Bp Marcjan Trofimiak (ur.1947)
Wraz z o. Rafałem Kiernickim 2 marca 1991 roku w katedrze lwowskiej święcenia biskupie z rąk abp. Mariana Jaworskiego przyjął też drugi biskup pomocniczy archidiecezji lwowskiej ks. Marcjan Trofimiak, o którym szereg informacji podano w poprzednich opracowaniach przy okazji omówienia działalności Kościoła rzymskokatolickiego na terenie województwa tarnopolskiego w latach 1945–1991.
Biskup Marcjan Trofimiak urodził się 16 kwietnia 1947 roku w miasteczku Kozowa na tarnopolszczyźnie jako syn Mikołaja i Eugenii z Bodnarów. W 1965 roku ukończył szkołę średnią i rozpoczął naukę na kierunku muzycznym lwowskiego liceum pedagogicznego. Po odbyciu służby wojskowej kontynuował naukę we lwowskim liceum muzycznym. W 1969 roku wstąpił do seminarium duchownego w Rydze na Łotwie, a 26 maja 1974 roku otrzymał w Rydze święcenia kapłańskie z rąk bpa Juliansa Vaivodsa. W latach 1974–1991 był proboszczem jedynej ocalałej parafii z dawnej diecezji łuckiej w Krzemieńcu. W tym czasie obsługiwał katolików w parafiach obwodów wołyńskiego, tarnopolskiego, rówieńskiego i chmielnickiego.
W przededniu upadku reżimu komunistycznego ks. Trofimiak przez wielu kapłanów był postrzegany jako najbardziej wybijający się spośród księży pracujących na Ukrainie. Tę opinię podzielali też kapłani przybywający tu sporadycznie z Polski. To dzięki jego staraniom po 1989 roku udało się odzyskać szereg dotychczas zamkniętych kościołów i zarejestrować tam nowe parafie. Sam je konsekrował lub uczestniczył w otwarciu nowych kościołów na terenie obwodu tarnopolskiego.

Gdy papież Jan Paweł II 16 stycznia 1991 roku reaktywował hierarchię Kościoła rzymskokatolickiego i mianował nowych biskupów, był wśród nich biskup pomocniczy archidiecezji lwowskiej ze stolicą tytularną w Auzji ks. Marcjan Trofimiak. Wraz z bp. Rafałem Kiernickim od 2 marca 1991 roku pełnił w archidiecezji funkcję wikariusza generalnego. Nowo mianowany biskup jako swoje wezwanie biskupie wybrał słowa: „Per Christum, cum Christo et in Christo” (Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie). W herbie biskupim na czerwonym tle widnieją trzy krzyże.

Tak o tym dniu wspominał po latach w wywiadzie-rzece udzielonym Włodzimierzowi Osadczemu: „Chcieliśmy, żeby święcenia odbyły się we Lwowie, chociaż Ojciec Święty był gotów konsekrować nas w Rzymie. Podziękowaliśmy i powiedzieliśmy: Dla nas byłby to honor, ale ten lud tak długo czekał na biskupów, że wypada, by konsekracja odbyła się we Lwowie. Ojciec Święty zrozumiał to doskonale. Tej konsekracji nie da się opisać. To było wielkie wydarzenie. Panowała niezwykła atmosfera. Prawda, trochę nam zepsuł humor ówczesny szef administracji, niech z Bogiem spoczywa. W przededniu konsekracji wystąpił z ostrym protestem w telewizji, a nawet z nawoływaniem, by nie dopuścić do konsekracji. Obawialiśmy się, żeby nie doszło do jakichś zamieszek. Owszem, 2 marca pod katedrą zebrały się w pewnej odległości takie grupy, bojówki. Można było usłyszeć jakieś pomruki, ale do żadnej akcji ani prób zakłócenia jednak nie doszło, tym bardziej, że było ogromnie dużo ludzi. Nie odważyli się. Konsekracja odbyła się więc bez przeszkód. W Żytomierzu nie było żadnej negatywnej reakcji, wręcz odwrotnie, władze to nawet jakoś zauważyły, była telewizja, która trochę podczas konsekracji przeszkadzała, ale to już pod innym względem. Dla ludzi to było, oczywiście, wielkie przeżycie. Trudno opowiedzieć. Myśmy sami przeżyli to bardzo głęboko. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że jesteśmy świadkami i uczestnikami czegoś, co ma wagę historyczną. A to nakłada ogromną odpowiedzialność. Odbierałem więc to z poczuciem nie tyle strachu, lęku czy niepokoju, ile czegoś bardzo wielkiego, przerastającego nasze siły, zdolności i możliwości. Ale, z drugiej strony, myślałem sobie: Skoro Pan Bóg tak już postanowił, znalazł mnie, wybrał, to na pewno musi sobie w jakiś sposób z tą moją nieudolnością poradzić. No i dlatego zgodziłem się zostać biskupem”.

