Arystokratyczny desant w Stanisławowie Król Jan III Sobieski. Portret króla z pałacu-muzeum Jana III w Wilanowie

Arystokratyczny desant w Stanisławowie

4 lipca 1686 r. nie jest zbyt znaną datą w historii naszego miasta. W tym dniu nie było u nas pożaru ani trzęsienia ziemi, nie było powodzi i nie wybuchła epidemia. Pod murami miasta na dwóch Bystrzycach nie zjawili się Turcy z Tatarami czy kozacy z opryszkami. A jednak słychać było wystrzały armatnie, a cały garnizon był w najwyższym pogotowiu. Całe zamieszanie wyjaśnić można bardzo prosto – do Stanisławowa zawitał król. I to nie sam!

Wizyta pierwsza

Rzeczpospolita była dość interesującym państwem. Formalnie była republiką szlachecką, gdzie cała władza ustawodawcza i większa część sądowej należała do parlamentu – Sejmu. Przy tym każdy szlachcic posiadał prawo weta – czyli jednym swoim głosem mógł zablokować decyzję absolutnej większości. Na czele tej całej demokracji stał jednak król. W odróżnieniu od innych państw europejskich, gdzie monarchia była dziedziczną, w Rzeczypospolitej król był obierany przez szlachtę. Mimo woli naprasza się analogia z wyborami prezydenckimi – miano by obierać najbardziej dostojnych przedstawicieli, …ale bywało różnie. Czasami obierano całkowitego nikczemnika.

W 1686 roku królem Rzeczypospolitej był Jan III Sobieski, uważany za jednego z najwybitniejszych i najsławniejszych monarchów polskich. Wcześniej Jan Sobieski bywał już w Stanisławowie, ale nie jako król. Jego życiorys jest znany, więc nie będziemy tu na nim się zatrzymywać dokładniej.

Pochodził z magnackiej rodziny Sobieskich. Jego ojciec był właścicielem Złoczowa, gdzie rozbudował pałac, tworząc rodową rezydencję. Mając lat 19 Jan rozpoczyna karierę wojskową. Walczy z kozakami, Moskalami, Szwedami i Tatarami. W 1673 r., jako wielki hetman koronny (odpowiednik obecnego ministra obrony). Sobieski rozgromił wojska tatarskie pod Chocimiem. Wracając do Lwowa, okryty „victorią chocimską”, został zaproszony do Stanisławowa przez wojewodę kijowskiego Andrzeja Potockiego. Obaj wojskowi dobrze się znali – wspólnie walczyli pod Chocimiem. Przypuszczam, że Sobieskiego zainteresowała nowa forteca, o której potędze wiele słyszał, ale jeszcze jej dokładnie nie oglądał.

Uczta w czasach Jana III Sobieskiego. Ilustracja ze źródeł internetowych

5 grudnia 1673 r. strażnik z wieży ratuszowej zauważył orszak hetmana. Na jego cześć forteca dała stukrotną salwę armatnią. Potem miał miejsce uroczysty obiad na zamku. Murowanego pałacu Potocki jeszcze nie wybudował i mieszkał z rodziną w wielkim drewnianym budynku, stojącym w miejscu dzisiejszej katedry greckokatolickiej. Samo miasto również przypominało wielki plac budowy, bo istniało dopiero od 11 lat. Sobieski spieszył dalej, więc po uczcie wyruszył do Kałusza i tam zanocował.

Wkrótce potem umiera jego poprzednik – król Michał Korybut Wiśniowiecki, więc tron był pusty i miano obrać nowego monarchę. W kwietniu następnego roku, na fali wojskowych sukcesów, Sobieski zostaje Janem III, królem Rzeczypospolitej.

Królewicz Jakub Ludwik, najstarszy syn króla. Portret z pałacu-muzeum Jana III w Wilanowie

Jego i Jej Wysokości

Nowy monarcha wykazał się jako zdolny władca i wspaniały wódz. Zakończył tragiczną dla Polski wojnę z Turcją, wzmocnił armię, ukrócił swawolę magnatów, odrodził pułki kozackie i zawarł przymierze z Austrią. Gdy w 1683 r. Turcy napadli na Wiedeń, Sobieski pośpieszył z odsieczą i rozgromił wojsko osmańskie. W tej walce zginął syn Andrzeja Potockiego – Stanisław. Pomimo błyskawicznego zwycięstwa wojna przeciągała się.

Król miał interesujące plany – podbicie Hospodarstwa Mołdawskiego i odcięcie Turcji od Chanatu Krymskiego. Podbitą Mołdawię Jan Sobieski planował oddać we władanie swemu ukochanemu synowi Jakubowi. Pierwsze dwie próby były nieudane i w 1686 r. odbyła się trzecia wyprawa mołdawska.

Latem wojska Rzeczypospolitej zaczęły koncentrować się koło wsi Kolince, pomiędzy Tyśmienicą i Tłumaczem. Miał tam przybyć król, który stacjonował we Lwowie. Jechał powoli z wielkim pocztem, zatrzymywał się po drodze w zamkach, gdzie organizowano polowania. 26 czerwca Sobieski był w Stryju, gdzie bawił trzy dni, obchodząc święta Piotra i Pawła. Potem w Żurawnie i Haliczu spotkał się z hetmanem wielkim koronnym Jabłonowskim. Wreszcie przez Jezupol orszak królewski dotarł do Stanisławowa.

