Zagadka „masońskich znaków” w kościele w Strusowie Panorama Strusowa, fot. Dmytro Poluchowycz

Zagadka „masońskich znaków” w kościele w Strusowie

Wioskę, a dawniej miasteczko, Strusów koło Trembowli wielokrotnie wspominałem w swoich publikacjach w Kurierze Galicyjskim. Nie na darmo –pełna jest wspaniałych zabytków i zadziwiających historii. Między innymi Strusów był przez długi czas centrum kamieniarstwa. Produkcja lokalnych artystów, obrabiających czerwony trembowelski piaskowiec, była najróżniejsza – od elementów konstrukcji budowlanych (obramienia okien i drzwi, rynien, karniszy i schodów), po rzeźbę i nagrobki.

Najbardziej znanym miejscowym artystą był Ludwik Ziemski, działający w okresie międzywojennym. Oprócz figur sakralnych dla świątyń i artystycznych nagrobków stworzył szereg pomników, dekorujących dawniej place Trembowli. Niestety zostały zniszczone przez komunistów.

Najbardziej oryginalne i, bez przesady, najbardziej unikalne dzieło artysty można zobaczyć na strusowskim cmentarzu. W centrum nekropolii znajduje się nagrobek jego siostry Zuzanny Ziemskiej-Dziurmanowej (1894–1933). Przedstawił on w trembowelskim piaskowcu obraz znanego angielskiego malarza Johna Everetta Millaisa „Ofelia”. Na obrazie – jak i na nagrobku – widzimy obsypane kwiatami ciało kobiece płynące po rzece.

Nagrobek samobójczyni, fot. Dmytro Poluchowycz

Wydarzenie miało miejsce w Strusowie w 1933 r. i niewiele różni się od dramatów Szekspira. Młodsza siostra artysty, Zuzanna, była nauczycielką w miejscowej szkole. Jej mężem był Piotr Dziurman, również nauczyciel tej szkoły. Mieli dwójkę dzieci. Piotr zdradził żonę z młodą sekretarką szkolną. Nieszczęśliwa Zuzanna nie mogła z tym się pogodzić i rzuciła się z mostu w odmęty Seretu. To wydarzenie zrozpaczony brat uwiecznił w kamieniu. Prawdopodobnie takiego nagrobka nie ma nigdzie na wiecie.

Nie tak po prostu zatrzymałem się na opowieści o miejscowych kamieniarzach. Odegrają oni kluczową rolę w temacie, któremu poświęcony jest ten artykuł.

Głównym elementem architektonicznym Strusowa jest kościół pw. św. Antoniego i MB Różańcowej z wysoką strzelistą wieżą. Jego budowę prowadzono w latach 1892–1906 na koszt ówczesnego właściciela Strusowa hrabiego Włodzimierza Baworowskiego, a później, prawdopodobnie, Józefa Gołuchowskiego, jej późniejszego właściciela.

Kościół św. Antoniego w Strusowie, fot. Dmytro Poluchowycz

Kościół zbudowany w stylu neogotyckim i minimalizmu zdumiewa wspaniałością i wysoką wieżą, wzbijającą się w niebo. Nie tylko one łączą świątynię w Strusowie ze średniowiecznymi gotyckimi kościołami Europy Zachodniej. Jak wskazał krajoznawca Andrij Kapusta, na murach kościoła można zobaczyć też tzw. „znaki masońskie”. Dzięki temu odkryciu mniej-więcej tradycyjna wiejska świątynia może obecnie pretendować do tytułu „unikalna”, bowiem tego rodzaju „masońskich znaków”, pochodzących z końca XIX w., na Ukrainie nigdzie więcej nie na.

Takie znaki są charakterystyczne dla dawnych świątyń gotyckich. Pod to określenie podpadają różne znaki, gęsto pokrywające mury świątyń. Zaznaczę od razu, że w tym przypadku „masoni” – to zwykli kamieniarze, nie mający nic wspólnego ze wspólnotą „wolnych mularzy”.

Średniowiecznym „masońskim znakom” poświęcono wiele prac naukowych. Historycy dzielą je na trzy typy:

– Znaki, którymi kamieniarze znaczyli wyciosane kamieniu bloki i kamienne konstrukcje. Czyniono tak, aby można było ocenić wykonaną pracę i określić wypłatę, a równie w celu kontroli jakości (gdy element został wybrakowany lub nieprawidłowo obrobiony – wiadomo czyja to wina);

– Drugi typ znaków jest w swym znaczeniu bliski pierwszemu, tyle, że znak pozostawiała „brygada” wznosząca konstrukcję. Weźmy pod uwagę wielkość ówczesnych gotyckich świątyń, przy których budowie pracowały setki ludzi.