Miesiąc później bp Marcjan uczestniczył u boku abp. Mariana Jaworskiego 13 kwietnia 1991 roku w Przemyślu w pamiętnym ingresie greckokatolickiego biskupa Jana Martyniaka. Ten ingres był poprzedzony głośnym konfliktem o przemyski kościół pw. św. Teresy.
Kilka dni po uroczystościach w Przemyślu bp Marcjan został 16 kwietnia przyjęty wraz z metropolitą lwowskim na audiencji u Ojca Świętego, o czym również już wspominano. Jednak tutaj zostaną przedstawione osobiste przeżycia biskupa Marcjana, przybyłego po raz pierwszy do Watykanu: „Z Ojcem Świętym spotkałem się po raz pierwszy 16 kwietnia 1991 roku, kiedy to razem z arcybiskupem Marianem Jaworskim przylecieliśmy do Rzymu. Byłem już biskupem. Przedtem Ojca Świętego widziałem tylko w telewizji, przyjeżdżając do Mościsk, by zobaczyć chociaż coś związanego z wizytą Ojca Świętego w Polsce. Pierwsze spotkanie było bardzo dziwne. Przylecieliśmy do Rzymu. Powitał nas ks. prałat Stanisław Dziwisz. Wtenczas dopiero uświadomiłem sobie, że jesteśmy w Rzymie. Pojechaliśmy do Watykanu – i to Cortillo Sisto Quinta, windą, którą razem z arcybiskupem Jaworskim i prałatem Dziwiszem wyjechaliśmy na piętro papieskie – a siostrzyczki sercanki mówią: O! Ojciec Święty parę razy przychodził i pytał, czy już przyjechaliście! Owszem, uraczyły nas siostry obiadem. Jeszcze zjedliśmy ciastka, które ktoś tam przywiózł w prezencie dla Ojca Świętego – taki koszyczek ciastek, które do dzisiaj pamiętam, wspaniały smak, zupełnie dla nas nieznany. Zjedliśmy to Ojcu Świętemu. Powiedzieli nam, że papież ma akurat spotkanie z kardynałami kurii rzymskiej. I potem nagle: Ojciec Święty idzie!

Nie umiem określić, jak się wtedy poczułem. Cały zdrętwiałem. To było wielkie przeżycie: po raz pierwszy w życiu zobaczę Ojca Świętego! Kimże jestem? Prosty chłop z Kozowej. Idzie! Taki uśmiechnięty, radosny, wyciągnął ręce. Rzucił na mnie spojrzenie, naturalnie przywitał się najpierw z arcybiskupem Jaworskim, a potem do mnie: A, więc to jest ten biskup Marek?. Przywitaliśmy się. Jak gdyby ktoś pomodlił się nade mną z dobrego łacińskiego rytuału: strach mnie odleciał, nagle poczułem się wśród swoich. Ojciec Święty był taki miły, taki sympatyczny. I od tego zaczęła się nasza – nie powiem przyjaźń, bo pewnie za wiele bym powiedział, ale coś w tym rodzaju, gdyż Ojciec Święty darzył mnie sympatią.
