponieważ, wedle informacji z różnych źródeł, został postawiony z kamienia już w 1191-1194 roku. Wcześniej stał tu jego drewniany poprzednik… Kiedy wdrapywałem się na górę (bo nie zauważyłem starej drogi), to po prostu nie mogłem sobie wyobrazić, w jaki sposób ludziom udało się wnieść na taką stromą wysokość całe tony bardzo ciężkich kamiennych brył. To zaskoczenie nie znikło też po tym, jak zobaczyłem drogę. Całkiem dobrze może zostać uznana za „czerwoną” trasę narciarstwa górskiego w jakimś uzdrowisku, ale w żaden sposób – nie za szlak budowlany. Za mitycznych twórców zamku uważa się białych Chorwatów, potomkowie których dotąd mieszkają na Zakarpaciu. Nie dziw, że Mongołowie mogli zdobyć twierdzę jedynie dzięki temu, że celnymi strzałami z łuków pozabijali wszystkich jej obrońców – mury dobrze wytrzymały uderzenia taranów koczowniczych i ogromnych praszczy. Bohater narodu węgierskiego, Franciszek Rakoczy, zdobył zamek tylko dzięki pomysłowości jednego ze swych doradców (Emerych Iloschwai), który jakimś cudem przeciągnął na stronę madziarską austriacką załogę.

Wieże i mury w Chuście okazały się bezsilnie jedynie wobec żywiołów przyrody: więcej, niż połowa zamku stała się ruiną, po tym, jak pewnej tragicznej nocy w 1766 roku w wieżę prochową uderzyła błyskawica. Stopień zniszczenia był tak wielki, że zadecydowano, iż zamek nie będzie odbudowywany. Jeśli natomiast mówić o jego właścicielach, to najbardziej interesująco wypada rycerz Drago, któremu Chust wraz z niemałą częścią Zakarpacia przekazał w XIV wieku król węgierski. O tym władcy można by i nie wspominać – ot, zwykły rycerz, miłośnik piękna kobiecego i hucznie-buńczucznych pijatyk – gdyby nie jego spadkobierca – Wład Cepesz, bardziej znany jako hrabia Dracula…

 

Fot. Dmytro AntoniukDiabeł, legendy i stare freski
„Chwust, mój chwust!”, – tak, wedle legendy krzyczał diabeł, który zadecydował, że w tym miejscu wyjdzie na ziemię z piekła, ale, zaczepiwszy się swym zadem, oderwał swój ogon. Po dolinie zaś echem poleciało „chust, chust” i wówczas powstało tu miasteczko o odpowiedniej nazwie. Natomiast tam, gdzie ogon diabła w żaden sposób nie chciał oderwać się od ziemi, powstała góra zamkowa.

Nie jest to jedyna legenda, związana z tym miejscem. Rzeki, które płyną w Chuście – Rika i Cisa – niby to zostały nazwane dla uczczenia żony i córki tutejszego wojewody, zaś czerwona skała, która sterczy na jednej z sąsiednich gór, jest nazywana tak dlatego, że na niej ojciec zabił własnego syna, bo pomylił się i wziął go za Tatarzyna. Udowodnienie lub sprostowanie tych mitów nie jest możliwe (ale, czy potrzebne?), ale to, że tutejsza kamienna świątynia św. Elżbiety pochodzi aż z XIII wieku – jest faktem udokumentowanym. Niedawno na jednej ze ścian odkryto średniowieczny fresk, na którym przedstawiono trzech świętych królów Węgier – założyciela zamku Ladysława, Stefana oraz jego syna Imre. W Chuście mówią, że to świątynia „wiary bezkrzyżowej”, czyli należy do wspólnoty luterańskiej. Naprzeciwko – kościół rzymskokatolicki, o siedemset lat młodszy od swego kolegi „bezkrzyżowego”. Jednak dzwon, który jest w nim przechowywany, pochodzi właśnie z dzwonnicy zamkowej, jaka padła ofiarą wspomnianej wcześniej błyskawicy.

Jest tu jedna z tych synagog, które na Ukrainie zachowały się najlepiej (początek XX w.). Tajemnica tego, dlaczego się zachowała, jest prosta: freski i zdobienia dotrwały do naszych czasów jedynie dlatego, że władza sowiecka nie zabrała jej Żydom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X