– „Znaki pozycjonowania” – były to znaki, konieczne przy pracach montażowych złożonych konstrukcji, gdy wiele zależało od tego, czy jest prawidłowo ustawiony obrobiony w zakładzie blok.

Wynika stąd, że swoje „znaki murarskie” posiadali zarówno oddzielni mistrzowie, tak i całe wytwórnie kamieniarskie.

Jak już zaznaczyłem, te znaki nie mają nic wspólnego ze stowarzyszeniem „wolnych mularzy”. Wielu uczonych twierdzi jednak, że te stowarzyszenia swymi korzeniami sięgają do tradycji właśnie tych gotyckich kamieniarzy, ich cechów rzemieślniczych i towarzystw, budujących wspaniałe gotyckie świątynie. Nie przypadkowo wspomniałem tu o korzeniach. Świątynie czasami budowano przez stulecia i zawód budowniczego świątyni przekazywany był z pokolenia na pokolenie – niejako w spadku. Np. słynną katedrę w Kolonii budowano przez ponad 600 lat!

Budowlańcy byli jednymi z najbardziej wykształconych łudzi tego czasu. Konstrukcje i zdobnictwo gotyckich świątyń przypomina kamienne koronki. Tu każdy poszczególny element, wytworzony na ziemi, miał stanąć dokładnie w przeznaczonym dla niego miejscu na wysokościach świątyni. Prócz tego wszystkie elementy musiały mieć jednakową wytrzymałość. Nawet w chwili obecnej przy użyciu komputerów jest to zadanie niezwykle trudne.

Gdy tendencja stawiania olbrzymich gotyckich świątyń wyszła z mody, zrzeszenia kamieniarzy-budowlańców stopniowo zanikają, by z czasem stać się zalążkiem pierwszych lóż masońskich. Wraz z ich zanikiem zanika również praktyka używania „znaków masońskich”. Sporadycznie spotyka się jeszcze stosowanie tych znaków, ale jest to już raczej wyjątek, niż zasada. Można je spotkać na kamiennej obmurówce kanału Yarrowee z lat 1890. w stanie Wiktoria w Australii. Badacze naliczyli tam około sześćdziesięciu różnych oznakowań.

Zagadka, o której przedtem nikt nie wiedział

Odkrycie tajemnych znaków w kościele w Strusowie potwierdza zasadę: „Jeżeli chcesz coś schować – połóż na najbardziej widocznym miejscu!”. Obok kościoła św. Antoniego i MB Różańcowej w ostatnich latach przewinęło się tysiące turystów i dziesiątki historyków i krajoznawców – w tym i ja. Nikt nie zwrócił uwagi na te znaki! Miejscowi wierni dobrze znali te znaki, ale też nie zwracali na nie uwagi: „Jakie są, takie są… Co w nich unikalnego i interesującego?”.

Na zagadkowe znaki zwrócił wreszcie uwagę miejscowy krajoznawca i kierownik turystyczno-krajoznawczego kółka Centrum Dzieci i Młodzieży liceum w Mikulińcach Andrij Kapusta. Mikulince leżą zaledwie kilka kilometrów od Strusowa, a Andrij jest znaną postacią w kołach krajoznawczych nie tylko obw. tarnopolskiego, ale i całej Ukrainy.

Jednym z elementów architektonicznych kościoła i jednocześnie jego elementem zdobniczym jest podstawa, złożona z trzech rzędów wielkich bloków z czerwonego trembowelskiego piaskowca. Jak wyjawił Andrij prawie 40% bloków oznakowane są tajemniczymi znakami. Są one różne – od cyfr rzymskich, liter łacińskich po krzyże i niezrozumiałe figury. Ba! Wśród nich udało się odnaleźć kilka znaków z pisma Tatarów Krymskch – tamgi i jej różne wersje, w tym podobne do germańskich run. Z tych znana jest słynna runa „algiz” – runa życia. Ważny i interesujący element! Wiele jest znaków podobnych i nawet identycznych ze średniowiecznymi „znakami masonów”!

Andrij od razu zauważył, że wiele znaków przedstawione są odwrotnie, lub „leżą” na boku. Stąd wyciągnął wniosek, że na blokach kamienia zjawiły się one przed budową kościoła, a nie po jego wystawieniu. Wysunął też hipotezę, że bloki te wcześniej były elementami jakiejś wcześniejszej konstrukcji. Zwrócił się do mnie z tym przypuszczeniem. Było to dla mnie dość prawdopodobne, tym bardziej, że wtórne wykorzystanie elementów budowli w Strusowie ma dawne tradycje.