I teraz, nawiązując do pytania, powiem, że Ojciec Święty naprawdę bardzo interesował się nie tylko życiem, ale i odrodzeniem Kościoła katolickiego na Ukrainie. Miał bardzo dobre informacje i orientował się doskonale, ale był ciekaw wszystkiego, najmniejszych i najdrobniejszych rzeczy. Pytał i słuchał z ogromną uwagą wszystkiego, co mówiłem o życiu Kościoła, o odzyskiwaniu kościołów, o jego odradzaniu się, o tym animuszu, który wstąpił w serca wiernych. Cieszył się. On naprawdę tym żył. Ukraina była mu bardzo, bardzo bliska. Myślę, że nie tylko z powodu obecności na Ukrainie arcybiskupa Jaworskiego, który był jego przyjacielem – o czym każdy wie – ale też dlatego, że Ojciec Święty uświadamiał sobie, iż Ukraina jest po Rosji największym krajem w byłym Związku Radzieckim, i że w tej Ukrainie mieszka kilka milionów katolików obu obrządków. Nic więc dziwnego, że interesował się tym. On, dosłownie, nie tylko czekał na każde słowo, ale widać było, że z wielkim zainteresowaniem je przyjmował. Naprawdę chciał wiedzieć, co się dzieje z Kościołem. Oczywiście, odpowiadałem mu z całą serdecznością i bez żadnych upiększeń, tak jak było. On się bardzo cieszył, że Kościół na Ukrainie jakoś się odnajduje, że się odradza. I marzył, żeby kiedyś na Ukrainę przyjechać.
Mogę powiedzieć, że Ojciec Święty doskonale się orientował i ubolewał nad tym, że nasza współpraca (z grekokatolikami) nie układa się tak, jak powinna. Bardzo ubolewał, ale też nigdy nie tracił nadziei i ufności, że jednak zwycięży ów zdrowy duch wspólnego katolicyzmu. Nigdy nie tracił nadziei. My również nie tracimy. Ojciec Święty tym żył, a to, że Ukraina była mu bardzo bliska… przecież jestem jednym z iluś tysięcy biskupów na całym świecie, a Ojciec Święty, ile razy na placu św. Piotra była audiencja generalna, i zobaczył mnie, od razu tak bezdźwięcznie poruszał ustami: Ma-a-rek, bo tam nie było czasu, by zamienić kilka słów. Pamiętam różne uroczystości w auli Pawła VI: kardynałowie, biskupi – było nas bardzo dużo. Siedziałem tam skromniutko. Ojciec Święty, przechodząc, nagle mnie zobaczył, uśmiechnął się i znów zobaczyłem na jego ustach: Ma-a-rek. Nie chodzi akurat o moją osobę, tylko o to, że on wiedział, że jestem z Ukrainy, że jestem biskupem pomocniczym arcybiskupa lwowskiego. A to świadczyło o tym, że Ojciec Święty naprawdę bardzo, bardzo przeżywał sprawę Kościoła na Ukrainie. Może w sposób zupełnie niezrozumiały dla nas, dlaczego Ukraina tak go fascynowała”
Po powrocie z Rzymu do archidiecezji lwowskiej bp Marcjan wraz z abp. Marianem Jaworskim i biskupem Rafałem Kiernickim zajęli się reorganizacją archidiecezji lwowskiej. Jako biskup pomocniczy poświęcił szereg odzyskanych świątyń. Jeszcze w 1991 roku dokonał poświęcenia kościołów w Olesku, Buczaczu, Nowosiółce, Rohatynie, Nadwórnej, Mościkach (pw. św. Katarzyny) i Dolinie. W następnym roku liczbę uzupełniły nowe świątynie w Chomiakówce, Złotym Potoku, Ostapiu, Firlejowie, Otynii i Korpcu. W 1993 roku bp Trofimiak poświęcił kościół w Brzozdowcach, a w 1994 kościoły w Białobożnicy i Bukaczowcach. Tegoż roku poświęcono również wyremontowany kościół w Dolinie. W Strzelczyskach koło Mościsk 24 grudnia 1993 roku biskup Marcjan odprawił pierwszą mszę św. w jeszcze niedobudowanym kościele. Ostatnim poświęconym w archidiecezji lwowskiej był kościół w Białym Potoku, który bp Trofimiak ponownie poświęcił w 1997 roku, a nieco wcześniej poświęcił dobudowany kościół w Starym Skałacie.