Marysieńka Sobieska – ukochana małżonka monarchy. Portret z białoruskiego Muzeum Narodowego

W mieście Jego Wysokość przebywał od 4 po 6 lipca 1686 r. Królowi towarzyszyła jego małżonka Maria Kazimiera, nazywana przez historyków „Marysieńką”. Król szalenie kochał swą żonę. Poznali się, gdy jeszcze była żoną Zamoyskiego. Gdy ten zmarł na syfilis, Jan bez obawy poprosił ją o rękę i serce. Urodziła królowi trzynaścioro dzieci, z których przeżyło jedynie czworo. Liczne narodziny (dodajmy tu jeszcze czworo dzieci z pierwszego ślubu) i liczne poronienia nie zniekształciły jednak figury królowej. Pozostawała smukłą, jak w młodości. Sobieski nawet nie spoglądał w stronę innych kobiet i w czasie wypadów wojennych prawie co dnia pisał do niej listy miłosne, które nawet dziś zmuszają badaczy czerwienić się. Oto jedna z takich „perełek” króla: „Milion razy ciumam wszystkie wspaniałe zakątki twego ciała, moją cudowną pupinkę, która z rozkoszą przyjmuje mnie”.

Współcześni nie podzielali zachwytu króla. Kronikarze opisywali Marię Kazimierę, jako kobietę nierozgarniętą, chciwą, drobiazgową, która rwała się do rządzenia państwem, a ponadto handlowała posadami przy dworze.

Wraz z rodzicami wędrował też 19-letni królewicz Jakub Ludwik. Przysłowie, które twierdzi, że na dzieciach ludzi wybitnych przyroda wypoczywa – sprawdziło się tu w 100%. Chłopak urodził się garbaty, umysłem nie błyszczał i pozostawał w cieniu swego sławnego ojca. Ze wszystkich dzieci Marysieńka najbardziej nienawidziła pierwszego syna, a ten odpowiadał jej tym samym. Z Hospodarstwem Mołdawskim nic się nie udało. Po śmierci ojca Jakub chciał być królem, ale przegrał wybory. Wśród skandali z matką i braćmi dzielił spadek po ojcu, bo otrzymał mniej niż uważał, że mu się należy. Był ostatnim mężczyzną z rodziny Sobieskich, z którego śmiercią w 1737 r. ród się zakończył.

Ferdynand Kurlandzki należał do świty królewskiej. Ilustracja ze źródeł internetowych

Szlachetne towarzystwo

Niegdyś popularne było przysłowie, że „stolica jest tam, gdzie król”. Trudno się z tym nie zgodzić, bo monarsze zawsze towarzyszyła liczna świta ministrów, biskupów, generałów i dyplomatów. Cała ta brać zjechała do miasta, wobec tego na dwa dni stolica Rzeczypospolitej przeniosła się do Stanisławowa.

Historyk Czesław Chowaniec pisał, że nigdy wcześniej, ani nigdy potem miasto nie widziało tylu znamienitych gości i nie było oświetlone blaskiem królewskiego dworu. W tym czasie Andrzej Potocki został hetmanem polnym koronnym (wiceministrem obrony), mającym w swej gestii wojska, chroniące granice.

Zdążył rozbudować już Stanisławów i teraz przyjmował gości w murowanym pałacu, wystawionym na początku lat 80. XVII w. Był to pierwsza miejska kamienica na dwa piętra. Jednak ledwie mogła pomieścić wszystkich gości. Przez ten czas trwały tu bez przerwy bankiety, przyjęcia, fajerwerki i zabawy.

Oprócz najwyższych urzędników królowi towarzyszyli zagraniczni dyplomaci. Kronikarze piszą, że byli wśród nich książę Beaumont, syn francuskiego wojskowego ministra Leteliera, który „szukał przy dworze bohaterskiego króla przygód i sławy”, francuski ambasador markiz Franciszek Gaston de Béthune, poseł austriacki Jerzy Szemuński, nuncjusz papieski Franciszek Bonesanu i poseł wenecki Hieronim Albertino de Conti.

W orszaku byli również suwerenni władcy. Na przykład Krystian Ludwik I – książę Meklemburgii-Schwerinu. W tamtych czasach Europa była podzielona na mnóstwo małych państewek, których władcy posiadali głośne tytuły. Towarzystwa Krystianowi Ludwikowi dotrzymywał spadkobierca księstwa Kurlandii Ferdynand Ketler. Było to malutkie państewko bałtyckie, nie posiadające własnej armii i stąd kurlandzka szlachta zmuszona była służyć w innych wojskach. Ferdynand był oficerem wojsk polskich i przez wiele lat służył przy dworze polskim. Po tym, jak trafił w opały, zmuszony był przejść na służbę pruską. Powiadali, że przyczyną jego kłopotów był… jego romans z Marysieńką. Jeżeli przypuścimy, że w lipcu Ferdynand był jeszcze w faworze, a we wrześniu już wyjechał do Prus, to do królowej smalił cholewki właśnie w Stanisławowie.

Pałac Potockich w Stanisławowie w dniu dzisiejszym. Trudno uwierzyć, że przyjmowano tu króla. Zdjęcie autora

Trudno powiedzieć ile pieniędzy kosztowała Potockiego ta gościna, ale magnat na pewno odetchnął z ulgą, gdy 6 lipca goście tłumnie ruszyli w stronę Tyśmienicy. Po przeglądzie wojsk rozpoczęła się trzecia mołdawska kampania. Podczas działań wojennych Andrzej zerwał jedną z ważnych operacji, za co król o mały włos go nie rozstrzelał. Z czasem Sobieski uspokoił się, ale był na magnata obrażony – odsunął go od dowództwa i w Stanisławowie więcej nie gościł.

Iwan Bondarew

Tekst ukazał się w nr 21 (457), 15 – 28 listopada 2024

X