W czasach władania Strusowem przez rodziny szlacheckie (XVI – XVII w.), które też nadały miejscowości nazwę, w uroczysku Czarna Debra na lewym brzegu Seretu wzniesiono murowany zamek. Wiadomo, że w 1648 r. zamek zdobyli kozacy Chmielnickiego, a ostatecznie zniszczony został przez Tatarów w kilka miesięcy później. Zniszczone i spalone wówczas zostało i samo miasteczko.

Ruiny twierdzy stały do końca XVIII w. (są świadectwa, że nawet do połowy XIX w.), dopóki nie rozebrano je ostatecznie na budulec. Była to dość zwykła praktyka w tych czasach. Według jednej z wersji ruiny zamku zaczęto rozbierać za czasów władania Strusowem przez rodzinę Lanckorońskich (kupili miejscowość w 1780 r.). Z tych murów wystawili swój pałac. Wersja to mało prawdopodobna, gdyż większa cześć pałacu murowana jest z cegły. Możemy przypuścić, że na ten czas zamek nie został rozebrany do końca i coś tam jeszcze z niego pozostało, co później użyto na budowę świątyni.

Wspomniane znaki tatarskiej tamgi można wyjaśnić tatarskim zniszczeniem fortecy. Tu wyobraźnia podsuwa tradycyjną wizję, jak jakiś Aga na znak triumfu nad niewiernymi znaczy ruiny murów nieprzystępnej fortecy znakiem swego chana… Wprawdzie tę wizję należało od razu odrzucić, bowiem znak może w zupełności być chrześcijańską „Kotwicą nadziei” lub „Łodzią nadziei”, zwanym również „Kołyska Chrystusa”. Jak pisałem, niektóre znaki stawiano odwrotnie, więc określić, gdzie góra, a gdzie dół jest niemożliwe.

Andrij Kapusta zaproponował również wersję, że znaki te mogą być związane z arianami. O istnieniu w Strusowie resztek jakiejś ariańskiej świątyni czy kaplicy wspominał historyk austriacki, krajoznawca i etnograf Antoni Schneider. W Naukowej Bibliotece im. Stefanyka we Lwowie jest całe archiwum jego rękopisów. W jednym z nich opisując dawne zabytki miasteczka pisze: „…ruiny świątyni ariańskiej, ślady pieczar i katakumb starego klasztoru bazylianów i kurhany w lesie” – wersja nie taka znów fantastyczna i ma prawo na istnienie.

Znaki w kształcie run, fot. Andrij Kapusta

Ale dla mnie ważne były znaki podobne. Jeżeli z krzyżami i krzyżykami było wszystko jasne – takie ryli pielgrzymi, by wzmocnić modlitwy, to liczne znaki w rodzaju „FxY” nie przypominały nic sakralnego, lecz bardziej cechowe znaki rzemieślników, dostarczających bloki na budowę!

Do wspólnego „śledztwa”, które prowadziłem z Andrijem, dołączyliśmy kilku znanych historyków z Ukrainy, Polski i Izraela. Okazało się, że w Strusowie mamy do czynienia ze „znakami masońskimi”. Słowa wdzięczności należą się historykowi z Kamieńca Podolskiego Pawłowi Neczytajło, który przekazał nam publikacje zachodnich historyków o tej tematyce. Inni specjaliści, do których zwrócił się Andrij Kapusta, nie mogli nam pomóc. Przyczyną jest chyba nowość takiego odkrycia na Ukrainie i „wąska” specjalizacja uczonych w tej dziedzinie.

W ten sposób okazuje się, że odkrycie „masońskich znaków” na murach kościoła w Strusowie jest zjawiskiem unikatowym na Ukrainie. Możliwe też, że jest unikatowym na skalę europejską – tradycja takiego oznakowania zanikła już dawno. Coś podobnego odnaleziono jedynie w Australii! Okres powstania tych australijskich zbiega się ze strusowskimi.

„Znaki masońskie” w Strusowie, fot. Andrij Kapusta

Andrijowi Kapuście udało się odkryć na trzech rzędach kamiennych bloków, na których opiera się konstrukcja kościoła (o rozmiarach 115×30 сm, 100×30 сm, 75×30 сm i 50×30 сm) ponad setkę znaków o wymiarach od 7 do 10 cm. Niektóre są mniejsze – 5-6 cm. Znaki powtarzają się: niektóre dwukrotnie, inne czterokrotnie. Większość jest dublowana dziesiątki razy.