Biskup Marcjan święcił również kamienie węgielne pod budowę nowych kościołów, gdzie w minionych latach świątynie uległy całkowitemu zniszczeniu. Tak założono kamień węgielny pod nowy kościół w Szumsku (1994), Kołodziejówce (1995) oraz Skałacie (1996). Jak widać na podstawie przedstawionych geograficznie miejscowości najmłodszy biskup działał przeważnie na terenach obwodu tarnopolskiego, stanisławowskiego i czerniowieckiego. Jako biskup odwiedzał też parafie nieprzerwanie czynne, przewodniczył tam uroczystościom odpustowym, czy też udzielał sakramentu bierzmowania. W dniu 29 czerwca 1991 roku, po prawie 44 latach wraz z bp. Rafałem Kiernickim odprawił pierwszą mszę św. w katedrze łuckiej pw. swiętych Apostołów Piotra i Pawła. Odprawiał też nabożeństwa w katedrze lwowskiej, a 2 marca 1997 roku w czasie mszy św. dziękował Bogu za sześć lat posługiwania biskupiego w archidiecezji lwowskiej.
Poświęcał też różnorodne tablice pamiątkowe w kościołach archidiecezji, jak choćby 4 maja 1997 roku w sanktuarium Matki Bożej Piastunki Ludzkich Nadziei w Stryju poświęcił tablicę pamiątkową ku czci Kornela Makuszyńskiego, który urodził się w tym mieście. Dość interesujący zapis pochodzi z kroniki sióstr służebniczek starowiejskich z Białobożnicy, mówiący, że 2 maja 1995 roku „biskup Marcjan Trofimiak ofiarował notarialnie swój samochód Łada 07 siostrom w Białobożnicy na cele duszpasterskie”.
Na terenie obwodu czerniowieckiego 21 lipca 1991 roku bp Trofimiak udzielał sakramentu bierzmowania w Storożyńcu i Czerniowcach. W tym dniu do tego sakramentu przystąpiło 256 osób, z nich najstarszą osobą była urodzona w 1884 roku. Kolejny raz bp Trofimiak przybył do Czerniowiec 15 września i przewodniczył uroczystości odpustowej w Starej Hucie, a 16 września w Czerniowcach odprawił mszę św. z racji pierwszej rocznicy śmierci tutejszego proboszcza ks. Franciszka Krajewskiego. Również 23 września 1991 roku poświęcił wyremontowany kościół w Sadogórze, a 9 listopada 1991 roku uroczyście poświęcił oddany w 1990 roku kościół w Wyżnicy. W 1991 roku biskup Trofimiak spędził również w Czerniowcach święta Bożego Narodzenia. Odprawiał msze św. w Czerniowcach, Storożyńcu i Śniatyniu. „W tych miejscowościach jeszcze nie był, ludzie byli zaskoczeni przyjazdem” – pisano w kronice czerniowieckiej. W następnych latach przyjeżdżał też okazjonalnie do Czerniowiec z okazji odpustu parafialnego.

Kościół w Głębokiej uroczyście został poświęcony 15 września 1993 roku pod przewodnictwem bp. Marcjana Trofimiaka. W następnym roku do tej listy doszły kościoły w Bojanach i Baniłowie, obydwa poświęcone 9 lipca 1994 roku, a 26 października 1996 roku kościół w Milejewym.
Tak szczegółowe przedstawienie bp. Marcjana Trofimiaka, ma za cel ukazanie troski lwowskich pasterzy wobec tych najdalej oddalonych parafii w archidiecezji lwowskiej. Dodatkowo należy dodać, że dojazd w tym czasie był bardzo utrudniony przez zły stan dróg oraz deficyt paliwowy, jaki panował na początku lat 90. XX wieku.