Łącząc je w grupy, Andrij doszedł do wniosku, że są znakami co najmniej 16 osób lub grup kamieniarzy. Przeprowadził też ich klasyfikację:

– mamy grupę cyfr rzymskich XI, X, IX, XL w ramkach i bez;

– inna grupa – to litery A, K, F, V, S, L, I – w tym i ryte na odwrót;

– są znaki, przypominające symbole literowe;

– kolejna grupa przypomina znaki heraldyczne i tamgi – możliwie, że i runy;

– ostatnia grupa – to znaki różnej formy, które trudno zidentyfikować.

„Znak”, przypominający tatarską tamgę, ale raczej jest to chrześcijańska „Kotwica nadziei”, fot. Andrij Kapusta

Krajoznawca zwrócił również uwagę na technikę rycia znaków. Wyjawił że większość znaków powstała przez pojedyncze uderzenie dłuta (każde uderzenie pozostawiło oddzielne zagłębienie). Te znaki składają się z wielu zagłębień. Część jest ryta w kamieniu jedną linią. Przypuszcza, że większość znaków (jeśli nie wszystkie) powstała długo przed układaniem bloków w fundamencie kościoła, bo identyczne znaki często spotyka się odwrócone – nikt nie zwracał już uwagi na ułożenie bloku.

Obecność znaków można wyjaśnić tym, że w Strusowie, jako centrum obróbki kamienia, były liczne drobne rodzinne wytwórnie, gdzie tworzono te czy inne wyroby. Jedna taka wytwórnia mogła wystarczyć do wzniesienia jakiegoś budynku czy willi, a już do budowy takiego obiektu jak kościół trzeba było połączyć siły kilku wytwórni. Znaki wykorzystano do bilansu opłaty za wykonane bloki i do kontroli jakości wyrobu.

Krzyż z zagłębieniami w Strusowie i „znak masoński” z XIV w. ze świątyni w miejscowości Trondheim w Norwegii, fot. Andrij Kapusta i Wikipedia

Warto zwrócić uwagę na kilka znaków w kształcie krzyży z rytymi kropkami na zakończeniach ramion. Podobne krzyże z XIV w. są w świątyni w mieście Trondheim w Norwegii i nawet służyły jako ilustracja w Wikipedii w artykule o „znakach masońskich”.

Osobiście uważam, że te krzyże, to nie tylko osobisty znak mistrza. Podobne znaki, w ramach realizacji projektu „Mogiły Przodków”, wspólnego z OS „Ukraina Incognita” i Wydziału kultury rady miejskiej Gródka Podolskiego, odnaleziono we wsi Andrijiwka (około 50 km do Strusowa) na zniszczonym postumencie po nieokreślonej figurze z 1704 r. Powierzchnia postumentu cała pokryta była podobnymi krzyżami. Naliczono ponad trzydzieści takich krzyży. Pisałem już o tym na łamach Kuriera Galicyjskiego. Takie krzyże ryli pielgrzymi w miejscach, szczególnie czczonych, w celu wzmocnienia modlitw i skutków próśb zanoszonych do Boga lub świętych. Wyryte kropki oznaczają rany, zadane gwoździami Chrystusowi.

Należy też pamiętać, że budowa świątyni nie była rutynową budową domu, lecz przejawem najwyższej czci Boga. Możliwe, że kamieniarze w taki sposób poświęcali swą pracę Bogu i wzmacniali modlitwę przy pracy.

Co się tyczy samego odkrycia – to muszą go jeszcze opracować naukowcy. Dana publikacja i opis w wielu przypadkach są czysto amatorskie. Należałoby wykonać pełne skatalogowanie typów poszczególnych znaków, ich liczby i wzajemnych relacji. Pozwoli to ustalić liczbę kamieniarzy, którzy pracowali w Strusowie i okolicznych miejscowościach oraz ich moce produkcyjne. Ponadto pozwoli określić pochodzenie figur sakralnych w świątyniach, kapliczkach i na cmentarzach w obw. tarnopolskim. Wielokrotnie natykałem się na podobne oznakowania w podstawach figur na cmentarzach, ale jakoś nie przywiązywałem do tego wagi…

Dmytro Poluchowycz

Tekst ukazał się w nr 15-16 (451-452), 30 sierpnia – 16 września 2024

Dmyto Poluchowycz. Za młodu chciał być biologiem i nawet rozpoczął studia na wydziale biologii. Okres studiów przypadał na okres rozpadu ZSRS. Został aktywistą Ukraińskiego Związku Studentów. Brał udział w Rewolucji na Granicie w styczniu 1991 roku. Był jednym z organizatorów grupy studentów, która broniła litewskiego Sejmu. W tym okresie rozpoczął pracę jako dziennikarz. Pierwsze publikacje drukował w antysowieckim drugim obiegu z okresu 1989-90. Pracował w telewizji, w prasie ukraińskiej i zagranicznej. Zainteresowania: historia, krajoznawstwo, podróże.

X