W tym czasie biskup Marcjan miał opinię biskupa erudyty, który swobodnie wygłaszał kazania w dwóch językach (polskim i ukraińskim na przemian), dbając przy tym o piękno liturgii. Sam też wyznawał: „Jako biskup starałem się jeździć na wszystkie odpusty, na wszystkie uroczystości. Uważałem, że ludzie zbyt długo czekali na biskupów, a więc powinni ich widzieć, powinni ich mieć u siebie. Dlatego prawie w każdą niedzielę, w każde święto gdzieś jeździłem. Po drodze wstępowałem do otwartych i czynnych już kościołów, bo zawsze coś się działo: tu robią porządki, tam remontują, a gdzie indziej zmieniają kwiaty. I zawsze ludzie widzieli: biskup przyjechał, zauważył, zobaczył. To było bardzo cenne. Chciałem widzieć, co się w kościołach dzieje, a ludzie cieszyli się, że biskup się nimi interesuje. Wykorzystywaliśmy każdą okazję.
Następnie uczestniczyliśmy w spotkaniach na szczeblach państwowych, czy to z władzami obwodowymi, czy powiatowymi. To było dla nas ważne, bo bardzo chcieliśmy, żeby te władze wiedziały o Kościele łacińskim, żeby widziały i zdawały sobie sprawę z tego, że Kościół łaciński zaczyna istnieć na Ukrainie w sposób bardziej widoczny. I gdy zaczęliśmy spotkania w Kijowie, zorganizowaliśmy w 1991 roku pierwsze forum międzywyznaniowe. Spotkaliśmy się po raz pierwszy: biskupi prawosławni, greckokatoliccy i ja, jako jedyny od łacinników. Podczas tego forum powiedziałem arcybiskupowi, obecnie patriarsze Filaretowi, że może warto byłoby utworzyć na Ukrainie Radę Kościołów, coś na kształt polskiej rady ekumenicznej, tylko o szerszym zakresie. I arcybiskup Filaret powiedział, że właściwie jest to dobry pomysł i z pewnością warto by pomyśleć o takich systematycznych spotkaniach. I tak to się zaczęło. Spotkanie jedno, drugie; staraliśmy się zapraszać przedstawicieli większych wyznań, które są na Ukrainie. Potem zaczęło to przybierać kształt bardziej konkretny i przekształciło się we Wszechukraińską Radę Kościołów i Organizacji Religijnych, która zrzesza nie tylko główne Kościoły chrześcijańskie, lecz także Żydów i Muzułmanów. I do dzisiaj ta Rada działa naprawdę nieźle. Ojciec Święty Jan Paweł II, który w 2001 roku był na Ukrainie, powiedział mi później, że jednym z głównym punktów jego wizyty było spotkanie z Radą Kościołów. Bardzo ją sobie cenił. Potem, gdy razem z Episkopatem Greckokatolickim i około dwoma tysiącami pątników mieliśmy pojechać do Rzymu, by podziękować Ojcu Świętemu za wizytę (a tam było przewidziane tylko przemówienie dwóch kardynałów – kard. Huzara i kard. Jaworskiego), w ostatniej chwili dostałem telefon, że gdyby był też list od Rady Kościołów, to Ojciec Święty bardzo by się ucieszył. Napisaliśmy więc szybko taki list. Skontaktowaliśmy się z przedstawicielami wszystkich członków Rady Kościołów, by zaakceptowali tekst, i ja z tym tekstem pojechałem do Rzymu. W ostatnim momencie zdecydowano, że ja ten tekst mam przeczytać w auli Pawła VI. Było to wprawdzie sporym zaskoczeniem dla tłumaczy, bo mieli teksty kardynałów, a mojego nie. Tekst był w języku ukraińskim i do dzisiaj nie wiem, czy go tłumaczyli. Ale podziękowanie od Rady Kościołów było piękne”.
Marian Skowyra
Tekst ukazał się w nr 19 (479), 17 – 30 października 2025

